Arena of Death nr 7
- Murmandamus
- Niszczyciel Światów
- Posty: 4837
- Lokalizacja: Radom
przyjąłem go jako dwuraka , skoro z historyjki wynikało że służył w Gwardii Elektorskiej.
Murmi nie należę do loży żydo-masońskiejMurmi pisze:Tedzio: Tak oszukuję, loża żydo-masońska mnie przekupiła płacąc mi kulkami kokosowymi marki rafaello Smile Ale rozważam działąnie z ramienia cyklistów opłacanych przez komunistycznych agentów Kgb bo płacą krówkami.

Ale dostawę kulek kokosowych marki rafaello masz zapewnione.
Bo przecież nie bez kozery moja postać ma na imię Rafael xD
Tylko wiesz pojedynki mają wyglądać tak jak ten ostatni z krasnalem aby nikt się nie zorientował że za łatwo mi idzie

squiq pisze:Mój Sigmar myśli inaczej.
Sa!nt iść przestanie ci dobrze jak Rafael trafi na mojego Egza, wiec nie masz o co Murda prosić.
Tedziu, wiesz tak Mur oszukuje,, tylko wytlumacz mi po kiego grzyba miał by to robić.
Mur, a co do pułtoraka to może sie zastanowisz i wprowadzisz go wnastępnej edycji areny, co.
Tedziu, wiesz tak Mur oszukuje,, tylko wytlumacz mi po kiego grzyba miał by to robić.
Mur, a co do pułtoraka to może sie zastanowisz i wprowadzisz go wnastępnej edycji areny, co.
Tullaris Dredbringer was dying. He knew this, and he cared not.... At last, he knew the truth that Khain had tried to share with him all theas years, and it was glorius.
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
- Murmandamus
- Niszczyciel Światów
- Posty: 4837
- Lokalizacja: Radom
czemu nie, cos nowego wejdzie , ew jak ktos ma jakies pomysły na przedmioty to może podesłac na priva.
- Murmandamus
- Niszczyciel Światów
- Posty: 4837
- Lokalizacja: Radom
Zwieszony gdzieś w pustce Aspoboglus zastanawiał się nad niesprawiedliwością świata. Czarodziej go spętał i zmusił do walki. Nie to żeby mu się to nie podobało ale nie lubił jak ktos miał na nim kontrolę. Po za tym pragął przebuwać w świecie śmiertelnych a nie w magicznej klatce która go tu trzymała. Przeklęty człowiek i jego durna arena. Papcio nurgle mógłby go objąć w końcu.
Gdy był w ten sposób pogrążony w rozmyślaniach nagle poczuł zew. Zew któremu nie potrafił się oprzeć, jego jestestwo zostało wyrwane i nagle znalazł się na arenie. W jego głowie brzmiał rozkaz. Zabić krasnoluda…
Ulgni Thorgrisson wszedł na arenę tak jak ostatnio. Pewnie, bez strachu zaintrygowany istotą przeciw której miał walczyć i nadzieją że w końcu polegnie odkupiając hańbę na jego klanie. Jak dotąd się męczył ale demon to demon. Z drugiej stronie wiedział że są tacy jak on co zabijali już demony i nadal nie mogli znaleźć śmierci. Biedacy….
Krasnolud stanął na środku przygotowany na walkę. Rozglądał się ale przeciwnika nie było.
Powstał wtedy mag, dozorca areny i zawołał do niego.
-Hej krasnoludzie czy jesteś gotowy spotkać swoje przeznaczenie?!
Ulgni w odpowiedzi beknął aż rozniosło się po całej arenie…Odbło mu się piwem z tym dziwnym specyfikiem co ostatnio zakupił.
Mag aż poczerwieniał i uniósł ręce do zaklęcia.
-PRZYBĄDZ ASPOBOGLUSIE!!!!!!!!!!- wykrzyknął.
Rozległ się huk i na środku areny pojawił się oślizgły demon.
Ulgni mocniej chwycił rękojeści swych toporków po czym dopadł pomiot chaosu w dwóch krokach. Topory zatopiły się w ohydne ciało z obrzydliwym odgłosem raniąc demona. Aspoboglus ryknął dotkliwie ugodzony i ciosem oślizgłego łapska z dużą siłą uderzył Ulgniego tak że odleciał parę metrów do tyłu. Jedna z ran demona w tym czasie się częściowo zasklepiła lecz z drugiej nadal wyłaziły larwy. Aspoboglus ruszył powoli w stronę leżącego. Zabójca podniósł się i splunął krwią i kawałkiem ułamanego zęba.
