Arena of Death 21 Sartosa 4.

Wszystko to, co nie pasuje nigdzie indziej.

Moderatorzy: Fluffy, JarekK

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Tullaris
Masakrator
Posty: 2177
Lokalizacja: Solec nad Wisłą

Arena of Death 21 Sartosa 4.

Post autor: Tullaris »

Zapraszam do dwudziestej pierwszej już edycji Areny: Arena of Death 21 Sartosa 4.
Zasady te co ostatnio w Sartossie, miałem je zmienić, ale lenistwo byyło silniejsze :mrgreen:

Po odniesieniu kolejnego zwycięstwa nad Arabską flotą, Natalia Le Bliss została wybrana przez Radę Piratów na kolejny rok panowania jako Królowa Piratów, postanwiła to uczcić kolejną Araną Śmierci

bez magów proszę, mumie i wampiry itp są ok ale nie będą czarować.

zasady:
1.Każdy uczestnik zgłasza swoją postać podaje: imię + krótka historyjka
skąd jest i dlaczego znalazł się na arenie na wyspie Sartosa.

uwaga: wybieramy herosa zajmującego jeden slot herosa

Dla autorów 3 najlepszych historyjek darmowa mikstura zdrowia którą przyznaję po zamknięciu listy uczestników.

postacie bez historyjek będą wykopywane z areny.

2.Następnie wybiera ekwipunek z podanych niżej przeze mnie opcji
może wybrać broń wedle odpowiadającej mu konfiguracji i stylu
walki. Broń pojedyncza, dwie bronie, dwuręczna, jedną zbroję lub bez
i jeden dodatek i jedną umiejętność.

3.Walki rozpatruje ja i piszę opisowo przebieg jej trwania na forum.


4.Zasady specjalne rasowe bohaterowie zatrzymują.
np: krasnolud ma nienawiśc do zielonoskórych i podobnie.*
**Armed to da theef nie działą jako komplikacja pewna.
**Bretońscy bohaterowie mają blessing of lady of lake
**Imperialni warrior priesci nie mają modlitw jak mumie inkantacji
**Asasini skavenów i darkelfów nie noszą zbroi cięższych niż lekka.
**Scar-veterani,mumie i wood elfy zbroja nie cięższa niż średnia.
**Demony w postaci Heraldów dopuszczone lecz nie mogą wybierać broni czy zbroi czy umiejętnosci. Mogą wybrać dodatek jednak tylko spośród piętn dostępnych oprócz malala.
**marki chaosu są dostępne jako pietna z dodatków.
**Death Hag nie nosi zbroi cięższej niż lekka.
**Ogry w postaci bruiserów i hunterów dopuszczone lecz mają albo dodatek albo umiejętność a nie oba.
**Asasin skaveński ma zawsze zapoisonowaną broń bez dodatku jak ma
w zasadach warhammera.Czyli może wziąc dodatek.
**Chaos Dwarf Hero otrzymuje bonus 1T dla tego że to krasnolud.
**Im cięższe uzbrojenie i pancerz tym trudniej nim włądać. Jakkolwiek
przynosi określone korzyści jak i określone kary.

**Wargory mogą pobrać 1 mutację z listy mutacji dostępnych
**Skink priest. skaven chief, tomb king icon bearer , wszelacy goblińscy I hobgoblińscy big bosi, gnoblarscy honcho, ludzcy kapitanowie empire i doW,paymaster i bretonia otrzymują bonusowy dodatek
**Ludzie(emp,dow,bret) mogą zamiast bonusowego dodatku mogą wybrać bonusową umiejętność
**Dragon Slayer otrzymuje bonusową umiejętność

bronie ręczne:

pazury kły ?(cos co nie używa normalnej broni ma wbudowane automatycznie)
pazury bitewne(asasini tylko)
sztylet
miecz krótki
długi miecz
rapier
topór
włócznia
młot
maczuga
czoppa
katana
gwiazda zaranna
wakizashi

bronie oburęczne:

Bastard(okreslic styl walki jednorącz bądź oburącz)
miecz dwuręczny2ws
młot Białych Wilków (tylko empire, bohater musiał służyć w Zakonie Białych Wilków)
topór oburęczny
korbacz
młot oburęczny
halabarda
kadzielnica plagi(censer)
kij
dwuręczny miecz Ilthamirowy(tylko HE)
Kula Fanatyka i halucynogen(tylko nocny goblin)

zbroje:

<brak zbroi>
lekka zbroja (skórzana etc)
średnia zbroja (kolczuga ,napierśniki,itd)
ciężka zbroja (paskowa, półpłytowa itd)
Pancerz Ilthramirowy(tylko High elfy)
pełna płytówka/gromrill/chaos(tylko dw,em chaos)
tarcza
Płaszcz z łusek morskiego smoka (tylko DE, bohater musiał wcześniej służyć jako Korsarz)
Lwi płaszcz (tylko HE bohater musi służyć jak biały lew)

*określone bronie mają rózne bonusy i ew minusy.Niektóre komponują się ze sobą używane razem ze sobą. Np dwa krotkie miecze. Inne mogą dawac okreslony bonus normalnie a dodatkowy kiedy są noszone jako jedna broń bez innej i bez tarczy. Np włócznia.
*różne dodają różne bonusy i minusy. Lekka wcale nie znaczy gorsza, a brak zbroi równierz ma swoje istotne zalety.

dodatki i gadżety:

amulet ochronny
bicz(zamiast drugiej broni lub tarczy, zakaz dwuraków))
błogosławiona broń
bomby błyskowe
bomba kwasowa
bomba paraliżująca
buty szybkości
duszki lasu(WE)
eliksir refleksu
eliksir odurzający
eliksir ze spaczenia (skaveni tylko)
grzyby szalonego kapelusznika(nocne gobliny tylko)
hełm
ikona sigmara (Empire)
kolce na broni/zadziory
kusza pistoletowa
mikstura zdrowia
mięso trolla (tylko gobliny)
mikstura siły(duża)
mikstura precyzji(duża)
mikstura odpornosci(duża)
mistrozwska zbroja
mistrzowska broń
noże do rzucania
2xpistolet(tylko emp,sk,dw)
piwo bugmana xxxxxx(tylko krasnoludy)
pierścień ochrony jadowej
piętno khorna
piętno tzentcha
piętno nurgla
piętno slanesha
piętno Malala
płaczące ostrza
płonąca broń
przeklęta broń
sieći
stymulat
trucizna jadowa
trucizna czarny lotos(DE)
umagicznienie broni
woda swięcona
wyostrzenie broni

cechy i umiejętności:

agresywny
berserker
biegły w broni
błogosławiony pani jeziora (tylko bretonia)
chwytny ogon z nożem (skaveni)
cnota rycerskiego paladyna (bretonia tylko)
defensywny
dobry refleks
leśne błogosławieństwo
wyszkolony
ekspert w walce
mięśniak
kensai (tylko dla Kapitana DoW, bohater musi pochodzić z Nippoiu)
odważny
precyzja w uderzeniu
szermierz(imperium)
szczęściarz
tarczownik(wymagana tarcza)
twardziel
twardogłowy
zabójca
zajadłość
zręczny
riposta
wampirza krew: necrarcarch (tylko wampiry)
wampirza krew: blood dr (tylko wampiry)
wampirza krew: strigoi* (tylko wampiry)
wa,pirza krew: lhamia (tylko wampiry)

*(wampirza krew strigoi ma zbanowane broń i zbroje/)

Mutacje dla bestioludzi

dodatkowe ramię
rogi:
Straszna paskuda:
silne kopyta:
ciało węża:(slanesh only)
pulsujące ciało zmian:(mark of tzentch only)
wielkie cielsko
macka:(tylko mark of nurgle)
gorączka bitewna(Khorne only)
bitewny ryk(mark khorna tylko)


Highscore(zwycięzcy aren)

Arena nr 1 :Skiririt zabójca klanu Eshin (skaven Assasin)
zabity w finale areny nr 2 przez Edwina Wszechwiedzacego wybrańca Tzeencha.

Arena nr 2 Edwin Wszechwiedzący wybraniec Tzeentcha (Exalted champion)
zabity w arenie nr 4 przez Gurthanga Żelaznobrodego(dwarf thane).

Arena nr 3:Cossalion mistrz miecza z Hoeth (High elf commander)
zabity w arenie 4 przez Chi Ich Yu aspiring championa

Arena nr 4:Otto Kalman Blond Dragon (Vampire Thrall)
powrócił w rodzinne strony

Arena nr 5:Axelheart Strigoi (Vampire Thrall)
los nieznany-zbiegł

Arena nr 6: ???? ( Jasiowa niedokończona w finale)
Abdul Al-Raqish ibn Hassan miał walczyc z Ghruu bestią lecz pojedynek się nie odbył.

Arena nr 7: Karol Wallenstein (Empire Captain)
( powrócił w chwale do domu po zwycięstwie) zabity w arenie nr 10 przez
zabity w Arenie nr 10 przez bezimiennego upiora, rycerza czarnego Graala..

Arena nr 8: Judasz Przeklęty (Wight King)
Zdjąwszy klątwe nieżycia po zwycięstwie areny połączył się z ukochaną.

Arena nr 9: Karol Wallenstein(Empire Captain)
(obroniwszy tytuł mistrza przez drugie zwycięstwo turnieju powrócił w chwale do domu) lecz zabity w Arenie nr 10 przez bezimiennego upiora, rycerza czarnego Graala..

Arena nr 10: Khaert Abaleth (Dark elf assasin)
Zwycięzca areny oddalił się w nieznanym kierunku. Powrócił w arenie nr 11 lecz został w niej zabity przez Beorda Drwala z Hochlandu.

Arena nr 11: Beored Drwal (Empire Captain)
Powrócił do rodzinnego Hochlandu by nabrać chęci do życia

Arena nr 12: Loq'Qua'Chaq (Saurus Scar-Veteran)
Wygrawszy na arenie odzyskał swą wolność.

Arena nr 13: Kaelos(Dark Elf assasin)
Oddalił się w nieznane.

Arena nr 14 Sartosa: Aethis Mistrz Miecza z Hoeth (High Elf Noble)
Odzyzkawszy swój honor powrócił w szeregii Mistrzów Miecza (Zabity w finale 21 Areny przez Sir Gwidona).

Arena nr 15 Sartosa 2: Ragnar Rycerz Białych Wilków
Powrocił na północ dalej walczyć z chaosem

Arena nr 16 Sartosa 3: Tullhir "Matkobójca" (Dark elf Assasin)
oddalił się w nieznane.

Arena nr 17: ( Karak Vlag:8 ) Korr Wildhammer (Dwarf Thane)
Został nowym królem odzyskanej twierdzy Karak Vlag znanej teraz jako Karak Gorax
Dzięki odzyskaniu insygniów koronnych przez zwycięstwo na Arenie.

Arena nr 18: ( Sylvania:1 ) Fjowarl Alrickson (Dwarf Dragon Slayer)
Po zwycięstwie na Arenie w jako część nagrody poznał upragnione miejsce snu smoka którego poszukiwał dokąd się udał.
Powrócił w arenie nr 20 lecz został zabity przez Myphylomemnon(Tomb Prince).

Arena nr 19: (Sylvania: 2) Ни-колай Ва-лу-ев (Ogre Bruiser)
Poprzez zwycięstwo na arenie zyskał sławę i najlepsze oferty zatrudnienia najemnego z pośród których mógł wybrać najlepszą u maga areny.

Arena nr 20: (Sylvania: 3) Caragana Arborescencs (Wood elf Branchwraith)
Po zwycięstwie właściciele drzewka Jakub i Igor za zdobytą kase założyli pod Altdorfem gorzelnie.

Arena nr 21 (Sartossa: 4) Sir Gwidon de Fannaes(bretonia Paladin)
Po zwycięstwie w turnieju odmówił przyjęcia nagrody, a gdy opuścił wyspę dostąpił łaski Pani Jeziora i został rycerzem Grala.

