Arena of Death 21 Sartosa 4.
Re: Arena of Death 21 Sartosa 4.
Miron z rodu Sonnitów vs Tar'to, ogrzy najemnik
Arena była sprzątnięta po wczorajszej walce i gotowa na przyjecie nowych zawodników. W starciu które miało się tu rozegrać zmierzyć się mieli kolejny Bretoński rycerz, a właściwie giermek i następny ogr.
Miron wkraczał w skupieniu na arenę, wiedział, że porażka nie wchodzi w rachubę musiał zwyciężyć i zdobyć ostrogi, inaczej jego brat zostanie Lordem, a wtedy jemu za majątek pozostanie tylko jego własny rynsztunek.
Tar'to w końcu doczekał się swej walki, teraz w końcu będzie mógł rozgnieść jak robaka kolejnego nędznego człowieczka.
Bretończyk przyklęknął przykładając miecz do piersi i rozpoczął modlitwę do Pani Jeziora, prosząc o ochronę bogini. Gdy zabrzmiał gong Ogrzy najemnik ruszył na niego wściekle. Miron w ostatniej chwili wstał i zablokował tarczą jego uderzenie, sam też wyprowadził swoje, lecz ono trafiło na tarcze Ogra. Obaj wdali się w wymianę ciosów, lecz Bretończyk musiał ustąpić pod naporem potężnych uderzeń Ogra. Ten ostatni przejął inicjatywę i uderzał raz za razem, jeden z ciosów omal nie roztrzaskał mu głowy, lecz Pani czuwała nad swym sługą. Miron wyczuł nagle okazje i omijając uderzenie ogra pchnął clenie wbijając ostrze swego miecza w ciało przeciwnika, ostra broń bez problemu przeszła przez pancerz. Zadana rana nie wzruszyła Tar’to, nie dał on sobie odebrać inicjatywy i dalej uderzał zawzięcie. W końcu jego cios przełamał obronę Mirona i maczuga walnęła w płytę zbroi. Giermek został odrzucony w bok i gdyby nie pancerz najprawdopodobniej by nie żył. Tar’to ponownie zaatakował chcąc ostatecznie wykończyć człowieka, lecz ten wykaraskał się opresji karkołomnym unikiem i ponownie przyjął pozycje obronną. Ogr nie zważał na to, jeśli nie udało się teraz dorwać człowieka, uda się zaraz, jego maczuga zadała kolejne ciosy. Miron jednak był tym razem rozważniejszy, wyczekała na odpowiednią chwilę, odbił uderzenie potężnej broni i zadał kolejne pchnięcie, ostrze ponownie jeszcze bardziej dotkliwie zraniło Ogra. Bretończyk zaczął teraz atakować, pomimo nawały kolejnych ciosów nie poddawał się. Moc bogini uchroniła go po raz kolejny i a dzięki mocy jej błogosławieństwa zadała kolejne celne cięcie.
Tar’to stwierdził, że nie doceniał człeczyny, bo okazał się posiłkiem na który trzeba będzie solidnie zapracować, poza tym zdążył on już go solidnie poturbować, lecz daleki był jeszcze od zwycięstwa. Ogr w pewnym momencie, skrócił dystans z nacierającym Bretończykiem, i zwarł się z nim tarcza w tarcze, dzięki przewadze siły odrzucił go od siebie Miron stracił równowagę, co Tar’to wykorzystał zadając cios dokładnie w głowę, uderzenie było tak silne, że rozbryzgła się ona na kawałki, Ciało Mirona opadło bezwładnie na piasek areny, a Ogr zasiadł do posiłku.
Arena była sprzątnięta po wczorajszej walce i gotowa na przyjecie nowych zawodników. W starciu które miało się tu rozegrać zmierzyć się mieli kolejny Bretoński rycerz, a właściwie giermek i następny ogr.
Miron wkraczał w skupieniu na arenę, wiedział, że porażka nie wchodzi w rachubę musiał zwyciężyć i zdobyć ostrogi, inaczej jego brat zostanie Lordem, a wtedy jemu za majątek pozostanie tylko jego własny rynsztunek.
Tar'to w końcu doczekał się swej walki, teraz w końcu będzie mógł rozgnieść jak robaka kolejnego nędznego człowieczka.
Bretończyk przyklęknął przykładając miecz do piersi i rozpoczął modlitwę do Pani Jeziora, prosząc o ochronę bogini. Gdy zabrzmiał gong Ogrzy najemnik ruszył na niego wściekle. Miron w ostatniej chwili wstał i zablokował tarczą jego uderzenie, sam też wyprowadził swoje, lecz ono trafiło na tarcze Ogra. Obaj wdali się w wymianę ciosów, lecz Bretończyk musiał ustąpić pod naporem potężnych uderzeń Ogra. Ten ostatni przejął inicjatywę i uderzał raz za razem, jeden z ciosów omal nie roztrzaskał mu głowy, lecz Pani czuwała nad swym sługą. Miron wyczuł nagle okazje i omijając uderzenie ogra pchnął clenie wbijając ostrze swego miecza w ciało przeciwnika, ostra broń bez problemu przeszła przez pancerz. Zadana rana nie wzruszyła Tar’to, nie dał on sobie odebrać inicjatywy i dalej uderzał zawzięcie. W końcu jego cios przełamał obronę Mirona i maczuga walnęła w płytę zbroi. Giermek został odrzucony w bok i gdyby nie pancerz najprawdopodobniej by nie żył. Tar’to ponownie zaatakował chcąc ostatecznie wykończyć człowieka, lecz ten wykaraskał się opresji karkołomnym unikiem i ponownie przyjął pozycje obronną. Ogr nie zważał na to, jeśli nie udało się teraz dorwać człowieka, uda się zaraz, jego maczuga zadała kolejne ciosy. Miron jednak był tym razem rozważniejszy, wyczekała na odpowiednią chwilę, odbił uderzenie potężnej broni i zadał kolejne pchnięcie, ostrze ponownie jeszcze bardziej dotkliwie zraniło Ogra. Bretończyk zaczął teraz atakować, pomimo nawały kolejnych ciosów nie poddawał się. Moc bogini uchroniła go po raz kolejny i a dzięki mocy jej błogosławieństwa zadała kolejne celne cięcie.
Tar’to stwierdził, że nie doceniał człeczyny, bo okazał się posiłkiem na który trzeba będzie solidnie zapracować, poza tym zdążył on już go solidnie poturbować, lecz daleki był jeszcze od zwycięstwa. Ogr w pewnym momencie, skrócił dystans z nacierającym Bretończykiem, i zwarł się z nim tarcza w tarcze, dzięki przewadze siły odrzucił go od siebie Miron stracił równowagę, co Tar’to wykorzystał zadając cios dokładnie w głowę, uderzenie było tak silne, że rozbryzgła się ona na kawałki, Ciało Mirona opadło bezwładnie na piasek areny, a Ogr zasiadł do posiłku.
Ostatnio zmieniony 26 lut 2010, o 09:24 przez Tullaris, łącznie zmieniany 1 raz.
Tullaris Dredbringer was dying. He knew this, and he cared not.... At last, he knew the truth that Khain had tried to share with him all theas years, and it was glorius.