-Teroz żeś mnie zdenerwował- warknął.
Uniósł swą broń i zaszarżował na demona ponownie w najlepszym stylu zabójców trolli. Pomknęła mu na spotkanie pazurzasta łapa, tą ominął bez trudu nurkując pod nią samemu tracąc jednak okazję do ataku. Odtoczył się na prawo ponownie rąbiąc. Jakaś siła zepchnęła jego topór na bok. Aspoboglus ponownie spróbował dosięgnąć przeciwnika. Krasnolud odczołgał już się na bezpieczną odległość i powstawszy ryknął coś po krasnoludku nacierając. Wyskoczył rąbiąc toporami w bębęnowaty brzuch stwora. Prysnęła demoniczna krew a krasnolud. Zaparł się nogami o cielsko potwora i wyrwał topór odskakując do tyłu i unikając łapsk wroga. Aspoboglus poczuł że coś nie jest w porządku i traci więź ze swiatem materialny. Mobilizując swoją wolę zdołał to opanować jednak część jego esencji uleciała w Aether. Przestał o tym myśleć już bo krasnolud znowu się zbliżał wykrzykując imię Grimnira. Demon uderzył, a krasnolud tym razem nie dał rady się uchylić. Pazury rozcięły ciało niemal nagiego wojownika i z ran buchnęła krew. Ulgni nie zważał już na nic. Doskoczył na bezpośrednią odległość rąbiąc demona. Magiczna aura jednak spychała jego ciosy. Demon teraz okładał Zabójcę. Na okładanym wrażenia to nie wywierało jakby nic już nie czuł. Z drugiej strony ciosy toporów jak nie zostały odchylony przez aurę demona to rany zadane przez nie się zasklepiały. I tak to trwało. Ciosy śmigały a kamienna niemal skóra wytrzymywala ciosy demona. Uegli jednak szęczęsliwym ciosem w skroń demona przerąbał się do czaszki i w tym momencie demon zmienił się w kolorową chmurę i z wyciem uleciał do eteru. Zaskoczony zabójca upadł na ziemię w miejscu gdzie jeszcze przed momentem stał demon. Zaskoczonych widzów zamórowało z wrażenia z magiem , właścicielem areny wyłącznie. W końcu jakby otrząsnęli się z zaskoczenia i wybuchłą wrzawa. Uegli był lekko zawiedziony tym obrotem sprawy. Znów szansa na chwalebną śmierc przeszła mu koło nosa. Ale chyba wiedział czyja to wina, na arenie wśród walczących dojrzał dwa elfy. To na pewno ich sprawka. Splunął i zszedł z areny nie dbając o wyrazy uznania oglądających go osób.
Gdy był w ten sposób pogrążony w rozmyślaniach nagle poczuł zew. Zew któremu nie potrafił się oprzeć, jego jestestwo zostało wyrwane i nagle znalazł się na arenie. W jego głowie brzmiał rozkaz. Zabić krasnoluda…
Ulgni Thorgrisson wszedł na arenę tak jak ostatnio. Pewnie, bez strachu zaintrygowany istotą przeciw której miał walczyć i nadzieją że w końcu polegnie odkupiając hańbę na jego klanie. Jak dotąd się męczył ale demon to demon. Z drugiej stronie wiedział że są tacy jak on co zabijali już demony i nadal nie mogli znaleźć śmierci. Biedacy….
Krasnolud stanął na środku przygotowany na walkę. Rozglądał się ale przeciwnika nie było.
Powstał wtedy mag, dozorca areny i zawołał do niego.
-Hej krasnoludzie czy jesteś gotowy spotkać swoje przeznaczenie?!
Ulgni w odpowiedzi beknął aż rozniosło się po całej arenie…Odbło mu się piwem z tym dziwnym specyfikiem co ostatnio zakupił.
Mag aż poczerwieniał i uniósł ręce do zaklęcia.
-PRZYBĄDZ ASPOBOGLUSIE!!!!!!!!!!- wykrzyknął.
Rozległ się huk i na środku areny pojawił się oślizgły demon.
