Sierżant Lucian, bo tak nazywał się nieszczęśnik, był głównodowodzącym oddziału gwardii w bitwie, która miała miejsce niedaleko wsi. Po walce, będąc na skraju wyczerpania psychicznego usiłował na klęczkach dotrzeć do Nurgrafen, jednak w porę został odnaleziony przez Toma, tutejszego pasterza. Pasterz przestraszył się jednak wojskowego – jego ciało lśniło tajemniczą, ciemną aurą, z ran wyciekała ropa. Sierżant przyzywał imienia Sigmara, po czym omdlał i padł jak kłoda. Decyzją rady wioski przeniesiono go do chaty jednego z wieśniaków.
Po dłuższej chwili oczekiwania zjawił się sam Adolf Mściwy, postrach wszystkich kultystów w okolicy. Nie był to karierowicz ni człowiek lubiący się aż nadto mścić, co przedziwnie korespondowało z jego przydomkiem. Chlubił się swoim poczuciem sprawiedliwości, które doprowadziło do męk wielu wyznawców mrocznych bóstw. W młodości był skrybą na elektorskim dworze, potem splot przeróżnych zdarzeń sprawił, iż otrzymał przywilej wyszukiwania kultystów. Był to właściwy człowiek we właściwym miejscu.
W otoczeniu swych dwóch pomagierów wypchnął siłą z drzwi pilnujących wieśniaków, po czym odezwał się:
-Wynocha stąd gawiedzi, albo zasmakujecie rozgrzanej stali!
Jego słowa zadziałały jak ostrogi na konia, prawie wszyscy w mgnieniu oka rozbiegli się do swych chat gasząc światła i zamykając drzwi, nie chcąc kierować na siebie podejrzliwości Adolfa. Jeden z wieśniaków nie usłuchał jego wezwania i został złapany na tyłach domostwa, gdy łypał przez okno. Dostał parę kopniaków, po czym związano go jak baleron, a łowca odrzekł:
-A Ty co, głupiś czyś głuchy? Pewnie chcesz ratować swojego kompana kultystę, co? Jeszcze dziś doczekasz się sprawiedliwości! Timmi, Gracius, zaprowadzić pod studnię, jeden niech go pilnuje, drugi do mnie wraca. Przygotować „zestaw do wyciągania prawdy”, gospodarzowi każę napalić w piecu. A temu tępakowi karę wymierzymy potem!
Łowca przepędził starszą radę, pozwolił zostać jedynie gospodarzowi oraz Graciusowi, akolicie Sigmara. Widząc figurkę Młotodzierżcy w dłoniach właściciela chaty odrzekł: -Widać boga się boisz, słusznie. Krzywda Ci się dziś nie stanie, o ile nie paktujesz z demonami. Powiedz, jaki jest jego stan.
Chłop odparł: -Panie, pobliski cyrulik bał się go przebadać, zdążył jeno wyjąć dwie strzały. Co jakiś czas sierżant świeci się, wykrzykuje coś niezrozumiałego i bełkocze. Na szyi ma zawieszony medalion, to sigmaryta. Tak na moje oko panie, to musi być tu jakiś chaos.
Łowca, słysząc to słowo z ust gospodarza począł mu się zagadkowo przyglądać i powiedział: -A skąd zwykły wieśniak może mieć pojęcie, czymże jest chaos? Wiedzę o nim posiadamy tylko my, łowcy czarownic, działający legalnie z ramienia imperialnej inkwizycji. Czyżbyś...?
Oczy gospodarza rozszerzyły się ze strachu do nieludzkich wręcz rozmiarów, począł cały się dygotać i mówić: -Pppaanie, ja nieee... skąd te myśli... chyba nieee myślisz...paaanie!
Adolf widząc przestraszonego chłopa począł się głośno śmiać.
