Arena Śmierci(25)-Karak Osiem Szczytów

Wszystko to, co nie pasuje nigdzie indziej.

Moderatorzy: Fluffy, JarekK

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Warlock
Chuck Norris
Posty: 426
Lokalizacja: Kraków

Re: Arena Śmierci(25)-Karak Osiem Szczytów

Post autor: Warlock »

-Pierwsza czaszka już jedzie do Ciebie Khornie, Panie mój. Szkoda że to tylko czaszka czlowieka... - Pomyślał Wyrterion po walce i poszedł oglądać zmagania innych.

@ Wisnia : I tak nie sądzę aby demon wygrał tą arenę :wink:. Jeśli jednak tak się stanie to macie moje słowo że więcej demona nie zrobię :wink:
"Spam jest sztuką, której nikt nie potrafi zrozumieć" - Anyix

"Pan Bóg nie gra w kości" - Albert Einstein

"Bo gra w Warhammera!" - Sa!nt

Varinastari
Masakrator
Posty: 2297

Post autor: Varinastari »

Bardzo starałem się uczynić Heroldów grywalnymi, nie przeginając w obie strony. Słudzy Khorna to takie "glass cannony". Uderzają z siłą czołgu Imperialnego, lecz skomplikowanych strategii defensywnych u nich nie doświadczycie. Wszak posiadają minimalną ochronę przed ciosami wrogów, polegając jedynie na Demonicznej Łasce swych Mrocznych Lordów.

Wieczorkiem kolejna walka.

Awatar użytkownika
Morghur
"Nie jestem powergamerem"
Posty: 146

Post autor: Morghur »

Varg był niepocieszony wynikiem walki. Przeklęty demon zabił człowieka, a powinno być na odwrót. Jednak myśl, że to on może trafić na tego demona dodawała mu otuchy. Gdy demon pożerał wnętrzności tego Albionczyka Biały Wilk nie wytrzymał. Wstał, i najgłośniej jak tylko mógł zadarł się:
-Ty przeklęty pomiocie piekieł! Niech cię tylko kurwa dopadnę, to nic z ciebie nie zostanie. Potężny Ulryk jest silniejszy niż ten chłystek Khorn!
Po czym taranując wszystkich tych, którzy stanęli mu na drodze, opuścił arenę.
[CENTER]Obrazek[/CENTER]

Awatar użytkownika
Gokish
Księciunio
Posty: 8646
Lokalizacja: Bydgoszcz

Post autor: Gokish »

Huitzilopochtli spojrzał na tablicę i już wiedział , że ta walka powinna być łatwa. Nie takich ludzi zabijał w Lustrii . Wystarczy tylko zrzucić go z konia a potem to już wszystko pójdzie z górki.


*Nie jestem w domu a dostęp do neta słabiutki w górach mam więc póki co słabo się wkręcam ale od środy jestem i jak żyć będzie postać to posesjuje więcej :D

Awatar użytkownika
bagno
Powergamer Rozpiskowy
Posty: 35

Post autor: bagno »

(gwoli ścisłości, nie walczę na koniu)
Obrazek

Awatar użytkownika
Wisnia
Chuck Norris
Posty: 607
Lokalizacja: Battleground - Chodzież

Post autor: Wisnia »

Publiczność zamarła w bezruchu. Czeka z napięciem, by ujrzeć trzeci pojedynek...

:D

Varinastari
Masakrator
Posty: 2297

Post autor: Varinastari »