Ulgni mocniej chwycił rękojeści swych toporków po czym dopadł pomiot chaosu w dwóch krokach. Topory zatopiły się w ohydne ciało z obrzydliwym odgłosem raniąc demona. Aspoboglus ryknął dotkliwie ugodzony i ciosem oślizgłego łapska z dużą siłą uderzył Ulgniego tak że odleciał parę metrów do tyłu. Jedna z ran demona w tym czasie się częściowo zasklepiła lecz z drugiej nadal wyłaziły larwy. Aspoboglus ruszył powoli w stronę leżącego. Zabójca podniósł się i splunął krwią i kawałkiem ułamanego zęba.
-Teroz żeś mnie zdenerwował- warknął.
Uniósł swą broń i zaszarżował na demona ponownie w najlepszym stylu zabójców trolli. Pomknęła mu na spotkanie pazurzasta łapa, tą ominął bez trudu nurkując pod nią samemu tracąc jednak okazję do ataku. Odtoczył się na prawo ponownie rąbiąc. Jakaś siła zepchnęła jego topór na bok. Aspoboglus ponownie spróbował dosięgnąć przeciwnika. Krasnolud odczołgał już się na bezpieczną odległość i powstawszy ryknął coś po krasnoludku nacierając. Wyskoczył rąbiąc toporami w bębęnowaty brzuch stwora. Prysnęła demoniczna krew a krasnolud. Zaparł się nogami o cielsko potwora i wyrwał topór odskakując do tyłu i unikając łapsk wroga. Aspoboglus poczuł że coś nie jest w porządku i traci więź ze swiatem materialny. Mobilizując swoją wolę zdołał to opanować jednak część jego esencji uleciała w Aether. Przestał o tym myśleć już bo krasnolud znowu się zbliżał wykrzykując imię Grimnira. Demon uderzył, a krasnolud tym razem nie dał rady się uchylić. Pazury rozcięły ciało niemal nagiego wojownika i z ran buchnęła krew. Ulgni nie zważał już na nic. Doskoczył na bezpośrednią odległość rąbiąc demona. Magiczna aura jednak spychała jego ciosy. Demon teraz okładał Zabójcę. Na okładanym wrażenia to nie wywierało jakby nic już nie czuł. Z drugiej strony ciosy toporów jak nie zostały odchylony przez aurę demona to rany zadane przez nie się zasklepiały. I tak to trwało. Ciosy śmigały a kamienna niemal skóra wytrzymywala ciosy demona. Uegli jednak szęczęsliwym ciosem w skroń demona przerąbał się do czaszki i w tym momencie demon zmienił się w kolorową chmurę i z wyciem uleciał do eteru. Zaskoczony zabójca upadł na ziemię w miejscu gdzie jeszcze przed momentem stał demon. Zaskoczonych widzów zamórowało z wrażenia z magiem , właścicielem areny wyłącznie. W końcu jakby otrząsnęli się z zaskoczenia i wybuchłą wrzawa. Uegli był lekko zawiedziony tym obrotem sprawy. Znów szansa na chwalebną śmierc przeszła mu koło nosa. Ale chyba wiedział czyja to wina, na arenie wśród walczących dojrzał dwa elfy. To na pewno ich sprawka. Splunął i zszedł z areny nie dbając o wyrazy uznania oglądających go osób.
- Murmandamus
- Niszczyciel Światów
- Posty: 4837
- Lokalizacja: Radom
Ale i tak nie znasz ich działania i jaki efekt powodują
hehe

Khelarion czył się już wyśmienicie i powrócił do intensywnego treningu, postanowił zrobić sobie jednak przerwę, aby obejrzeć walkę demona. Przeciwnik z którym teraz zgniłek miał walczyć by Egzekutorowi nie znany gdyż nie oglądał on jego walki. Obaj z Utrionem zasiedli na trybunach, ich oczom ukazał się dziwny wytatuowany krasnolud z pomarańczowym czubem na głowie, w rękach dzierżył dwa topory.
- Co to za dziwny pokurcz- zapytał Khelarion
- To krasnoludki zabójca, pokurcz który zhańbił jakoś swój klan a teraz szuka śmierci- odpowiedział Kapitan
- A to ciekawe, no cóż to teraz pewnie ją znajdzie z łapsk tego plugawego demona-
Poszukiwanie śmierci w walce nie było Khelarionowi obce, wielu Egzekutorów tak fanatycznie czciło Kheina, że przed każdą bitwą ślubowali oni mu swoją dusze i szli szukając śmierci, nie wspominając już o szalonych Elfach Wiedźmach, tacy wojownicy są niesamowicie trudni do powstrzymania i pokonania.
