Grając w różne gry bitewne, strategiczne i wojenne doszedłem do paru wniosków:
1. Kontrszarże. Taka opcja powinna być. Oddział A szarżuje na oddział B, w tym samym czasie oddział C będący w odległości np. 2 calów od sojusznika B włącza się do walki (może - nie musi, wybór gracza). To jest naturalna konsekwencja wydarzeń na polu walki. Oczywiście dystans takiej kontrszarży byłby ograniczony.
2. Jednoczesne zadawanie ran w walce wręcz. Obecnie ten kto szarżuje z reguły wygrywa, a przecież jeśli piechota wpadała w siebie to młucą się nawzajem. Tak samo szarża kawalerii na włóczników czy halabardników (w tym przypadku kawaleria powinna być mocno oskubana).
Przykład: A zadaje rany, B zadaje rany, A i B odkładają zabitych. Wyjątki mogą być (powinny) dla elitarych jednostek.
3. Skuteczność łuczników jest...żadna. Każdy, kto interesuje sie trochę historią wojskowości wie, że strzała wypuszczona z długiego łuku spokojnie likwidowała kawalerzystę (nawet ciężkozrojnego), a w WFB łucznik ma znikome szanse na ubicie kawalerzysty.
To póki co tyle. Chciałem się podzielić przemyśleniami na ten temat
