Arena Śmierci(25)-Karak Osiem Szczytów
Re: Arena Śmierci(25)-Karak Osiem Szczytów
Skeggi Pogromca, Dwarf doomseeker vs Takeda Ieyasu
Nastał czas aby wyłonić ostatniego uczestnika pół finałów, a w walce o to kto miał tym półfinalistą zostać zmierzyć się mieli wampir z Krwawych Smoków i krasnoludzki Zabójca walka zapowiadała się więc emocjonująco.
Skeggi wstąpił już na arenę i tym razem był zadowolony, gdyż walczyć miał z jakiś umarlakiem, a nie jak poprzednio z Krasnoludem. Cieszył się już na myśl tego, że zaraz będzie mógł rozpłatać wstrętne nieumarłe truchło. Ścisnął mocniej swoją nietypową broń i był już gotowy do walki.
Takeda Ieyasu także wszedł na arenę jak zwykle był skoncentrowany, jak perfekcyjny wojownik. Zarówno filozofia samurajów jak i Krwawych Smoków dążyła do perfekcji w walce więc Takeda nie mógł sobie pozwolić na najmniejszy błąd. Spojrzał się na swego przeciwnika i pomyślał –Ciekawę jaką walę zapewni Mie ten pokurcz- Choć z drugiej strony przypomniał sobie, że jest on jednym z zabójców więc stracie może być ciekawe –Hmm dawno nie próbowałem Krasnoludzkiej krwi zobaczymy jak będzie smakować- pomyślał na koniec.
Wtem padł sygnał rozpoczynający stracie Takeda ruszył momentalnie na przeciwnika dobywając swoich katan, lecz nie obciążony zbroją krasnolud nie ustępował zbytnio wampirowi szybkością. Ostrze topora na łańcuchu momentalnie zakręciło się w okuł zabójcy. Takeda już przygotowywał serię morderczych cięć lecz musiał odskoczyć przed wirującym ostrzem, Skeggi widząc wahania przeciwnika skoczył do przodu i wyprowadzając szaleńcze ataki. Takeda przez chwilę został zmuszony do defensywy lecz tylko na chwilę, odskoczył ponownie na odpowiednią odległość wyczekała, aż krasnolud uderzy i monet lnie skoczył na jego lewą stronę. Jednocześnie ostrze katany trafiło w topór i odbiło je w bok, a drugie ostrze pomknęło w kierunku serca Krasnoluda, ten jednak uchylił się w ostatnim ułamku sekundy i ostrze minęło go o milimetry. Ostrze topora na łańcuchu to taka fajna broń, u której można szybko zmienić kierunek lotu o czym szybko przekonał się Takeda bowiem w chwili gdy ciął drugą klingą, Skeggi zamachnął się ponownie łańcuchem i wyprowadził cios omijając katanę i gdy wampir miał poprawić atak pierwszą klingą otrzymał mocny cios w udo. Wampir odskoczył momentalnie, a Skeggi ruszył do wściekłego ataku szaleńczo machając swym toporem na łańcuchu. Krwawy Smok znalazł się w defensywie, ale on lubił kontratakować. Uchylił się przed jednym ciosem i skrócił dystans, Zabójca w tym momencie zadał kolejny cios tym razem w nogi wampira, a ten na to tylko czekał. Wyskoczył w górę, a ostrze topora przecięło powietrze tam gdzie przed chwilą znajdowały się jego stopy, z tym, że jedna z nich opadła i stanęła na tym ostrzu, które zaryło w piasku. Seggi szarpnął łańcuchem chcąc wywrócić wampira, lecz ten