Lista Uczestników (16 osób):

1.Sir Gwidon de Fannaes(bretonia Paladin)
broń: bastard(dwuręcznie)
zbroja: cięzka
umiejętność: cnota rycerskiego paladyna
umiejętność2: błogosławiony pani jeziora
ekwipunek: błogosławiona broń

2.Modsognir (krasnoludzki mistrz inżynier)
broń: młot jednoręczny
zbroja: z gromillu
dodatek: 2 pistolety
umiejętność: biegły w broni

3.Aethis Mistrz Miecza z Hoeth (High Elf Noble)
Zbroja: pancerz Ilthamirowy,
Broń: dwuręczny miecz Ilthamirowy
Cechy: ekspert w walce
Dodatki:mistrzowska broń

4.Kurshi ( Exalted chaos champion )
broń: dwuręczny topór
zbroja: lekka
dodatek: piętno khorna
umiejętność: mięśniak

5.Ettariel, Mroczne Słońce- Chodzaca Między Cieniami (HE Nobel)
Łowca Dusz (długi miecz z ithilmaru)
Przymierze Feniksa (tarcza)
Zbroja z Ithilmaru
Diadem Eldarów (aka Buty szybkośi), Tarczownik
Nagroda: Mikstura Zdrowia.

6.Terlarkar Upadły, dawny sługa Tego, Który Zmienia Drogi-Wight King
Zbroja-Ciężka Tarcza
Broń: Miecz Długi
Dodatki: Przeklęta Broń
Cechy & Umiejętności: Precyzja w Uderzeniu

7.Kapitan Rajmund Trawish (Kapitan DoW)
Broń:Prawa ręka: Szabla, Zamiast lewej ręki hak(używany jako broń z kategorii Pazury)
zbroja:Średnia
Dodatki:Para pistoletów, Rum(mikstura sily)
Umiejętność:Dobry refleks

8 Eldril (Wood Elf Wardancer)
zbroja: brak
Broń: Para mieczy jednoręcznych
Umiejetności: ekspert w walce
Dodatek: Duszki lasu

9.Wiktor "Farciarz" (DOW kapitan)
broń: trójząb(włócznia)
zbroja: lekka + tarcza
umiejętność: "szczęście bohaterów" (szczęściarz)
ekwipunek: sieć
ekwipunek: mikstura zdrowia

10.Bruno „Mokra Piącha” – krasnoludzki zabójca
Broń: Kordelas i rozbita szklana butelka, z której sączy się gęsta ciecz o ostrym, drażniącym zapachu (na potrzeby areny dwie bronie ręczne – długi i krótki miecz)
Zbroja: brak
Dodatki i gadżety: DUUUUŻO pistoletów (2xpistolety)
Umiejętności i Zdolności: Berserker, Precyzja w uderzeniu

11.Azeratho, herald Khorna
dodatek: Piętno Khorna

12. Tar'to, ogrzy najemnik (Ogre Kingdoms Bruiser)
Broń: Potężna wykonana z twardego drewna ogrza maczuga okuta metalem i zakończona paskudnie poszczerbioną metalową głowicą (Traktujemy jak młot jednoręczny, bo w końcu tak wygląda)
Zbroja: Średnia zbroja (nabrzusznik, naramienniki i twarda skóra), żelazna rękawica (Tarcza)
Ekwipunek: Brak
Umiejętności: Precyzja z uderzeniu

13. Kukieł ( ogre hunter)
Broń: dwa topory
Zbroja: lekka ( tłuszcz i maska na twarzy)
Umiejętność: berserker

14. Maletharion Master (druchii)
Broń: Draich ( dwu ręczna broń)
Zbroja: Lekki pancerz
Ekwipunek: Amulet Ochrony
Umiejętność: Ekspert w Walce
Nagorda: Mikstura zdrowia

15. Hermenegild-Goblin Big boss
Broń-Krótki miecz
Zbroja-Ciężka zbroja,tarcza
Umiejetności-Twardogłowy
ekwipunek- Sieci, amulet ochrony

16.Miron z rodu Sonnitów herbu Dwa Nagie Miecze giermek
Zbroja: Ciężka, Tarcza
Broń: miecz
Umiejętości błogosławiony pani jeziora, cnota rycerskiego paladyna
ekwipunek. wyostrzona broń
Nagroda: Mikstura zdrowia

Lista zamknięta.
Ostatnio zmieniony 6 mar 2010, o 12:57 przez Tullaris, łącznie zmieniany 10 razy.
Tullaris Dredbringer was dying. He knew this, and he cared not.... At last, he knew the truth that Khain had tried to share with him all theas years, and it was glorius.
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."

Awatar użytkownika
Tullaris
Masakrator
Posty: 2177
Lokalizacja: Solec nad Wisłą

Post autor: Tullaris »

Sir Gwidon de Fannaes
Jako drugi trzeci syn lorda Harrowmonta, po Sir Gwidonie nie spodziewano się innej rzeczy jak to by wyruszył w świat zdobywając swoją rycerską sławę. Nie mając szans na dziedziczenie ani majątku poza podarowanym mu rynsztunkiem rycerskim i orężem wyruszył jako błędny rycerz przemierzając trakty Bretońskie starając się zdefiniować siebie i swoją przyszłość. W sercu miał żar młodości i wiarę w Panią Jeziora. Jak wielu mu podobnych młodych rycerzy poszukiwał też sposobu na wyróżnienie się w oczach swego seniora bądź króla by stać się pełnoprawnym rycerzem królestwa. Gdy wziął udział w wyprawie przeciw złemu kultystom Khorna którzy rozpanoszyli się w prowincji L'Anquile gdzie jako jeden z dziesięciu rycerzy z początkowych pięćdziesięciu powrócił żywy dostąpił pasowania i nadanie ziemskie. Uradowany młodzieniec na kilka lat osiadł więc w swej nowej posiadłości Fannaes gdzie żył we względnym dostatku i w staraniach by jego posiadłości się rozwijały. Lecz los miał inne plany co do niego. Sny Gwidona stawały się niespokojne. W nich Gwidon poszukiwał Graala przemierzając łąki, pola i góry w poszukiwaniu czegoś dzięki czemu mógłby w oczach pani jeziora dostąpić zaszczytu bycia jej czempionem-rycerzem Graala. Gwidon po wielu namysłach zerwał zaręczyny z nadobną lady Laylą, córką sąsiedniego lorda by złożyć śluby rycerza poszukującego. Ojciec Layli wiedząc co powoduje Gwidonem zrozumiał powód dlaczego ten odrzucił jego córkę i nie czuł urazy. Wyprawa po świętego Graala była uświęcona dla wszystkich rycerzy bretonii i Lord Aumaric wspierał nawet swego niedoszłego zięcia w swej decyzji. Zostawiwszy więc swą posiadłość pod opieką zarządcy Gwidon odłożył swą lancę i wyruszył w świat w poszukiwaniu świętego kielicha. Minęło znów kilka lat bezustannych poszukiwań aż w końcu gwiazdy ukazały mu wskazówkę na którą czekał. Pewnej nocy ujrzał na nieboskłonie zarys kielicha - niechybny sygnał że w tym kierunku powinien się udać. Co nocy widział wskazujący mu drogę znak aż w końcu dotarł do Saratosy miasta piratów i rzezimieszków sławnego ze swej areny dla najpotężniejszych wojowników. Sir Gwidon zrozumiał że ta arena stanie się jego testem.

Modsognir
Modsognir pochodził z Barak Varr, był krasnoludem w sile wieku, pochodzącym z klanu o dobrej reputacji. Tak jak ojciec i reszta jego przodków, został inżynierem. Choć w portowej twierdzy często można było napotkać kupców z całego świata, zwłaszcza z Imperium, to sam Modsognir nigdy nie odwiedził żadnego z miast należącego do ludzi. Nie oznacza to jednak, że krasnolud nie wychylał nosa z twierdzy. Owszem wędrował i to dość dużo, ale tylko po krasnoludzkich bastionach, od celu do celu podróżował rzadko uczęszczanymi ścieżkami w górach, a nawet pod nimi. Było to spowodowane głównie tym, że kochał góry ponad wszystko oraz sam fakt, że czuł pewną niechęć do ludzi, obojętnie czy pochodzili z Bretonii, czy z Estalii lub Imperium. To co charakteryzowało jeszcze mistrza inżynierów poza celnym okiem, była wręcz fanatyczna nienawiść do elfów, większa niż do zielonoskórych. Z ojca na syna była wszczepiana ta nienawiść w jego klanie, od czasów Wojny o Zemstę. Zwana również Wojną o Brodę, aczkolwiek Modsognir o wspomnieniu tej pierwszej nazwy jedynie tylko groźnie mruczy i łypie spod oczu, to gdy ktoś użyje tego drugiego haniebnego miana, gotów jest nawet zabić, zwłaszcza gdy wypowie to zdradziecki elf. Zresztą niejeden już szyszkojad upadł nieruchomo na ziemię z trzecim okiem na czole. Pomimo tej ognistej zawiści, potrafi zachować zimną krew w każdym innym przypadku. Udowodnił to w wielu bitwach, zarówno mniejszych jak i większych, lądowych jak i morskich. Ostatnio jednak większość czasu spędzał na morskich szlakach jako eskorta, wraz ze swymi pobratymcami, dla wszelakich kupców. Pomimo, że odwiedził wiele portów ludzkich osiedli, to nigdy nie postawił tam stopy na suchym lądzie, do czasu. Pewnego dnia, kupiec z Averheimu poprosił i oczywiście zapłacił za ochronę towaru na trasie Barak Varr - Sartosa. A że kupiec bogaty, a wyspa piracka, to zapłacił za podwójną ochronę. Jako dowodzący eskortą został Modsognir i mimo niechęci często musiał rozmawiać z kupcem, dość gadatliwym, a przez to irytującym. Właśnie od Averheimczyka usłyszał o Arenie Śmierci, gdzie ścierają się ze sobą najlepsi. Już wtedy wiedział, że po raz pierwszy stanie na ziemi należącej do ludzi i na niej też rozleje krew.

Aethis Mistrz Miecza z Hoeth
Po wygraniu areny Aethis powrócił na Ulthuan i od razu stał się jednym z najlepszych mistrzów miecza co poskutkowało przyjęciem go do osobistej straży Teclisa Nigdy nie rezygnował z powierzonego mu zadania i zawsze wykonywał je do końca. Szczególną nieugiętością odznaczał się w walce z kultystami slanesha i swoimi mrocznymi kuzynami . A niewielu mogło mu dorównać w walce i już prawie niespotykał wojowników którzy potrafili przeżyć walkę z nim dłużej niż 15 sekund. Pewnego razu Teclis wezwał go do siebie :
-Wzywałeś mnie panie? rzekł Aethis i ukląkł
-Tak, wiem że szukasz nowych wyzwań Aethisie. Dlatego postanowiłem wysłać cię na arenę na której będą najlepsi wojownicy świata . Przybędzie tam mnóstwo wyznawców chaosu. Czy jesteś gotów podjąć to wyzwanie?
-Tak panie
-Dobrze zatem wyruszysz jutro o świcie.
Aethis tylko skinął głową i wyszedł. Następnego dnia wsiadł na okręt wraz z grupą wiernych towarzyszy i pożeglował na Sartosę.


Kurshi
Upalne słońce przygrzewało w złote piaski rozległej plaży, smagając gorącem w porozrzucane ciała i szczątki kadłuba. Kilka godzin wcześniej ten wielki Drakkar wydawał się być niepokonany na morksich falach. Moc żywiołu jednak okazała się być potężniejsza.
Kurshi z mocnym bólem potłuczonej głowy obudził się zwisając z smoczej rzeźby jaką był przyozdobiony Drakkar. Był o dziwo cały zarówno jak i smok który zachował się w jednym kawałku. Osunął się na piasek znów tracąc przytomność...

Obudziła go dopiero chłodna, morska woda gdy poczuł jak się zanurza w wodzie. Szarpnął się co uświadomiło mu że jest związany. Chwilę później został wyciagnięty i walnięty na piasek. Dookoła chodziły jakieś wątłe człeczyny. Pożałują tego czynu w niewyobrażalnych mękach - jedyne co przychodziło do głowy Kurshi.
-Reszta nie ,żyje, idziemy!
Czterech mężczyzn złapało potężnego barbarzyńcę po tym jak dostał czymś ciężkim cios w głowę żeby się nie rzucał i zaczęli nieść go wzdłuż plaży...

Nie mógł zobaczyć za wiele prócz piasku jednak po godzinie wstąpili na bruk jakeigoś portu skąd dalej trafił do zimnej celi.
-"Dostaniesz stal i będziesz walczył mięśniaczku, jak przyjdziemy po ciebie"
Stalowe drzwi się zamknęły. Nienawiść rosła, która gdyby nie wyjątkowo mocne więzy roznioslaby tą pipidówę w drobny mak.