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
- Uch... ludź smaczny, ale dziabnął mnie konkretnie, byle chłystek to to nie był - Rzekł Tar'to trzymając się za przebity bok - Żem później cię dokończę ludziku, tera jakiego konowała poszukam. Ale coby jeszcze cosik zjeść... - Nie zważając na jęki zgrozy dobiegające z tłumu, ogr oderwał rycerzowi nogę i ruszył z tym nietypowym trofeum w łapie w stronę wyjścia z areny. Gdy tylko zniknął on w korytarzu, parobkowie czym prędzej rzucili się by uprzątnąć ciało dzielnego giermka
- Hahaha! Widzieli? To mój pan taki silny jest, to on! - Mały Gnoblar radośnie podskakiwał w tłumie widzów. - A ty duży co się gapisz? Chcesz coby mój pan cię zjadł? Nie? To siem nie gap bo oczy wykłuję! Ach, mój paan taki tłusty i silny! On wygra tom arene!
Uff... pierwsze koty za płoty jak mówią
. Mała uwaga, mój ogr walczy Żelazną pięścia, czyli czymś w rodzaju bardzo rozbudowanej kolczasnej płytowej rękawicy. Używa tego do blokowania ciosów, ale tarczy to to nie przypomina jednak
. Poza tym szczegółem raport na piątkę.
EDIT: Miron nie miał miksturki czasem? Czy nie zdążył jej użyć po prostu?
- Hahaha! Widzieli? To mój pan taki silny jest, to on! - Mały Gnoblar radośnie podskakiwał w tłumie widzów. - A ty duży co się gapisz? Chcesz coby mój pan cię zjadł? Nie? To siem nie gap bo oczy wykłuję! Ach, mój paan taki tłusty i silny! On wygra tom arene!
Uff... pierwsze koty za płoty jak mówią


EDIT: Miron nie miał miksturki czasem? Czy nie zdążył jej użyć po prostu?
kubencjusz pisze:Młody. Było powiedziane czwartek. Spójrz na kalendarz. Spójrz na ten post. Spójrz jeszcze raz na kalendarz. Dziś nie jest czwartek. Siedzę na koniu.
Ok zapamiętam to o rękawicy
.
A co do Mirona to po pierwszym ciosie Miksturka nie była jeszcze potrzebna, bo zbroja zaabsorbowała część obrażeń. Przy drugim trafieniu natomiast wypadał bardzo wysoka liczba obrażeń i Bretończyk został z -2 PŻ więc miksturki zarzyć nie zdążył
.

A co do Mirona to po pierwszym ciosie Miksturka nie była jeszcze potrzebna, bo zbroja zaabsorbowała część obrażeń. Przy drugim trafieniu natomiast wypadał bardzo wysoka liczba obrażeń i Bretończyk został z -2 PŻ więc miksturki zarzyć nie zdążył

Tullaris Dredbringer was dying. He knew this, and he cared not.... At last, he knew the truth that Khain had tried to share with him all theas years, and it was glorius.
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
-
- Masakrator
- Posty: 2297
Gdy przedostatnia walka pierwszej rundy zakończyła się, nad Sartossą rozpoczęła się burza. Czarne, tłuste chmury przykryły niebo niczym muchy otaczające trupa. Terlarkar Upadły stał nad brzegiem morza i w wpatrywał się w fale. Wiatr spowodował łopotanie płaszcza Chaosyty, odsłaniając pożółkłe kości, resztki skóry i przegniłe organy wewnętrzne, które to zwisały ze szczelin w zniszczonej Zbroi Chaosu. Żniwiarz czerpał moc z bliskości Mrocznych Mocy, moc, która utrzymywała jego nieumarłą formę, dodawała mu sił i pozwalała roznosić Zarazy w imię Ojczulka Neiglena, Nurgla. Zbliżała się jego walka. Czas rozpocząć żniwa!
- Widzę, iż Bogowie nam sprzyjają, Nurglito.
- Jakże by było inaczej, Czarnoksiężniku-Terlarkar spojrzał na Maga Chaosu, który również obserwował zbierający się sztorm. Szczeliny w Hełmie czarodzieja błyskały nienaturalną mocą, oczywistym było, iż podtrzymywał tę burzę.
- Rozmawiałem dziś z Bogami ,O Upadły. Nie przegraj tej walki, a nagroda będzie wielka.
Chaosyta naciągnął kaptur na głowę, ze szczękiem wyciągnął pordzewiały miecz i zaśmiał się paskudnie..
- Bogowie żądają ode mnie zwycięstwa.....zatem niech tak będzie!
Ciało Upadłego momentalnie zapadło się w sobie. Miast takowego pojawił się rój paskudnych, tłustych much, który poleciał w kierunku Areny Śmierci.
Czarownik obserwował oddalającego się Chaosytę i bez słowa również ruszył w tym samym kierunku. Dar metamorfozy z rój Nurgla był niezwykle rzadki i ciekawiło go niezmiernie, czy Terlarkar zasluzył sobie na taką nagrodę.
Przekonamy się........
- Widzę, iż Bogowie nam sprzyjają, Nurglito.
- Jakże by było inaczej, Czarnoksiężniku-Terlarkar spojrzał na Maga Chaosu, który również obserwował zbierający się sztorm. Szczeliny w Hełmie czarodzieja błyskały nienaturalną mocą, oczywistym było, iż podtrzymywał tę burzę.
- Rozmawiałem dziś z Bogami ,O Upadły. Nie przegraj tej walki, a nagroda będzie wielka.
Chaosyta naciągnął kaptur na głowę, ze szczękiem wyciągnął pordzewiały miecz i zaśmiał się paskudnie..
- Bogowie żądają ode mnie zwycięstwa.....zatem niech tak będzie!
Ciało Upadłego momentalnie zapadło się w sobie. Miast takowego pojawił się rój paskudnych, tłustych much, który poleciał w kierunku Areny Śmierci.
Czarownik obserwował oddalającego się Chaosytę i bez słowa również ruszył w tym samym kierunku. Dar metamorfozy z rój Nurgla był niezwykle rzadki i ciekawiło go niezmiernie, czy Terlarkar zasluzył sobie na taką nagrodę.
Przekonamy się........
Terlarkar Upadły vs Kapitan Rajmund Trawish
Nastał czas aby rozstrzygnąć ostatnią walkę pierwszej rundy i wylosować przeciwników w drugiej. Pogoda która zdecydowanie tego wieczora się popsuła tworzyła specyficzną aurę dla tego starcia.
Terlarkar który pojawił się na arenie wzbudził szczególną grozę, a wręcz odrazę. Nie dość, że był nie umarłym to jeszcze rozpościerał w okół siebie jakąś bluźnierczą plugawą aurę i napawał wszystkich odrazą. On sam nie wątpił w zwycięstwo, był przecież sługą Nurgla pana rozkładu i entropii, a przecież w entropii ostatecznie pogrąży się świat.
Kapitan Rajmund Trawish był nie do końca trzeźwy gdy pojawił się na arenie, gdy na nią wchodził zdążył jeszcze krzyknąć –Dawajta tu tego kościotrupa- gdyż wcześniej słyszał, że będzie walczyć z jakimś umarlakiem. Gdy go jednak zobaczył zkonsternował się lekko bowiem kościotrup był naprawdę obrzydliwy nawet jak na umarlaka. Pokrzepił się on jednak kilkoma łykami rumu i mu przeszło, przecież jakaś spleśniała kupa kości nie da mu rady nie. Rum który pił nie był taki zwykły palił go w żyłach i czuł się przez to coraz silniejszy.