-Wy, wieśniacy, wszyscy jesteście jednakowo głupi. Opuść chatę, migiem i udaj się pod studnię, tylko bez numerów. Czas przyjrzeć się temu „sierżantowi”.
Jak gdyby na wezwanie łowcy wojskowy poruszył się niespokojnie na łóżku i zaczął majaczyć. Gracius podał Adolfowi rozgrzany pręt. Rany faktycznie wyglądały nieciekawie i nie zabliźniły się; to, co przykuło uwagę łowcy czarownic to ślady po dwóch bełtach. Na szczęście cyrulik po wyjęciu ich z ciała nie miał odwagi ich zabrać, więc śledczy podniósł je i począł oglądać z każdej strony.
-Gracius, widziałeś? Dwa bełty, jak nic robota mrocznych elfów. Ciekawe, jakie jeszcze tajemnice skrywa ten gwardzista?
Gracius przejrzał wszystko, co znaleziono przy sierżancie. Ciężka, podziurawiona zbroja płytowa, zdobiony miecz dwuręczny, potargane ubranie, jakieś odznaczenie. Nie było tu niczego podejrzanego.
Widząc, że odzyskuje on świadomość, łowca czarownic przystąpił do pracy. Przyłożył do jego nogi wrzący pręt, aż wojskowy zawył z bólu i począł się rzucać. Trzymał go Gracius.
-Jam jest Adolf, łowca czarownic Imperium, sługa najjaśniejszego Sigmara Młotodzierżcy. Jeśli życie Ci miłe mów prawdę wojaku, albo skończysz na stosie. Podejrzuję, iż sprzeniewierzyłeś się sprawie Imperium i paktujesz z mrocznymi siłami. Odpowiadaj na pytania, albo będę odświeżał Twą pamięć tym oto Prętem Sprawiedliwych. Czy rozumiesz, co mówię do Ciebie? Żołnierz skinął głową.
-Imię i nazwisko, profesja
-Lucian Stuttgert, sierżant gwardii elektorskiej, odznaczony za walki ze zwierzoludźmi pod Altdorfem
-Wieśniacy mówili, że niedawno była tu bitwa. Mów co wiesz
W tejże chwili mrok spowił izbę, z ran poczęła cieknąć brunatnoczerwona krew z domieszką ciemnej zieleni. Łowca schwycił tym razem żelazne obcęgi i ścisnął goleń sierżanta. Ofiara ponownie zawyła jak opętana, a Gracius aż się wzdrygnął, odwrócił głowę i zwymiotował. Widząc, iż nie ma poprawy, Adolf począł się modlić wraz z Graciusem: -O wielki Sigmarze, my, uniżeni słudzy Twoi prosimy, byś przepędził złe moce, co na zgubę ludzkość atakują. Uwolnij tego człowieka od cierpień.
Minęła dłuższa chwila, ciemna poświata zniknęła, a Lucian z powrotem opadł na łoże. Najwyraźniej Sigmar odpowiadał na ich modlitwy, co było dobrym znakiem. Sierżant ciągnął dalej:
-Kaapłan Kruffner kazał... wojsko... Wielka bitwa na morzu, mroczne elfy... zepchnięte na ląd, kapitan myślał, że utonęli... rozbite łodzie... Napaść na „Hojną Łajbę”, elfy chciały złota. Nawiedzona puszcza... ludzie zniknali.. Kruffner zebrał wojsko i wjechał do puszczy.
Sierżant uspokoił się, majaki przestały go dręczyć.
-W jakiej sile zebrał wojsko?
-Dwa oddziały konnych Sigmara, jeden prowadził kapłan... moja gwardia dwudziestu mieczy.. miecznicy w podobnej liczbie ze sztandarowym armii...dziesięć halabard...czarodziejka wierzchem... paru kuszników. Było też działo, ale usunięto je z bitwy, nie wiem dlaczego.
-A wróg?