Ettariel, Mroczne Słońce- Chodzaca Między Cieniami
Minął niemalże rok... Czas na wyspie ciągnął się jak niekończące opowieści wędrowców, które bawiły, zaskakiwały, a często nawet smuciły rządnych przygód gości tawerny, a właściwie jedynej speluny jaką można było nazwać tawerna na tej przeklętej wyspie, gdzie piaski wpijają krew najwyśmienitszych wojowników…

Noce bywały chłodne, wiatr lekko wzmagał się muskając w blasku księżyca (który mogło by się zdawać nigdy nie przysłaniają tu chmury) jej długie figlarnie rozpuszczone siwo-błękitne włosy. Wszyscy na wyspie dobrze wiedzieli gdzie można spotkać elfice, która z przybyłej kapryśnej osóbki stała się chłodnym wspomnieniem minionego dnia. Unikała towarzystwa, choć może właściwie lubiła to miejsce i nie chciała się nim z nikim dzielić, w głębi duszy wiedziała czego jej trzeba, z drugiej jednak strony dobrze pamiętała o przysiędze którą złożyła, nie miała zamiaru być zdrajcą w oczach innych, o już nie, a tym bardziej w oczach Bel’Shenar od której tak dawno nie miała wieści. Nie mogła jej przecież opuścić i zostawić bez słowa na tej wyspie, nie mogła o niej zapomnieć! Tak rozmyślając nocami, które tak bardzo przypominały jej miejsce, w którym się urodziła, czyste niebo piękny widok dla jej demonicznych zielonych oczu…

Kolejny dzień minął na treningu. Nawet sama Natalia Le Bilis była zaintrygowana faktem jak assasyn zmienia się w wojownika w pełnej zbroi i tarcza w ręku. Na Khaina! Sama Ettariel, mroczne słońce była tego ciekawa. Trzeba przyznać, że z dnia na dzień szło jej coraz lepiej, początkowo tarcza wadziła i ciążyła jak ołów, dopiero jakiś tydzień później po wskazówkach kilku bretońskich rycerzy, których podziwiała za niejako dla niej karkołomny styl, dostrzegła pożytek, jaki daje blok tarczą, lecz dalej uważała to za zbytek ostrożności.
Pewnego dnia podczas treningu zdyszana od wysiłku, jakim było walczenie z powietrzem w pełnym słońcu, usłyszała znajomy głos, Ettariel z radością obróciła się w stronę dochodzącego głosu i przeżyła zawód. Pomyślała wtedy: Czy wszystkie elfy z Ulthulanu mają ten sam głos? Ten sam, który tak kochała…
Elf odwzajemnił ukłon i powtórzył:
-Nie tak Pani… Tak walczą ludzie, którzy nie maja w sobie za grosz pojęcia o estetyce walki. Tarcza to nie tylko wspaniały bloker, to również zabójcza broń, daje niezwykłe możliwości kombinacji.
Tymi słowami rozzłościł a jednocześnie zainteresował ja przybysz. Z jednej strony mówi ze wszystko, czego się nauczyła to tanie sztuczki ludzi, z drugiej jednak wiedziała, że wiedza tego elfa przyda się jej. Wtedy poczuła, Bel’Shenar będąc tak daleko zsyła jej nieoczekiwany prezent.
Kolejne dni mijały na treningu pod okiem dostojnego elfa. Dobrze wiedziała, kim jest przybysz, mistrz miecza z Hoeth, nie miała pojęcia ze ci zakonnicy potrafią walczyć równie dobrze innym orężem, co ich świętym rytualnym mieczem. Ten zaś nie mógł wiedzieć, kim jest Ettariel, a tym bardziej, że jej zwierzchniczką jest nie, kto inny jak głęboko skrywana tajemnicą córka najwyższego maga wieży, w której ten pewnie spędził całe swoje życie.

Dzięki diademie, który dostała w prezencie niegdyś od swej Pani, szybko dostrzegła możliwości jakie stworzył dla nie wyśmienicie wykonany długi miecz z błyszczącą w odcieniach zieleni klingą, oraz długa smukła tarcza. Nie była ona podobna ani do ludzkiej okrągłej czy też typowej trójkątnej, kształtem zbliżona była bardziej do elfickiej, choć i od niej obiegała nieco. Zwężana u góry i u dołu, z wycięciami na wysokości barku, które świetnie nadawały się do wypuszczania sztychów. Całość po środku zdobił piękny, wręcz ogromny, połyskujący kamień, który rozjaśniał nawet ciemność. Dwa dumnie wyglądające feniksy wykonane kunsztownie zdobiły całość a ich skrzydła zdawały się być niezniszczalne. Ilekroć ktoś uderzał w tarcze ta nawet nigdy nie jęknęła, ani zadrapania jedynie porażające błyski wydawały się jakby głosem ranionej duszy zaklętej w środku. Oczywiście nie jeden chciał kupić to cacko, lecz Ettariel wiedziała, że owy artefakt jest warty więcej niż cała ta przeklęta wyspa z flotą Natali, Królowej Piratów razem wzięta. Tego nie zrobił żaden elf, krasolód, tym bardziej człowiek.

Kolejna noc właśnie mijała na rozważaniach Ettariel nad światem, i całym tym planem, o którym mówiła tak zdawkowo Bel’Shenar: „Będzie o Nas głośno!” tak powiedziała, jak dotąd żadnych wieści. Obejmując kolana, kiwała się w zamyśleniu, gęsia skórka ogarnęła jej ciało, lubiała to uczucie, kojący chłód, jak bardzo jej tego brakowało. W pewnym momencie, jakby ktoś jej kazał (nie wiedziała czy to efekt diademu który tak kochała nosić, wydawać by się mogło że nigdy go nie ściąga) zwróciła wzrok w stronę fal. Lekko podnoszony na tafli wody coraz bliżej i bliżej posuwał się do niej piekny wachlarz, znała ten kształt bardzo dobrze. Wtedy tego dnia, z wyrzutami i wściekłością wyrzuciła go do morza by nic nie przypominało jej o Nim, o tym jedynym! Teraz pamiątka wróciła, Skąd mogła się tu znaleźć?

II
Do Najwyższego Patriarchy
Kolegium Magii Niebios

Panie, Potęzny blask, a właściwie jak domyślamy się słup energii wystrzelony w niebo został dostrzeżony z czterech niezależnych placówek badawczych. Ciągle staramy się zrozumieć zaistniały fakt. Gdy tylko nasza wiedza zostanie nieco rozświetlona, natychmiast złożę obszerny raport.

Starszy Inżynier, Absolwent kolegium Astronum
Z.W. Lodrey



III

Stała tam sama, nie było już odwrotu, zresztą, dokąd miała uciec? Cała wyspa płonęła, istny chaos panował na teym przeklętym lądzie. Głosy ludzi rozdzierających sobie wnętrzności i wyciągających jelita atakował ją z każdej strony. Szaleńcy wyłupywali sobie oczy, bądź wbijali miecze w gardło duszac się własną krwią. Inni ganiali w przerażeniu nie zważając na nic rozbijając łby o każdy mór, aż do nieprzytomności. Widok Matek, które podpalały żywcem swoje dzieci w kołyskach, tańcząc i bawiąc się dokoła, zdając sobie sprawę z czynów same zamieniały się w żywe pochodnie. Rozszalałe psy pożerały swych panów. Wiatr tylko wzmagał pożar…

Stała dokładnie przed nim, obrzydlistwo miało chyba ze cztery metry. Dokładnie przyjrzała się swemu przeciwnikowi długi język strzelał zamaszyście jak bicz, a szczypce mogłyby kruszyć najtwardsze wieże. Stwór wypowiadał jakieś słowa, które nie wiedzac, czemu nie działały na elficę. Wcielenie Slaanesh nie pojmowało jak jego wielka magia nie ima się tego słabego stworzonka. Pozostało jedynie rozszarpać drobną istotkę, demon z niezwykłą szybkością jakiej elfica po takim bydlaku mogła by się nigdy nie spodziewać zaatakował z furią szczypcami uderzając raz po raz. Stary dobry blok wywarł wrażenie na demonie. taki cios zgniótłby Człowieka z Norski pozostawiając po nim jedynie plamę, lecz nie tylko blok zbił z tropu pewnego siebie maga. Czół jak traci siły z każdym uderzeniem, im zajadlej walczy tym elfica zyskiwała więksża przewagę przechodząc z czystej defensywy do walki. N’Lakar szybkim ruchem wyciągnął szczypce by zgniesć swoją ofiarę (w która sam nieuchronnie się zmieniał), lecz Ettariel bynajmniej nie broniła się już, nie teraz, wyciagnowszy przed siebie miecz przedarła się przez całe ramie demona rozcinając je na dwie czesci bezwładnie konające i wierzgające z bólu. Demon pierwszy raz odczuł ból, nie znając wczesniej podobnego uczucia, załamał się i przykląkł, co było jego ostatnim aktem. Mroczne Słońce kontynuowała kombinację przecinając w wyskoku pachę, po czym odbiła się od kolana stworzenia, z którym przyszło jej walczyć. Wykonując przepiękny obrót w powietrzu uderzyła tarczą w klatkę demona przygwożdzając go i zadając śmiertelny cios w gardło.Jej oczy rozbłysły piękną zielenią na nowo, to ostatni widok, jaki miał przyjemność ujrzeć stwór slaasha – Głęboka zieleń oczu swego egzekutora.
Zdawać by się mogło ze Ogromny klejnot na tarczy dając oślepiające światło zassał do swego wnętrza demona. Miecz pulsował jak nigdy rozjarzał się głęboko to znowu gasnął.


-Panie!!!!! Powrócili…- To ostania myśl jaką demon wydał do przestrzeni swego pana nim oddalił się w nicość.

Nagle zbudziła się, na szczęście kojący chłód zawitał do jej sypialni nieco ja uspokajając. Nie pojmowała z tego snu nic… kto miał powrócić i co ona miała z tym wspólnego!?


Terlarkar Upadły, dawny sługa Tego, Który Zmienia Drogi
Śmierć i życie. Nierozerwalnie ze sobą związane. Podobnie jak ewolucja i stagnacja. Nieskończony proces udoskonalania, będący zarazem źródłem stabilności. Apatia i nadzieja. Zgnilizna i Odrodzenie.
Nurgle i Tzeentch, zarówno bracia jak i wrogowie. Potęgi Entropii. Mroczny Bogowie. Ci, Którzy Zatriumfują nad Uniwersum. Najgorsze koszmary i najwspanialsze sny. I ich kukiełki, śmiertelni wyznawcy...

Terlarkar oczekiwał na karę. Zawiódł zarówno swego Pana jak i siebie. Jego dusza cierpieć miała wieczne katusze, skazana na niewyobrażalny ból, by w końcu zostać pożartą przez Wielkiego Mutatora. Nieskończone męki. Piekło bólu.
Bezsens
Gorycz
Desperacja!

Juuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuż czaaaaaaaaas śśśśśśśśśśśśśmiertelniku...........
Gdzzzzzzzzzzzzzzzzzzie nadzieja twa.................gdzie potęęęęęęęęęęęga, jaką ci obiecccccccccano?
Niiiiiiiiiiiiiiiiiiie zossssssssssstało ci niiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiic, unicesssssssstwionyś na wwwwwwwwwwwieki, a duuuuuuuuusza twa uuuuuumrze raaaaaaaaaazem zzzzzzzzz paaaaaaaamięcią o toooooooobieeeee.....
Taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak, mooooooooooooooooooooożemy jaaaaaaaaaaakoś teeeeeeeeeeemu zzzzzzzaaaraaaaaadziććććććććć....
Nieeeeeeechaj Mrrrrrrrrrok i Zaaaaaaaaaaagładddddddddddda będzieeeeeeee twwwwwwwą ostojąaaaaaaa!
Nieeeeeeechaj Móóóór i Zaaaaaaaaraza od dzisiaaaaaaj twyyyyyym jeeeeeeestestweeeeem będzie!
POKŁONY DLA OJCZULKA NURGLA!


Terlarkar Upadły, Siewca Zagłady Powrócił. Już nie jednak jako Wojownik Chaosu, lecz groteskowa kreatura, wyciągnięta żywce z koszmaru szaleńca. Podniszczona, pokryta brudem Zbroja Chaosu. Podrapana, pogięta tarcza. Wyszczerbiony miecz emanujący aurą apatii i smutku, wysysający życie z głupców, stających na drodze Upadłego.