Walka numer III:
Rothash z Couronne vs Huitzilopochtli

Gdy nadciągała kolejna walka na Arenie Śmierci, nieco opóźniona z powodu bijatyki, jaka wybuchła pomiędzy zwolennikami martwego już Cuchulana i zwycięskiego Wyrteriona, na zewnątrz na dobre się rozpadało. Deszcz lał bez opamiętania, ożywiając niegdyś wartkie górskie strumyki i zmuszając widzów Areny do ukrycia się w dusznych salach Karak Osiem Szczytów. Zaiste, takiego deszczu nawet najstarsi mędrcy nie pamiętają!
Hrabia Albrecht zasępił się pociągnął solidny łyk wina. Miał paskudny humor. Lało od rano, co gorsze, najwyraźniej nie zamierzało przestać! Jeśli tak dalej pójdzie, straci więcej niźli zarobi na tej zasranej Arenie. Wszak zorganizowanie tego całego "przedsięwzięcia" nie należało do najtańszych. Na szczęście wielu gapiów zdążyło już przedrzeć się przez niebezpieczne górskie szlaki, by móc oglądać walki najlepszych z wojowników Starego ( i nie tylko!) Świata. Z nudów spojrzał na listę zawodników.
-Rothash z Couronne.....bretończyk? Dawno już nie gościli na Arenie mej! Schwarzdorf ziewnął ostentacyjnie i rozsiadł się wygodnie na fotelu. Nigdy nie rozumiał tych rycerzy. Błędnymi się nazywali? Prędzej obłędnymi! Hrabia od dawna zastanawiał się, jak można wierzyć w tak świetlane ideały jak honor, duma czy dobro. Wszak to w żaden sposób nie opłaca się nikomu! Na twarzy magnata wykwitł paskudny uśmiech. Tutaj, na Arenie Śmierci, nie liczyło się nic oprócz umiejętności walki. Póki będzie żył, dostarczać winien rozrywki tłumowi. A to oznacza jeno ukochane pieniążki dla Schwarzdorfa...
-Huitzilopochtli...na Czterech Bogów! Jak to się wymawia? Absolutnie nie brzmi znajomo. Hrabia zmarszczył brwi i pochylił głowę nad kartką papieru. Zaiste, wiem już! Jaszczuroczłek. Jeden z legendarnych potomków Pradawnych. Interesujące! Albrecht był pewien, iż ten egzotyczny wojownik przebył daleką drogę, by stawić czoła swemu przeciwnikowi, tutaj, na Arenie Śmierci. Ciekawiło go, co takiego sprowadzało jaszczura do opuszczonej krasnoludzkiej twierdzy.
-Nieważne- syknął. Liczą się zyski!

Rothash w tym czasie nie próżnował. W milczeniu żarliwie modlił się do Pani Jeziora, moknąc przy tym niepomiernie w deszczu. Nawet tutaj, w Karak Osiem Szczytów, nie znieść obecności takiej ilości plebsu skoncentrowanego w jednym miejscu. Wiedział, iż nadchodzi test zarówno jego umiejętności, jak i gorliwości. Honor nakazywał mu stawić czoła złu w otwartej walce tutaj, na Arenie Śmierci i pokonać je, zyskując przy tym sławę. Zaiste, Rothash cnym rycerzem był. Mimo, iż jego przeciwnik był pozbawionym emocji jaszczurem, zwyciężenie go zapewne przybliży bretończyka do ostatecznej nagrody, jaką jest łaska Pani.
Huitzilopochtli stał przed bramami Areny i wyczekiwał na sygnał. W głowie jaszczura przewijała się jeno jedna myśl. Słowa Pradawnych, wibrujące antyczną mocą i majestatem. Spoczywał na nim święty obowiązek. Plan Wielkich musi zostać wykonany, jego etapem zaś jest zwycięstwo Huitzilopochtli na Arenie Śmierci. Dla Saurusa powody, dla których inny tak tłumnie przybyli do Karak Osiem Szczytów, wydawały się błahe. Wszak nic nie jest ważniejsze niźli odzyskanie potęgi i powrót czasów, gdy Pradawni łaskawie spoglądali na swoje dzieci.

-No dalejże! Gdzie oni są?- syknął Hrabia.
-Niedługo nadejdą...- odpowiedział magnatowi cichy głos. Okryta szatami postać wystąpiła z cieni i chichocząc, chwyciła Schwarzdorfa za gardło. Albrecht zacharczał. Czuł, jak szpony demona wbijają mu się w gardło, powoli rozrywając skórę i mięśnie. Istota zachichotała i wywróciła Hrabiego na ziemię. Chwyciła go na głowę i zaciągnęła w mrok korytarzy Karak Osiem Szczytów. Po chwili nie słychać było już nic.