podskoczył do góry uniemożliwiając to, jednocześnie korzystając z tego, że krasnolud jest bezbronny zadał dwa mordercze cięcia. Katany zagłębiły się w ciało krasnoluda, zadając dotkliwe rany, jednocześnie ostrza wyssały energie z krasnala, przekazując ją Takedzie. Skeggi padł ciężko ranny, bul nie był mu obcy, lecz coś pozbawiło go sił. Na szczęście była mikstura którą szybko wypił i w jednej chwili odzyskał siły, jednocześnie wstają i uchylając się przed ciosami które miały go dobić. Takeda zdziwił się, że jego przeciwnik wstał, zobaczył że jego rany zabliźniają się, -Cóż- pomyślał – Trzeba będzie się lepiej postarać, i ruszył na przeciwnika, Skeggi w tym momencie także przystąpił do wściekłego ataku. Wymiana morderczych ciosów trwała chwilę, lecz wampir znów nie docenił szybkości topora i otrzymał cios w ramię, zbroja ochroniła go w miarę, lecz musiał się cofnąć. Zabójca znów ruszy „za ciosem” chcąc rozprawić się z paskudną pijawką, ale Takeda był tym razem rozważniejszy, wyczuł tempo ataku i skrócił dystans schodząc na lewą stronę. Skeggi zmienił kierunek uderzenia topora i trafił Takede wybijając mu jedną katanę z ręki, dla nieumarłego samuraja to nie miało teraz żadnego znaczenia bowiem druga Katania cięła krasnoluda dotkliwe w kostkę, powodując upadek krasnoluda. Takdea bezwzględnie wykorzystał zaistniała sytuacje i wbił swą katanę w plecy Zabójcy przebijając serce, a następnie przystąpił do krwawej uczy.
Mój komentarz do walki: Według mojej mechaniki, katana to taka fajna broń która dział tnie jak dwurak, ale bonusy do inicjatywy ma takie jak zwykły miecz. Minusem jest to, że gorzej radzi sobie z celami opancerzonym natomiast jest morderczo skuteczna przeciwko nieopancerzonym, stąd wynik walki.
W półfinale zmierzą się:
Wyrterion Okrwawiony vs Rothash z Couronne
Lysanis von Heima vs Takeda Ieyasu
Nastał czas aby wyłonić ostatniego uczestnika pół finałów, a w walce o to kto miał tym półfinalistą zostać zmierzyć się mieli wampir z Krwawych Smoków i krasnoludzki Zabójca walka zapowiadała się więc emocjonująco.
Skeggi wstąpił już na arenę i tym razem był zadowolony, gdyż walczyć miał z jakiś umarlakiem, a nie jak poprzednio z Krasnoludem. Cieszył się już na myśl tego, że zaraz będzie mógł rozpłatać wstrętne nieumarłe truchło. Ścisnął mocniej swoją nietypową broń i był już gotowy do walki.
Takeda Ieyasu także wszedł na arenę jak zwykle był skoncentrowany, jak perfekcyjny wojownik. Zarówno filozofia samurajów jak i Krwawych Smoków dążyła do perfekcji w walce więc Takeda nie mógł sobie pozwolić na najmniejszy błąd. Spojrzał się na swego przeciwnika i pomyślał –Ciekawę jaką walę zapewni Mie ten pokurcz- Choć z drugiej strony przypomniał sobie, że jest on jednym z zabójców więc stracie może być ciekawe –Hmm dawno nie próbowałem Krasnoludzkiej krwi zobaczymy jak będzie smakować- pomyślał na koniec.