Czas służyć w imię Pradziada Nurgla....
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Arena Śmierci. Sartosa....

Spod kaptura błysnęło zielonkawe światło. Umysł Upadłego został zalany falą wspomnień. Gorycz, ból, śmierć....Rozkład.
Okryta płaszczem postać spojrzała na swych sługów, członków plemienia Vargów.
Sartosa....
Łódźźźźźźźźźźźźź
Tak jest, o Mroczny!
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Upadły był nieśmiertelny. Niezależnie ileż to razy został pokonany i zniszczony, odradzał się wielokrotnie, by służyć Władcy Rozkładu jeszcze skuteczniej. Nie do końca żywy, lecz zdecydowanie nie martwy. Był niczym krocząca śmierć. Nieunikniony, nieubłagany.

Nadszedł czas sławić imię Zgniłego, uciszając na wieki wrogów Jego.
GLORIA INFECTIS


Kapitan Rajmund Trawish
- Podaj mi jeszcze rumu czlowieku... Co? że niby mam już dość, dość będę miał w trumnie, Hehe...Tak mam zapłacić.... no... może będę miał....Hik... w kasztm będż razie mialbym gdyby nie te bydlaki.... moja załoga... ZDRAJCY, PARSZYWE KUNDLE... wyrzucili mnie, kapitna.. na środku oceanu.. Hik.. Co? Nie polej jeszcze.... Chcieli bym umarł na morzu w szalupie.... Ale ja się odegram...Hik.... ZABIJE TYCH ZDRAJCÓW.... Wygram arenę w Sartosie.... NI wierzysz?... HA zobaczysz WYGRAM I WYNAJMĘ ZAŁOGĘ PO STOKROĆ LEPSZĄ OD tamtych ZDRAJCÓW... I Odpłacę im .... TAK.. Im Wszystkim...HAHa... Ale teraz daj rumu...

Eldril
Eldril przemierzała puszczę szybkim biegiem. Pędziła do domu swej przyjaciółki – Altroni – elfiej wieszczki. Kiedy dotarła na miejsce, z gracją zwolniła kroku i powoli podeszła do wejścia. Wtedy usłyszała głos w swojej głowie ,, wejdź nie krempuj sie”...

Jeżeli jakiś człowiek zdołał w tym momencie zakraść się na polanię przy pięknym drzewie spostrzegł by dziwnie wyglądającą elfke o białych włosach, i dwóch mieczach skrzyżowanych na plecach. Ujrzał by jak wchodzi przez ukryte drzwi do domu magicznie ukrytym pod korzeniami drzew... Ale żaden człowiek nie mógł tego zobaczyć ponieważ żadna istota ludzka nie miała wstępu do puszczy, a żaden z elfów nie pozwolił by człowiekowi zbrukać świętej knieji.

- Witaj. - Powiedziała na wstępie wojowniczka
- Witaj Eldril – odrzekła jej wieszczka. - Podejrzewam, że wiem co cie do mnie sprowadza.
- Zapewne masz rację, jak zwykle. Przyszłam porozmawiać z tobą o moim mężu, wiesz co z nim?
- Niestety mam złe przeczucia. - Rzekła tajemniczo elfia czarodziejka. - Miałam wizję...


,,Imhol w swej małej enklawie trenował po raz ostatni przed walką. Traktował to jako rozgrzewkę przemykając pośród tego parku, robiąc uniki przed wyimaginowanymi ciosami i zadając ciosy wyimaginowanemu przeciwnikowi. Jego ruchy jawiły by się dla postronnego obserwatora jak nieznany acz płynny taniec. Gdy dodać do tego włócznię elfa był to taniec smierci. Elf wiedział że przeciwnikiem będzie wampir- znowu. I znowu krwawy smok. Ściął już dwóch? Zetnie i trzeciego . Najwyrażniej plotki o nich były nieco przesadzone aczkolwiek nie lekceważył ich umiejętności. Po prostu uważał że był lepszy. Elf przerwał trening i spojrzał na niebo. Słońce już stało wysoko co oznaczało że już czas nadszedł by udał się na arenę. Opuścił swoje sanktuarium i od razu poczuł smutek drzew że znów zostały same.
Na arenie jak zawsze wrzało. Publika oklaskiwała wkraczających wojowników. Revenar i elf zasłużyli sobie na miłość tłumów. Był to ćwierćfinał a więc tylko najlepsi pozostali już. Kto wygra a kto przegra nie wiedziano ale z przyjemnością i przejęciem oglądanu tu każdą walkę. Zwłaszcza że wielki finał zbliżał się coraz bardziej. Gdy zabił gong, Revenar opuścił lancę i ruszył do szarży. Imhol szybkimi krótkimi ruchami zainicjował taniec ostrzy ruszając na spotkanie nieumarłego bez strachu. Imhol zrabnym unikiem ominął lancę uderzając w wampira. Włócznia tancerza wojny przebiłą się przez kolczugę wbijając się w nieumarłe ciało. Krwawy smok odrzucił włócznię i dobywając miecza uderzył z góry by odgonić natręta. Elf odskoczył i zaatakował ponownie. Renevar teraz miał większą kontrolę nad przeciwnikiem niż w szarży i zadawał wprawne pchnięcia i cięcia. Jedno z nich drasnęło zwinnego Imhola raniąc go. Teraz byli kwita. Imhol nie przejął się raną i nieustawał w atakach starając się z prawej strony wampira bardziej atakować by ten miał trudniejsze zadanie by wybronić się tarczą. Zbroja główna okazała się na tyle wytrzymała że zniosła wszelkie ciosy które dosięgły Revenara. Ceną za zuchwalstwo była kolejna rana na ciele elfa. Revenar się uśmiechnął pod hełmem. Był w swoim żywiole a elf naprawdę dawał pokaz walki. To co od dawna mu prakowało to godny przeciwnik. Wampir przywołał swoją magię jednocześnie zadając ciosy. Wzmocnił swoją stal wyostrzając ją magią dhar. Kolejne cięcia spadły na Imhola a ten zmienił nagle styl i Revenar z zaskoczeniem odkryłłże elf porusza się niesamowicie szybko że nieomal jest niemożliwy do trafienia. Wampir przeszedł do defensywy okazjonalnie tylko pozwalając sobie na pojedyncze cięcie by przeciwnik się nie rozuchwalił zanadto. JEdno z nich zraniło Imhola w szyję powodując krwotok. Walka trwałą dalej. Imhol słabł ale wiedział że wampir w końcu ulegnie. Nawet teraz byłłw defensywie. Gdyby tylko nie ten niefortunny cios w szyję. Imhol musiał się spieszyć. Krwawy smok jednak był doskonałym swzrmierzem i odpieral każdy atak bezbłędnie lub ten rozbijał się na jego pancerzu. W końcu Imholowi zakręciło się w głowie od utraty krwi i zaprzestał ataków, to byłs wymarzona okazja dla wampira który najechał na niego koniem i precyzyjnym cięciem przez pierś powalił na ziemię. Elf padł bez krzyku lecz był martwy zanim dotknął ziemii. „

Altronia wyszła z transu i sopjżała na swą przyjaciółke. Była cała blada i z otwartymi ustami spoglądała na wieszczke. Eldril wstała i oparła się o ściane ciągle nie wierząc w słowa wieszczki. Nie mogła uwierzyć że jej ukochany poległ. Wiedziała ze robi głupio próbując odzyskać honor na ludzkich zawodach w wlace wręcz. Za chwile odzyskała zimna krew i spojrzała na Altronię.
- Jesteś pewna że zginą? - Pytała z niedowierzaniem Eldril
- Tak jestem pewna. Ale jak wiesz doszedł dosyć wysoko i miał szanse wygrać.
- Ale przegrał ! Odszedł do królestwa Loeca! Więc dołącze do niego !! - Eldril krzyczała i wyciagnęła miecz aby poderżnąć sobie gradło lecz wtedy na szybkie polecenie Altronii kilka korzeni wystrzeliło ze ścian łapiąc Wojowniczkę na ręce i nogi. Jej ręka została tak mocno ściśnięta że wypusciła miecz.
- Zostaw! - Krzyczała Eldril – Chcę się z nim spotkać!!
- Nie! Pójdziesz na kolejną edycję tych zawodów i pomścisz Imhola w wlacę. Jak przystało na prawdziwą Tancerkę Wojny !

Wtedy korzenie puściły a wojowniczka upadła na ziemię.
- Dobrze więc. Niech tak będzie – pomszczę go wygrywając te przeklęte zawody lub zginę i dołącze do niego w królestwie Loeca.

Eldril już podnosiła brań i chciała jak najszybciej wyjść.
-Czekaj ! - krzykneła na nią Altronia.- Nawet nie wiesz gdzie to jest
- Masz rację powiedz gdzie.
- Zawody te będą odbywać się na ludzkiej wyspie o nazwie Sartosa. Znajduje się ona na południu od Ather Loren. Będziesz musiała przejść przez ludzką krainę o nazwie Tilea a stamtąd znaleźć jakąś łódź alby dopłynąć do wyspy. I weź ze sobą prezent ode mnie. - Wieszczka wypowiedziała coś niezrozumiałego dla wojowniczki po czym z kąta pomieszczenia wyleciały trzy małe istotki. Eldril wiedziała co to. Były to Leśne Licha. Czasem psociły ale jednak pomagały temu przy którym się zadomowiły.
- Proszę. Będą ci pomagać w walkach i twojej wyprawie.
-Dziękuje ci. Teraz mogę wyruszać spokojna. Do zobaczenia w królestwie umarłych. - Po tych słowach Eldril Wybiegła z domu...


Elfia wojowniczka przemierzała lasy, góry i równiny a nawet morza aż dotarła do Wyspy Piratów – Sartosy. Już kiedy wchodziła zaczepił ją pewien człowiek w kapturze.
- Wiedziałem ze przybędziesz. Czekałem na ciebie. Jestem magiem, założycielem tych igrzysk. Choć za mną zapiszemy twoje uczestnictwo w zawodach. Eldril tylko się uśmiechnęła i podążyła zza magiem aby zapisać się i tym samy najpewniej skazując się na zgubę...


Wiktor "Farciarz"
Wiktor był lekko podstarzałym żołnierzem na emeryturze cieszącym się dobrym zdrowiem, wspaniałą jak na weterana kondycją i szczęściem, któe pozwoliło mu ujść z życiem z najcięższych opresji. Gdy tylko za namową córek zrezygnował z czynnej służby i pierwszy raz opuściło go szczęście. I to w przerażający sposób. Wioska w której spędzał czas z wizytą u brata padła ofiarą łupieżczego wypadu mrocznych elfów. Wiktor walczył dobrze i zanim padł bez świadomości zgromadził wokół siebie spory pierścień martwych korsarzy. Potem jakby szczęście, jeśli w jego sytuacji można o nim mówić, do niego wróciło. Wiktor i jego córki przeżyli najazd i ku ich ogromnemu zdumieniu mimo iż zostali wzięci do niewoli byli tam traktowani w "ludzki" sposób. Jakiemuś wysoko postawionemu oficerowi mrocznych elfów pokaz bitewnych umiejętności Wiktora tak dalece się spodobał, że postanowił go wytrenować i wystawić na słynnej arenie śmierci. Piękne córki miały być gwarancją, że tutuś będzie sie wystarczająco starał, bo puki będzie żył, puty one nie wylądują w jakimś domu publicznym na łańcuchu jakiegoś zboczeńca.

Wiktor widząc, że szczęście opuściło go dopiero wtedy gdy złożył broń postanowił arenę wygrać wierząc, że czarodziej, gospodarz areny w ramach nagrody wykupi jego córki i jego z niewoli.


