Nocne Łowy Nayimvael

Niekulawy język oraz zdjęcia mile widziane!

Moderator: RedScorpion

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
White Lion
Kretozord
Posty: 1881
Lokalizacja: Kielecki Klub Bitewny "Kieł"

Nocne Łowy Nayimvael

Post autor: White Lion »

Nocne Łowy

Dzień był pochmurny. Ostatnio wszystkie dni były pochmurne. Na niebie przesuwały się blade cielska chmur zwodniczo łudzących fałszywą nadzieją na krople deszczu. Fałszywą, bo tak naprawdę nawet małe dzieci wiedzą, że deszcz pada tylko raz w roku i to tylko w nieparzystym jak mawiają 40letni starcy.

Obrazek
Pole bitwy

Marcus von Bohenwald, Handlarz osady Pięciu Czarnych Kotów, wydmuchnął z ust ostatni kłąb dymu i wysypał tlący się popiół z fajki uderzając nią lekko o kamienną ścianę, o którą się opierał. Łodygi wysuszonych pustynnych krzewów smakowały paskudnie dlatego przed walką zawsze dosypywał do nich szczyptę prawdziwego tytoniu. Miał go co prawda tylko mały woreczek ale nigdy nie wiadomo czy ta walka nie będzie ostatnią więc postanowił sobie nie żałować. W swoim ponad 30letnim życiu nauczył się dwóch ważnych rzeczy. Doceniać wartość każdej godziny swojego życia oraz nie przywiązywać się do innych ludzi – zbyt często trzeba ich żegnać jak umierają.

Usłyszał kroki i pomiędzy ścianami ruin w których odpoczywał siedząc pod ścianą pojawiła się jakaś postać. Najpierw dostrzegł dwa szczury wiszące na patyku przyczepionym do pleców Szabrownika – żeby skruszały jak zawsze tłumaczył Curt, później zobaczył całą jego sylwetkę. To był najstarszy
i najbystrzejszy chłopak z jego grupy, którą Marcus przyprowadził ze sobą tego popołudnia.

„Spart nadchodzi” powiedział. Odczekał chwilę patrząc na Handlarza i zniknął ponownie wśród ruin wracając na swój posterunek.

Marcus westchnął lekko i zamknął czytaną do tej pory książkę. To była jego ulubiona
i w zasadzie jedyna książka. Znalazł ją jako dziecko szabrując jakiś wrak samochodu. Nie miała okładek więc nie znał jej tytułu ani tego kto ją napisał. Opowiadała o walce, miłości, pasji i bogactwie, a czytał ją tyle razy, że nie potrafił nawet zliczyć. To z niej wziął swoje imię. Wcześniejszego już nie pamiętał. Ostrożnie wsunął książkę do jednej z kieszeni swojego płaszcza, wstał i oparł się o ścianę.

Nie lubił Sparta. Gladiator miał ciężki charakter i niechętnie poddawał się rozkazom. Ten potężny wojownik w swoim krótkim życiu egzystował i walczył głównie dla chwały i opowieści jakie
o nim krążyły. A krążyła niejedna. Podobno na otwartym terenie gdy jego oddział zaskoczyły Konstrukty nie uciekł razem z innymi tylko poczekał aż zaatakuje go Łatacz - największy z tych potworów a następnie po krótkiej walce jednym pociągnięciem swojej piły przeciął go na pół. Od tej pory nosi na szyi pazur tego potwora tak samo jak blizny jakie podczas tej walki zdobył.

Za Spartem jak zawsze snuły się Szczury. Wiedziały, że Gladiator nie dba o łupy, a niewielu ludzi miało tyle desperacji co one, żeby grzebać w tym co zostaje po człowieku którego zabije Spart. Tym razem również byli, a dzisiaj każdy człowiek będzie na wagę wody. Ciężkie kroki i otaczająca woń benzyny i smarów do piły z wyprzedzeniem oznajmiały pojawienie się Sparta.
„Marcus...” przywitał się oszczędnie Spart wchodząc w ruiny. Jego zimne oczy błyszczały w szczelinach stalowej maski jaką Gladiator nosił na twarzy. Nie sposób było dostrzec jego miny ani tego na co patrzy. Kolejny powód dla którego rozmowy z nim nie należały do przyjemnych.