Tymczasem Rothash i Huitzilopochtli stanęli naprzeciw siebie na piaskach Areny. Saurus górował nad bretończykiem mimo tego, iż rycerz do mikrusów nie należał. Syknął i spojrzawszy się bladymi źrenicami na paladyna, wyciągnął swego bastarda. Sługa Pani stanął w pozycji obronnej, wyciągając tarczę i przygotowując się do walki. W milczeniu zmawiał ostatnią modlitwę do swej bogini. Zaiste, miał świadomość tego, iż mogą być to jego ostatnie modły!
Odezwał się gong, grzmiąc ponuro, odbijając się echem po starożytnych salach. Zaiste, nadchodzi kolejna walka Areny Śmierci!
Rothash ruszył w kierunku Saurusa, z modlitwą do swej bogini na ustach. Przeprowadził perfekcyjne cięcie mieczem, celując w nogę, by tylko w ostatniej chwili zmienić kąt uderzenia. Jaszczuroczłek próbował zasłonić się bastardem, lecz cios paladyna zaiste celnym był. Miecz wbił się w klatkę piersiową jaszczuroczłeka, lecz najwyraźniej nie uczyniło to żadnego wrażenia na Lustryjczyku. Jaszczur zawirował zwym bastardem nad głową i ciął przed siebie, starając się rozpołowić bretończyka jednym ciosem. Rothash błyskawicznie nastawił tarczą i przymknął oczy. Uderzenie było zaiste potężne, na tyle, iż tarcza Rothasa pękła, jemu zaś ręka zdrętwiała. Paladyn uśmiechnał się pod nosem i skontrował, wbijając ostrze w bok Saurusa. Ten jednak wydawał się całkowicie niewrażliwy na ból. Zasypał sługę Pani Jeziora ciosami, celując to w głowę, to w nogi, to w brzuch. Paladyn ledno trzymał się na nogach. Odskoczył i rzekł:
-Zaiste, na godnego przeciwnika trafiłem! Wiedz jeno, jaszczurko! Jam jest Rothash z Couronne, sługa Najświętszej z Pań, ręka Króla Leona!
Huitzilopochtli nie odpowiedział. Zaryczał jeno głośno i rzucił się na bretończyka, wymachując szaleńczo bastardem. Ten jednak tylko na to czekał. Mistrzowsko sparował cios saurusa i przeprowadził morderczą kontrę, trafiając w głowę swego przeciwnika. Ostrze wybiło parę wielkich, żółtawych kłów z pyska sługi Pradawnych i zaiste, wywołało i niego syk bólu. Jaszczur odskoczył na bok i chlasnął po nogach swym pokrytym małymi kolcami ogonem, wywracając rycerza na piaski Areny. Rothash próbował wstać, lecz Huitzilopochtli nie należał do głupców i w pełni wykorzystał niekorzystną pozycję, w jakiej znajdował się rycerz. Opuścił swój bastard w dół, celując w szyję paladyna. Ten, widząc zbliżające się do niego ostrze, desperacko machnął swą bronią. Zaiste, zapewne sama Pani Jeziora prowadziła jego dłoń. Ostrze bretończyka wbiło się z niemiłym chrzęstem w nogę saurusa, odcinając stopę od reszty ciała. Jaszczuroczłek ryknął z bólu i straciwszy równowagę, padł na ziemię. W agonii rzucił się na leżącego obok Rothasha. Umięśnione ręce saurusa chwyciły paladyna za hełm, starając się zgnieść go i zarazem zmiażdżyć głowę, która się za nim kryła. Rycerz jednak zachował zimną krew. Intonując pieśń ku chwale Wiecznie Młodej, wbił ostrze w pierś Huitzilopochtli'a, przebijając go na wylot. Jaszczur zwiotczał. Drżąc spazmatycznie, wydał z siebie ryk bólu. Po czym skonał, przygniatając rycerza swym masywnym cielskiem.

Awatar użytkownika
Warlock
Chuck Norris
Posty: 426
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Warlock »

Buahahaha oczywistym było że człowiek pokona jaszczurkę - krótko skomentował Demon posilając się przy tym wnętrznościami jednego z banitów, za którego wyznaczono nagrodę.
"Spam jest sztuką, której nikt nie potrafi zrozumieć" - Anyix

"Pan Bóg nie gra w kości" - Albert Einstein

"Bo gra w Warhammera!" - Sa!nt

Awatar użytkownika
Whydak
Chuck Norris
Posty: 625
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Whydak »