Zabrzmiał gong rozpoczynający starcie, Rajmund dobył swych pistoletów i wypalił, pierwsza z kul trafiła Nurglowego umarlaka w klatkę piersiową i roztrzaskała mu żebro, druga wgniotła się niestety w pancerz. Terlarkar nic sobie z tego nie robił ruszył na kapitana z wyciągniętym mieczem. Rajmund dobył szabli, zgrabnie uskoczył przed ciosem kościotrupa i wyprowadził swoje cięcia szablą. Terlarkar zasłaniał się jednak tarczą i starał się trafić człowieka, ten jednak skutecznie unikał jego ciosów, tnąc to tu to tam szablą i uderzając hakiem, starając się zadać ranę. W końcu jedno z cięć ominęło tarcze Nurglisty i trzasnęło o jedną z kości cięcie było silne i żywemu z pewnością bardzo by zaszkodziło, ale nieumarty wojownik Pana Rozkładu nie czuł bólu. Terlarkar starał się trafić swego przeciwnika lecz ten ponownie uniknął jego pchnięć i cięć, a kolejna wymiana ciosów ponownie zakończyła się ponownym trafieniem nieumarłego, tym razem w udo, gdyby nie płyta zbroi noga została by pewnie odcięta nieumarty poczuł jak wzywa go domena chaosu, lecz opanował się. Rajmund atakował, pomimo swego upojenia alkoholem, a Terlarkar odbijał jego uderzenia tarczą. W jednej chwili wyprowadził jednak szybkie pchnięcie które zraniło dotkliwie kapitana, ten odskoczył natychmiast lecz zdążył się jeszcze odwinąć, odrywając hakiem kawałek kości. Rajmund krwawił, lecz mógł jeszcze walczyć postanowił być ostrożniejszy. Zaczął więc atakować z dystansu doskakiwać i odskakiwać próbując ostatecznie roztrzaskać tą kupę kości. To jednak nie przyniosło spodziewanego efektu, gdyż Terlarkar skutecznie zastawiał się tarczą. Rajmund postanowił zadziałać bardziej agresywnie, przypuścił gwałtowny atak na nieumarłego, ten jednak zdołał się wybronić i w odpowiedniej chwili skrócić dystans i odepchnąć od siebie człowieka tarczą. Rajmund na chwilę stracił równowagę, a to wystarczyło do wyprowadzenia precyzyjnego pchnięcia które doszło do samego serca człowieka. Kapitan Rajmund Trawish padł martwy na piasek areny, Terlarkar odniósł kolejne zwycięstwo na chwałę Nurgla.
W rundzie drugiej zmierzą się:
1.Eldril vs Ettariel, Mroczne Słońce
2.Aethis Mistrz Miecza z Hoeth vs Bruno „Mokra Piącha”
3.Tar'to, ogrzy najemnik vs Maletharion
4.Sir Gwidon de Fannaes vs Terlarkar Upadły
Nastał czas aby rozstrzygnąć ostatnią walkę pierwszej rundy i wylosować przeciwników w drugiej. Pogoda która zdecydowanie tego wieczora się popsuła tworzyła specyficzną aurę dla tego starcia.
Terlarkar który pojawił się na arenie wzbudził szczególną grozę, a wręcz odrazę. Nie dość, że był nie umarłym to jeszcze rozpościerał w okół siebie jakąś bluźnierczą plugawą aurę i napawał wszystkich odrazą. On sam nie wątpił w zwycięstwo, był przecież sługą Nurgla pana rozkładu i entropii, a przecież w entropii ostatecznie pogrąży się świat.
Kapitan Rajmund Trawish był nie do końca trzeźwy gdy pojawił się na arenie, gdy na nią wchodził zdążył jeszcze krzyknąć –Dawajta tu tego kościotrupa- gdyż wcześniej słyszał, że będzie walczyć z jakimś umarlakiem. Gdy go jednak zobaczył zkonsternował się lekko bowiem kościotrup był naprawdę obrzydliwy nawet jak na umarlaka. Pokrzepił się on jednak kilkoma łykami rumu i mu przeszło, przecież jakaś spleśniała kupa kości nie da mu rady nie. Rum który pił nie był taki zwykły palił go w żyłach i czuł się przez to coraz silniejszy.
Zabrzmiał gong rozpoczynający starcie, Rajmund dobył swych pistoletów i wypalił, pierwsza z kul trafiła Nurglowego umarlaka w klatkę piersiową i roztrzaskała mu żebro, druga wgniotła się niestety w pancerz. Terlarkar nic sobie z tego nie robił ruszył na kapitana z wyciągniętym mieczem. Rajmund dobył szabli, zgrabnie uskoczył przed ciosem kościotrupa i wyprowadził swoje cięcia szablą. Terlarkar zasłaniał się jednak tarczą i starał się trafić człowieka, ten jednak skutecznie unikał jego ciosów, tnąc to tu to tam szablą i uderzając hakiem, starając się zadać ranę. W końcu jedno z cięć ominęło tarcze Nurglisty i trzasnęło o jedną z kości cięcie było silne i żywemu z pewnością bardzo by zaszkodziło, ale nieumarty wojownik Pana Rozkładu nie czuł bólu. Terlarkar starał się trafić swego przeciwnika lecz ten ponownie uniknął jego pchnięć i cięć, a kolejna wymiana ciosów ponownie zakończyła się ponownym trafieniem nieumarłego, tym razem w udo, gdyby nie płyta zbroi noga została by pewnie odcięta nieumarty poczuł jak wzywa go domena chaosu, lecz opanował się. Rajmund atakował, pomimo swego upojenia alkoholem, a Terlarkar odbijał jego uderzenia tarczą. W jednej chwili wyprowadził jednak szybkie pchnięcie które zraniło dotkliwie kapitana, ten odskoczył natychmiast lecz zdążył się jeszcze odwinąć, odrywając hakiem kawałek kości. Rajmund krwawił, lecz mógł jeszcze walczyć postanowił być ostrożniejszy. Zaczął więc atakować z dystansu doskakiwać i odskakiwać próbując ostatecznie roztrzaskać tą kupę kości. To jednak nie przyniosło spodziewanego efektu, gdyż Terlarkar skutecznie zastawiał się tarczą. Rajmund postanowił zadziałać bardziej agresywnie, przypuścił gwałtowny atak na nieumarłego, ten jednak zdołał się wybronić i w odpowiedniej chwili skrócić dystans i odepchnąć od siebie człowieka tarczą. Rajmund na chwilę stracił równowagę, a to wystarczyło do wyprowadzenia precyzyjnego pchnięcia które doszło do samego serca człowieka. Kapitan Rajmund Trawish padł martwy na piasek areny, Terlarkar odniósł kolejne zwycięstwo na chwałę Nurgla.
W rundzie drugiej zmierzą się:
1.Eldril vs Ettariel, Mroczne Słońce
2.Aethis Mistrz Miecza z Hoeth vs Bruno „Mokra Piącha”
3.Tar'to, ogrzy najemnik vs Maletharion
4.Sir Gwidon de Fannaes vs Terlarkar Upadły
Tullaris Dredbringer was dying. He knew this, and he cared not.... At last, he knew the truth that Khain had tried to share with him all theas years, and it was glorius.
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
Mimo, iż prawie cały sektor w którym znajdowała się elfica uciekł na widok przebrzydłej kreatury, nie liczni zostali wymiotując gdzie popadnie. "Żałośni bukmacherzy... choćby mieli zwymiotować swoje wnętrznosci to i tak zostaną" pomyślała Białowłosa piękność. Nie bywałe jak dobrze czuła sie w obecności owego chaosyty, a może jeszcze lepiej w obecnosci jego niedostrzeganego dla nikogo przyjaciela. Tak wyczówała jego obecność. Niewiedziała jednak że jej jestestwo zakłuca przepływ więzi bogów z ich wybrańcem. Powoli zaczynała pojmować czym sie stała, bądź czym od dawna już była. Niemożna było jej nazwać istotą... raczej zjawiskiem niemożliwym do zabicia, jedynie zmuszanym do zmieniania formy, w wiecznej pogoni za swymi artefaktami, gdy już je wszystkie odnajdzie niewiele może stanać jej na drodze... kapryśne to istnienie... nieokiełznane... kierujące sie własnymi rządzami... niewielu moze poskromić jej wole, lecz podobna do niej istota doznaje reinkarnacji większa, potezniejsza... jej zaprzeczenie, lecz dopełniająca jej istnienie.
