Arena nr 29 (Ogrze królestwa)
Re: Arena nr 29 (Ogrze królestwa)
-No, no, no... Ork pokonał wampira... Tego się nie spodziewałem... Ale! Moja walka tuż, tuż! - nagle zauważył elfkę, którą przywiózł ze sobą Kratos.
-Ale piękność... - pomyślał
Po chwili elfka otworzyła drzwi, ponieważ ktoś zapukał. Zauważyła tylko leżący na posadzce bukiet najpiękniejszych kwiatów...
-Ale piękność... - pomyślał
Po chwili elfka otworzyła drzwi, ponieważ ktoś zapukał. Zauważyła tylko leżący na posadzce bukiet najpiękniejszych kwiatów...
nieregulaminowy podpis usunięty- administracja
Kilka miesięcy po zakończeniu Areny
Nisrorch drgnął niespokojnie, gdy za jego plecami pojawiła się mroczna postać. Wprawdzie był wampirem od bardzo dawna, jednakże nigdy nie zdołał wyprzeć się tego głupiego odruchu. Nekromanta odwrócił się i zobaczył swojego przyjaciela Istavana siedzącego, jak zawsze, w jego fotelu. Von Carstein wyglądał na cholernie zmizerowanego. Na jego arystokratycznej, przystojnej twarzy dało się zauważyć ślady przebytych trudów, siedział przygarbiony i jakby zmęczony, chociaż teoretycznie nie było to możliwe. Uśmiechnął się z trudem.
- Witaj, Nisrorchu.
- Istavan. Wnioskując po twojej długiej nieobecności raczej nie podbiłeś świata.
-Bardzo zabawne. Przegrałem. I to w pierwszej walce.
Nisrorch usiadł naprzeciw wampira, zakładając nogę na nogę.
- Wyglądasz okropnie. Mocno cię obili ?
Istavan skrzywił się mimowolnie.
- Przebili mnie na wylot. Mogło być gorzej. Mogli mi odciąć głowę albo jakieś inne przydatne członki...
Nekromanta zafrapował się nieco.
-Zdaję sobie sprawę że to moja wina, w końcu nie musiałeś tam iść. Jeśli mogę ci to jakoś wyngrodzić...
Von Carstein machnął ręką.
- Wbrew pozorom to było całkiem... miłe doświadczenie. Okazuje się, że jeszcze istnieją istoty zdolne mnie pokonać. A to oznacza, że raczej nie będę się nudził.
- Zawsze optymista, co ?
-A żebyś wiedział. A co do tej przysługi... Mógłbym u ciebie pomieszkać przez kilka miesięcy ? Nie mogę się pokazać w Sylwanii po tym, jak zostałem pokonany przez brudnego pół-orka.
Nekromanta uśmiechnął się.
- Oczywiście. Dobrze będzie mieć jakieś towarzystwo po tym całym czasie. Czuj się jak u siebie w domu.
- Dzięki, stary. Skoro o tym mowa, skołowałbyś coś do picia...
- Naturalnie.
Nekromanta już wstawał, gdy nagle spytał:
- Przez orka ? Naprawdę ? Nie mogłeś się gorzej skompromitować...
Wampir zaśmiał się metalicznie
- Odwal się.
Chmury zakryły ponury księżyc.
Nisrorch drgnął niespokojnie, gdy za jego plecami pojawiła się mroczna postać. Wprawdzie był wampirem od bardzo dawna, jednakże nigdy nie zdołał wyprzeć się tego głupiego odruchu. Nekromanta odwrócił się i zobaczył swojego przyjaciela Istavana siedzącego, jak zawsze, w jego fotelu. Von Carstein wyglądał na cholernie zmizerowanego. Na jego arystokratycznej, przystojnej twarzy dało się zauważyć ślady przebytych trudów, siedział przygarbiony i jakby zmęczony, chociaż teoretycznie nie było to możliwe. Uśmiechnął się z trudem.
- Witaj, Nisrorchu.
- Istavan. Wnioskując po twojej długiej nieobecności raczej nie podbiłeś świata.
-Bardzo zabawne. Przegrałem. I to w pierwszej walce.
Nisrorch usiadł naprzeciw wampira, zakładając nogę na nogę.
- Wyglądasz okropnie. Mocno cię obili ?
Istavan skrzywił się mimowolnie.
- Przebili mnie na wylot. Mogło być gorzej. Mogli mi odciąć głowę albo jakieś inne przydatne członki...
Nekromanta zafrapował się nieco.
-Zdaję sobie sprawę że to moja wina, w końcu nie musiałeś tam iść. Jeśli mogę ci to jakoś wyngrodzić...
Von Carstein machnął ręką.
- Wbrew pozorom to było całkiem... miłe doświadczenie. Okazuje się, że jeszcze istnieją istoty zdolne mnie pokonać. A to oznacza, że raczej nie będę się nudził.
- Zawsze optymista, co ?
-A żebyś wiedział. A co do tej przysługi... Mógłbym u ciebie pomieszkać przez kilka miesięcy ? Nie mogę się pokazać w Sylwanii po tym, jak zostałem pokonany przez brudnego pół-orka.
Nekromanta uśmiechnął się.
- Oczywiście. Dobrze będzie mieć jakieś towarzystwo po tym całym czasie. Czuj się jak u siebie w domu.
- Dzięki, stary. Skoro o tym mowa, skołowałbyś coś do picia...
- Naturalnie.
Nekromanta już wstawał, gdy nagle spytał:
- Przez orka ? Naprawdę ? Nie mogłeś się gorzej skompromitować...
Wampir zaśmiał się metalicznie
- Odwal się.
Chmury zakryły ponury księżyc.
Prawdziwy krasnolud gardzi słonecznikiem.
Olafomir przyglądał się walce wampira z orkiem z dziką satysfakcją. Nie przepadał za żadną z tych ras, jednak ucieszył go widok rozsmarowanego przebudzonego, gdyż wyglądał on z początku na przerażającego przeciwnika.
CHOMIK WYELIMINOWANY W I RUNDZIE
.
Kurde, zaczynam bać się tego orka
CHOMIK WYELIMINOWANY W I RUNDZIE