Jaszczurka silna być ale nie mieć dobrej zbroi, nie powinien bez niej walczyć głupiec. Teraz moja kolej, czas się przygotować.
Keineth skończył rąbać ławkę przed nim i ruszył do karczmy uzupełnić poziom alkoholu w organizmie bo przez 2 dni siedzenia na arenie i rąbaniu ławek, już prawie wytrzeźwiał i miał nieziemskiego kaca.
Nie przejmował się przyszłą walką bo wierzył w genialność swojego planu "Podejść i rozciąć na pół"

Awatar użytkownika
bagno
Powergamer Rozpiskowy
Posty: 35

Post autor: bagno »

Rothash wygrzebując się spod cielska jaszczura, dziękował Pani za opiekę podczas walki.
Trzeba było przyznać, na arenie spotkał najtrudniejszego przeciwnika z jakim dotąd walczył, w całym swoim życiu.
Zsunął pognieciony hełm i wziął do reki resztki swojej tarczy.
-Trzeba będzie odwiedzić kowala.
Rzucił półgębkiem kierując swe kroki do wyjścia, nie zwracając uwagi na ogłuszającą wrzawę która rozpętała się na trybunach.
Obrazek

Awatar użytkownika
Przemcio
Postownik Niepospolity
Posty: 5334

Post autor: Przemcio »

Gunther oglądał 2 walki na arenie bez zbytniego zainteresowania... z góry znał wynik. Był pewny, że człowiek szybko polegnie z ręki demona. Co do Saurusa to pomimo jego siły był pewny, że powolny gad zginie z ręki bretończyka.
We Bust in, Fight Through the Carnage, let the BOOMSTIK do the Talking...

nindza77
Wodzirej
Posty: 770
Lokalizacja: Animosity Szczecin

Post autor: nindza77 »

-Ha! Słabi szybko ginąć!- Zaryczał z radości ork. Był wielce zadowolony, że do kolejnej rundy przechodzą póki co sami silni przeciwnicy, z którymi stanąć do walki może jak równy z równym. Zupełnie nie to co ta wiedźma... W tej chwili wiedział już, że chce spotkać się na arenie z demonem. Nie walczył nigdy z demonem. Krzywe ryło uśmiechnęło się obrzydliwie. Nieważne na kogo trafi i tak zmiecie go z powierzchni areny. Rozłupie kolejną czaszkę i kolejny mózg wypłynie na piasek areny. Póki co jednak miał zamiar obejrzeć wszystkie kolejne walki. Obserwować jak walczą przeciwnicy i wyciągać z tego odpowiednie wnioski. Obserwowanie tych walk również odrobinę uspokajało orka i tlumiło wściekłość. Wiedział czemu karzą mu czekać, ale czekać nie chciał. -Z drogi skurczygobliny!- Ryknął przetrącając przechodniów w drodze do karczmy po wiaderko pitnego miodu.
Natomiast wszystkim prawicowym purystom ideologicznym, co to rehabilitują nacjonalizm, moge powiedziec że odróżanianie nacjonalizmu od faszyzmu, przypomina poznawanie rodzajów gówna po zapachu;-)).

Awatar użytkownika
Wisnia
Chuck Norris
Posty: 607
Lokalizacja: Battleground - Chodzież

Post autor: Wisnia »

Dajesz Var, czekamy na IV bijatykę! :)

Varinastari
Masakrator
Posty: 2297

Post autor: Varinastari »

Rekompensata za czekanie nadciąga- właśnie piszę DWIE walki :wink: Niebawem wkleję takowe :wink:

Varinastari
Masakrator
Posty: 2297

Post autor: Varinastari »

Walka numer IV:

Oliver von Ahresdorf vs Keineth Niepokonany

-Na wszystkich plugawych bogów! Widział ktoś Hrabiego Albrechta?!- wydarł się von Turmich, prawa ręka Magnata, kasztelan Krankapfell.
Strażnicy zaś odpowiedzieli mu milczeniem i wzrokiem umierającego niedźwiedzia..
-Panie! Wieść niesie, iż ostatnio widziano go w okolicach pieczary XIV!- odezwał się jeden z bystrzejszych najemników, Gustav. Wszak należał do nielicznych z wybrańców, który potrafili czytać i pisać. Ba! Nawet nie kaleczył przy tym języka. Zbytnio.
-Heh! Niezły dowcip zaserwował nam nasz Hrabia!- odwarknął Turmich. Pieczara XIV....Niech to szlag! Przecież to Sale Ostatniego Oddechu! Wejście na dolne piętra Karak Osiem Szczytów! To miejsce zostało przecież zagrodzone i zapieczętowane!
Strażnicy mruknęli porozumiewawczo.
-Panie...Hrabia nie był sam.
-Cóż to? Nie mógł znaleźć sobie innego miejsca dla swoich band ladacznic? Wrażeń szuka?!- syknął w odpowiedzi kasztelan.
-Nie, Panie. Był z nim ten....człowiek. Ów jegomość w kapturze.
Usłyszawszy to von Turmich głośno wciągnął powietrze i zmrużył oczy.
- Najwyraźniej Hrabia ma tam jakiś interes. Nie nam jest mu w nim przeszkadzać!
-Ależ Panie..słyszeliśmy wrzaski dobywające się z dolnych partii sal. Straszliwe krzyki. Pełne bólu!- jęknął jeden z najemników.
Kasztelan spojrzał na sługę Hrabiego i uśmiechnał się. Uczynił to na tyle paskudnie i nieszczerze, iż reszta kompanii najemnych cofnęła się pod ścianę. Po czym zarechotał.
-Głupcy! Czyż nie jesteście pojąc tak prostej i oczywistej rzeczy?! Czy wasze puste łepetyny potrafią ogarnąć, iż Hrabia NIE JEST JUŻ wśród żywych? Ah! Wy NIE WIECIE kim był ten zakapturzony "sojusznik" Hrabiego, prawda?
Milczenie okazało się wystarczającą odpowiedzią.
Zatem słuchajcie, gdyż powtarzać się nie zamierzam! I nie powtarzajcie tego nikomu, pod żadnym pozorem! Ryzykujecie życiem...I nie tylko.
Kasztelan Krankapfell usiadł na kamiennej ławie, na której niegdyś przesiadywały zmęczone codzienną pracą krasnoludy i począł mówić.


-Wieku temu w miejscu, gdzie teraz leży Krankapfell znajdowała się malutka wioska. Zamieszkiwali ją prymitywni barbarzyńcy, którzy jeszcze długo przed czasami Sigmara stanowili plemnię odszczepieńców. Służyli dziwnym i przerażającym mocom. Prowadzili ciągłe wojny z okolicznymi wioskami, zabijając innych dla samej radości zabijania. Czynili to zaś w sposób okropny. Pojmanym wyrywano po kolei kończyny, wypruwano wnętrzności i wbijano na pale. Lecz zaiste, jeśli na świecie istniała wtedy namiastka sprawiedliwości, stało się jej zadość. Plemię zostało zniszczone przez koalicję okolicznych ludów, wymordowane do ostatniego wojownika, wioska zaś złupiona i spalona do ziemi. Zaiste, z wielkim trudem można doszukać się w annałach historii wzmianek o tym potwornym ludzie. Jednak na tym historia się nie kończy. Gdy ostatni z wojowników dygotał w agonii, przeklnął te ziemie i swoich oprawców. Zaiste, potęgę musiały mieć jego ostatnie słowa, gdyż niebo odtworzyło się, rzeki spłynęły krwią a Byty, którym złe plemię oddawało cześć pochłonęły duszę zwycięzców i na zawsze skażyły Drakwald swą obecnością.
Strażnicy spojrzeli po sobie.
-Panie, jaki ma to..
-Milcz! Nie skończyłem wszak!
Gdy Hrabia Schwarzdorf radował się z przyznanych mu przez Imperatora ziem, Ja, stary pan tych włości, wiedziałem iż nie wróży to nic dobrego. Albrecht był chciwy. Niepomiernie chciwy, wiecznie szukający okazji, by zarobić. Dlatego też zdecydował się zorganizować Arenę Śmierci. Lecz wiedzcie jedno- nie należał do głupców. Gdy tylko dowiedział się o tym, iż ziemie jego przeklętymi są, począł szukać kogoś, kto dowie się jak najwięcej na temat Krankapfell i, jeśli to możliwe, odczyni klątwę. Długo i owocnie szukał. Pierwszym tym, który próbował odwrócić klątwę, był czarodziej Kolegium Jadeitu. Słuch po nim zaginął, gdy zniknął w mrokach boru. Po nim przybyła grupa akolitów Kolegium Bursztynu pod wodzą Mistrza Grahiusa, jednego z najznakomitszych przedstawicieli tego zakonu. Zjadł ich Troll, który przypadkiem przypałętał się w okolice wioski, zwabiony porykiwaniami tych owłosionych imbecyli. Był też Herr Feuerlicht, adept Kolegium Płomienia. Po spaleniu przez niego karczmy, stajni i paru przypadkowych wieśniaków wydarzył mu się...wypadek. I tak wymieniać mógłbym jeszcze długo. Hrabia był zdesperowany. Począł szukać innych sposobów na odwrócenie klątwy. W końcu jego błagania zostały wysłuchane. Pewnego dnia nawiedził go pewien jegomość. Tak jest, widzieliście go. Obiecał odwrócenie klątwy, lecz miał otrzymać coś w zamian. Co takiego oczekiwał od Hrabiego? Tego nie wiem. Lecz teraz, gdy Schwarzdorf zniknął w otchłaniach Karak Osiem Szczytów, chyba sami możecie się domyśleć. Sprawa jest zakończona. Hrabia zapłacił. Najpewniej swym życiem. I duszą.
Najemnicy zadrżeli.