Od paru dni na morzu szalał sztorm - właściwie nie jeden, lecz dwa, trzy... hmm wiele sztormów. Dziwne to zjawiska były, bo woda, podczas burz stawała się niezwykle zielonkawa, a po tym jak Manaan'owi w końcu udawało się uspokoić swą domenę, na powierzchnię wypływały w ogromnych ilościach, martwe ryby - te którym nie udało się ujść w głębię.
Piratom-zabójcom jednak ni sztorm ni smród gnijących ryb nie przeszkadzał. Właściwie, to Długi Drong był cały czas ogromnie zadowolony - nie dlatego, że całymi dniami nie odrywał wzroku od swego diamentowego "cacka", lecz dlatego, że podczas burz z łatwością udawało im się omijać "rekiny gończe" dziwki Le Bliss.
Los piratów nie miał się nigdy lepiej, a na tym miało nie być końca. Jeszcze dwie rundy, a zakłady z walk przyniosą zabójcom ogromne zyski. Wystarczająco ogromne, by... nacieszyć nimi oczy... przez jakiś czas. Potem znowu wrócą do roboty i poszukają paru starych drewnianych skrzyń dla rozwydrzonych dowódców tileańskich najemników, którym ktoś zagrał na dumie i honorze.
------------------------------
- Hej hoo, hej hoo... - krasnoludy-piraci wykonywali swoje zwykłe poranne czynności - sprawdzali maszt i żagle, ster i burty. Wszystko w atmosferze podsycanej szantami, wspominającymi coś o związkach orków z elfami. Wzbudzało to nie mała śmiechu, wśród załogi.
Tymczasem kapitan Długi Drong, Hugri Złamana Szczena, Dramroz Glonobrody i Skomri Prochowiec wracali szalupą z nocnego rekonesansu w Sartosie. Celem wypadu było dowiedzenie się kiedy i z kim Bruno "Mokra Piącha" będzie walczył, a także obstawienie zakładów. Wieści były jak najbardziej dobre.
Parę minut później Długi Drong stał już twardo na pokładzie "Pięknej Fregar":
- Hejoo chłopy, nie sterczeć tak i się mi tu nie gapić, tylko jeno do roboty wracać! - kapitan w dziwnie radosnym nastroju, powitał swa załogę.
- Hej, Bruno! - Długi Drong krzyknął w stronę pirata, który właśnie wisiał na maszcie, sprawdzając główny żagiel. - zgadnij z kim walczysz hehe... a to dopiero. Twoim przeciwnikiem ma być wąskodupiec, elfia szmata z tej ich wyspy, cośmy parę razy tam zaglądali, by złupić co nie co. - krzyknął Kapitan, zaraz potem mrucząc do siebie - cholery jednak nigdy nic wartościowego nie miały.
Załoga wpadła w rechot:
- No Bruno, dasz popalić temu chuderlakowi co?
- Chuderlakowi, ha! Baba jak nic, elfy to wszystko baby, jeno nawet mężczyźni u nich to baby. Sami mają z tym problem i gzą się między sobą. - ponownie załoga ryknęła.
Brunowi również udzielał się nastrój reszty jego kumpli. Z uśmiechem na twarzy i wyobrażając sobie elfa, krasnolud mruknął do siebie w Khazalid:
- Zjem Cię i wysram elfie. Zjem i wysram, hehe.
Piratom-zabójcom jednak ni sztorm ni smród gnijących ryb nie przeszkadzał. Właściwie, to Długi Drong był cały czas ogromnie zadowolony - nie dlatego, że całymi dniami nie odrywał wzroku od swego diamentowego "cacka", lecz dlatego, że podczas burz z łatwością udawało im się omijać "rekiny gończe" dziwki Le Bliss.
Los piratów nie miał się nigdy lepiej, a na tym miało nie być końca. Jeszcze dwie rundy, a zakłady z walk przyniosą zabójcom ogromne zyski. Wystarczająco ogromne, by... nacieszyć nimi oczy... przez jakiś czas. Potem znowu wrócą do roboty i poszukają paru starych drewnianych skrzyń dla rozwydrzonych dowódców tileańskich najemników, którym ktoś zagrał na dumie i honorze.
------------------------------
- Hej hoo, hej hoo... - krasnoludy-piraci wykonywali swoje zwykłe poranne czynności - sprawdzali maszt i żagle, ster i burty. Wszystko w atmosferze podsycanej szantami, wspominającymi coś o związkach orków z elfami. Wzbudzało to nie mała śmiechu, wśród załogi.
Tymczasem kapitan Długi Drong, Hugri Złamana Szczena, Dramroz Glonobrody i Skomri Prochowiec wracali szalupą z nocnego rekonesansu w Sartosie. Celem wypadu było dowiedzenie się kiedy i z kim Bruno "Mokra Piącha" będzie walczył, a także obstawienie zakładów. Wieści były jak najbardziej dobre.
Parę minut później Długi Drong stał już twardo na pokładzie "Pięknej Fregar":
- Hejoo chłopy, nie sterczeć tak i się mi tu nie gapić, tylko jeno do roboty wracać! - kapitan w dziwnie radosnym nastroju, powitał swa załogę.
- Hej, Bruno! - Długi Drong krzyknął w stronę pirata, który właśnie wisiał na maszcie, sprawdzając główny żagiel. - zgadnij z kim walczysz hehe... a to dopiero. Twoim przeciwnikiem ma być wąskodupiec, elfia szmata z tej ich wyspy, cośmy parę razy tam zaglądali, by złupić co nie co. - krzyknął Kapitan, zaraz potem mrucząc do siebie - cholery jednak nigdy nic wartościowego nie miały.
Załoga wpadła w rechot:
- No Bruno, dasz popalić temu chuderlakowi co?
- Chuderlakowi, ha! Baba jak nic, elfy to wszystko baby, jeno nawet mężczyźni u nich to baby. Sami mają z tym problem i gzą się między sobą. - ponownie załoga ryknęła.
Brunowi również udzielał się nastrój reszty jego kumpli. Z uśmiechem na twarzy i wyobrażając sobie elfa, krasnolud mruknął do siebie w Khazalid:
- Zjem Cię i wysram elfie. Zjem i wysram, hehe.
"Remember, a Dwarf's only as big as his beard."
-
- Masakrator
- Posty: 2297
Terlarkar Upadły spojrzał na zwłoki Trawish'a. Kapitan długo opierał się woli Nurgla, lecz w końcu uległ i jego dusza pożarta została przez Spacznię. Jedna rzecz jednak wywoływała u Chaosyty konsternację. Czuł, jak gdyby jakaś siłą, delikatny eteryczny wietrzyk, emanowała od (mocno przerzedzonej) trybuny. Żniwiarz odwrócił się i spokojnym krokiem opuścił arenę.
-Zatem okazałeś się godny otrzymanego daru, O Upadły-odezwał się Czarnoksiężnik, który raptownie pojawił się przed Terlarkarem.
-Wszak obserwowałeś walkę tę od początku do końca, znasz zatem odpowiedź.
-Zapewne zapytasz mnie teraz, czy wiem, czemu ta istota promieniuje tą interesującą mocą..prawa?
-Znasz już odpowiedź, Czarowniku.