Walka się rozpoczęła i ku zaskoczeniu oby elfów krasnolud dzielnie stawał w walce z pomiocie Nurgla, uderzenia jego toporów były potężne, a zarazem niesamowicie precyzyjne, jednak ataki nie przechodziły przez aurę demona, krasnolud opierał się natomiast atakom demonicznych pazurów dzieki miksturze kamiennej skóry.
- Ten pokurcz to naprawdę potężny wojownik- skomentował Khelarion.
Nagle któryś z ciosów doszedł do czaszki demona i ten stracił kontakt z realnym swiatem i odpłynął do eteru, krasnolud po skończonej walce splunął nie wiedzieć czemu w stronę elfów. Khelarion spojrzał z niedowierzaniem, zezłościł się trochę, bo to on chciał wysłać demona do otchłani w imię Kheina, jakaś jego cząstka mówiła jednak, że dobrze się stało bo starcie z demonem mogło być zbyt ryzykowne.
- Ech ten krasnoludki wojownik będzie nie lada wyzwaniem, nie mogę się odczekać walki z nim, ale najpierw czaka mnie spotkania na arenie z piękną Amelią, oddam jej dusze Kheinowi, napewno będzie zadowolony z duszy tak potężnej wojowniczki.-
- Ekh, wiesz Khelarionie- odezwał się kapitan – Jak byś się postarał to wcale nie musiał byś jej zabijać, wiesz mógł byś ją obezwładnić, ja bym zamienił parę słówek z czarodziejem i można by ją zabrać do Naggaroth, eh mieć taką w alkowie-
Egzekutor zatrzymał się w pól kroku, jego lodowe spojrzenie przeszyło Korsarza, że aż przeszył mu ciarki po plecach.
- Czy myślisz, że będę narażać życie tylko by zaspokoić twoje cielesne rządze, w pojedynku z takim przeciwnikiem trzeba być maksymalnie skupionym i skoncentrowanym, nie można sobie pozwolić na najmniejszy błąd, to na jakiś cuchnący ork czy brudny człowiek tylko zabójczo wyszkolona elfia wojowniczka, pozatym o jakiej Alkowie mówisz, twoja kajuta na statku jest mniejsza niż łoże Morathii.
- Nie no wiesz to taka propozycja była, jak nie to nie, ale wiesz zasta… -
- Utrionie, dość, nie chce więcej o tym słyszeć-
Khelarion wiedział, że nie może się rozproszyć Elfka była piękna i faktycznie nawet taki fanatyczny morderca jak on musiał przyznać, że lepszym miejscem na spotkanie z nią było by miękie łoże, a nie arena, lecz Khein domagał się swojej ofiary i mimo, że uroda elfki była niesamowita to nie zmieniało faktu, że musiała umrzeć.
- Co to za dziwny pokurcz- zapytał Khelarion
- To krasnoludki zabójca, pokurcz który zhańbił jakoś swój klan a teraz szuka śmierci- odpowiedział Kapitan
- A to ciekawe, no cóż to teraz pewnie ją znajdzie z łapsk tego plugawego demona-
Poszukiwanie śmierci w walce nie było Khelarionowi obce, wielu Egzekutorów tak fanatycznie czciło Kheina, że przed każdą bitwą ślubowali oni mu swoją dusze i szli szukając śmierci, nie wspominając już o szalonych Elfach Wiedźmach, tacy wojownicy są niesamowicie trudni do powstrzymania i pokonania.
Walka się rozpoczęła i ku zaskoczeniu oby elfów krasnolud dzielnie stawał w walce z pomiocie Nurgla, uderzenia jego toporów były potężne, a zarazem niesamowicie precyzyjne, jednak ataki nie przechodziły przez aurę demona, krasnolud opierał się natomiast atakom demonicznych pazurów dzieki miksturze kamiennej skóry.
- Ten pokurcz to naprawdę potężny wojownik- skomentował Khelarion.