Oliver spojrzał krytycznie na swą Rusznicę. Szczyt myśli inżynieryjnej Imperium błyskał wesoło, odbijając płomienie z kominka karczmy. Człowiek rozsiadł się wygodnie i ziewnął. Długo już czekał na walkę swą! Słudzy Hrabiego tłumaczyli się trudnościami logistyczno-organizacyjnymi, lecz bystry Kapitan wiedział, iż chodziło o coś zupełnie innego. Sam słyszał pogłoski, jako by organizator Areny zaginał. Nie przeszkadzało to jednak Von Ahresdorf'owi. Miał okazję wypocząć po długiej podróży do Karak Osiem Szczytów i obejrzeć nieco słynne Karak Osiem Szczytów. Nadziwić się nie mógł, jak możliwym było zamieszkiwanie pod powierzchnią ziemi. Mimo, iż Dawi należeli do wiernych sojuszników Imperium, czasem wydawali mu się naprawdę dziwni. Lecz cóż, sami muszą przyznać, iż to MY, ludzie, przewyższyliśmy ich technologicznie!
Oliver zachichotał. Przypominał sobie wyrazy twarzy krasnoludzkich inżynierów, goszczących w Nuln, gdy ujrzeli metalowego molocha, jakim był Czołg Parowy. Pamiętał, jak nerwowo notowali zasięgi wyśmienitych strzelb i rusznic, produkowanych specjalnie na front. Roześmiał się szczerze, gdy przewinął mu się przed oczyma widok "Mistrza z Karak Hirn", który zemdlał na widok mechanicznego kocyka rodem z Nuln! Człowiek uśmiechnał się pod nosem. Niedługo będzie miał okazję wypróbować jedną z najbardziej śmiercionośnych broni zasięgowych w całym Imperium!

Tymczasem Keineth ślinił się z wysiłku, próbując przypomnieć sobie, gdzie znajdują się wrota prowadzące na Arenę. Masywny Wojownik Chaosu zaiste do najbystrzejszych nie należał. Od paru godzin błąkał się po salach Karak Osiem Szczytów, nie mogąc znaleźć nawet karczmy! Zdarzyło mu się dotrzeć do dolnych partiach twierdzy ( choć sam zaiste zbyt tępy był, by zdać sobie z tego sprawę) i wytłuc małe plemię nocnych goblinów, przy okazji rozwalając parę ścian, demolując kilka posągów i ścierając sobie niemalże na strzępy swój hełm, który szorował po niskim stropie krasnoludzkiej fortecy( oczywiście nasz tytan intelektualny nie wpadł na to, by schylić się). Teraz jednak, zwabiony odgłosem gongu, z rykiem rzucił się ku jednemu z tuneli, starając się jak najszybciej dotrzeć do Areny Śmierci. Czy los mu sprzyjał? Czy Mroczni Bogowie, znudzeni jego głupotą, wskazali mu drogę? Tego raczej się nie dowiemy, co nie zmienia faktu, iż masywny wielkolud dotarł na miejsce na czas.