-Wygląda na to, iż absorbuje energie i kondensuje je w dość oryginalny sposób. Jest to o tyle dziwne, iż obserwacja Pasm Spaczni niewiele pomaga. Dla niewprawnego maga jawić by się ona mogła jako potężny użytkownik mocy.
-Zatem nie dla ciebie, Czarowniku.
-Zgadza się. Jej moc zdaje się przeczyć nam. Lecz magiem zdecydowanie nie jest. To raczej jakiś guślarz, nie panujący nad swoją mocą. Co ciekawe, obserwowała mnie, gdy znajdowałem się w Immaterium. Zatem dostrzega Spacznię.
-Nudzą mnie te wywody...przejdź do rzeczy Magu.
-Tej istocie wydaje się, iż posiada moc wystarczającą, by nas powstrzymać.
-Czyli zatem jest naszym przeciwnikiem?
-Najwyraźniej, O Upadły. Niezbyt sprytnym jednak. Nasza Moc jest tutaj silna, silniejsza od sztormu. Jej zaś z goła mżawkę na myśl nasuwa. Kiedy my huraganem jesteśmy, ona letnim zefirkiem.
-Cieszy mnie to niepomiernie.
-Panie, kwestia jedna jeszcze. Gdy ta istota...umrze, z chęcią obejrzałbym jej..cielesną powłokę. Rzadko kiedy nadarza się okazja obejrzenia czegoś równie dziwnego.
-Niech tak się stanie, lecz dusza tej "elfki" i tak cierpieć katusze będzie.
-O to martwic się nie musimy, Panie.
-Zatem okazałeś się godny otrzymanego daru, O Upadły-odezwał się Czarnoksiężnik, który raptownie pojawił się przed Terlarkarem.
-Wszak obserwowałeś walkę tę od początku do końca, znasz zatem odpowiedź.
-Zapewne zapytasz mnie teraz, czy wiem, czemu ta istota promieniuje tą interesującą mocą..prawa?
-Znasz już odpowiedź, Czarowniku.
-Wygląda na to, iż absorbuje energie i kondensuje je w dość oryginalny sposób. Jest to o tyle dziwne, iż obserwacja Pasm Spaczni niewiele pomaga. Dla niewprawnego maga jawić by się ona mogła jako potężny użytkownik mocy.
-Zatem nie dla ciebie, Czarowniku.
-Zgadza się. Jej moc zdaje się przeczyć nam. Lecz magiem zdecydowanie nie jest. To raczej jakiś guślarz, nie panujący nad swoją mocą. Co ciekawe, obserwowała mnie, gdy znajdowałem się w Immaterium. Zatem dostrzega Spacznię.
-Nudzą mnie te wywody...przejdź do rzeczy Magu.
-Tej istocie wydaje się, iż posiada moc wystarczającą, by nas powstrzymać.
-Czyli zatem jest naszym przeciwnikiem?
-Najwyraźniej, O Upadły. Niezbyt sprytnym jednak. Nasza Moc jest tutaj silna, silniejsza od sztormu. Jej zaś z goła mżawkę na myśl nasuwa. Kiedy my huraganem jesteśmy, ona letnim zefirkiem.
-Cieszy mnie to niepomiernie.
-Panie, kwestia jedna jeszcze. Gdy ta istota...umrze, z chęcią obejrzałbym jej..cielesną powłokę. Rzadko kiedy nadarza się okazja obejrzenia czegoś równie dziwnego.
-Niech tak się stanie, lecz dusza tej "elfki" i tak cierpieć katusze będzie.
-O to martwic się nie musimy, Panie.
- Hym... pada i pada, i pada... eech, idem do karczy cobym nie zamoknął. - Ogr spojrzał na dziwną elfkę ciągle siedzącą na trybunach wpatrzoną w "śmierdziela" jak w myślach nazywał go ogr.
- A ta co, ocipała? Hyhyhy! Albo siem wystraszyła tego śmierdzącego ludzia! hyhyhy! Elfy som takie mientkie
- A ta co, ocipała? Hyhyhy! Albo siem wystraszyła tego śmierdzącego ludzia! hyhyhy! Elfy som takie mientkie
kubencjusz pisze:Młody. Było powiedziane czwartek. Spójrz na kalendarz. Spójrz na ten post. Spójrz jeszcze raz na kalendarz. Dziś nie jest czwartek. Siedzę na koniu.
Nie spodziewałam się że będę musiała walczyć tak szybko ponownie. Moje rany jeszcze nie zdążyły się do końca zasklepić. Trudno muszę podołać wyzwaniu...
... And then God said 'Let metal bands have the most insanely awesome, twisted, kickass music videos known to man'.
And Satan said 'That's what I was thinking'.
And Satan said 'That's what I was thinking'.
-Żem mam zabić ślepego elfa? HA! To bydzie prostsze niż walka z tym rycerzykiem. Hmmm... jeno jak on zabił pielgrzyma? Żem nie pojmuje... Ale ja jestem silniejszy od pielgrzyma! Haaar!
EDIT: Będzie dziś jakaś walka?
EDIT: Będzie dziś jakaś walka?

kubencjusz pisze:Młody. Było powiedziane czwartek. Spójrz na kalendarz. Spójrz na ten post. Spójrz jeszcze raz na kalendarz. Dziś nie jest czwartek. Siedzę na koniu.
Eldril vs Ettariel, Mroczne Słońce
Im bliżej finału tym walki wzbudzały większe zainteresowanie, na widowni pojawili nowi kibice którzy dokonywali zakładów i chcieli zobaczyć następne mordercze starcia. Pierwszy pojedynek drugiej rundy był bardzo interesujący bowiem zmierzyć miały się dwie elfki. Publiczność pamiętając ich wyczyny z pierwszej rundy zacierała ręce i zastanawiała się która z nich może odnieść zwycięstwo.
Eldril choć rany z poprzedniego pojedynku dawały się jej jeszcze we znaki była gotowa do walki. To że będzie walczyła z inną elfką nie zadawalało jej, a nawet smuciło bowiem będzie musiała pozbawić życia jedną ze swojego rodzaju, chociaż była to przedstawicielka Asurów nie Asari.
Ettariel nie miała takich problemów, wiedziała jednak, że jej przeciwniczka będzie niebezpieczna i nie łatwo będzie zwyciężyć, ale nie wątpiła w to że to zwycięstwo odniesie właśnie ona.
Padł sygnał i starcie się rozpoczęło, Eldril ruszyła przed siebie szykując się do wyprowadzenia idealnych morderczych pchnięć, została jednak zaskoczona prędkością poruszania się swojej rywalki która zaatakowała pierwsza. Tancerka Wojny przyjęła zatem postawę obronną i skutecznie odbiła ciosy swej przeciwniczki, po czym sama zadała swoje mordercze pchnięcia. Ettariel doskonale posługiwała się jednak tarczą i najpierw umiejętnie przyjęła na nią uderzenia, a później sama nią uderzyła, zmuszając Eldril do zastawienia się krzyżowym blokiem, następnie widząc, że w tym ułamku sekundy Asari nie może się zastawić pchnęła od dołu mieczem. Eldril zauważyła pchnięcie kontem oka i próbowała zrobić unik, lecz nie zdążyła zejść z linii tego uderzenia, na szczęście moc lasu ją ochroniła od śmierci. Tancerka znalazła się z boku przeciwniczki, odbiła jej tarcze na bok i sama wykonała jednocześnie zgrabny piruet, wyprowadzając mordercze cięcia, lecz Ettarile została uchroniona przed ciosam mocą Eldarów, dzięki której odpowiednio szybko znalazła się poza zasięgiem morderczych ostrzy.