Wtem padł sygnał rozpoczynający stracie Takeda ruszył momentalnie na przeciwnika dobywając swoich katan, lecz nie obciążony zbroją krasnolud nie ustępował zbytnio wampirowi szybkością. Ostrze topora na łańcuchu momentalnie zakręciło się w okuł zabójcy. Takeda już przygotowywał serię morderczych cięć lecz musiał odskoczyć przed wirującym ostrzem, Skeggi widząc wahania przeciwnika skoczył do przodu i wyprowadzając szaleńcze ataki. Takeda przez chwilę został zmuszony do defensywy lecz tylko na chwilę, odskoczył ponownie na odpowiednią odległość wyczekała, aż krasnolud uderzy i monet lnie skoczył na jego lewą stronę. Jednocześnie ostrze katany trafiło w topór i odbiło je w bok, a drugie ostrze pomknęło w kierunku serca Krasnoluda, ten jednak uchylił się w ostatnim ułamku sekundy i ostrze minęło go o milimetry. Ostrze topora na łańcuchu to taka fajna broń, u której można szybko zmienić kierunek lotu o czym szybko przekonał się Takeda bowiem w chwili gdy ciął drugą klingą, Skeggi zamachnął się ponownie łańcuchem i wyprowadził cios omijając katanę i gdy wampir miał poprawić atak pierwszą klingą otrzymał mocny cios w udo. Wampir odskoczył momentalnie, a Skeggi ruszył do wściekłego ataku szaleńczo machając swym toporem na łańcuchu. Krwawy Smok znalazł się w defensywie, ale on lubił kontratakować. Uchylił się przed jednym ciosem i skrócił dystans, Zabójca w tym momencie zadał kolejny cios tym razem w nogi wampira, a ten na to tylko czekał. Wyskoczył w górę, a ostrze topora przecięło powietrze tam gdzie przed chwilą znajdowały się jego stopy, z tym, że jedna z nich opadła i stanęła na tym ostrzu, które zaryło w piasku. Seggi szarpnął łańcuchem chcąc wywrócić wampira, lecz ten podskoczył do góry uniemożliwiając to, jednocześnie korzystając z tego, że krasnolud jest bezbronny zadał dwa mordercze cięcia. Katany zagłębiły się w ciało krasnoluda, zadając dotkliwe rany, jednocześnie ostrza wyssały energie z krasnala, przekazując ją Takedzie. Skeggi padł ciężko ranny, bul nie był mu obcy, lecz coś pozbawiło go sił. Na szczęście była mikstura którą szybko wypił i w jednej chwili odzyskał siły, jednocześnie wstają i uchylając się przed ciosami które miały go dobić. Takeda zdziwił się, że jego przeciwnik wstał, zobaczył że jego rany zabliźniają się, -Cóż- pomyślał – Trzeba będzie się lepiej postarać, i ruszył na przeciwnika, Skeggi w tym momencie także przystąpił do wściekłego ataku. Wymiana morderczych ciosów trwała chwilę, lecz wampir znów nie docenił szybkości topora i otrzymał cios w ramię, zbroja ochroniła go w miarę, lecz musiał się cofnąć. Zabójca znów ruszy „za ciosem” chcąc rozprawić się z paskudną pijawką, ale Takeda był tym razem rozważniejszy, wyczuł tempo ataku i skrócił dystans schodząc na lewą stronę. Skeggi zmienił kierunek uderzenia topora i trafił Takede wybijając mu jedną katanę z ręki, dla nieumarłego samuraja to nie miało teraz żadnego znaczenia bowiem druga Katania cięła krasnoluda dotkliwe w kostkę, powodując upadek krasnoluda. Takdea bezwzględnie wykorzystał zaistniała sytuacje i wbił swą katanę w plecy Zabójcy przebijając serce, a następnie przystąpił do krwawej uczy.
Mój komentarz do walki: Według mojej mechaniki, katana to taka fajna broń która dział tnie jak dwurak, ale bonusy do inicjatywy ma takie jak zwykły miecz. Minusem jest to, że gorzej radzi sobie z celami opancerzonym natomiast jest morderczo skuteczna przeciwko nieopancerzonym, stąd wynik walki.
W półfinale zmierzą się:
Wyrterion Okrwawiony vs Rothash z Couronne
Lysanis von Heima vs Takeda Ieyasu
Tullaris Dredbringer was dying. He knew this, and he cared not.... At last, he knew the truth that Khain had tried to share with him all theas years, and it was glorius.
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
Gdy ostanie ciosy spadały na bezmyślnego orka wampir uświadomił sobie co chce robić dalej w swym życiu a raczej nie życiu. Postanowił wygrać arenę i opuścić to miejsce w którym tkwił od wieków. Udał się też do swojej siedziby i tam odszukał kroniki, księgi i pamiętniki które przez ten czas zgromadził. Chciał bowiem dowiedzieć się cowydarzyło się od czasu jego zniknięcia.
Oglądając parowania na następne walki Wyrterion wkurzył się nie na żarty
- Co to psiakrew ma być!? 3 walka - 3 człowiek !? Kolejna bezużyteczna mała czaszka jakich wiele...