„Cześć Spart, dobrze cię widzieć, przybyłeś w samą porę” odpowiedział Marcus.
„Są już te cioty, te elfie wymoczki ?” dobiegło głucho spod metalowej maski.
„Chłopaki jeszcze nikogo nie dostrzegli ale w przypadku Nayimvael to o niczym nie świadczy”

Handlarz i Gladiator podeszli to krawędzi ruin i rozejrzeli się uważnie po okolicy. Nad nimi górowała wysoka, strzelista sylwetka Katedry. Jej kształt przywodził na myśl coś majestatycznego i niedoścignionego. Coś co odeszło wiele lat temu i nigdy już nie powróci. Teraz z Katedry zostały już tylko ruiny ścian i fragmenty podłóg na piętrach ale i tak były to największe i najwyższe ruiny jakie Marcus widział w życiu.

W Katedrze mieszkała rodzina. Chyba 5 osób jeśli dobrze pamiętał. Zbyt słabi, zbyt głupi lub zbyt uparci żeby dołączyć do Osady i cieszyć się wspólnym bezpieczeństwem Ludzi Pustkowi.
Dzisiaj posłużą za przynętę…

Obrazek
Nayimvael wyprowadzają niewolników z katedry

Nayimvael od kilku tygodni polują w tej okolicy na samotne rodziny i porywają je. Pewnie sprzedają je Delaryjczykom albo sami zaczęli wykorzystywać niewolników. Elfy jak zwykle nie wykazują się ani roztropnością, ani nadmierną taktyką. Wybierają przypadkowe domostwo, które wykryją ich zwiadowcy, a następnie wpadają tam nocą z zaskoczenia i uprowadzają wszystkich, którzy przeżyją ich atak. Elfia buta, ślepa wiara w swoje możliwości i głupie przekonanie o ich niedoścignionej wyższości nad innymi powodują to że bardzo łatwo na nich zastawić pułapkę.

Niestety przeżyć taką pułapkę zastawioną na Nayimvael już nie jest tak łatwo.

Zapadał już wieczorny zmrok więc Marcus wezwał wszystkich do siebie i gdy stanęli już wokół niego w ruinach wydał rozkazy.

„Curt, obsadźcie z chłopakami wieżę na lewo od nas i czekajcie na sygnał, a potem ruszajcie”
„Niech Twoje Szczury ukryją się w tych ruinach po prawej i też czekają na znak” powiedział ostrożnie dobierając słowa aby nie urazić Gladiatora.

Ludzie zebrali swoje rzeczy, założyli cięciwy na kusze i rozeszli się na stanowiska. Gdy już ostatni Szczur zniknął w półmroku Spart powiedział:

„Marcus, osłonisz mnie, jak będę biegł do ściany tej katedry”

Już w krótce powinny pojawić się Elfy. Zawsze przychodzą razem z pierwszą wieczorną ciemnością. Wykorzystują to że ludzie nie widzą tak dobrze w ciemności jak oni i że my potrzebujemy więcej czasu aby dostosować nasz wzrok do wieczornego zmroku. Szkoda, że ci ludzie którzy przed laty zrzucili bomby na elfy nie zrzucili kilku więcej. Teraz problem byłby z głowy, a tak to się z tymi niedobitkami trzeba użerać.

Obrazek
Szczury w ruinach kłócące się o łup (proxy)

W mroku, w środku katedry zapłonęło niewielkie ognisko. Pewnie rodzina coś na nim piekła do jedzenia. Nie wiedzieli że prawdopodobnie to ich ostatnia wspólna kolacja.
Minuty mijały.
Nagle w ciszy rozległy się pojedyncze krzyki i odgłosy przerażenia. Ognisko jakby trochę przygasło. Wewnątrz Katedry, na jej dziedzińcu coś się działo. Cienie chwiały się i rwały. Marcus podniósł do ust wyrzeźbiony z kości gwizdek i wydał dźwięk przypominający nocnego ptaka. Poprawił przewieszony przez ramię karabin i odbezpieczył broń.

Zaczęło się.

Nisko pochylony Spart ruszył ciężkim truchtem do murów katedry i ukrył się pomiędzy jej kolumnami. Marcus przystawił do oczu starą wojskową lornetkę z noktowizorem. Co prawda jedno szkło było wytłuczone ale drugie jeszcze działało i pozwalało choć trochę zorientować się w sytuacji pomimo tak kiepskiego światła.