Walka trwała, a dwie elfki wymieniały się ciosami próbując przełamać swoje obrony, prezentując przy tym doskonałe techniki walki. Publiczność momentami niemiała z zachwytu. W końcu Ettariel, postanowiła zmylić swoją przeciwniczkę markując atak tarczą, a wyprowadzając pchnięcie. Eldril przewidziała jednak ten ruch, w odpowiednim momencie dobiła ostrze Asurki i zeszła nisko na jej prawą stronę tak, że ta nie mogła zastawić się tarczą, zadając swoje uderzenia. Pierwsze ostrze ześlizgnęło się po zbroi, drugie jednak zraniło Ettariel w bok, ta odskoczyła natychmiast przyjmując postawę obronną. Tancerka wykorzystała to i postanowiła przejąć inicjatywę, zaatakowała swą przeciwniczkę zasypując ją morderczym gradem precyzyjnych cięć. Ettariel skutecznie jednak zastawiała się swoją tarczą i błyskawicznie unikała ciosów. W końcu uderzyła Przymierzem Feniksa odrzucając tancerkę od siebie i przejęła inicjatywę przypuszczając swe ataki z prędkością błyskawicy. Eldril nie wzruszyła się tym, wiedziała, że nie zdoła długo utrzymać inicjatywy z tak szybkim przeciwnikiem, powróciła zatem do defensywy. Odbiła pierwsze uderzenie, potem drugie, a gdy Ettariel przymierzała się do uderzenia tarczą podbiła ją nagłym uderzeniem miecza do góry poczym drugim ostrzem zraniła ja w bok. Wysoka Elfka odskoczyła, była wściekła, że otrzymała drugie uderzenie, wiedziała, że musi być bardziej ostrożna. Przypuściła kolejny atak stosując ponownie technikę taką jak poprzednio, jednak tym razem to ona odbiła tarczą miecz torując sobie drogę dla swej klingi do serca Eldril, ta próbowała, zejść z linii ataku zdążyła się tylko skręcić, ocaliła życie, ale w okolicy obojczyka otrzymała dotkliwą ranę, ponad to ostrze rozcięło jej ubranie odsłaniając jej lewą pierś, na co męska część (czyli praktycznie cała) widowni zareagowała z entuzjazmem. Tancerka nie miała czasu zajmować się swoim wyglądem odskoczyła na bezpieczną odległość, rana jej doskwierała, lecz mogła walczyć dalej. Ettariel próbowała zadać kolejne ciosy lecz Eldril cały czas skutecznie odpierała jej ataki i zadawała mordercze kontry, w końcu jednak zauważyła ona lukę w obronie tancerki, i wyprowadziła natychmiastowy cios. To była jednak pułapka bowiem Eldril ustawiła się już odpowiednio wcześniej od uniku i umiejętnie zeszła na bok skracając dystans i zadając swoje ciosy. Ettarile próbowała zastawić się tarczą, lecz Eldril poznała już jej sposób obrony dwa ostrza dotkliwie zraniły Wysoką Elfkę. Ettarile natychmiast odskoczyła poza zasięg ostrzy i musiała się cofać bo Eldril ruszyła na nią z kolejnymi atakami, dzięki mocy Eldarów była szybsza od swej rywalki, dzięki czemu zdążyła się wycofać, pech chciał, że znalazła się pod ścianą areny i zanim Tancerka ją dopadła nie zdążyła przyjąć pozycji obronnej. Spadła na nią seria ciosów i jeden z nich zbił jej tarcze, a drugi przebił ilmitarowy pancerz i doszedł do jej serca. Gdy Tancerka Wojny wyciągnęła swą klingę Ettariel osunęła się na piasek areny.
Im bliżej finału tym walki wzbudzały większe zainteresowanie, na widowni pojawili nowi kibice którzy dokonywali zakładów i chcieli zobaczyć następne mordercze starcia. Pierwszy pojedynek drugiej rundy był bardzo interesujący bowiem zmierzyć miały się dwie elfki. Publiczność pamiętając ich wyczyny z pierwszej rundy zacierała ręce i zastanawiała się która z nich może odnieść zwycięstwo.
Eldril choć rany z poprzedniego pojedynku dawały się jej jeszcze we znaki była gotowa do walki. To że będzie walczyła z inną elfką nie zadawalało jej, a nawet smuciło bowiem będzie musiała pozbawić życia jedną ze swojego rodzaju, chociaż była to przedstawicielka Asurów nie Asari.
Ettariel nie miała takich problemów, wiedziała jednak, że jej przeciwniczka będzie niebezpieczna i nie łatwo będzie zwyciężyć, ale nie wątpiła w to że to zwycięstwo odniesie właśnie ona.
Padł sygnał i starcie się rozpoczęło, Eldril ruszyła przed siebie szykując się do wyprowadzenia idealnych morderczych pchnięć, została jednak zaskoczona prędkością poruszania się swojej rywalki która zaatakowała pierwsza. Tancerka Wojny przyjęła zatem postawę obronną i skutecznie odbiła ciosy swej przeciwniczki, po czym sama zadała swoje mordercze pchnięcia. Ettariel doskonale posługiwała się jednak tarczą i najpierw umiejętnie przyjęła na nią uderzenia, a później sama nią uderzyła, zmuszając Eldril do zastawienia się krzyżowym blokiem, następnie widząc, że w tym ułamku sekundy Asari nie może się zastawić pchnęła od dołu mieczem. Eldril zauważyła pchnięcie kontem oka i próbowała zrobić unik, lecz nie zdążyła zejść z linii tego uderzenia, na szczęście moc lasu ją ochroniła od śmierci. Tancerka znalazła się z boku przeciwniczki, odbiła jej tarcze na bok i sama wykonała jednocześnie zgrabny piruet, wyprowadzając mordercze cięcia, lecz Ettarile została uchroniona przed ciosam mocą Eldarów, dzięki której odpowiednio szybko znalazła się poza zasięgiem morderczych ostrzy.