Na pocieszenie okazało się, że niezależnie od wyniku w finale zmierzy się z wampirem.
- Hahaha chcę samuraja! zawsze lubiłem orientalne czaszki hahaha! - zaśmiał się potwornie i szybki biegiem ruszył na arenę. Wszak jego walka była pierwsza.
oświeć mnie
Nie kojarzy mi się z niczym 
- Co to psiakrew ma być!? 3 walka - 3 człowiek !? Kolejna bezużyteczna mała czaszka jakich wiele...
Na pocieszenie okazało się, że niezależnie od wyniku w finale zmierzy się z wampirem.
- Hahaha chcę samuraja! zawsze lubiłem orientalne czaszki hahaha! - zaśmiał się potwornie i szybki biegiem ruszył na arenę. Wszak jego walka była pierwsza.
NieTullaris pisze:A wiesz z czego jest zrobiony bicz Krwiopijcy?



"Spam jest sztuką, której nikt nie potrafi zrozumieć" - Anyix
"Pan Bóg nie gra w kości" - Albert Einstein
"Bo gra w Warhammera!" - Sa!nt
"Pan Bóg nie gra w kości" - Albert Einstein
"Bo gra w Warhammera!" - Sa!nt
Podejrzewam, że z włosów łonowych Strażnika Tajemnic 

Natomiast wszystkim prawicowym purystom ideologicznym, co to rehabilitują nacjonalizm, moge powiedziec że odróżanianie nacjonalizmu od faszyzmu, przypomina poznawanie rodzajów gówna po zapachu;-)).
Warlock pisze:
Nieoświeć mnie
Nie kojarzy mi się z niczym
He he nienindza77 pisze:Podejrzewam, że z włosów łonowych Strażnika Tajemnic![]()


Tullaris Dredbringer was dying. He knew this, and he cared not.... At last, he knew the truth that Khain had tried to share with him all theas years, and it was glorius.
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
Wyrterion Okrwawiony vs Rothash z Couronne
Nastał więc czas aby rozstrzygnąć pierwsze starcie w pół finałach i wyłonić pierwszego z finalistów. Cała widownia była podekscytowana bowiem w walce tej miały zmierzyć się siły absolutnie sobie przeciwstawne i wrogie. Z jednej strony demon Khorna całkowite uosobienie agresji, zniszczenia, wypaczenia, z drugie Paladyn Bretoński któremu przyświecały takie ideały jak odwaga, honor, poświęcenie, poświęcenie, praworządność pomoc słabszym. Nie było wątpliwości, że będzie to niebywałe i mordercze starcie.
Wyrterion już czekał na Arenie na swego przeciwnika, czuł, że teraz jego Pan sam mu się przygląda i wiedział, że nie może zawieść. I nie zawiedzie, bo czymże jest ten nędzny człowiek wobec niego i czym, że jest jego nędzna bogini wobec potęgi jego władcy.
Rothash już kończył się modlić, wiedział, że czeka go najtrudniejsza walka w jego życiu, ale nie lękał się gdyż czuł, że Pani obdarza go swą opieką. Musiał wygrać nie było innej opcji musiał powstrzymać zło w osobie tego plugawego demona, powstrzymać albo zginąć. Chwycił swój miecz, opuścił przyłbice i ruszył na spotkanie swego przeznaczenia.