Gdy nadszedł czas, obaj zawodnicy stanęli na piaskach Areny naprzeciw siebie. Wielki i dyszący z nienawiści Wojownik Chaosu spojrzał na malutkiego przy nim Oliviera i zarechotał idiotycznie:
-Ha ha ha ! Głupi człeku! Na kawałki cię rozerwę! NA KAWAŁKI SŁYSZYSZ? NIC Z CIEBIE NIE ZOSTANIE! CIĄŁ CIĘ BĘDĘ TAK DŁUGO, AŻ...aż....AŻ CIĘ ROZETNĘ, ROZUMISZ!? NA PÓŁ!
Ahresdorf zerknął na swego przeciwnika i głośno wciągnął powietrze. Masywne bydle górowało nad nim niczym wielka, kolczasta ( i wyjątkowo cuchnąca) statua. Kapitan chwycił w ręce swą niezawodną rusznicę i odpowiedział cicho:
-Na nic ci te przechwałki, plugawcze! Jam jest Oliver von Ahresdorf! Dzisiaj twe życie skończy się na tej Arenie!
Wtem ktoś na miejscu, gdzie wcześniej siedział Hrabia Schwarzdorf wstał i machnął ręką.
-Zaczynajcie! - ryknął tłum.

Keineth nie potrzebował więcej zachęty. Wzniósł swój topór za głowę i rycząc wściekle, rzucił się w kierunku Kapitana Imperium. Oliver w tym czasie uśmiechnał się tylko. Wiedział, iż wielki olbrzym stanowi doskonały cel.
-Heh, podziurawię Cię jak ser, głupcze!
Po czym wycelował swą Eksperymentalną Hochlandzką Rusznicą, zmrużył oko i nacisnął spust. Czas jakby zwolnił..
Tego dnia widzowie Areny mieli dane obejrzeć niezwykłe widowisko. Już od paru dni szeptano, iż jeden z uczestników Areny posiada broń godną samych Bogów! Plującą ogniem i ołowiem metalową bestię, zdolną powalić ogra jednym strzałem. Na trybunach siedziało nawet kilku bardziej ( lub mniej) znanych Strzelców Wyborowych, którzy przybyli zobaczyć na własne oczy działanie prototypu "Annihilatora Frau Helgi v.100b, tudzież znanemu węższemu gronu osób jako Eksperymentalną Hochlandzką Rusznicę.

Keineth w tym czasie zbliżał się, wykrzykując imiona Mrocznych Bogów, starając się za wszelką cenę żadnego z nich nie pomylić..
-KH....KHOOO...KHRONE! .....NUU...NUGRLE!......SLAA...SLAANASH!..TZ.......TZAAANTCH!
Widział człowieka, który wycelował do niego z jakiejś metalowej rurki. Wywołało to jeno uśmiech ze strony Wojownika Chaosu. Gardził bronią dystansową ( zapewne dlatego, iż był zbyt tępy, by używać takowej) i uważał ją za broń słabeuszy. Idealnie pasującą do zasranych południowców! Obiecał sobie, iż jak tylko dorwie tego śmierdziela, osobiście.....osobiście....
Chaosyta zagryzł zmutowane wargi. Co on do cholery miał mu zrobić?