Oczywiście Szczury zamiast ruszyć do przodu i zwrócić na siebie uwagę elfów, a może nawet któregoś przypadkowo zranić, zaczęły sobie wyrywać jakąś znalezioną w ruinach domu dużą skrzynkę z czerwonym krzyżem. W pewnym momencie skrzynka nie wytrzymała i rozerwała się a jej zawartość rozsypała wokoło. Teraz już bez problemu Szczury walcząc i rozpychając się łokciami „rozdzieliły” skarby między sobą. Po podziale łupów przypomniały sobie chyba o tym że mają jakieś rozkazy i ruszyły powoli do przodu rozglądając się wokół siebie.

Po drugiej stronie Szabrownicy Curta też nie oparli się pokusie przeszukania wieży ale na ich nieszczęście ktoś zostawił tam pułapkę z gazem i po chwili z góry wieży otoczonej nagle chmurą gazu wypadł jeden z chłopaków i zleciał na ziemię. Miał chyba więcej szczęścia niż rozumu bo od razu podniósł się, otrząsnął i ruszył z pozostałymi do przodu trzymając się jedną ręką za głowę.

Marcus odwiesił lornetkę, podniósł karabin, popatrzył na drzwi i otoczenie katedry ale nie udało mu się zobaczyć niczego co zagrażało by Spartowi. Niby przez otwarte drzwi i w świetle niezagaszonego ogniska na placu katedry widział jakieś ruszające się cienie ale to było za mało żeby ryzykować strzał prawie na ślepo. Oddalające się krzyki ludzi wewnątrz katedry świadczyły o tym, że Nayimvael są już w środku i wyprowadzają pierwszych ludzi na zewnątrz.

Obrazek
Wieża z pułapką gazową w którą wpadli Szabrownicy

Marcus zaklął pod nosem i machnął ręką do Sparta żeby szybciej biegł do środka.
Gladiator jednak zamiast wbiec na dziedziniec katedry głównymi drzwiami, obiegł róg i wbiegł do środka przez wyrwę w murze. W półmroku wpadł na jakąś przerażoną kobietę. Od razu chwycił ją za włosy i odciągnął za siebie rozglądając się po wnętrzu katedry. Po przeciwnej stronie dostrzegł dwie sylwetki szybko wycofujące się przez drugie drzwi i osłaniające się prowadzonymi siłą, przerażonymi ludźmi.

„Zabrali już dwóch ! Pośpiesz się !” krzyknął do Handlarza i w tym momencie poczuł ból w lewym boku a ułamek sekundy później nocną ciszę przeszył głośny odgłos strzału. Spart zatoczył się na ścianę. Spojrzał krótko na ranę w boku, spokojnie ocenił, że nie jest śmiertelna i kucnął za filarem cały czas trzymając kobietę blisko siebie.

Marcus zaklął ponownie słysząc strzał. Od razu rozpoznał charakterystyczny dźwięk karabinu snajperskiego. To znaczy, że elfy mają ze sobą Zjawę – elfa ducha, którego podobno nie da się zobaczyć a każdy jego strzał oznacza czyjąś śmierć. Handlarz zebrał się w sobie i podbiegł do ściany katedry cały czas pozostając w ukryciu. Ciężko się biegnie w elementach tego krasnoludzkiego pancerza ale przynajmniej nie musiał obawiać się zbłąkanej kuli snajpera. W tych blachach trzeba by czegoś więcej niż jednej kuli żeby go zabić. Z lewej strony dobiegł go krzyk bólu i jeden z biegnących chłopaków Curta przewrócił się z bełtem w piersi. Marcus powoli zaczynał się denerwować.

„Spart, musisz tam dotrzeć! Musisz zająć się nimi i dać chłopakom czas żeby dobiegli! Musisz dorwać Zjawę !”

Marcus wykrzyczał szybko zdanie po zdaniu mając nadzieję że Gladiator go usłyszy. Przez chwilę bał się, że zignoruje jego rozkaz ale ciszę rozdarł okrutny dźwięk odpalanego silnika piły. Był on tak samo przerażający dla Elfów co dźwięk wystrzału karabinu snajperskiego dla ludzi, a może nawet bardziej. Karabin snajperski zostawia człowieka z małą dziurą w piersi lub głowie, nie rozrzuca fragmentów ciała i wnętrzności dookoła, nie przecina człowieka na pół, nie odcina jego głowy.