Wtem padł sygnał do walki i na Arenie rozbrzmiał wściekły ryk, to Wyrterion ruszył do ataku. Rothash nie przeraził się jednak nastawił tarcze i odtrącił potężne uderzenie demona, tnąc jednocześnie swą klingą. Demon uskoczył, ale nie poza odległość pozwalającą na zadanie ciosu, zakręcił swym mieczem w powietrzu i wyprowadził potężne uderzenie jednocześnie zmieniając kierunek jego lotu. Paladyn nie blokował go jednak, podobnie jak demon przed chwilą cofnął się, a ostrze minęło go o kilka milimetrów i wtedy momentalnie ruszył do przodu, uderzając najpierw tarczą w ostrze przeciwnika, aby je zblokować, uniemożliwiając mu przez ułamek sekundy parowanie, a następnie skręcił się i ciął morderczo. Demon zorientował się jednak i cofnął się dzięki swojemu refleksowi, ale doświadczony paladyn, przedłużył cios trafiając sługę otchłani. Wyrterion warknął złośliwie zły, że ten człowiek ośmielił się go zranić, znów się cofnął, ale tylko po to aby zrobić sobie miejsce do kolejnego ciosu. Rothash zastawiał się cały czas umiejętnie tarczą odbijając trafienia i sam pokrzepiony chwilową przewagą atakował coraz zuchwalej. W jednej chwili zszedł z linii ciosu demonicznego ostrza, aby wyprowadzić szybkie pchnięcie, lecz tym razem demoniczny refleks okazał się skuteczny, Wyrterion cofnął się w odpowiedniej chwili. Rothash próbował jeszcze jak poprzedni przedłużyć cios, lecz demon szybciej wyprowadził swój, a paladyn zbyt późno uniósł tarczę i demoniczna klinga spadał na ramię rycerza odrywając mu naramiennik. Wyrterion zaryczał wściekle widząc rozlewającą się krew wroga i ruszył do pełnego furii ataku. Rothash dotkliwie odczuł skutki ciosu i musiał się wycofać przed morderczą szarżą demona. Ten jednak ciął raz za razem nie miłosiernie, paladyn odbijał ciosy tarczą, parował mieczem, czasem starał się kontrować lecz Wyrterion przełamał w końcu jego obronę i zamachnął się potężnie aby zadać cios który niewątpliwie rozpłatał by rycerza. Tak się jednak niestało, demoniczna klinga została odrzucona przez moc Pani Jeziora. Rothash mimo rany wykorzystał to idealnie i wykonał kolejne pchnięcie, lecz teraz Khorn zrewanżował się chroniąc swojego sługę. Obaj przeciwnicy odskoczyli os siebie lecz tylko po to, aby zewrzeć się ponownie. Paladyn zaatakował pierwszy zszedł na prawą stronę i ciął idealnie skręcając się. Jednak demon zareagował w ostatniej chwili i sparował uderzenie, obie klingi zwarły się przez chwilę w starciu siłowym, lecz tu Wyrterion okazał się lepszy, odepchnął Paladyna w tył wybijając go z równowagi, jednocześnie ciął morderczo raniąc go dotkliwie w bok. Rothash westchnął, gdyby nie zbroja został by przecięty na pół, rana była dotkliwa a krew lała się po pancerzu, lecz sięgnął szybko po miksturę i po jej wypiciu poczuł się trochę lepiej. Demon jednak nie rezygnował, po raz kolejny zasypał Rothasha wściekłymi uderzeniami i znów przełamał jego obronę, już miał rozpłatać bohatera, lecz Pani Jeziora znów czuwała, chroniąc swego sługę. Paladyn wykorzystał swoją szansę i zadał szybkie pchniecie ponownie raniąc demona, ten cofnął się, ale nie zamierzał rezygnować z ataku. Znów rozgorzała mordercza wymiana ciosów, Rothash mimo wyprowadził serię szybkich pchnięć, lecz demon odbił wszystkie, a przy ostatnim zbił na bok ostrze rycerza, a następnie ciął morderczo. Paladyn nie zdążył się zastawić i ostrze trafiło go w ramię odrąbując je. Wyrterion nie tracił czasu tylko rąbnął jeszcze raz niemal rozpoławiając Bretończyka. Rothash czując niesamowity bul i widząc zbliżające się ostrze wiedział, że zawiódł, gdy padł już martwy na piasek areny, po raz kolejny rozległ się na niej okrzyk –KREW DLA BOGA, KRWII CZASZKI DLA TRONU CZASZEK- .