-Zajęli duży pagórek, była...repetująca balista i na moje oko piętnastu... z kuszami. Obok wzgórza po lewej mały oddział korsarzy. Nasza magiczka... mówiła, że były dwie czarodziejki...jedna słabsza pomiędzy skałami, silniejsza...prowadziła ośmiu strasznych jeźdźców...na jaszczurach. W małym zagajniku wytropiono pięć cieni.

-Opowiedz o bitwie oraz udziale czarodziejek.
Nagle Lucian począł skakać na łóżku, rany zalśniły dziwnym blaskiem. Łowca i akolita zrobili asekuracyjny krok w tył. Sierżant zachowywał się podejrzanie dziwnie. Adolf, który uchodził za niepatyczkującego się w takich sprawach, złapał swymi koślawymi palcami za gardło wojskowego i wstrząsnął nim parę razy, aż ten zemdlał.
Adolf, widząc nieprzytomnego Luciana, zwrócił się do Graciusa:
-Póki co nie stwierdzam objawów opętania ni też paktowania, jednak nie podobają mi się te rany. To z nich musi sączyć się mroczna magia. Lucian wygląda jak ofiara klątwy...
Sierżant ocknął się po podaniu mu mieszanki ziół, po czym mówił dalej:
-Na lewej flance... Piątka Sigmarytów z gotowymi do ataku kopiami. Trzech korsarzy padło... pozostali przy życiu nie zagrozili konnym. Mimo dotkliwych strat przetrzymali... kolejną wymianę ciosów (szaleńcza odwaga) i poddali tyły, a rycerze goniąc ich... do lasu poza pole bitewne.
Cienie wychynęły z lasu...Ich bełty utrąciły halabardnika i dwóch mieczników...po ostrzale naszych kusz ginie jeden... tamci skryli się...halabardy za nimi, ale... stoją w lesie... cieni nie ma.
Porywczy kapłan...pali szarżę. Dostałem rozkaz... zablokować rycerzy... przemknęli przed mym oddziałem, wpadli...Kapłan był nieugięty, Sigmaryci też stali...choć padło dwóch. Odwaga ich opuściła po atakach złej magiczki...Jaszczury złamały ich, dorwały... poza polem, Kruffner zginął...

Konni po lewej wrócili...pewność siebie ich zgubiła...Jeden ginie od balisty, drugi pada z przebitym gardłem... Panika, uciekają, by nie wrócić...
-Mów, co z Twoim oddziałem, co się działo?
-Do nas strzelali kusznicy... grad strzał, straszne... patrzyłem, jak moi ludzie padali... nie było odwrotu ani kryjówki...
-Łżesz sierżancie, przecież szliście obok zagajnika!
-Wydałem rozkaz...mieliśmy dopaść kuszników za wszelką cenę... Wody, dajcie mi wody.
Gracius podał w drewnianym kubku wodę Lucianowi.
-Młodsza czarodziejka utkała potężny czar... widziałem starania naszej pani... spełzły na niczym...Była ranna, bełt wystawał z jej nogi... Złe moce chłostały nasze szeregi... paru kompanów umarło na miejscu...
Adolf szepnął do ucha Graciusa: -To pewnie stąd te rany...
-Porzuciłem pozycję, za mało nas zostało... by mścić... zbiegliśmy w zagajnik... Sztandarowy i muzyk padli przebici... ostatnią salwa. Podniosłem płótno i czekałem, zostałem sam...
Na twarzy Luciana pojawił się nieskrywany grymas bólu po stracie towarzyszy. Przestał on mówić na dłuższą chwilę.
---
Uzbrojeni chłopi powoli otaczali Timmiego, w powietrzu czuć było rebelię. Akolita, nerwowo rozglądając się na wszystkie strony dobył swego młota i przywarł plecami do studni.
-Odejdźcie w imię Sigmara! Ten człowiek jest oskarżony o paktowanie ze złymi siłami!