Obrazek
Gladiator wkracza do akcji

Gladiator spojrzał krótko na Handlarza i z okrzykiem wybiegł z katedry i pobiegł wzdłuż jej boku, pomiędzy kolumnami obiegając ją z prawej strony. Ogłupiała kobieta pobiegła za nim. Gdy wybiegł zza rogu zamiast Zjawy przed sobą ujrzał Elfiego Dziedzica – dowódcę bandy Nayimvael ciągnącego wyrywającego się małego chłopca.

Na widok Gladiatora Elf puścił chłopca, cofnął się o krok i wyciągnął świecące bladym światłem ostrze. Spart uśmiechnął się pod maską. Bał się, że elf będzie uciekał i że go nie dogoni a tu taka miła niespodzianka. Podniósł piłę i z bojowym okrzykiem zaszarżował na Elfa.

Stojący nieopodal w ruinach trzej wojownicy Nayimvael błyskawicznie podnieśli kusze, ale tylko jeden z nich trafił biegnącego Gladiatora a i tak bełt odbił się nieszkodliwie od stalowej płytki chroniącej jego bark.

Błyskawiczny refleks elfiego przywódcy pozwolił mu przygotować się na szarżę Gladiatora i teraz wyginał się i obracał na wszystkie strony tańcząc dookoła potężnej postaci z piłą. Klatka piersiowa i ramiona Sparta szybko spłynęły krwią od licznych cięć elfiego miecza. W ranach czuł dziwne pieczenie i zrozumiał że tchórzliwy i niehonorowy elf pokrył swoją broń trucizną. Wściekły, błyskawicznie wyprowadził poziome cięcie piłą i tylko nieludzka zręczność elfa pozwoliła mu uniknąć przecięcia na pół. Jednak drugiego ciosu już elfi Dziedzic nie zdołał uniknąć i z jego ust wyrwał się głośny okrzyk bólu gdy piła rozcięła jego pierś i lewą rękę. Mimo to ustał na nogach i nie przerwał walki. Zasypał ludzkiego przeciwnika jeszcze bardziej gwałtownym deszczem cięć i pchnięć.

Spart czuł, że słabnie. W ustach przelewał mu się żelazisty smak krwi. Wiedział że musi szybko zakończyć walkę. Zastosował starą sztuczkę. Udał że się potyka i pozwolił elfowi wbić ostrze głęboko w swoje udo, a wtedy z gniewnym okrzykiem podniósł się i rozciął przywódcę Nayimvael od prawego boku do lewego barku. Dwie części elfa upadły z ohydnym, mokrym plaśnięciem na ziemię.

Mimo że pozostałe Elfy z bandy były wstrząśnięte stratą przywódcy, a na ich twarzach widać było przerażenie, to nie uciekły. Zostały by walczyć. Być może po to aby pomścić swojego przywódcę.
W nagle zapadłej ciszy za pobliskiego muru podniósł się jakiś cień, a w stronę potężnej postaci Gladiatora skąpanej zarówno w swojej jak i efiej krwi wysunęła się długa lufa karabinu.

Spart czuł, że umiera. Czuł truciznę która z każdą chwilą próbowała zatrzymać jego serce. Wiedział że nie zdąży dobiec do elfa z karabinem. Popatrzył na skradającego się przez dziedziniec katedry Marcusa. Pomiędzy nimi zabłysło jakieś porozumienie. Marcus skinął głową. Będziesz miał swoją opowieść Wojowniku. Zapracowałeś na nią.

Obrazek
Koniec pojedynku Gladiatora i Dziedzica

Gladiator sięgnął dłonią do twarzy i zdjął maskę. Odrzucił ją na ziemię. Powoli odwrócił się do celującej do niego Zjawy. Jego pokrytą bliznami twarz rozjaśnił brzydki, krzywy uśmiech.

Zabrzmiał strzał.

Ciało Gladiatora przewróciło się na ziemię a piła kilka razy zakrztusiła się jeszcze i również zamilkła.