Nagle któryś z ciosów doszedł do czaszki demona i ten stracił kontakt z realnym swiatem i odpłynął do eteru, krasnolud po skończonej walce splunął nie wiedzieć czemu w stronę elfów. Khelarion spojrzał z niedowierzaniem, zezłościł się trochę, bo to on chciał wysłać demona do otchłani w imię Kheina, jakaś jego cząstka mówiła jednak, że dobrze się stało bo starcie z demonem mogło być zbyt ryzykowne.
- Ech ten krasnoludki wojownik będzie nie lada wyzwaniem, nie mogę się odczekać walki z nim, ale najpierw czaka mnie spotkania na arenie z piękną Amelią, oddam jej dusze Kheinowi, napewno będzie zadowolony z duszy tak potężnej wojowniczki.-
- Ekh, wiesz Khelarionie- odezwał się kapitan – Jak byś się postarał to wcale nie musiał byś jej zabijać, wiesz mógł byś ją obezwładnić, ja bym zamienił parę słówek z czarodziejem i można by ją zabrać do Naggaroth, eh mieć taką w alkowie-
Egzekutor zatrzymał się w pól kroku, jego lodowe spojrzenie przeszyło Korsarza, że aż przeszył mu ciarki po plecach.
- Czy myślisz, że będę narażać życie tylko by zaspokoić twoje cielesne rządze, w pojedynku z takim przeciwnikiem trzeba być maksymalnie skupionym i skoncentrowanym, nie można sobie pozwolić na najmniejszy błąd, to na jakiś cuchnący ork czy brudny człowiek tylko zabójczo wyszkolona elfia wojowniczka, pozatym o jakiej Alkowie mówisz, twoja kajuta na statku jest mniejsza niż łoże Morathii.
- Nie no wiesz to taka propozycja była, jak nie to nie, ale wiesz zasta… -
- Utrionie, dość, nie chce więcej o tym słyszeć-
Khelarion wiedział, że nie może się rozproszyć Elfka była piękna i faktycznie nawet taki fanatyczny morderca jak on musiał przyznać, że lepszym miejscem na spotkanie z nią było by miękie łoże, a nie arena, lecz Khein domagał się swojej ofiary i mimo, że uroda elfki była niesamowita to nie zmieniało faktu, że musiała umrzeć.
Ostatnio zmieniony 8 sie 2008, o 16:03 przez Tullaris, łącznie zmieniany 1 raz.
Tullaris Dredbringer was dying. He knew this, and he cared not.... At last, he knew the truth that Khain had tried to share with him all theas years, and it was glorius.
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
KAROLEM!!!!!!!! a niech urlyk wyłysieje!!!! KAROL!! tak jak cesrz Karol IV ktory opublikował złotą bullę w 1356 r. i tak jak cesarz Karol II który walczył z Francuzami w wojnach Włoskich w 1496-1559 i tak jak Karol wielki! zalozyciel cesarstwa Frankońskiego!!!!!!! a nie jakis tam Konrad.... historia pamieta tylko Konrada mazowieckiego ktory popelnil wielką głupote zapraszając 1226r. zakon krzyżacki...
prosze nie obrażac mojego Karola von Wllenstein'a, bo jego ojciec w historii powszechnej pobił duńczyków w wojnie 30-letniej... achh co za ludzie..
prosze nie obrażac mojego Karola von Wllenstein'a, bo jego ojciec w historii powszechnej pobił duńczyków w wojnie 30-letniej... achh co za ludzie..

-te demony to jednak przereklamowane- pomyslał Ulgni popijając piwo -człeczyny krzyczą: "o to demon!! jak ja się go boję!! ".... żal mi ich- Krasnolud podniósł głowę i rozejrzał się po tawernie...na trzy metry od niego nie siedział nikt, a ci na których spojrzał, szybko odwracali wzrok...
Ulgni-Zabójca Demonów
hehe
Ulgni-Zabójca Demonów

Ech chyba dziś walka mojego Egza z śliczną Amelią już się nie odbędzie, trudno poczekam jeszcze z pół godzinki, a potem idę spać.
Tullaris Dredbringer was dying. He knew this, and he cared not.... At last, he knew the truth that Khain had tried to share with him all theas years, and it was glorius.