Wtem rozległ się huk. Grad kul i żelastwa poleciał w kierunku Wojownika Chaosu, zbliżając się do niego z nieprawdopodobną prędkością. Oliver zmrużył oczy. Wiedział, iż za chwilę będzie po wszystkim. Zaiste, przeliczył się i to straszliwie.
Kule uderzyły Keinetha i odbiły od niego niczym groch od pancerza, rozsypując się po ziemi. Kapitan wybałuszył oczy.
-Niemożliwe...- syknął. Te kule są w stanie podziurawić pancerz Czołgu Parowego! Jak to możliwe, iż ten bydlak jeszcze żyje?!
Niestety, nie dane mu było zastanawiać się dłużej nad losem swego oponenta. Wojownik-Idiota błyskawicznie znalazł się przy Kapitanie i ciął toporem w dół, celując w głowę. Oliver odskoczył na bok i skontrował, celując swym mieczem w korpus Chaosyty. Ostrze ze zgrzytem ześlizgnęło się po piekielnej zbroi Keinetha, nie czyniąc mu krzywdy. Czempion Chaosu z rykiem zawirował toporem nad głową i błyskawicznie pchnął styliskiem ostrza w twarz Ahresdorf'a. Olivier próbował odskoczyć na bok, lecz Wojownik Chaosu wykazał się niespotykanym( u niego) sprytem. Sam również postąpił krok w bok i z całej siły rąbnął toporem od boku. Kapitan spojrzał na pędzące ku niemu ostrze. Wiedział, iż uskoczyć nie zdąży. Musiał parować. Wyciągnął błyskawicznie ostrze i skierował je na spotkanie czarnemu toporowi Keinetha.
Rozległ się metaliczny dźwięk, po chwili zaś krzyk. Topór Dwuręczny Wojownika Chaosu przebił wpierw ostrze, które nie zdołało go zatrzymać, potem klatkę piersiową Oliviera. Keineth zaryczał triumfalnie i rąbnął na skos z całej siły, dosłownie...rozcinając Ahresdorf'a na pół.
Tłumy zawyły.
Keineth spojrzał na truchło Imperialnego Kapitana i zarechotał. Już przypomniał sobie, co miał z nim uczynić. Wtem drgnął i warknął pod nosem. Coś było nie tak.
Czuł okropny ból, pulsujący w jego głowie. Wrzasnął wściekle i padł oszołomiony na kolana. Po paru strasznych chwilach wstał i otworzył oczy. Spojrzał na świat otaczający go z niespotykaną wcześniej u niego inteligencją. Czuł, iż Mroczni Bogowie docenili jego wysiłki i zesłali mu dar w nagrodę za godną walkę w Ich imieniu. Odwrócił się do publiczności, zasalutował jej i opuścił piasku Areny. Widownia patrzyła się za nim z przerażeniem. Rzadko kiedy, zaraz po walce, wygranemu wyrasta z boku druga głowa....

Komentarz od Autora:
Cosik się zeszło. Lecz tym razem postanowiłem nieco podwyższyć sobie poprzeczkę. Miłego czytania :wink:
Ostatnio zmieniony 5 sie 2010, o 12:28 przez Varinastari, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
bagno
Powergamer Rozpiskowy
Posty: 35

Post autor: bagno »

ładnie, ładne opisy aczkolwiek... trochę za dużo tych "zaiste", ostatnio nie uważasz?
Obrazek

nindza77
Wodzirej
Posty: 770
Lokalizacja: Animosity Szczecin

Post autor: nindza77 »

bagno pisze:ładnie, ładne opisy aczkolwiek... trochę za dużo tych "zaiste", ostatnio nie uważasz?
True... to brzmi fajnie raz na jakiś czas, ale nie co drugie zdanie :)
Natomiast wszystkim prawicowym purystom ideologicznym, co to rehabilitują nacjonalizm, moge powiedziec że odróżanianie nacjonalizmu od faszyzmu, przypomina poznawanie rodzajów gówna po zapachu;-)).

Awatar użytkownika
Whydak
Chuck Norris
Posty: 625
Lokalizacja: Kraków

Post autor: Whydak »

-Ja być niepokonany !
- Ja też !
Z dwóch gardeł wydobył się głośny krzyk i wojownik opuścił arenę. Miał teraz dosłownie dwa razy większe zdolności intelektualne co w połączeniu z jego siłom mogło być dość groźne.
Zrezygnował z oglądania następnych walk i udał się przed siebie w celu znalezienia hełmu na jego nowy dar od bogów.

Opis boski =D> pomysł z mutacją ciekawy (będą dialogi z samym sobą :mrgreen: )

Varinastari
Masakrator
Posty: 2297

Post autor: Varinastari »

Faktycznie, parę powtórzeń się wdarło. Następnym razem będę bardziej uważał na użyte słowa. Choć to chyba godzina, o której pisałem AŚ, miała na to pewien wpływ :P
Anyway, kolejna walka przed 20tą.
Trza braki nadrobić.

PS. edytowałem posta, wywalając 90% "zaiste" i "zatemów".
Ostatnio zmieniony 5 sie 2010, o 14:54 przez Varinastari, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Morti
Mudżahedin
Posty: 345
Lokalizacja: Wrocław

Post autor: Morti »

Czas zobaczyć innego wampira w walce. To moze być godny przeciwnik. - Wmapir udał się na arenę aby obejrzec kolejną walkę.

ODPOWIEDZ