Nastał więc czas aby rozstrzygnąć pierwsze starcie w pół finałach i wyłonić pierwszego z finalistów. Cała widownia była podekscytowana bowiem w walce tej miały zmierzyć się siły absolutnie sobie przeciwstawne i wrogie. Z jednej strony demon Khorna całkowite uosobienie agresji, zniszczenia, wypaczenia, z drugie Paladyn Bretoński któremu przyświecały takie ideały jak odwaga, honor, poświęcenie, poświęcenie, praworządność pomoc słabszym. Nie było wątpliwości, że będzie to niebywałe i mordercze starcie.
Wyrterion już czekał na Arenie na swego przeciwnika, czuł, że teraz jego Pan sam mu się przygląda i wiedział, że nie może zawieść. I nie zawiedzie, bo czymże jest ten nędzny człowiek wobec niego i czym, że jest jego nędzna bogini wobec potęgi jego władcy.
Rothash już kończył się modlić, wiedział, że czeka go najtrudniejsza walka w jego życiu, ale nie lękał się gdyż czuł, że Pani obdarza go swą opieką. Musiał wygrać nie było innej opcji musiał powstrzymać zło w osobie tego plugawego demona, powstrzymać albo zginąć. Chwycił swój miecz, opuścił przyłbice i ruszył na spotkanie swego przeznaczenia.
Wtem padł sygnał do walki i na Arenie rozbrzmiał wściekły ryk, to Wyrterion ruszył do ataku. Rothash nie przeraził się jednak nastawił tarcze i odtrącił potężne uderzenie demona, tnąc jednocześnie swą klingą. Demon uskoczył, ale nie poza odległość pozwalającą na zadanie ciosu, zakręcił swym mieczem w powietrzu i wyprowadził potężne uderzenie jednocześnie zmieniając kierunek jego lotu. Paladyn nie blokował go jednak, podobnie jak demon przed chwilą cofnął się, a ostrze minęło go o kilka milimetrów i wtedy momentalnie ruszył do przodu, uderzając najpierw tarczą w ostrze przeciwnika, aby je zblokować, uniemożliwiając mu przez ułamek sekundy parowanie, a następnie skręcił się i ciął morderczo. Demon zorientował się jednak i cofnął się dzięki swojemu refleksowi, ale doświadczony paladyn, przedłużył cios trafiając sługę otchłani. Wyrterion warknął złośliwie zły, że ten człowiek ośmielił się go zranić, znów się cofnął, ale tylko po to aby zrobić sobie miejsce do kolejnego ciosu. Rothash zastawiał się cały czas umiejętnie tarczą odbijając trafienia i sam pokrzepiony chwilową przewagą atakował coraz zuchwalej. W jednej chwili zszedł z linii ciosu demonicznego ostrza, aby wyprowadzić szybkie pchnięcie, lecz tym razem demoniczny refleks okazał się skuteczny, Wyrterion cofnął się w odpowiedniej chwili. Rothash próbował jeszcze jak poprzedni przedłużyć cios, lecz demon szybciej wyprowadził swój, a paladyn zbyt późno uniósł tarczę i demoniczna klinga spadał na ramię rycerza odrywając mu naramiennik. Wyrterion zaryczał wściekle widząc rozlewającą się krew wroga i ruszył do pełnego furii ataku. Rothash dotkliwie odczuł skutki ciosu i musiał się wycofać przed morderczą szarżą demona. Ten jednak ciął raz za razem nie miłosiernie, paladyn odbijał ciosy tarczą, parował mieczem, czasem starał się kontrować lecz Wyrterion przełamał w końcu jego obronę i zamachnął się potężnie aby zadać cios który niewątpliwie rozpłatał by rycerza. Tak się jednak niestało, demoniczna klinga została odrzucona przez moc Pani Jeziora. Rothash mimo rany wykorzystał to idealnie i wykonał kolejne pchnięcie, lecz teraz Khorn zrewanżował się chroniąc swojego sługę. Obaj przeciwnicy odskoczyli os siebie lecz tylko po to, aby zewrzeć się ponownie. Paladyn zaatakował pierwszy zszedł na prawą stronę i ciął idealnie skręcając się. Jednak demon