Walka trwała, a dwie elfki wymieniały się ciosami próbując przełamać swoje obrony, prezentując przy tym doskonałe techniki walki. Publiczność momentami niemiała z zachwytu. W końcu Ettariel, postanowiła zmylić swoją przeciwniczkę markując atak tarczą, a wyprowadzając pchnięcie. Eldril przewidziała jednak ten ruch, w odpowiednim momencie dobiła ostrze Asurki i zeszła nisko na jej prawą stronę tak, że ta nie mogła zastawić się tarczą, zadając swoje uderzenia. Pierwsze ostrze ześlizgnęło się po zbroi, drugie jednak zraniło Ettariel w bok, ta odskoczyła natychmiast przyjmując postawę obronną. Tancerka wykorzystała to i postanowiła przejąć inicjatywę, zaatakowała swą przeciwniczkę zasypując ją morderczym gradem precyzyjnych cięć. Ettariel skutecznie jednak zastawiała się swoją tarczą i błyskawicznie unikała ciosów. W końcu uderzyła Przymierzem Feniksa odrzucając tancerkę od siebie i przejęła inicjatywę przypuszczając swe ataki z prędkością błyskawicy. Eldril nie wzruszyła się tym, wiedziała, że nie zdoła długo utrzymać inicjatywy z tak szybkim przeciwnikiem, powróciła zatem do defensywy. Odbiła pierwsze uderzenie, potem drugie, a gdy Ettariel przymierzała się do uderzenia tarczą podbiła ją nagłym uderzeniem miecza do góry poczym drugim ostrzem zraniła ja w bok. Wysoka Elfka odskoczyła, była wściekła, że otrzymała drugie uderzenie, wiedziała, że musi być bardziej ostrożna. Przypuściła kolejny atak stosując ponownie technikę taką jak poprzednio, jednak tym razem to ona odbiła tarczą miecz torując sobie drogę dla swej klingi do serca Eldril, ta próbowała, zejść z linii ataku zdążyła się tylko skręcić, ocaliła życie, ale w okolicy obojczyka otrzymała dotkliwą ranę, ponad to ostrze rozcięło jej ubranie odsłaniając jej lewą pierś, na co męska część (czyli praktycznie cała) widowni zareagowała z entuzjazmem. Tancerka nie miała czasu zajmować się swoim wyglądem odskoczyła na bezpieczną odległość, rana jej doskwierała, lecz mogła walczyć dalej. Ettariel próbowała zadać kolejne ciosy lecz Eldril cały czas skutecznie odpierała jej ataki i zadawała mordercze kontry, w końcu jednak zauważyła ona lukę w obronie tancerki, i wyprowadziła natychmiastowy cios. To była jednak pułapka bowiem Eldril ustawiła się już odpowiednio wcześniej od uniku i umiejętnie zeszła na bok skracając dystans i zadając swoje ciosy. Ettarile próbowała zastawić się tarczą, lecz Eldril poznała już jej sposób obrony dwa ostrza dotkliwie zraniły Wysoką Elfkę. Ettarile natychmiast odskoczyła poza zasięg ostrzy i musiała się cofać bo Eldril ruszyła na nią z kolejnymi atakami, dzięki mocy Eldarów była szybsza od swej rywalki, dzięki czemu zdążyła się wycofać, pech chciał, że znalazła się pod ścianą areny i zanim Tancerka ją dopadła nie zdążyła przyjąć pozycji obronnej. Spadła na nią seria ciosów i jeden z nich zbił jej tarcze, a drugi przebił ilmitarowy pancerz i doszedł do jej serca. Gdy Tancerka Wojny wyciągnęła swą klingę Ettariel osunęła się na piasek areny.
Tullaris Dredbringer was dying. He knew this, and he cared not.... At last, he knew the truth that Khain had tried to share with him all theas years, and it was glorius.
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
Elfka wicągnęła miecz z ciała wojowniczki, odrzuciła włosy w tył i skierowała sie do wyjścia nie zwracając uwagi na wiwaty publicznosci. Musiała jednak zrobić coś z ubraniem. Miała nadzieje że mag areny pomoże jej naprawić elfią szatę
Zajebisty opis walki
Ciągle inicjatywa była po innej stronie i do samego końca nie byłem pewny kto wygra 
Zajebisty opis walki


... And then God said 'Let metal bands have the most insanely awesome, twisted, kickass music videos known to man'.
And Satan said 'That's what I was thinking'.
And Satan said 'That's what I was thinking'.
-
- Masakrator
- Posty: 2297
Gdy Ettariel padła bez życia na piasek areny, na widowni zawrzało. Obserwatorzy przekrzykiwali się nawzajem, płakali i śpiewali radośnie zarazem. Oczywiście spora część męskiej widowni posmutniała, jako, iż piękna elfka zakończyła swe życie w tak drastyczny sposób...
-HAHAHAHAHAHAHAH- ryczał ze śmiechu Czarnoksiężnik Chaosu, który na czas walki dwóch elfic znalazł sobie idealne miejsce do obserwacji pojedynku-sam szczyt areny. Ukryty pod pasmami Immaterium widział, jak elfka pada i jej dziwna moc zanika momentalnie. Widział też Upadłego, który spokojnie obserwował całą walkę z widowni. Wyglądał na przygnębionego, co ciekawe..
-Widzę , iż radujesz się wielce, Magu-syknął z przekąsem Żniwiarz, gdy Czarnoksiężnik pojawił się raptownie obok Chaosyty.
-To przykład bezsensu walki z naszymi Nieśmiertelnymi Władcami, O Upadły. Chaosu nie da się pokonać.
-Ja zaś żałuję wielce, iż Bogowie zabrali mi szansę zmierzenia się z tą istotą. Miast tego, walczyć mam z żałosnym Bretończykiem.
-Na pewno okaże się wyśmienitym wojownikiem, Panie. Wszak pokonał jednego z nas.
-To o niczym nie świadzy.
-Cóż Panie, jeden problem z głowy. Ciężko będzie jednak zdobyć zwłoki tej istoty.
-Nie jest to mój problem, Magu. Proponuję porozmawiać z organizatorką areny. Co więcej, bez sporej ilości złotego kruszcu raczej nie namówisz tutaj nikogo na nic. Lub też namów tego drugiego Czarownika, wyczuwam od niego wielką moc. Zapewne również będzie zainteresowany tą ...istotą.
Ps. Żałuję, iż nie zmierzyłem się z Ettariel ale cóż, Wyroki Mrocznych Bogów są nie do przewidzenia.
-HAHAHAHAHAHAHAH- ryczał ze śmiechu Czarnoksiężnik Chaosu, który na czas walki dwóch elfic znalazł sobie idealne miejsce do obserwacji pojedynku-sam szczyt areny. Ukryty pod pasmami Immaterium widział, jak elfka pada i jej dziwna moc zanika momentalnie. Widział też Upadłego, który spokojnie obserwował całą walkę z widowni. Wyglądał na przygnębionego, co ciekawe..
-Widzę , iż radujesz się wielce, Magu-syknął z przekąsem Żniwiarz, gdy Czarnoksiężnik pojawił się raptownie obok Chaosyty.
-To przykład bezsensu walki z naszymi Nieśmiertelnymi Władcami, O Upadły. Chaosu nie da się pokonać.
-Ja zaś żałuję wielce, iż Bogowie zabrali mi szansę zmierzenia się z tą istotą. Miast tego, walczyć mam z żałosnym Bretończykiem.
-Na pewno okaże się wyśmienitym wojownikiem, Panie. Wszak pokonał jednego z nas.
-To o niczym nie świadzy.
-Cóż Panie, jeden problem z głowy. Ciężko będzie jednak zdobyć zwłoki tej istoty.
-Nie jest to mój problem, Magu. Proponuję porozmawiać z organizatorką areny. Co więcej, bez sporej ilości złotego kruszcu raczej nie namówisz tutaj nikogo na nic. Lub też namów tego drugiego Czarownika, wyczuwam od niego wielką moc. Zapewne również będzie zainteresowany tą ...istotą.
Ps. Żałuję, iż nie zmierzyłem się z Ettariel ale cóż, Wyroki Mrocznych Bogów są nie do przewidzenia.
Szalupa płynęła nocą przez wzburzone morze. Fale co chwile zalewały pokład litrami wody. Dwaj krasnoludowie pracowali w pocie czoła by cała załoga nie musiała tej nocy wąchać koralowców od spodu.
Na szczycie łajby stał Długi Drong ze swą papugą na ramieniu. Jego pomarańczową brodę gwałtownie mierzwił wiatr, lecz wśród splątanych kłaków, uważny obserwator mógł dostrzec szeroki uśmiech.
- Aaa, aaa! Fala, fala, sztorm! - skrzeczała papuga.
- Zamknij dziób, kupo piór. Czeka nas złoto, i pieniądze. Mamona, a więc warto trochę przecierpieć - powiedział w stronę ptaszyska kapitan.
- Mamona, mamona, aaa aaa!
- Tak lepiej - uśmiech powrócił na twarz Długiego Drong'a. Chwilę potem krasnolud skierował swoje kroki na drugą stronę szalupy. Tam wśród pustych butelek po rumie, leżał Bruno "Mokra Piącha". Nawet fale, które co chwile go obmywały i zalewały nie były w stanie go rozbudzić z "alkoholowej drzemki". Ostatniej nocy mieli ostrą popijawę na "Pięknej Fregar". Ból głowy wciąż o tym kapitanowi wspominał.