Bruno „Mokra Piącha”
Był to spokojny dzień w pirackim porcie Sartosy…
HAHAHAHA!
Chyba żartujecie! Tu nigdy nie jest spokojnie!
Wyładunek z paru stojących w porcie statków, okraszony był przekleństwami, których powstydziliby się drwale. Parę uliczek dalej dochodziło do bitwy między portowymi gangami – ulice po raz kolejny miała zalać krew. Wśród echa wystrzałów z pistoletów i rewolwerów, paru bogatych głupców, wyprowadzonych w pole, właśnie padało zasztyletowanych w uliczkach, do których światło słoneczne nigdy nie dochodziło…

Zwykły dzień na Sartosie…

Pośród rumoru i hałasu nikt nie zauważył, że do portu zbliżał się kolejny okręt. Ten dzień jednak nie miał być taki zwykły.
- Piętnastu Krasnoludów i jedna skrzynia martwego, yo ho ho i dzban ale… - powoli, z oddali do uszu portowców zaczęła dochodzi dziwnie znana szanta…
- Yo ho ho i dzban ale...! – tym razem o wiele głośniej i z o wiele bliższej odległości.
Wszyscy w porcie zwrócili z przerażeniem swe głowy w stronę morza, zauważając charakterystyczną fregatę i flagę z czaszką, ze skrzyżowanymi kośćmi:
- To Długi Drong i Piękna Fregar! W noooooogi! – jakiś człowiek krzyknął. Reszta nie kwapiła się by rozmyślać nad jego słowami. Wyładunek z innych statków przyspieszył do niemożliwego tępa. Załoga jednego ze okrętów, tak się pospieszyła, chcąc wydostać się z portu, zanim statek sławnego krasnoludzkiego pirata-zabójcy dobije do przystani, że zapomniała odcumować swój okręt. Skończyło się na tym, że statek odpływając zabrał ze sobą znaczny kawałek pomostu…

W momencie gdy statek z dziurą kadłubie, wlokąc za sobą kawałki drzazg wypłynął z portu (zapewne nie dalej niż milę), Piękna Fregar dobiła do przystani. Z masztów i pomostów zarzuconych z okrętu zaczęły wyskakiwać krasnoludy – szalone półnagie krasnoludy, z czerwonymi grzywami, kordelasami i szablami w zębach i rękach, na swych barkach niosąc ogromne beczki. W cichym i pustym porcie rozbrzmiały dźwięki wyśpiewanych i obelżywych szant.:
- Yo ho ho, chodźcie chętne dziewki, nie uciekajcie, nie bójcie się krasnoludzkiej śpiewki. My tu was popieścimy, a potem się zabawimy. Rumu mamy dość, by dać i ogrom w kość!
Mimo zachęt, nikt się przed krasnoludami nie pojawił, a tym bardziej „chętne dziewki”. Niemniej nie zniechęciło to krasnoludów do dalszej śpiewania.

- Ay Bruno, chodź no tu, „Mokra Piącho” robota dla Ciebie! Wyniesiesz nam tą skrzynię, cośmy ją z Lustri przywieźli, na życzenie Natalii Le Bliss! I ostrożnie mi tu tylko! Ta skrzynia wypełni się diamentami, a diamenty lubimy, co nie chłopy! – ryknął Długi Drong, zaraz potem wybuchając szaleńczym, gromkim śmiechem. Do wtóru kapitanowi odpowiedziała też reszta załogi.
- Dziśmy dopłynęli do portu, wyładujcie chłopy towary, bierzcie swe beczki rumu i lećcie się zabawita! Ty Bruno, zaczekaj. Idziesz ze mną do pani Le Bliss, a może i Tobie diamencik czy szmaragdzik dodatkowo do kieszeni skapnie. Nieśże tą skrzynię, byle ostrożnie.

-----------------------------------

Godzinę później z prywatnych komnat Natalii Le Bliss, dało się słyszeć krzyki:
- Nie tak się umawialiśmy! Miały być diamenty! D-I-A-M-E-N-T-Y! Ty wiesz jak dużo ścierwa leżało na tej skrzyni, gdyśmy z nim skończyli?! Nie zamierzam przyjmować za tą skrzynię, żadnych złotych monet! Zachowaj te miedziaki dla siebie, dziwko! – Z trzaskiem, który wyłamał drzwi Długi Drong wypadł z komnaty Natalii Le Bliss, a za nim Bruno i strażnicy.
- Precz z łapami śmiecie! Bruno, bierzta skrzynie, nic tu po nas! – Długi Drong wypowiadał jeszcze długo krasnoludzkie przekleństwa pod nazwiskiem Le Bliss.
Idąc w stronę portu i Pięknej Fregar, Długi Drong długo rozmyślał. Bruno nie przerywał, gdyż wiedział, że gdy kapitan myśl, znaczy się, że złe rzeczy będą się dziać. Już będąc przy okręcie i ładując na niego cenną skrzynię o którą był ten cały spór, kapitan zagadał do Bruna:
- Słuchajta no. Słyszałżeś może o arenie, co ta dziwka organizuje? Tak? No to wystąpisz w niej, odciągniesz uwagę tej Le Bliss, a my w tym czasie odbierzemy sobie naszą nagrodę. Oczywista, że jak wrócisz otrzymasz kopę diamentów więcej! A wiesz przecież co z "kopą więcej" można zrobić. No to żem plan wymyślił i chłopcy będą zadowoleni – po tym wszystkim odpływamy do naszej zatoki i zrobimy sobie tydzień hulany i rumu. No a teraz spadaj! Idź się uchlej. Masz być przecież gotowy do areny!


Azeratho, herald Khorna
Zrodzony z Chaosu, Azeratho od tysięcy lat jest czempionem Boga Krwi, bez litości niszczącym wszelkich przeciwników ku chwale swego pana.
Jak każdy demon, jego największym pragnieniem jest osiągnięcie zaszczytu zostania Demonicznym Księciem.
Wygrywając turniej, ostatecznie udowodni Khornowi, że jest tego godzien.
Pokaże tym marnym istotom kto jest największym wojownikiem.
Krew dla Boga Krwii! Czaszki dla Tronu Czaszek!


Tar'to,
Tar'to jest urodzonym wojownikiem. Już jako zwykły byk wyróżniał się niezwykłym nawet jak na ogra instynktem zabijania i wolą walki, gdy opuścił plemię w poszukiwaniu sławy i większej ilości godnych siebie przeciwników był już drugim po tyranie najsilniejszym Ogrem w szczepie. Przez z górą ponad dwadzieścia lat swojej tułaczki brał udział w niezliczonych bitwach, pożarł tysiące ciał swych wrogów, wszędzie górował swą tytaniczną sylwetką wzbudzając strach w sercach ludzi, elfów, krasnoludów i innych ras zamieszkujących świat od żyznych ziem Cathayu aż po spowite mgłą bagna Albionu. Widział gigantyczne ziejące ogniem jaszczury, zastępy nieumarłych prowadzone przez wampirzych władców i potworności chaosu. Jego potężne muskularne ciało pokrywa obecnie siatka blizn, pamiątek po wielu latach wojaczki. Tar'to przybył na arenę w trakcie swojej podróży na ziemie ogrów. Wie, że mało który Tyran będzie w stanie przeciwstawić się jego sile i doświadczeniu a sława jaką zdobył na nizinach sprawi iż jego przyszli poddani skoczą za nim w ogień. Zwycięstwo na arenie ma być dla niego ostatecznym sprawdzianem siły i umiejętności. Gdy wygra, nikt nie będzie mógł mu się przeciwstawić. Oczywiście, cele Tar'to nie są zbyt górnolotne. Zamykają się w słowach „jedzenie”, „walka”, „samice”. Nie każdy marzy o podbiciu świata, niektórym wystarcza kilka zniewolonych plemion.


Tar'to walczy z pomocą swojej ulubionej maczugi, która po latach wymieniania zużytych elementów przypomina bardziej coś na kształt owocu miłości młota bojowego i siekiery niż tradycyjnego kawałka drewna. Podczas jednego z licznych pojedynków ze swymi pobratymcami zdobył żelazną pięść, której od tamtej pory chętnie używa w walce. W starciu, z pozoru niezgrabny ogr pokazuje kunszt który pozwolił mu przetrwać tak wiele bitew. Wielki kawał metalu i drewna który dla każdego przedstawiciela innych ras mógłby służyć za broń dwuręczną miga w rękach ogra niczym wierzbowa witka, sam najemnik zaś z powodzeniem wykorzystuje swą siłę, masę i doświadczenie do miażdżenia swych rywali. Niejeden przekonał się jak szybka seria ciosów przerażającą maczugą może szybko zamienić nawet najsilniejszego wojownika w krwawy ochłap, zderzenie z opancerzonym brzuchem Tar'to nie musi być wcale przyjemniejsze niż kontakt z jego maczugą a pozornie niedbałe ruchy mogą łatwo usunąć wielkie cielsko wojownika z toru lotu wrażej broni.

Zachód słońca nad areną był wyjątkowo piękny tego wieczoru. Nieco rozleniwiony strażnik dostrzegł w oddali zbliżającą się szybko sylwetkę jakiegoś człowieka. Po jakimś czasie zauważył zabawny szczegół, mianowicie ów człowiek był prawie tak wysoki jak przydrożne drzewka. „Dziwne”, pomyślał „Toż te drzewa mają po piętnaście stóp”. Gdy przybysz dotarł nieco bliżej. Wartownik zbladł, teraz poznał już swą pomyłkę. Natychmiast zbudził swego towarzysza. Obydwaj ze zdumieniem obserwowali zbliżającego się kolosa.

Gdy ponad trzymetrowy ogr stanął przed bramą i rzekł:

Ta... arena... to tutaj bijać się bendom?
ee... - odpowiedział pierwszy wartownik
yy... - zawtórował mu kolega
Odpowiadać panu Tar'to! Szybko! Szybko! Bo wywleczem wam flaki! - cienki głosik dobiegł gdzieś z okolic butów potwora

Wartownik nieco zdziwiony spostrzegł niewielkiego gnoblara, który wybabłuszył oczy i krzyknął:

Co się gapi?! Pytam się przeca, arena tu jest?
T... tak, to tutaj
to czego nie otwierają?
Głodny... mięso... – dodał ogr – A strażnicy słysząc to w panice rzucili się do wrót by czym prędzej wpuścić nowego zawodnika.
Gdy przybysz przeszedł przez bramę czym prędzej ją zamknęli... Dopiero po dłuższej chwili jeden z nich zorientował się że nie ma sakiewki, podobnież jak drugi wartownik. No cóż, gdy w pobliżu jest Gnoblar warto pilnować swego dobytku...

Ech... głodnym – rzekł ogr po dopełnieniu formalności związanych z zapisem na arenę (warto wspomnieć iż ogr wprawił wszystkich w zdumienie pozostawiając krzywy, niepewny ale jednak, podpis) – zara, co ty tam chowasz?! Dawaj!
To te ludziki mi dały dla szefa! - rzekł z nieskrywaną dumą gnoblar pokazując swemu panu dwie sakiewki.
Dali ci? Nie widział żem tego
Noo... może niezupełnie mi dały, ale nie krzyczały i nie biły jak je zabierałem...
Znaczy, znowu żeś okradł wartę? Hyhyhy! Zaśmiał się ogr – jednak dobrzem żem cię nie zeżarł jakmy byli pod oblężeniem u ludzików w imperum.
Panie... mnie?

Ach... Tar'to zawsze towarzyszy pewien Gnoblar który oddał mu się na służbę gdy nasz ogr pokonał w pojedynku jego dawnego pana. Niewielki goblinoid jest małą, złośliwą bestią z kleptomańskimi zapędami, zdaje się być jednak naprawdę przywiązany do swego właściciela. Często przynosi mu różne „prezenty” które wiążą się zazwyczaj z falą kradzieży kieszonkowych wśród okolicznych mieszczan.
Ostatnio zmieniony 22 lut 2010, o 19:09 przez Tullaris, łącznie zmieniany 3 razy.
Tullaris Dredbringer was dying. He knew this, and he cared not.... At last, he knew the truth that Khain had tried to share with him all theas years, and it was glorius.
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."