Ktoś z tłumu rzucił: -Srał Cię pies! Tom paktuje z demonami? Zwykły pasterz? Jeśli tak, to Twoja matka sypia z orkami!
Wszyscy poza Timmim ryknęli ze śmiechu, co nie uszło uwadze Adolfa...
---
-Coś się dzieje we wsi, mów szybko sierżancie, jak zakończyła się bitwa
-Bałem się... że przyjdą po mnie elfy. Cienie dawno uciekły. Rycerze na jaszczurach...wrócili, szachowali ich miecznicy...jaszczury nie podjęły rękawicy. Widziałem, jak piesza czarodziejka elfów...ona spłonęła od magii ognia naszej magiczki.
Przegraliśmy, na Sigmara.

-Gracius, zostań tu, pójdę zobaczyć, co z Timmim.
Łowca czarownic przybył w ostatniej chwili. Pomiędzy pomagierem a widłami wymierzonymi w jego gardło było nie więcej jak dwadzieścia centymetrów. Adolf Mściwy natychmiast dobył miecza i rzucił się na zaskoczonych chłopów. Trójka z nich, która śmiała unieść swoje tasaki na śledczego została pozbawiona bebechów, pozostałych przepędziła siła autorytetu łowcy.
Gracius prowadził Luciana. Chłopi, którzy nie brali udziału w zamieszkach i mieli na tyle odwagi, by stać pod swymi domami, z ciekawością przypatrywali się zdarzeniom.
Adolf Mściwy wystąpił na środek wsi, po czym rozpoczął mowę:
-Z łaski udzielonej mi przez Sigmara, a także elektorskiego umocowania ogłaszam co następuje: Podejrzany Lucian Stuttgert, sierżant gwardii elektorskiej, zostaje oczyszczony z wszelkich zarzutów, a każdy, kto śmie podważyć wyrok, będzie musiał stanąć przed komisją łowców czarownic z niezbitymi dowodami jego winy. Aby jednak sprawiedliwości stało się zadość, ukarać muszę osoby, które śmiały podnieść zarzut względem tego uczciwego człowieka i fatygować mój czas:
-Tom, tutejszy pasterz, zostanie spalony na stosie za sprzyjanie mrocznym mocom oraz próbę udaremnienia przesłuchania. Odnalezienie Luciana nie jest przyczynkiem do obniżenia wyroku.
-Wszyscy, którzy podnieśli na mnie i mego kompana oręż zostaną odnalezieni i spaleni żywcem. Jeśli nie stawią się dobrowolnie w przeciągu piętnastu minut, będę wywlekał z co drugiej chaty po dwie osoby, nie bacząc na wiek
-Hansa zaś, jako człeka bogobojnego acz głupiego skazuję na karę potrójnej chłosty za publiczne użycie mrocznego słowa z jednoczesnym odebraniem od niego zobowiązania, iż przenigdy nie użyje go ponownie pod najcięższą karą. Udzielił on opieki sierżantowi, co poczytuję jako podstawę złagodzenia kary.
Ponadto radę wioski obliguję, by do czasu przyjazdu wysłanników elektora zadbała należycie o Luciana, ze wszystkimi przywilejami i honorami jakie wobec wojskowego się stosuje.
W odpowiedzi słychać było jęk zawodzenia i płacz...
---
Parę słów komentarza:
Miałem ciśnienie na napisanie raportu z dużą ilością dialogów, jak wyszło - sami ocenicie. Bitwa na około 1000 punktów, gdybym nie przeoczył podczas rozstawiania 12 włóczników, byłoby na ponad 1100. Jako iż z Legionem dość późno zorientowaliśmy się co jest grane, on usunął działo (z którego i tak nie było pożytku, bo rzucał same niewypały

Bitwa nie została należycie uwieczniona na fotografiach ale myślę, że na podstawie raportu da się odtworzyć jej przebieg.
Zwycięstwo Dark Elfów ilością 197 punktów, a więc "małe" zwycięstwo