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
- Murmandamus
- Niszczyciel Światów
- Posty: 4837
- Lokalizacja: Radom
Mroczn elf pożegnał się z Ultrionem przy wejściu do areny. Khelarion wyszedł na piasek pośród wiwatów i wrzawy publiki. Jak na ironię egzekutor nie dbał o ich wiwaty. To wiwaty głupiego bydła, pomniejszych istot. Inaczej byłoby gdyby wiwatowała publika jego rodzimego Har Ganeth lub chociażby jakiegokolwiek miasta w Naggaroth. To było co innego. Gdy zbliżył się do środka areny przystanął z Draichem opartym o ramię i zaczekał na nią.
Amelia dostojnie weszłą na arenę a jej wejście zgotowała owacja jeszcze większa niż poprzednio. Wojowniczka z Athel Loren uśmiechnęła się promiennie a ten uśmiech wypalił się w umysłach wielu mężczyzn na arenie. Triumfalnie pozdrawiając ich podeszła blisko swego przeciwnika i zwróciła swą uwagę ku niemu.
-Zatem nadeszła chwila gdy skrzyżujemy ostrza o mroczny.- rzekła jedwabistym głosem.
-Niedługo będziesz martwa kobieto. Nie odzywaj się do mnie! Znalazłbym dla ciebie lepsze miejsce w naggaroth gdybym nie musiał cię zabić. Czy tego chciałabyś czy nie byłabyś już moją niewolnicą. Stanie się jednak inaczej i oddam Khainowi twoją śliczną główkę!
Amelia zagryzła wargi. W końcu się zetknęła z mrocznymi. Byli przesiąknięci nienawiścią jak słyszała. Zaraz da okazję temu gburowi do połknięcia tych słów. Jednak musiała coś odpowiedzieć.
-Cóż, z pewnością byłaby to dla ciebie odmiana po stajennych preferencjach co do twoich dotychczasowych partnerek, ale podziękuję, wolę prawdziwych elfach mężczyzn z klasą której ci widać brakuję. Ale to chyba normalne u was gdziekolwiek obecnie zamieszkujecie. Bo na pewno nie na błogosławionej wyspie.
Obelga sprawiła że Khelerion ledwie się powstrzymał , bo jeszcze nie było sygnału do walki, ale wzmianka o Ulthuanie dodatkowo powiększyła jego żądze mordu. Już nie byłą dla niego taka atrakcyjna. Teraz pragnął jedynie przelać jej krew.
Zabrzmiał gong jako sygnał do rozpoczęcia walki. Amelia zaatakowała bez ostrzeżenia. Jej Sai pomknęły ku ciału Kheleriona zanim miał szansę zareagować normalnie. Refleks mrocznego elfa pozwolił się mu częściowo uchylić lecz i tak sai zdołała zranić go lekko w ramię. Nie zadał jeszcze ciosu bo było za blisko. Jedną ręką złapał Amelię za rękę i szarpnął tak by straciła równowagę pchając ją w swoją lewą stronę. Kiedy jeszcze była w drodze siłą bezwładu, szybko chwycił rękojeść Draicha i ciął. Wielki miecz przejechał po jej zbroi na plecach i rozcinając ją z łatwością zranił tak że szrama lśniąca czerwienią wykwitła na jej grzbiecie. Amelia krzyknęła czując jak wroga stal kaleczy ją.
Popełniłam błąd- pomyślała. Obróciła się wtedy dookoła swej osi by znów stanąć naprzeciw niego. Skoczyła na Kheleriona ponownie posyłając Sai między oczka kolczugi przebijając ją . Spotkała się wtedy z kolanem wojownikai musiała ratować się szybkim odskokiem. Draich ledwie ją minął. O mały włos. Maleńkie duszki musiały zepsuć koncentrację Kheleriona na tyle by nie trafił. Mając nieco wytchnienia Amelia szybko sięgnęła po buteleczkę z eliksirem zdrowia i natychmiast ją zażyła. Wszelki ból minął jak ręką odjął a rana w większości się zagoiła. Uśmiechnęła się lekko.
-Zatańczmy,- zaproponowała.