W Nayimvael wstąpił nowy duch walki. Pomścili przywódcę. Trzej wojownicy odwrócili się w stronę skradającego się Curta i płynnie podnieśli kusze do ramion. Bełty pomknęły bez dźwięku i obaj pozostali przy życiu Szabrownicy przewrócili się bezwładnie na plecy.

Marcus poczuł jak ogarnia go gniew. Dobiegł do drzwi katedry przyłożył do ramienia karabin i trzymał wciśnięty spust tak długo aż ciało jednego z trzech elfów opadło na ziemię poszatkowane kulami jak krwawy ochłap mięsa.
Tym razem wojownicy Nayimvael nie wytrzymali i zamiast podjąć walkę z Handlarzem, chwycili chłopca i kobietę i zaczęli wycofywać się używając ich jak tarcz. W tym samym czasie Szczury węsząc łup podkradały się powoli do ciał Sparta i elfiego Dziedzica.

Obrazek
Szczury zwęszyły łupy i podkradają się do ciał

Nie wiadomo skąd rozległ się strzał i jeden ze szczurów przewrócił się martwy w biegu. Pozostali dwaj dobiegli jednak do ciał i zaczęli je ograbiać ignorując zagrożenie od elfów. Żądza fantów była zbyt silna.
Marcus przeładował magazynek, spokojnie wycelował i długą serią skosił obu elfów pomimo ich żywych tarcz które ze sobą prowadzili. Obaj wydali okrzyki bólu i padli martwi na ziemię.
Zjawa widząc to wycofała się za jedną z wież ciągnąc ze sobą związanego mężczyznę.
Wydawało się, że nic nie jest w stanie odciągnąć Szczurów od grabieży ale zdecydowany rozkaz Marcusa:

„Przyprowadźcie do mnie kobietę i chłopca”

spowodował, że jednak pobiegli niepewnie rozglądając się dookoła w stronę dwójki sparaliżowanych strachem ludzi. Gdy zaczęli prowadzić ich do katedry od strony wieży rozległ się strzał. Zanim jego echo przebrzmiało rozbrzmiał drugi strzał i nagle oba szczury leżały martwe.

Marcus schowany za filarem opróżnił magazynek ostrzeliwując wieżę. Tylko tak na wszelki wypadek bo oczywiście nikogo tam nie widział ale chciał żeby ten ostatni Nayimvael nie wychylał się więcej a najlepiej żeby sobie uciekł zabierając tego jednego człowieka ze sobą.

Handlarz rozejrzał się wokoło, zebrał amunicję od karabinu elfa i dostrzegł coś co przypominało jakieś elektroniczne urządzenie pod gruzami jednego z okien katedry. Podniósł to skwapliwie i schował do jednej z wielu kieszeni plecaka. Na pewno się do czegoś przyda. Bez pośpiechu zebrał pozostałych ludzi z katedry i poprowadził ich do swojej osady. Co prawda stracił wszystkich swoich Szabrowników, których zabrał na akcję ale to niewielka cena za nauczenie tych elfów pokory. Poza tym ta czwórka ludzi dołączy do osady zwiększając jej siłę. A gdy popatrzył w jasnobłękitne oczy chłopca nie dostrzegł w nich strachu. Kto wie, może za kilka lat w osadzie pojawi się nowy Gladiator ?

Handlarz uśmiechnął się lekko poklepując maskę Gladiatora przyczepioną z boku do dużego plecaka ze stelażem.

Obrazek
Ostatnie strzały w potyczce

Zebrana broń elfów oraz elementy ich wyposażenia powinny z nawiązką wynagrodzić osadzie stratę kilku ludzi. W końcu co roku coraz więcej dzieci rodzi się w Osadzie, a nie można doprowadzić do jej przeludnienia, prawda ? Szczególnie ten dziwny jakby czarodziejski miecz elfa ma bardzo dużą wartość. Marcus już w myślach liczył co może za to zażądać na wymianę od Delaryjczyków lub Krasnali.

Bilans zawsze musi się zgadzać – jak mawiał jego ojciec.

Opuszczając Katedrę dostrzegł jakiś ruch w ruinach w pobliżu których zaczynali akcję. Ostrożnie zdjął karabin z ramienia i przygotował go do strzału. Powoli zbliżył się do ruin małego domu. Zawołał:

„Kto tam jest ?”Lepiej wyjdź zanim cię wyciągnę serią albo wrzucę tam granat !”