Awatar użytkownika
Murmandamus
Niszczyciel Światów
Posty: 4837
Lokalizacja: Radom

Post autor: Murmandamus »

imię: Sir Gwidon de Fannaes(bretonia Paladin)

broń: bastard(dwuręcznie)
zbroja: cięzka
umiejętność: cnota rycerskiego paladyna
umiejętność2: błogosławiony pani jeziora
ekwipunek: błogosławiona broń

historia:

Jako drugi trzeci syn lorda Harrowmonta, po Sir Gwidonie nie spodziewano się innej rzeczy jak to by wyruszył w świat zdobywając swoją rycerską sławę. Nie mając szans na dziedziczenie ani majątku poza podarowanym mu rynsztunkiem rycerskim i orężem wyruszył jako błędny rycerz przemierzając trakty Bretońskie starając się zdefiniować siebie i swoją przyszłość. W sercu miał żar młodości i wiarę w Panią Jeziora. Jak wielu mu podobnych młodych rycerzy poszukiwał też sposobu na wyróżnienie się w oczach swego seniora bądź króla by stać się pełnoprawnym rycerzem królestwa. Gdy wziął udział w wyprawie przeciw złemu kultystom Khorna którzy rozpanoszyli się w prowincji L'Anquile gdzie jako jeden z dziesięciu rycerzy z początkowych pięćdziesięciu powrócił żywy dostąpił pasowania i nadanie ziemskie. Uradowany młodzieniec na kilka lat osiadł więc w swej nowej posiadłości Fannaes gdzie żył we względnym dostatku i w staraniach by jego posiadłości się rozwijały. Lecz los miał inne plany co do niego. Sny Gwidona stawały się niespokojne. W nich Gwidon poszukiwał Graala przemierzając łąki, pola i góry w poszukiwaniu czegoś dzięki czemu mógłby w oczach pani jeziora dostąpić zaszczytu bycia jej czempionem-rycerzem Graala. Gwidon po wielu namysłach zerwał zaręczyny z nadobną lady Laylą, córką sąsiedniego lorda by złożyć śluby rycerza poszukującego. Ojciec Layli wiedząc co powoduje Gwidonem zrozumiał powód dlaczego ten odrzucił jego córkę i nie czuł urazy. Wyprawa po świętego Graala była uświęcona dla wszystkich rycerzy bretonii i Lord Aumaric wspierał nawet swego niedoszłego zięcia w swej decyzji. Zostawiwszy więc swą posiadłość pod opieką zarządcy Gwidon odłożył swą lancę i wyruszył w świat w poszukiwaniu świętego kielicha. Minęło znów kilka lat bezustannych poszukiwań aż w końcu gwiazdy ukazały mu wskazówkę na którą czekał. Pewnej nocy ujrzał na nieboskłonie zarys kielicha - niechybny sygnał że w tym kierunku powinien się udać. Co nocy widział wskazujący mu drogę znak aż w końcu dotarł do Saratosy miasta piratów i rzezimieszków sławnego ze swej areny dla najpotężniejszych wojowników. Sir Gwidon zrozumiał że ta arena stanie się jego testem.
zapraszam na Polskie Forum Kings of War

https://kow.fora.pl/

Awatar użytkownika
Dead_Guard
"Nie jestem powergamerem"
Posty: 189
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Dead_Guard »

Modsognir (krasnoludzki mistrz inżynier)
broń: młot jednoręczny
zbroja: z gromillu
dodatek: 2 pistolety
umiejętność: biegły w broni

Modsognir pochodził z Barak Varr, był krasnoludem w sile wieku, pochodzącym z klanu o dobrej reputacji. Tak jak ojciec i reszta jego przodków, został inżynierem. Choć w portowej twierdzy często można było napotkać kupców z całego świata, zwłaszcza z Imperium, to sam Modsognir nigdy nie odwiedził żadnego z miast należącego do ludzi. Nie oznacza to jednak, że krasnolud nie wychylał nosa z twierdzy. Owszem wędrował i to dość dużo, ale tylko po krasnoludzkich bastionach, od celu do celu podróżował rzadko uczęszczanymi ścieżkami w górach, a nawet pod nimi. Było to spowodowane głównie tym, że kochał góry ponad wszystko oraz sam fakt, że czuł pewną niechęć do ludzi, obojętnie czy pochodzili z Bretonii, czy z Estalii lub Imperium. To co charakteryzowało jeszcze mistrza inżynierów poza celnym okiem, była wręcz fanatyczna nienawiść do elfów, większa niż do zielonoskórych. Z ojca na syna była wszczepiana ta nienawiść w jego klanie, od czasów Wojny o Zemstę. Zwana również Wojną o Brodę, aczkolwiek Modsognir o wspomnieniu tej pierwszej nazwy jedynie tylko groźnie mruczy i łypie spod oczu, to gdy ktoś użyje tego drugiego haniebnego miana, gotów jest nawet zabić, zwłaszcza gdy wypowie to zdradziecki elf. Zresztą niejeden już szyszkojad upadł nieruchomo na ziemię z trzecim okiem na czole. Pomimo tej ognistej zawiści, potrafi zachować zimną krew w każdym innym przypadku. Udowodnił to w wielu bitwach, zarówno mniejszych jak i większych, lądowych jak i morskich. Ostatnio jednak większość czasu spędzał na morskich szlakach jako eskorta, wraz ze swymi pobratymcami, dla wszelakich kupców. Pomimo, że odwiedził wiele portów ludzkich osiedli, to nigdy nie postawił tam stopy na suchym lądzie, do czasu. Pewnego dnia, kupiec z Averheimu poprosił i oczywiście zapłacił za ochronę towaru na trasie Barak Varr - Sartosa. A że kupiec bogaty, a wyspa piracka, to zapłacił za podwójną ochronę. Jako dowodzący eskortą został Modsognir i mimo niechęci często musiał rozmawiać z kupcem, dość gadatliwym, a przez to irytującym. Właśnie od Averheimczyka usłyszał o Arenie Śmierci, gdzie ścierają się ze sobą najlepsi. Już wtedy wiedział, że po raz pierwszy stanie na ziemi należącej do ludzi i na niej też rozleje krew.

Yourself
Mudżahedin
Posty: 295
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Yourself »

Aethis Mistrz Miecza z Hoeth (High Elf Noble)
Zbroja: pancerz Ilthamirowy,
Broń: dwuręczny miecz Ilthamirowy
Cechy: ekspert w walce
Dodatki:mistrzowska broń
Historia: Po wygraniu areny Aethis powrócił na Ulthuan i od razu stał się jednym z najlepszych mistrzów miecza co poskutkowało przyjęciem go do osobistej straży Teclisa Nigdy nie rezygnował z powierzonego mu zadania i zawsze wykonywał je do końca. Szczególną nieugiętością odznaczał się w walce z kultystami slanesha i swoimi mrocznymi kuzynami . A niewielu mogło mu dorównać w walce i już prawie niespotykał wojowników którzy potrafili przeżyć walkę z nim dłużej niż 15 sekund. Pewnego razu Teclis wezwał go do siebie :
-Wzywałeś mnie panie? rzekł Aethis i ukląkł
-Tak, wiem że szukasz nowych wyzwań Aethisie. Dlatego postanowiłem wysłać cię na arenę na której będą najlepsi wojownicy świata . Przybędzie tam mnóstwo wyznawców chaosu. Czy jesteś gotów podjąć to wyzwanie?
-Tak panie
-Dobrze zatem wyruszysz jutro o świcie.
Aethis tylko skinął głową i wyszedł. Następnego dnia wsiadł na okręt wraz z grupą wiernych towarzyszy i pożeglował na Sartosę.
Ostatnio zmieniony 20 lut 2010, o 23:17 przez Yourself, łącznie zmieniany 1 raz.
matilizaki napisał:
Na brete

wybiegac biegaczem do przodu i wbijac sie od tyłu w kawalerie jak sie wyjdzie z tyłu

Awatar użytkownika
Czopek
Masakrator
Posty: 2695

Post autor: Czopek »

Kurshi ( Exalted chaos champion )

broń: dwuręczny topór
zbroja: lekka
dodatek: piętno khorna
umiejętność: mięśniak

Upalne słońce przygrzewało w złote piaski rozległej plaży, smagając gorącem w porozrzucane ciała i szczątki kadłuba. Kilka godzin wcześniej ten wielki Drakkar wydawał się być niepokonany na morksich falach. Moc żywiołu jednak okazała się być potężniejsza.
Kurshi z mocnym bólem potłuczonej głowy obudził się zwisając z smoczej rzeźby jaką był przyozdobiony Drakkar. Był o dziwo cały zarówno jak i smok który zachował się w jednym kawałku. Osunął się na piasek znów tracąc przytomność...

Obudziła go dopiero chłodna, morska woda gdy poczuł jak się zanurza w wodzie. Szarpnął się co uświadomiło mu że jest związany. Chwilę później został wyciagnięty i walnięty na piasek. Dookoła chodziły jakieś wątłe człeczyny. Pożałują tego czynu w niewyobrażalnych mękach - jedyne co przychodziło do głowy Kurshi.
-Reszta nie ,żyje, idziemy!
Czterech mężczyzn złapało potężnego barbarzyńcę po tym jak dostał czymś ciężkim cios w głowę żeby się nie rzucał i zaczęli nieść go wzdłuż plaży...

Nie mógł zobaczyć za wiele prócz piasku jednak po godzinie wstąpili na bruk jakeigoś portu skąd dalej trafił do zimnej celi.
-"Dostaniesz stal i będziesz walczył mięśniaczku, jak przyjdziemy po ciebie"
Stalowe drzwi się zamknęły. Nienawiść rosła, która gdyby nie wyjątkowo mocne więzy roznioslaby tą pipidówę w drobny mak.
http://czopekblog.blogspot.com/
Kordelas pisze: Fluff nie wybacza.

Awatar użytkownika
Ice-T
Kretozord
Posty: 1620
Lokalizacja: 8 Bila

Post autor: Ice-T »

Ettariel, Mroczne Słońce- Chodzaca Między Cieniami (HE Nobel)

Łowca Dusz (długi miecz z ithilmaru)
Przymierze Feniksa (tarcza)
Zbroja z Ithilmaru

Diadem Eldarów (aka Buty szybkośi), Tarczownik



I

Minął niemalże rok... Czas na wyspie ciągnął się jak niekończące opowieści wędrowców, które bawiły, zaskakiwały, a często nawet smuciły rządnych przygód gości tawerny, a właściwie jedynej speluny jaką można było nazwać tawerna na tej przeklętej wyspie, gdzie piaski wpijają krew najwyśmienitszych wojowników…

Noce bywały chłodne, wiatr lekko wzmagał się muskając w blasku księżyca (który mogło by się zdawać nigdy nie przysłaniają tu chmury) jej długie figlarnie rozpuszczone siwo-błękitne włosy. Wszyscy na wyspie dobrze wiedzieli gdzie można spotkać elfice, która z przybyłej kapryśnej osóbki stała się chłodnym wspomnieniem minionego dnia. Unikała towarzystwa, choć może właściwie lubiła to miejsce i nie chciała się nim z nikim dzielić, w głębi duszy wiedziała czego jej trzeba, z drugiej jednak strony dobrze pamiętała o przysiędze którą złożyła, nie miała zamiaru być zdrajcą w oczach innych, o już nie, a tym bardziej w oczach Bel’Shenar od której tak dawno nie miała wieści. Nie mogła jej przecież opuścić i zostawić bez słowa na tej wyspie, nie mogła o niej zapomnieć! Tak rozmyślając nocami, które tak bardzo przypominały jej miejsce, w którym się urodziła, czyste niebo piękny widok dla jej demonicznych zielonych oczu…

Kolejny dzień minął na treningu. Nawet sama Natalia Le Bilis była zaintrygowana faktem jak assasyn zmienia się w wojownika w pełnej zbroi i tarcza w ręku. Na Khaina! Sama Ettariel, mroczne słońce była tego ciekawa. Trzeba przyznać, że z dnia na dzień szło jej coraz lepiej, początkowo tarcza wadziła i ciążyła jak ołów, dopiero jakiś tydzień później po wskazówkach kilku bretońskich rycerzy, których podziwiała za niejako dla niej karkołomny styl, dostrzegła pożytek, jaki daje blok tarczą, lecz dalej uważała to za zbytek ostrożności.
Pewnego dnia podczas treningu zdyszana od wysiłku, jakim było walczenie z powietrzem w pełnym słońcu, usłyszała znajomy głos, Ettariel z radością obróciła się w stronę dochodzącego głosu i przeżyła zawód. Pomyślała wtedy: Czy wszystkie elfy z Ulthulanu mają ten sam głos? Ten sam, który tak kochała…
Elf odwzajemnił ukłon i powtórzył:
-Nie tak Pani… Tak walczą ludzie, którzy nie maja w sobie za grosz pojęcia o estetyce walki. Tarcza to nie tylko wspaniały bloker, to również zabójcza broń, daje niezwykłe możliwości kombinacji.
Tymi słowami rozzłościł a jednocześnie zainteresował ja przybysz. Z jednej strony mówi ze wszystko, czego się nauczyła to tanie sztuczki ludzi, z drugiej jednak wiedziała, że wiedza tego elfa przyda się jej. Wtedy poczuła, Bel’Shenar będąc tak daleko zsyła jej nieoczekiwany prezent.
Kolejne dni mijały na treningu pod okiem dostojnego elfa. Dobrze wiedziała, kim jest przybysz, mistrz miecza z Hoeth, nie miała pojęcia ze ci zakonnicy potrafią walczyć równie dobrze innym orężem, co ich świętym rytualnym mieczem. Ten zaś nie mógł wiedzieć, kim jest Ettariel, a tym bardziej, że jej zwierzchniczką jest nie, kto inny jak głęboko skrywana tajemnicą córka najwyższego maga wieży, w której ten pewnie spędził całe swoje życie.