Lawirując lekko i unikając Draicha dzgała to tu to tam. W większości Sai zgrzytało na zbroi lecz raz czy dwa przebiło się ponownie kaleczyć Egzekutora. Ten mimo że w środku szalała w nim furia nie dał się sprowokować do bezmyślnego ataku. Wymierzał ciosy na zimno mimo ataków przeciwniczki. W końcu ponownie trafił obdarzając ją kolejną szramą z której natychmiast zaczęła lecieć krew. Walka nabrała gwałtowności i coraz więcej drobnych ranek zaczęło nadwyrężać siły i wolę egzekutora. Walka jednak trwała nadal. Amelia szybka i nieuchwytna niczym wiatr zasypywałą wręcz opancerzonego wojownika gradem ciosów. Wtem źle wymierzając cios chybiła a Khelarion zrobił coś co nikt się nie mógł spodziewać. Upuścił miecz i chwycił Amelię w swe silne objęcia chcąc dobrać się do jej szyi. Pchnięcie sai przebiło się znów do ciała elfa lecz ten nie ustawał w wysiłkach. Założył dzwignię na jej szyję i nie baczył na wyrywającą się elfkę. W żelaznym uścisku egzekutora byłą bezbronna niemal. Khelarion szepnął jej jeszcze do ucha. – Zdychaj Suko! Po czym szarpnął skręcając jej kark. Rozległ się trzask i bezwładne ciało opadło na piach. Khenarion kopnął ciało i podniósł swoją broń. Pomachał jeszcze do swego towarzysza na trybunach, którego głos utonął w ogólnej wrzawie.
Amelia dostojnie weszłą na arenę a jej wejście zgotowała owacja jeszcze większa niż poprzednio. Wojowniczka z Athel Loren uśmiechnęła się promiennie a ten uśmiech wypalił się w umysłach wielu mężczyzn na arenie. Triumfalnie pozdrawiając ich podeszła blisko swego przeciwnika i zwróciła swą uwagę ku niemu.
-Zatem nadeszła chwila gdy skrzyżujemy ostrza o mroczny.- rzekła jedwabistym głosem.
-Niedługo będziesz martwa kobieto. Nie odzywaj się do mnie! Znalazłbym dla ciebie lepsze miejsce w naggaroth gdybym nie musiał cię zabić. Czy tego chciałabyś czy nie byłabyś już moją niewolnicą. Stanie się jednak inaczej i oddam Khainowi twoją śliczną główkę!
Amelia zagryzła wargi. W końcu się zetknęła z mrocznymi. Byli przesiąknięci nienawiścią jak słyszała. Zaraz da okazję temu gburowi do połknięcia tych słów. Jednak musiała coś odpowiedzieć.
-Cóż, z pewnością byłaby to dla ciebie odmiana po stajennych preferencjach co do twoich dotychczasowych partnerek, ale podziękuję, wolę prawdziwych elfach mężczyzn z klasą której ci widać brakuję. Ale to chyba normalne u was gdziekolwiek obecnie zamieszkujecie. Bo na pewno nie na błogosławionej wyspie.
Obelga sprawiła że Khelerion ledwie się powstrzymał , bo jeszcze nie było sygnału do walki, ale wzmianka o Ulthuanie dodatkowo powiększyła jego żądze mordu. Już nie byłą dla niego taka atrakcyjna. Teraz pragnął jedynie przelać jej krew.
Zabrzmiał gong jako sygnał do rozpoczęcia walki. Amelia zaatakowała bez ostrzeżenia. Jej Sai pomknęły ku ciału Kheleriona zanim miał szansę zareagować normalnie. Refleks mrocznego elfa pozwolił się mu częściowo uchylić lecz i tak sai zdołała zranić go lekko w ramię. Nie zadał jeszcze ciosu bo było za blisko. Jedną ręką złapał Amelię za rękę i szarpnął tak by straciła równowagę pchając ją w swoją lewą stronę. Kiedy jeszcze była w drodze siłą bezwładu, szybko chwycił rękojeść Draicha i ciął. Wielki miecz przejechał po jej zbroi na plecach i rozcinając ją z łatwością zranił tak że szrama lśniąca czerwienią wykwitła na jej grzbiecie. Amelia krzyknęła czując jak wroga stal kaleczy ją.
Popełniłam błąd- pomyślała. Obróciła się wtedy dookoła swej osi by znów stanąć naprzeciw niego. Skoczyła na Kheleriona ponownie posyłając Sai między oczka kolczugi przebijając ją . Spotkała się wtedy z kolanem wojownikai musiała ratować się szybkim odskokiem. Draich ledwie ją minął. O mały włos. Maleńkie duszki musiały zepsuć koncentrację Kheleriona na tyle by nie trafił. Mając nieco wytchnienia Amelia szybko sięgnęła po buteleczkę z eliksirem zdrowia i natychmiast ją zażyła. Wszelki ból minął jak ręką odjął a rana w większości się zagoiła. Uśmiechnęła się lekko.