Kurde, zaczynam bać się tego orka

"Spam jest sztuką, której nikt nie potrafi zrozumieć" - Anyix
"Pan Bóg nie gra w kości" - Albert Einstein
"Bo gra w Warhammera!" - Sa!nt
"Pan Bóg nie gra w kości" - Albert Einstein
"Bo gra w Warhammera!" - Sa!nt
Bo ja wiem, ork miał dużo szczęścia 
EDIT: No i wampir był jedną z tych bardzo silnych postaci o których mówiłem... Sam jestem zdziwiony wynikiem, uwierzcie

EDIT: No i wampir był jedną z tych bardzo silnych postaci o których mówiłem... Sam jestem zdziwiony wynikiem, uwierzcie

Natomiast wszystkim prawicowym purystom ideologicznym, co to rehabilitują nacjonalizm, moge powiedziec że odróżanianie nacjonalizmu od faszyzmu, przypomina poznawanie rodzajów gówna po zapachu;-)).
Dobra, to choć tyle mam sczęścia
Yyyyh Chomik byłeś moim faworytem!. Do zobaczyska na następnej, póki co mi kibicuj

Yyyyh Chomik byłeś moim faworytem!. Do zobaczyska na następnej, póki co mi kibicuj

"Spam jest sztuką, której nikt nie potrafi zrozumieć" - Anyix
"Pan Bóg nie gra w kości" - Albert Einstein
"Bo gra w Warhammera!" - Sa!nt
"Pan Bóg nie gra w kości" - Albert Einstein
"Bo gra w Warhammera!" - Sa!nt
Owszem, będęWarlock pisze:Yyyyh Chomik byłeś moim faworytem!. Do zobaczyska na następnej, póki co mi kibicuj