Dzięki diademie, który dostała w prezencie niegdyś od swej Pani, szybko dostrzegła możliwości jakie stworzył dla nie wyśmienicie wykonany długi miecz z błyszczącą w odcieniach zieleni klingą, oraz długa smukła tarcza. Nie była ona podobna ani do ludzkiej okrągłej czy też typowej trójkątnej, kształtem zbliżona była bardziej do elfickiej, choć i od niej obiegała nieco. Zwężana u góry i u dołu, z wycięciami na wysokości barku, które świetnie nadawały się do wypuszczania sztychów. Całość po środku zdobił piękny, wręcz ogromny, połyskujący kamień, który rozjaśniał nawet ciemność. Dwa dumnie wyglądające feniksy wykonane kunsztownie zdobiły całość a ich skrzydła zdawały się być niezniszczalne. Ilekroć ktoś uderzał w tarcze ta nawet nigdy nie jęknęła, ani zadrapania jedynie porażające błyski wydawały się jakby głosem ranionej duszy zaklętej w środku. Oczywiście nie jeden chciał kupić to cacko, lecz Ettariel wiedziała, że owy artefakt jest warty więcej niż cała ta przeklęta wyspa z flotą Natali, Królowej Piratów razem wzięta. Tego nie zrobił żaden elf, krasolód, tym bardziej człowiek.

Kolejna noc właśnie mijała na rozważaniach Ettariel nad światem, i całym tym planem, o którym mówiła tak zdawkowo Bel’Shenar: „Będzie o Nas głośno!” tak powiedziała, jak dotąd żadnych wieści. Obejmując kolana, kiwała się w zamyśleniu, gęsia skórka ogarnęła jej ciało, lubiała to uczucie, kojący chłód, jak bardzo jej tego brakowało. W pewnym momencie, jakby ktoś jej kazał (nie wiedziała czy to efekt diademu który tak kochała nosić, wydawać by się mogło że nigdy go nie ściąga) zwróciła wzrok w stronę fal. Lekko podnoszony na tafli wody coraz bliżej i bliżej posuwał się do niej piekny wachlarz, znała ten kształt bardzo dobrze. Wtedy tego dnia, z wyrzutami i wściekłością wyrzuciła go do morza by nic nie przypominało jej o Nim, o tym jedynym! Teraz pamiątka wróciła, Skąd mogła się tu znaleźć?

II
Do Najwyższego Patriarchy
Kolegium Magii Niebios

Panie, Potęzny blask, a właściwie jak domyślamy się słup energii wystrzelony w niebo został dostrzeżony z czterech niezależnych placówek badawczych. Ciągle staramy się zrozumieć zaistniały fakt. Gdy tylko nasza wiedza zostanie nieco rozświetlona, natychmiast złożę obszerny raport.

Starszy Inżynier, Absolwent kolegium Astronum

Z.W. Lodrey



III

Stała tam sama, nie było już odwrotu, zresztą, dokąd miała uciec? Cała wyspa płonęła, istny chaos panował na teym przeklętym lądzie. Głosy ludzi rozdzierających sobie wnętrzności i wyciągających jelita atakował ją z każdej strony. Szaleńcy wyłupywali sobie oczy, bądź wbijali miecze w gardło duszac się własną krwią. Inni ganiali w przerażeniu nie zważając na nic rozbijając łby o każdy mór, aż do nieprzytomności. Widok Matek, które podpalały żywcem swoje dzieci w kołyskach, tańcząc i bawiąc się dokoła, zdając sobie sprawę z czynów same zamieniały się w żywe pochodnie. Rozszalałe psy pożerały swych panów. Wiatr tylko wzmagał pożar…

Stała dokładnie przed nim, obrzydlistwo miało chyba ze cztery metry. Dokładnie przyjrzała się swemu przeciwnikowi długi język strzelał zamaszyście jak bicz, a szczypce mogłyby kruszyć najtwardsze wieże. Stwór wypowiadał jakieś słowa, które nie wiedzac, czemu nie działały na elficę. Wcielenie Slaanesh nie pojmowało jak jego wielka magia nie ima się tego słabego stworzonka. Pozostało jedynie rozszarpać drobną istotkę, demon z niezwykłą szybkością jakiej elfica po takim bydlaku mogła by się nigdy nie spodziewać zaatakował z furią szczypcami uderzając raz po raz. Stary dobry blok wywarł wrażenie na demonie. taki cios zgniótłby Człowieka z Norski pozostawiając po nim jedynie plamę, lecz nie tylko blok zbił z tropu pewnego siebie maga. Czół jak traci siły z każdym uderzeniem, im zajadlej walczy tym elfica zyskiwała więksża przewagę przechodząc z czystej defensywy do walki. N’Lakar szybkim ruchem wyciągnął szczypce by zgniesć swoją ofiarę (w która sam nieuchronnie się zmieniał), lecz Ettariel bynajmniej nie broniła się już, nie teraz, wyciagnowszy przed siebie miecz przedarła się przez całe ramie demona rozcinając je na dwie czesci bezwładnie konające i wierzgające z bólu. Demon pierwszy raz odczuł ból, nie znając wczesniej podobnego uczucia, załamał się i przykląkł, co było jego ostatnim aktem. Mroczne Słońce kontynuowała kombinację przecinając w wyskoku pachę, po czym odbiła się od kolana stworzenia, z którym przyszło jej walczyć. Wykonując przepiękny obrót w powietrzu uderzyła tarczą w klatkę demona przygwożdzając go i zadając śmiertelny cios w gardło.Jej oczy rozbłysły piękną zielenią na nowo, to ostatni widok, jaki miał przyjemność ujrzeć stwór slaasha – Głęboka zieleń oczu swego egzekutora.
Zdawać by się mogło ze Ogromny klejnot na tarczy dając oślepiające światło zassał do swego wnętrza demona. Miecz pulsował jak nigdy rozjarzał się głęboko to znowu gasnął.


-Panie!!!!! Powrócili…- To ostania myśl jaką demon wydał do przestrzeni swego pana nim oddalił się w nicość.

Nagle zbudziła się, na szczęście kojący chłód zawitał do jej sypialni nieco ja uspokajając. Nie pojmowała z tego snu nic… kto miał powrócić i co ona miała z tym wspólnego!?
Ostatnio zmieniony 20 lut 2010, o 18:20 przez Ice-T, łącznie zmieniany 3 razy.

Awatar użytkownika
Tullaris
Masakrator
Posty: 2177
Lokalizacja: Solec nad Wisłą

Post autor: Tullaris »

Ładnie już 5, tym razem chyba szybko pujdzie :) .
Tullaris Dredbringer was dying. He knew this, and he cared not.... At last, he knew the truth that Khain had tried to share with him all theas years, and it was glorius.
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."

Awatar użytkownika
Murmandamus
Niszczyciel Światów
Posty: 4837
Lokalizacja: Radom

Post autor: Murmandamus »

Czyli Aethis wraca zobaczymy czy uda się mu obronić tytuł czy skończy jak inni mistrzowie co powrócili.
zapraszam na Polskie Forum Kings of War

https://kow.fora.pl/

Yourself
Mudżahedin
Posty: 295
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Yourself »

Mam nadzieję że dojdę chociaż do pół finału bo ostatnio moim postaciom nie szło najlepiej :( (większość padała w pierwszej walce max drugiej)
matilizaki napisał:
Na brete

wybiegac biegaczem do przodu i wbijac sie od tyłu w kawalerie jak sie wyjdzie z tyłu

Varinastari
Masakrator
Posty: 2297

Post autor: Varinastari »

Terlarkar Upadły, dawny sługa Tego, Który Zmienia Drogi-Wight King

Zbroja-Ciężka (niegdyś Zbroja Chaosu, zniszczona przez Korr'a Wildhammera podczas walki na Arenie w Karak Vlag), Tarcza.
Broń: Miecz Długi
Dodatki: Przeklęta Broń
Cechy & Umiejętności: Precyzja w Uderzeniu
Wygląd:
Postać okryta jest brudnym, dziurawym płaszczem. Kaptur zakrywa twarz Terlarkara, z głębi którego spoglądają na świat dwoje gorejących zielonkawym ogniem oczu- jedyna część twarzy widoczna dla postronnych.

Historia:
Śmierć i życie. Nierozerwalnie ze sobą związane. Podobnie jak ewolucja i stagnacja. Nieskończony proces udoskonalania, będący zarazem źródłem stabilności. Apatia i nadzieja. Zgnilizna i Odrodzenie.
Nurgle i Tzeentch, zarówno bracia jak i wrogowie. Potęgi Entropii. Mroczny Bogowie. Ci, Którzy Zatriumfują nad Uniwersum. Najgorsze koszmary i najwspanialsze sny. I ich kukiełki, śmiertelni wyznawcy...

Terlarkar oczekiwał na karę. Zawiódł zarówno swego Pana jak i siebie. Jego dusza cierpieć miała wieczne katusze, skazana na niewyobrażalny ból, by w końcu zostać pożartą przez Wielkiego Mutatora. Nieskończone męki. Piekło bólu.
Bezsens
Gorycz
Desperacja!

Juuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuż czaaaaaaaaas śśśśśśśśśśśśśmiertelniku...........
Gdzzzzzzzzzzzzzzzzzzie nadzieja twa.................gdzie potęęęęęęęęęęęga, jaką ci obiecccccccccano?
Niiiiiiiiiiiiiiiiiiie zossssssssssstało ci niiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiic, unicesssssssstwionyś na wwwwwwwwwwwieki, a duuuuuuuuusza twa uuuuuumrze raaaaaaaaaazem zzzzzzzzz paaaaaaaamięcią o toooooooobieeeee.....
Taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak, mooooooooooooooooooooożemy jaaaaaaaaaaakoś teeeeeeeeeeemu zzzzzzzaaaraaaaaadziććććććććć....
Nieeeeeeechaj Mrrrrrrrrrok i Zaaaaaaaaaaagładddddddddddda będzieeeeeeee twwwwwwwą ostojąaaaaaaa!
Nieeeeeeechaj Móóóór i Zaaaaaaaaraza od dzisiaaaaaaj twyyyyyym jeeeeeeestestweeeeem będzie!
POKŁONY DLA OJCZULKA NURGLA!


Terlarkar Upadły, Siewca Zagłady Powrócił. Już nie jednak jako Wojownik Chaosu, lecz groteskowa kreatura, wyciągnięta żywce z koszmaru szaleńca. Podniszczona, pokryta brudem Zbroja Chaosu. Podrapana, pogięta tarcza. Wyszczerbiony miecz emanujący aurą apatii i smutku, wysysający życie z głupców, stających na drodze Upadłego.

Czas służyć w imię Pradziada Nurgla....
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Arena Śmierci. Sartosa....

Spod kaptura błysnęło zielonkawe światło. Umysł Upadłego został zalany falą wspomnień. Gorycz, ból, śmierć....Rozkład.
Okryta płaszczem postać spojrzała na swych sługów, członków plemienia Vargów.
Sartosa....
Łódźźźźźźźźźźźźź
Tak jest, o Mroczny!
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Upadły był nieśmiertelny. Niezależnie ileż to razy został pokonany i zniszczony, odradzał się wielokrotnie, by służyć Władcy Rozkładu jeszcze skuteczniej. Nie do końca żywy, lecz zdecydowanie nie martwy. Był niczym krocząca śmierć. Nieunikniony, nieubłagany.