- Wstawaj, Bruno! - tradycyjny kopniak w żebra poskutkował. Bruno powoli zaczynał otwierać oczy. Parę fal i podtopień w mroźnej wodzie morza później i Bruno był trzeźwy jak nigdy.
- Jesteśmy prawie na miejscu - oznajmił kapitan. Niedaleko widać już było nocne portowe światła.
- Reszta, zarzucić na szalupę czarną szmatą! Nikt, a już na pewno straż, nie może zauważyć jak wpływamy do portu. A Ty Bruno, przygotuj się!
Załoga poczęła czynić jak nakazał kapitan. Bruno odszedł w swój kąt szalupy, tam podniósł jedną z butelek po rumie i rozbił ją o kant łajby:
- Jestem gotów, kapitanie! Wąskodupiec teraz nie ma szans! - krzyknął pirat w stronę Długiego Dronga. Obaj skwitowali swą konwersację wrednym uśmiechem.
Na szczycie łajby stał Długi Drong ze swą papugą na ramieniu. Jego pomarańczową brodę gwałtownie mierzwił wiatr, lecz wśród splątanych kłaków, uważny obserwator mógł dostrzec szeroki uśmiech.
- Aaa, aaa! Fala, fala, sztorm! - skrzeczała papuga.
- Zamknij dziób, kupo piór. Czeka nas złoto, i pieniądze. Mamona, a więc warto trochę przecierpieć - powiedział w stronę ptaszyska kapitan.
- Mamona, mamona, aaa aaa!
- Tak lepiej - uśmiech powrócił na twarz Długiego Drong'a. Chwilę potem krasnolud skierował swoje kroki na drugą stronę szalupy. Tam wśród pustych butelek po rumie, leżał Bruno "Mokra Piącha". Nawet fale, które co chwile go obmywały i zalewały nie były w stanie go rozbudzić z "alkoholowej drzemki". Ostatniej nocy mieli ostrą popijawę na "Pięknej Fregar". Ból głowy wciąż o tym kapitanowi wspominał.
- Wstawaj, Bruno! - tradycyjny kopniak w żebra poskutkował. Bruno powoli zaczynał otwierać oczy. Parę fal i podtopień w mroźnej wodzie morza później i Bruno był trzeźwy jak nigdy.
- Jesteśmy prawie na miejscu - oznajmił kapitan. Niedaleko widać już było nocne portowe światła.
- Reszta, zarzucić na szalupę czarną szmatą! Nikt, a już na pewno straż, nie może zauważyć jak wpływamy do portu. A Ty Bruno, przygotuj się!
Załoga poczęła czynić jak nakazał kapitan. Bruno odszedł w swój kąt szalupy, tam podniósł jedną z butelek po rumie i rozbił ją o kant łajby:
- Jestem gotów, kapitanie! Wąskodupiec teraz nie ma szans! - krzyknął pirat w stronę Długiego Dronga. Obaj skwitowali swą konwersację wrednym uśmiechem.
"Remember, a Dwarf's only as big as his beard."
- Murmandamus
- Niszczyciel Światów
- Posty: 4837
- Lokalizacja: Radom
Sir Gwidon z zaciekawieniem obserował pojedynek innego rycerza z Bretonii. Jednak gdy ten padł Gwidon zasmucił się wielce. Został tylko on sam z błogosławieństwem Pani. Miał nadzieje że to wystarczy. Potem pojedynek dwóch elfek. Widowisko którego on nie miał zamiaru oglądać. Miejsce kobiet nie było na arenie. Zaprzątał jego umysł przyszły pojedynek z Terlakarem. było coś strasznego w tym wojowniku. Zimnego niczym lód. Gwidon postanowił jednak zrobić to tradycyjnie bowiem pewna nuta dumy dawała się zauwazyć w okutym zbroją przeciwniku. Nie zadawał się z nim jednak gdy podszedł do niego i rękawicą uderzył go po policzku wyzywając go na pojedynek na arenie wzbudził powszechne zdziwienie a niekiedy śmiech. Gwidon jednak wiedział że powinien to uczynić.
-
- Masakrator
- Posty: 2297
Gdy Bretończyk oddalił się w znanym jedynie sobie kierunku, obok Terlarkara zmaterializował się śmiejący się Czarnoksiężnik.
-Widzę, iż ktoś rzucił Ci wyzwanie, O Upadły-i to w tradycjny sposób!
Nurglita spojrzał się za rycerzem i syknął tylko:
- Walka nasza ostatnią jest w tej rundzie. Lecz i tak śmierć jego nieuniknioną jest.
Gdy Terlarkar oddalił się na trybuny, by obejrzeć kolejną nadchodzącą walkę, Czarownik spojrzał za Bretończykiem i zamyślił się. Na jego miejscu wymienił by rękawiczkę i to szybko.
-Widzę, iż ktoś rzucił Ci wyzwanie, O Upadły-i to w tradycjny sposób!
Nurglita spojrzał się za rycerzem i syknął tylko:
- Walka nasza ostatnią jest w tej rundzie. Lecz i tak śmierć jego nieuniknioną jest.
Gdy Terlarkar oddalił się na trybuny, by obejrzeć kolejną nadchodzącą walkę, Czarownik spojrzał za Bretończykiem i zamyślił się. Na jego miejscu wymienił by rękawiczkę i to szybko.
Wracając jeszcze do pojedynku, to był on bardzo wyrównany, lecz moją faworytką była Ettariel, z racji zbroi, bucików szybkości i miksturki. Kości zdecydowały jednak inaczej. Z tym, że dwa pierwsze ciosy Tancerki zadały mniej obrażeń niż jedno późniejsze pchnięcie Ettariel. Decydujące były jednak dwa ostatnie ciosy zadane w tej samej rundzie, bo po nich Ettariel oblała liderke i dzieki (a może przez) bucikom szybkości uciekał za pole walki przez co przegrała.
Tullaris Dredbringer was dying. He knew this, and he cared not.... At last, he knew the truth that Khain had tried to share with him all theas years, and it was glorius.
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
- To mówisz, że... Ech... powtórz że jeszcze roz
- Panie, toż mówiem! Elfica z tarczom zabiła tom drugom, ale ta druga nie zeszła jeno zabiła tom pirwszom, a ta jom żgnęła, ale to pułapka była, bo to ta druga zabiła tom pierwszom, że ta pierwsza wzięła i wygrała że! Tak, ak właśnie było!
- Eech, za dużo to na mnie. Albo ty coś żeś pokręcił!
- Panie, że ja?
- Furda, ostatni raz posyłam ciem do oglondania za mnie walk! Tymczasem... Żarła więcej, karczmarz!
- Panie, toż mówiem! Elfica z tarczom zabiła tom drugom, ale ta druga nie zeszła jeno zabiła tom pirwszom, a ta jom żgnęła, ale to pułapka była, bo to ta druga zabiła tom pierwszom, że ta pierwsza wzięła i wygrała że! Tak, ak właśnie było!
- Eech, za dużo to na mnie. Albo ty coś żeś pokręcił!
- Panie, że ja?
- Furda, ostatni raz posyłam ciem do oglondania za mnie walk! Tymczasem... Żarła więcej, karczmarz!
kubencjusz pisze:Młody. Było powiedziane czwartek. Spójrz na kalendarz. Spójrz na ten post. Spójrz jeszcze raz na kalendarz. Dziś nie jest czwartek. Siedzę na koniu.