-Zatańczmy,- zaproponowała.
Lawirując lekko i unikając Draicha dzgała to tu to tam. W większości Sai zgrzytało na zbroi lecz raz czy dwa przebiło się ponownie kaleczyć Egzekutora. Ten mimo że w środku szalała w nim furia nie dał się sprowokować do bezmyślnego ataku. Wymierzał ciosy na zimno mimo ataków przeciwniczki. W końcu ponownie trafił obdarzając ją kolejną szramą z której natychmiast zaczęła lecieć krew. Walka nabrała gwałtowności i coraz więcej drobnych ranek zaczęło nadwyrężać siły i wolę egzekutora. Walka jednak trwała nadal. Amelia szybka i nieuchwytna niczym wiatr zasypywałą wręcz opancerzonego wojownika gradem ciosów. Wtem źle wymierzając cios chybiła a Khelarion zrobił coś co nikt się nie mógł spodziewać. Upuścił miecz i chwycił Amelię w swe silne objęcia chcąc dobrać się do jej szyi. Pchnięcie sai przebiło się znów do ciała elfa lecz ten nie ustawał w wysiłkach. Założył dzwignię na jej szyję i nie baczył na wyrywającą się elfkę. W żelaznym uścisku egzekutora byłą bezbronna niemal. Khelarion szepnął jej jeszcze do ucha. – Zdychaj Suko! Po czym szarpnął skręcając jej kark. Rozległ się trzask i bezwładne ciało opadło na piach. Khenarion kopnął ciało i podniósł swoją broń. Pomachał jeszcze do swego towarzysza na trybunach, którego głos utonął w ogólnej wrzawie.
Dobre, naprawde Mur opis jest świetny
,
, musiał jej założyć chamską gilotyne
.
Khelarion podniósł swego Draicha, spojrzał jeszcze raz na ciało elfki, jej dusza odeszła teraz do Kheina i będzie on wdzięczy Egzekutorowi za oddanie mu takiej wojowniczki. Szkoda trochę, że nie można było jej oszczędzić Utrion będzie pewnie nie zadowolony, ale co tam, liczyło się tylko zwycięstwo i to, że przeżył, Elfka była przecież zabójcza wojowniczką, ale widać nie tak zabójczą jak on sam.
Zostały jeszcze dwie walki ciekawe czy Egz da rade
.

Sam bym tego lapiej nie wymysliła Khelarion zrobił coś co nikt się nie mógł spodziewać. Upuścił miecz i chwycił Amelię w swe silne objęcia chcąc dobrać się do jej szyi. Pchnięcie sai przebiło się znów do ciała elfa lecz ten nie ustawał w wysiłkach. Założył dzwignię na jej szyję i nie baczył na wyrywającą się elfkę. W żelaznym uścisku egzekutora byłą bezbronna niemal. Khelarion szepnął jej jeszcze do ucha. – Zdychaj Suko! Po czym szarpnął skręcając jej kark. Rozległ się trzask i bezwładne ciało opadło na piach. Khenarion kopnął ciało i podniósł swoją broń. Pomachał jeszcze do swego towarzysza na trybunach, którego głos utonął w ogólnej wrzawie.


Khelarion podniósł swego Draicha, spojrzał jeszcze raz na ciało elfki, jej dusza odeszła teraz do Kheina i będzie on wdzięczy Egzekutorowi za oddanie mu takiej wojowniczki. Szkoda trochę, że nie można było jej oszczędzić Utrion będzie pewnie nie zadowolony, ale co tam, liczyło się tylko zwycięstwo i to, że przeżył, Elfka była przecież zabójcza wojowniczką, ale widać nie tak zabójczą jak on sam.
Zostały jeszcze dwie walki ciekawe czy Egz da rade

Ostatnio zmieniony 8 sie 2008, o 16:13 przez Tullaris, łącznie zmieniany 1 raz.
Tullaris Dredbringer was dying. He knew this, and he cared not.... At last, he knew the truth that Khain had tried to share with him all theas years, and it was glorius.
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."