BTW. To i tak niezła przeciwwaga po dwóch wygranych, no nie ? Dzięki za miłe słowa

Prawdziwy krasnolud gardzi słonecznikiem.
Jak Durag powiedzieć tak zrobić! hy hy! hopaki będą zadowolone bo szefu jest najlepszy
kangur022 pisze: Ze niby czarodziejki są szpetne ?
dzikki pisze:Wypadki z kotłem się zdarzają ;] , nożem rytualnym można się skaleczyć jak się ofiara poruszy. Tudzież jakieś obmierzłe praktyki seksualne.
Kacpi 1998 pisze:te praktyki to chyba z użyciem cegły...
- The WariaX
- Falubaz
- Posty: 1005
- Lokalizacja: Rybnik i okolice
Heh, ale bajer
Finaliści poprzedniej areny w obecnej odpadli w I rundzie

Finaliści poprzedniej areny w obecnej odpadli w I rundzie


Zapraszam do mojej galerii

http://forum.wfb-pol.org/viewtopic.php?f=10&t=35475
Maluję na zamówienie:
http://forum.wfb-pol.org/viewtopic.php? ... 13#p990613
No w końcu szansa dla takich plebejuszy jak my. Ja już nie pamiętam w ilu arenach padałem, ale na pewno z 1 walkę wygrałem. ;D
- Klnę się na Sigmara - nigdy nie weźmiecie mnie żywcem, upadli słudzy ciemności!
- Nigdy nie zamierzaliśmy. Zastrzelcie go.
Takaris Fellblade, kapitan Czarnej Arki "Udręka"
- Nigdy nie zamierzaliśmy. Zastrzelcie go.
Takaris Fellblade, kapitan Czarnej Arki "Udręka"
Faeinneweidd rozkoszowała się odurzającym zapachem pięknych kwiatów. Były piękne. Tylko kto je tu zostawił? Kratos wrócił zaraz po walce. Czuła na sobie dużo porządliwych spojrzeń gdy przechadzała się przez miasto, ale nikt nie śmiał zbliżać się do niej, bo wiedzieli, z kim przybyła na Arenę. Do czasu. Gdy jej towarzysz przegrał swoją walkę, Faeineweid nieraz była zaczepiana, lub pilnie obserwowana przez innych uczestników Areny. Kratos w celu uniknięcia poruszenia wychodził na ulicę w obszernej szacie z kapturem. Nikt poza Faeineweid nie wie, że wojownik żyje. Wadą tego jedt to, że nikt nie obawia się jej zaczepiać. Całe szczęście, że ten wampir poległ. Ale wśród brutali, barbarzyńców, wojowników i twardzieli znalazł się ktoś, kto wysłał jej kwiaty.
To takie...romantyczne...
Kratos był innego zdania.
Skąd to masz?-rzucił, gdy zauważył elfkę z bukietem w rękach.
-Dostałam
-Od kogo?
-A co, nagle się mną zainteresowałeś? Od momentu naszego spotkania myślisz tylko o walce, Arenie i zabijaniu! Nie zwracasz na mnie uwagi. Nie dbasz o mnie. Nawet kwiatów mi nie przynosisz! Mieszkam z tobą tylko dlatego, że przy tobie nikt mnie nie napastował. Ale od kiedy nie pokazujesz się nikomu to nagle wszystkim przyszła ochota na elfkę! Całymi dniami próbujesz przypomnieć coś sobie, oglądasz walki, albl idziesz do lasu pozabijać sobie. Czy JA dla ciebie nic nie znaczę! Myślałam, że mnie kochasz!