Z pomiędzy kamieni powoli wyszła jakaś skulona i obszarpana kobieta z łomem w ręku. Marcus rozpoznał w niej jedną ze Szczurów, których przyprowadził wcześniej Spart. Widocznie po tym jak szczury znalazły coś w tych ruinach, na początku, akcji postanowiła się tam schować zamiast narażać życie. To dobrze, to znaczy że ma silny instynkt przetrwania. Poza tym to znaczy że nie straciłem jednak wszystkich ludzi. Pomyślał Marcus.

„Zbierz broń i fanty z ciał ludzi Curta i przynieś do mnie. Od dzisiaj jesteś Szabrownikiem”

napisane przez Piotra Kowalczyka
Kielce 2015-10-08


__________________________________________________________________________

Obrazek
Siły Ludzi Pustkowi:
Handlarz, Gladiator, 3 Szabrowników, 4 Szczury.

Obrazek
Siły Nayimvael:
Dziedzic Krwi, Zjawa, 3 Wojowników.

Punkty: 450
Misja główna:
Łowy

Misje Dodatkowe Ludzi Pustkowi:
Polowanie - odkryta w pierwszej rundzie, wybór – Wojownicy,
Łupy – odkryta w pierwszej rundzie,

Misje Dodatkowe: Nayimvael:
Łowcy Niewolników – odkryta w pierwszej rundzie,
Oszczędzając Amunicję – odkryta w pierwszej rundzie,

Wynik:
Ludzie Pustkowi: 9pkt
misja Polowanie +3
misja Łupy +3
wynik szabrowania +1
cele dodatkowe zabicie wrogiego przywódcy +1
cele dodatkowe więcej grabieży niż przeciwnik +1
Nayimvael: 9pkt
3 niewolników w swojej strefie +6
misja Oszczędzając Amunicję +3

Ciekawostka:
Po bitwie okazało się że jedna ze Szczurzyca została przeze mnie zapomniany i nie ruszył się w ogóle od początku gry siedząc sobie bezpiecznie w ruinach.
Prawdziwa Szczurzyca co nie ? 
Ostatnio zmieniony 8 paź 2015, o 12:29 przez White Lion, łącznie zmieniany 1 raz.
Sezon 2015:
VC 5/2/3
WE 22/2/2
Mishima 19/0/1
Ludzie Pustkowi 4/1/1

Awatar użytkownika
White Lion
Kretozord
Posty: 1881
Lokalizacja: Kielecki Klub Bitewny "Kieł"

Post autor: White Lion »

Wkurzające jest że nie można tu ograniczać rozmiaru zdjęć.
Ostatnie dwa zdjęcia zostawiłem bez pokazywania bo są na nich przywódcy bandy i na maksymalnym powiększeniu głupio wyglądają.
Jeśli ktoś chce ich obejrzeć to niech sobie przekopiuje linki.
Sezon 2015:
VC 5/2/3
WE 22/2/2
Mishima 19/0/1
Ludzie Pustkowi 4/1/1

Awatar użytkownika
Rakso_The_Slayer
Postownik Niepospolity
Posty: 5208
Lokalizacja: Radom
Kontakt:

Post autor: Rakso_The_Slayer »

Już Ci pisałem na FB ale powtórzę i tu:
Czyta się to bardzo przyjemnie =D> =D> =D>
Obrazek

Awatar użytkownika
Naviedzony
Wielki Nieczysty Spamer
Posty: 6331

Post autor: Naviedzony »

Bardzo fajny raport!
Karabin snajperski zostawia człowieka z małą dziurą w piersi lub głowie, nie rozrzuca fragmentów ciała i wnętrzności dookoła, nie przecina człowieka na pół, nie odcina jego głowy.
Ta Zjawa musiała strzelać z bardzo małego karabinu snajperskiego w takim razie. :mrgreen:

Awatar użytkownika
White Lion
Kretozord
Posty: 1881
Lokalizacja: Kielecki Klub Bitewny "Kieł"

Post autor: White Lion »

ojtam ojtam, w porównaniu do przecięcia piłą na pół to mała dziura :)
Sezon 2015:
VC 5/2/3
WE 22/2/2
Mishima 19/0/1
Ludzie Pustkowi 4/1/1

ODPOWIEDZ