Nadszedł czas sławić imię Zgniłego, uciszając na wieki wrogów Jego.
GLORIA INFECTIS
Ostatnio zmieniony 20 lut 2010, o 23:41 przez Varinastari, łącznie zmieniany 3 razy.

Awatar użytkownika
Ice-T
Kretozord
Posty: 1620
Lokalizacja: 8 Bila

Post autor: Ice-T »

na ile osób będzie arena?

BTW Aethis nie może mieć Hełmu bo to dodatek a ten ma już wybrany.

Mam pomysł na jeszcze jedna fajną postać :D

Awatar użytkownika
Master of reality
Oszukista
Posty: 833
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Master of reality »

Kapitan Rajmund Trawish (Kapitan DoW)
Broń:Prawa ręka: Szabla, Zamiast lewej ręki hak(używany jako broń z kategorii Pazury(jeśli tak można))
zbroja:Średnia
Dodatki:
Para pistoletów
Rum(mikstura sily)
Umiejętność:
Dobry refleks

Historia:
- Podaj mi jeszcze rumu czlowieku... Co? że niby mam już dość, dość będę miał w trumnie, Hehe...Tak mam zapłacić.... no... może będę miał....Hik... w kasztm będż razie mialbym gdyby nie te bydlaki.... moja załoga... ZDRAJCY, PARSZYWE KUNDLE... wyrzucili mnie, kapitna.. na środku oceanu.. Hik.. Co? Nie polej jeszcze.... Chcieli bym umarł na morzu w szalupie.... Ale ja się odegram...Hik.... ZABIJE TYCH ZDRAJCÓW.... Wygram arenę w Sartosie.... NI wierzysz?... HA zobaczysz WYGRAM I WYNAJMĘ ZAŁOGĘ PO STOKROĆ LEPSZĄ OD tamtych ZDRAJCÓW... I Odpłacę im .... TAK.. Im Wszystkim...HAHa... Ale teraz daj rumu...
I sold my soul for rock'n roll

Awatar użytkownika
Rasti
Wielki Nieczysty Spamer
Posty: 6022
Lokalizacja: Włoszczowa

Post autor: Rasti »

Że tak się zapytam, jak będzie się posługiwał parę pistoletów mając zamiast jednej ręki hak :D?

Varinastari
Masakrator
Posty: 2297

Post autor: Varinastari »

Użyje mocy.

Awatar użytkownika
Ice-T
Kretozord
Posty: 1620
Lokalizacja: 8 Bila

Post autor: Ice-T »

jak to zaciśnie spust zebami :D

Awatar użytkownika
kubon
Falubaz
Posty: 1048

Post autor: kubon »

Imię: Eldril (Wood Elf Wardancer)
Broń: Para mieczy jednoręcznych
Umiejetności: ekspert w walce
Dodatek: Duszki lasu

Eldril przemierzała puszczę szybkim biegiem. Pędziła do domu swej przyjaciółki – Altroni – elfiej wieszczki. Kiedy dotarła na miejsce, z gracją zwolniła kroku i powoli podeszła do wejścia. Wtedy usłyszała głos w swojej głowie ,, wejdź nie krempuj sie”...

Jeżeli jakiś człowiek zdołał w tym momencie zakraść się na polanię przy pięknym drzewie spostrzegł by dziwnie wyglądającą elfke o białych włosach, i dwóch mieczach skrzyżowanych na plecach. Ujrzał by jak wchodzi przez ukryte drzwi do domu magicznie ukrytym pod korzeniami drzew... Ale żaden człowiek nie mógł tego zobaczyć ponieważ żadna istota ludzka nie miała wstępu do puszczy, a żaden z elfów nie pozwolił by człowiekowi zbrukać świętej knieji.

- Witaj. - Powiedziała na wstępie wojowniczka
- Witaj Eldril – odrzekła jej wieszczka. - Podejrzewam, że wiem co cie do mnie sprowadza.
- Zapewne masz rację, jak zwykle. Przyszłam porozmawiać z tobą o moim mężu, wiesz co z nim?
- Niestety mam złe przeczucia. - Rzekła tajemniczo elfia czarodziejka. - Miałam wizję...


,,Imhol w swej małej enklawie trenował po raz ostatni przed walką. Traktował to jako rozgrzewkę przemykając pośród tego parku, robiąc uniki przed wyimaginowanymi ciosami i zadając ciosy wyimaginowanemu przeciwnikowi. Jego ruchy jawiły by się dla postronnego obserwatora jak nieznany acz płynny taniec. Gdy dodać do tego włócznię elfa był to taniec smierci. Elf wiedział że przeciwnikiem będzie wampir- znowu. I znowu krwawy smok. Ściął już dwóch? Zetnie i trzeciego . Najwyrażniej plotki o nich były nieco przesadzone aczkolwiek nie lekceważył ich umiejętności. Po prostu uważał że był lepszy. Elf przerwał trening i spojrzał na niebo. Słońce już stało wysoko co oznaczało że już czas nadszedł by udał się na arenę. Opuścił swoje sanktuarium i od razu poczuł smutek drzew że znów zostały same.
Na arenie jak zawsze wrzało. Publika oklaskiwała wkraczających wojowników. Revenar i elf zasłużyli sobie na miłość tłumów. Był to ćwierćfinał a więc tylko najlepsi pozostali już. Kto wygra a kto przegra nie wiedziano ale z przyjemnością i przejęciem oglądanu tu każdą walkę. Zwłaszcza że wielki finał zbliżał się coraz bardziej. Gdy zabił gong, Revenar opuścił lancę i ruszył do szarży. Imhol szybkimi krótkimi ruchami zainicjował taniec ostrzy ruszając na spotkanie nieumarłego bez strachu. Imhol zrabnym unikiem ominął lancę uderzając w wampira. Włócznia tancerza wojny przebiłą się przez kolczugę wbijając się w nieumarłe ciało. Krwawy smok odrzucił włócznię i dobywając miecza uderzył z góry by odgonić natręta. Elf odskoczył i zaatakował ponownie. Renevar teraz miał większą kontrolę nad przeciwnikiem niż w szarży i zadawał wprawne pchnięcia i cięcia. Jedno z nich drasnęło zwinnego Imhola raniąc go. Teraz byli kwita. Imhol nie przejął się raną i nieustawał w atakach starając się z prawej strony wampira bardziej atakować by ten miał trudniejsze zadanie by wybronić się tarczą. Zbroja główna okazała się na tyle wytrzymała że zniosła wszelkie ciosy które dosięgły Revenara. Ceną za zuchwalstwo była kolejna rana na ciele elfa. Revenar się uśmiechnął pod hełmem. Był w swoim żywiole a elf naprawdę dawał pokaz walki. To co od dawna mu prakowało to godny przeciwnik. Wampir przywołał swoją magię jednocześnie zadając ciosy. Wzmocnił swoją stal wyostrzając ją magią dhar. Kolejne cięcia spadły na Imhola a ten zmienił nagle styl i Revenar z zaskoczeniem odkryłłże elf porusza się niesamowicie szybko że nieomal jest niemożliwy do trafienia. Wampir przeszedł do defensywy okazjonalnie tylko pozwalając sobie na pojedyncze cięcie by przeciwnik się nie rozuchwalił zanadto. JEdno z nich zraniło Imhola w szyję powodując krwotok. Walka trwałą dalej. Imhol słabł ale wiedział że wampir w końcu ulegnie. Nawet teraz byłłw defensywie. Gdyby tylko nie ten niefortunny cios w szyję. Imhol musiał się spieszyć. Krwawy smok jednak był doskonałym swzrmierzem i odpieral każdy atak bezbłędnie lub ten rozbijał się na jego pancerzu. W końcu Imholowi zakręciło się w głowie od utraty krwi i zaprzestał ataków, to byłs wymarzona okazja dla wampira który najechał na niego koniem i precyzyjnym cięciem przez pierś powalił na ziemię. Elf padł bez krzyku lecz był martwy zanim dotknął ziemii. „

Altronia wyszła z transu i sopjżała na swą przyjaciółke. Była cała blada i z otwartymi ustami spoglądała na wieszczke. Eldril wstała i oparła się o ściane ciągle nie wierząc w słowa wieszczki. Nie mogła uwierzyć że jej ukochany poległ. Wiedziała ze robi głupio próbując odzyskać honor na ludzkich zawodach w wlace wręcz. Za chwile odzyskała zimna krew i spojrzała na Altronię.
- Jesteś pewna że zginą? - Pytała z niedowierzaniem Eldril
- Tak jestem pewna. Ale jak wiesz doszedł dosyć wysoko i miał szanse wygrać.
- Ale przegrał ! Odszedł do królestwa Loeca! Więc dołącze do niego !! - Eldril krzyczała i wyciagnęła miecz aby poderżnąć sobie gradło lecz wtedy na szybkie polecenie Altronii kilka korzeni wystrzeliło ze ścian łapiąc Wojowniczkę na ręce i nogi. Jej ręka została tak mocno ściśnięta że wypusciła miecz.
- Zostaw! - Krzyczała Eldril – Chcę się z nim spotkać!!
- Nie! Pójdziesz na kolejną edycję tych zawodów i pomścisz Imhola w wlacę. Jak przystało na prawdziwą Tancerkę Wojny !

Wtedy korzenie puściły a wojowniczka upadła na ziemię.
- Dobrze więc. Niech tak będzie – pomszczę go wygrywając te przeklęte zawody lub zginę i dołącze do niego w królestwie Loeca.

Eldril już podnosiła brań i chciała jak najszybciej wyjść.
-Czekaj ! - krzykneła na nią Altronia.- Nawet nie wiesz gdzie to jest
- Masz rację powiedz gdzie.
- Zawody te będą odbywać się na ludzkiej wyspie o nazwie Sartosa. Znajduje się ona na południu od Ather Loren. Będziesz musiała przejść przez ludzką krainę o nazwie Tilea a stamtąd znaleźć jakąś łódź alby dopłynąć do wyspy. I weź ze sobą prezent ode mnie. - Wieszczka wypowiedziała coś niezrozumiałego dla wojowniczki po czym z kąta pomieszczenia wyleciały trzy małe istotki. Eldril wiedziała co to. Były to Leśne Licha. Czasem psociły ale jednak pomagały temu przy którym się zadomowiły.
- Proszę. Będą ci pomagać w walkach i twojej wyprawie.
-Dziękuje ci. Teraz mogę wyruszać spokojna. Do zobaczenia w królestwie umarłych. - Po tych słowach Eldril Wybiegła z domu...


Elfia wojowniczka przemierzała lasy, góry i równiny a nawet morza aż dotarła do Wyspy Piratów – Sartosy. Już kiedy wchodziła zaczepił ją pewien człowiek w kapturze.
- Wiedziałem ze przybędziesz. Czekałem na ciebie. Jestem magiem, założycielem tych igrzysk. Choć za mną zapiszemy twoje uczestnictwo w zawodach. Eldril tylko się uśmiechnęła i podążyła zza magiem aby zapisać się i tym samy najpewniej skazując się na zgubę...
Ostatnio zmieniony 20 lut 2010, o 23:49 przez kubon, łącznie zmieniany 1 raz.
‎... And then God said 'Let metal bands have the most insanely awesome, twisted, kickass music videos known to man'.

And Satan said 'That's what I was thinking'.

Yourself
Mudżahedin
Posty: 295
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Yourself »

Ice-T pisze: BTW Aethis nie może mieć Hełmu bo to dodatek a ten ma już wybrany.
Sorry za niedopatrzenie już poprawiłem
matilizaki napisał:
Na brete

wybiegac biegaczem do przodu i wbijac sie od tyłu w kawalerie jak sie wyjdzie z tyłu

Awatar użytkownika
Tullaris
Masakrator
Posty: 2177
Lokalizacja: Solec nad Wisłą

Post autor: Tullaris »

No nie ociągać się, nie ociągać się, pisać histoyjki :P .
Tullaris Dredbringer was dying. He knew this, and he cared not.... At last, he knew the truth that Khain had tried to share with him all theas years, and it was glorius.
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."

Awatar użytkownika
kubon
Falubaz
Posty: 1048

Post autor: kubon »

No zapisywać się :P
ps. Tullaris tylko się nie mścij za poprzednia Arenę :mrgreen: :mrgreen:
‎... And then God said 'Let metal bands have the most insanely awesome, twisted, kickass music videos known to man'.

And Satan said 'That's what I was thinking'.

ODPOWIEDZ