-Miłość to słabość.
-Miłość daje nam siłę by walczyć,gdy waszystko inne przepadnie!
-Odpadłem z Areny! Nie mogę tak poprostu zabić Coena ! A ty zawracasz mi głowę takimi rzeczami!
Ze łzami w oczach Faeineweid wybiegła z kwatery...
To takie...romantyczne...
Kratos był innego zdania.
Skąd to masz?-rzucił, gdy zauważył elfkę z bukietem w rękach.
-Dostałam
-Od kogo?
-A co, nagle się mną zainteresowałeś? Od momentu naszego spotkania myślisz tylko o walce, Arenie i zabijaniu! Nie zwracasz na mnie uwagi. Nie dbasz o mnie. Nawet kwiatów mi nie przynosisz! Mieszkam z tobą tylko dlatego, że przy tobie nikt mnie nie napastował. Ale od kiedy nie pokazujesz się nikomu to nagle wszystkim przyszła ochota na elfkę! Całymi dniami próbujesz przypomnieć coś sobie, oglądasz walki, albl idziesz do lasu pozabijać sobie. Czy JA dla ciebie nic nie znaczę! Myślałam, że mnie kochasz!
-Miłość to słabość.
-Miłość daje nam siłę by walczyć,gdy waszystko inne przepadnie!
-Odpadłem z Areny! Nie mogę tak poprostu zabić Coena ! A ty zawracasz mi głowę takimi rzeczami!
Ze łzami w oczach Faeineweid wybiegła z kwatery...
Ostatnio zmieniony 2 maja 2011, o 19:18 przez Byqu, łącznie zmieniany 1 raz.
WELCOME TO ESTALIA GENTLEMEN
Olaf zniecierpliwiony przechadzał się po okolicy przypatrując się mieszkańcom oraz przybyszom. Nic nadzwyczajnego, by się nie stało, gdyby nie zobaczył ... tego. Stał jak słup stoli przez jakieś parę sekund po czym uznał, że musiał zapić widok czystego, skavena z kwiatami w łapach. To był potrójny cios dla mieszkańcy Imperium. Nie dość, że Skaven to czysty i z o zgrozo... KWIATAMI! Kolejne godziny spędził z nowym przyjacielem w pobliskiej karczmie... butelką niezidentyfikowanego, ale baardzo ,,przyjaznego'' płynu.
Ostatnio zmieniony 2 maja 2011, o 18:27 przez Eriks281, łącznie zmieniany 2 razy.
- Klnę się na Sigmara - nigdy nie weźmiecie mnie żywcem, upadli słudzy ciemności!
- Nigdy nie zamierzaliśmy. Zastrzelcie go.
Takaris Fellblade, kapitan Czarnej Arki "Udręka"
- Nigdy nie zamierzaliśmy. Zastrzelcie go.
Takaris Fellblade, kapitan Czarnej Arki "Udręka"
Eriks281 pisze:Olaf zniecierpliwiony przechadzał się po okolicy przypatrując się mieszkańcom oraz przybyszom. Nic nadzwyczajnego, by się nie stało, gdyby nie zobaczył ... tego. Stał jak słup stoli przez jakieś parę sekund po czym uznał, że musiał zapić widok czystego, skavena z kwiatami w łapach. To był potrójny cios dla mieszkańcy Imperium. Nie dość, że Skaven to czysty i z o zgrozo... KWIATAMI! Kolejne godziny spędził z nowym przyjacielem w pobliskiej karczmie... butelką niezidentyfikowanego, ale baardzo ,,przyjaznego'' płynu.

To brzmi tak, jakby Warke skakał po łączce z kwiatkami

nieregulaminowy podpis usunięty- administracja
Warke zauważył Feainewed (znał jej imię dzięki wypytaniu połowy ludzi uczestniczących w turnieju) wybiegającą z płaczem z jej komnaty.
-Kwiaty nie odniosły skutku, tylko spowodowały to, że teraz płacze... Muszę coś wymyśleć... Wiem!
***
Płacząca Feainewed nagle usłyszała za sobą głuche stuknięcie. Kiedy się odwróciła, zobaczyła jedynie małe pudełeczko. Kiedy je otworzyła, zdumiała się. W środku leżał przepiękny pierścionek z diamentowym oczkiem.
***
Długo jeszcze ludzki kowal cieszył się z prostego zarobku za wykonanie pierścienia. Nie zważał na to, że osoba, która dała mu to zlecenie była mała i pokryta futrem.
-Kwiaty nie odniosły skutku, tylko spowodowały to, że teraz płacze... Muszę coś wymyśleć... Wiem!
***
Płacząca Feainewed nagle usłyszała za sobą głuche stuknięcie. Kiedy się odwróciła, zobaczyła jedynie małe pudełeczko. Kiedy je otworzyła, zdumiała się. W środku leżał przepiękny pierścionek z diamentowym oczkiem.
***
Długo jeszcze ludzki kowal cieszył się z prostego zarobku za wykonanie pierścienia. Nie zważał na to, że osoba, która dała mu to zlecenie była mała i pokryta futrem.
nieregulaminowy podpis usunięty- administracja
Skaven wyrywa kobietę
Arena cudów, chyba muszę częściej prowadzić

Arena cudów, chyba muszę częściej prowadzić

Natomiast wszystkim prawicowym purystom ideologicznym, co to rehabilitują nacjonalizm, moge powiedziec że odróżanianie nacjonalizmu od faszyzmu, przypomina poznawanie rodzajów gówna po zapachu;-)).
Nie dość kobietę! Elfkę!nindza77 pisze:Skaven wyrywa kobietę![]()
Arena cudów, chyba muszę częściej prowadzić
Tak po za tym, kiedy walka kolejna? : D
- Klnę się na Sigmara - nigdy nie weźmiecie mnie żywcem, upadli słudzy ciemności!
- Nigdy nie zamierzaliśmy. Zastrzelcie go.
Takaris Fellblade, kapitan Czarnej Arki "Udręka"
- Nigdy nie zamierzaliśmy. Zastrzelcie go.
Takaris Fellblade, kapitan Czarnej Arki "Udręka"
Coen właśnie wstał, huk zderzających się cząsteczek powietrza tłumił wszelkie myśli. Szedł powoli niepewnym krokiem i wtedy... Kiedyś widział białe myszki, ale to był skaven.. niosący kwiatki.
-Ja pierdole
Inny komentarz nie był potrzebny. Uznał, że wystarczy tego spaceru i wrócił do karczmy i siadł obok Olafa który właśnie zaczynał pić i miał minę bardzo podobną do jego własnej.
Ech.. Chyba trzeba będzie walczyć na kacu.. Jeśli się nie zachleje na śmierć do tej walki. Z drugiej strony walka z goblinem nie wydawała się na wymagającą przygotowania.
Wchodząc do karczmy pod długim kapturem zauważył pałające nienawiścią oczy Kratosa. Coen nie widział tej walki ale był pewny, że on zginął. Tego było za wiele, przynajmniej przez najbliższą godzinę, potem było mu już wszystko jedno.
-Ja pierdole
Inny komentarz nie był potrzebny. Uznał, że wystarczy tego spaceru i wrócił do karczmy i siadł obok Olafa który właśnie zaczynał pić i miał minę bardzo podobną do jego własnej.
Ech.. Chyba trzeba będzie walczyć na kacu.. Jeśli się nie zachleje na śmierć do tej walki. Z drugiej strony walka z goblinem nie wydawała się na wymagającą przygotowania.
Wchodząc do karczmy pod długim kapturem zauważył pałające nienawiścią oczy Kratosa. Coen nie widział tej walki ale był pewny, że on zginął. Tego było za wiele, przynajmniej przez najbliższą godzinę, potem było mu już wszystko jedno.
Widzę, że nieźle się bawicie
Walka może jutro
Ale z rana, wiecie, majówka i tak dalej...


Natomiast wszystkim prawicowym purystom ideologicznym, co to rehabilitują nacjonalizm, moge powiedziec że odróżanianie nacjonalizmu od faszyzmu, przypomina poznawanie rodzajów gówna po zapachu;-)).