zareagował w ostatniej chwili i sparował uderzenie, obie klingi zwarły się przez chwilę w starciu siłowym, lecz tu Wyrterion okazał się lepszy, odepchnął Paladyna w tył wybijając go z równowagi, jednocześnie ciął morderczo raniąc go dotkliwie w bok. Rothash westchnął, gdyby nie zbroja został by przecięty na pół, rana była dotkliwa a krew lała się po pancerzu, lecz sięgnął szybko po miksturę i po jej wypiciu poczuł się trochę lepiej. Demon jednak nie rezygnował, po raz kolejny zasypał Rothasha wściekłymi uderzeniami i znów przełamał jego obronę, już miał rozpłatać bohatera, lecz Pani Jeziora znów czuwała, chroniąc swego sługę. Paladyn wykorzystał swoją szansę i zadał szybkie pchniecie ponownie raniąc demona, ten cofnął się, ale nie zamierzał rezygnować z ataku. Znów rozgorzała mordercza wymiana ciosów, Rothash mimo wyprowadził serię szybkich pchnięć, lecz demon odbił wszystkie, a przy ostatnim zbił na bok ostrze rycerza, a następnie ciął morderczo. Paladyn nie zdążył się zastawić i ostrze trafiło go w ramię odrąbując je. Wyrterion nie tracił czasu tylko rąbnął jeszcze raz niemal rozpoławiając Bretończyka. Rothash czując niesamowity bul i widząc zbliżające się ostrze wiedział, że zawiódł, gdy padł już martwy na piasek areny, po raz kolejny rozległ się na niej okrzyk –KREW DLA BOGA, KRWII CZASZKI DLA TRONU CZASZEK- .
Tullaris Dredbringer was dying. He knew this, and he cared not.... At last, he knew the truth that Khain had tried to share with him all theas years, and it was glorius.
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
Lysanis von Heima vs Takeda Ieyasu
Kolejny dzień się kończył, a kolejna walka miała się rozpocząć, po jej zakończeniu miało być wiadome kto zmierzy się z potężnym demonem w finałowym starciu. Teraz naprzeciw siebie mieli stanąć dwaj słudzy nocy.
Lysanis von Heima pojawił się na arenie kompletnie nie zwracając uwagi na publiczność. Był całkowicie skoncentrowany na swoim przeciwniku, a zwłaszcza na jego broni która wydała mu się dość nietypowa i rzadko spotykana. Widząc dwie klingi uśmiechnął się gdyż lubił walczyć z przeciwnikami wyposażonymi tak jak on w dwa ostrza. Wyczuł też, że jego przeciwnik jest z rodu Krwawych Smoków co jeszcze bardziej zaintrygowało Lysanisa wiedział, że dostanie dobrą walkę i że ją wygra w końcu był starożytnym wampirem kto mógł mu się oprzeć.
Takeda także pojawił się już na arenie, jak na perfekcyjnego wojownika przystało również dokładnie ocenił swego przeciwnika. Wyczuł, że jest on niewątpliwie wiekowy i, że ma silną moc, lecz nie przejął się tym bowiem sam wywodził się z potężnego rodu wampirów i musiał odnieść zwycięstwo.
Zapadał gond rozpoczynający walkę i obaj z nieumarci z niesamowitą szybkością dobyli swej broni i ruszyli na siebie. Takeda ciął jednocześnie dwoma katanami celując w gardło i serce, jednak Lysanis uchylił się przed pierwszym cieciem i umiejętnie sparował drugie, a wolnym ostrzem wyprowadził pchnięcie w serce przeciwnika. Krwawy Smok cofnął się unikając trafienia, Lysanis ruszył natychmiast kontynuując atak, zszedł na prawą stronę i jedną klingą zblokował ostrze katany, a drugą wymierzył idealne cięcie w gardło. Takeda cofnął się po raz kolejny, unikając odrąbania Glowy lecz tym razem podbił klingę przeciwnika, do góry jednocześnie odepchnął na bok prawa kataną drugie ostrze przeciwnika, a następnie pchnął nią w jego serce. Lysanis przez chwile nie mógł się zastawić i cofnął się desperacko, ale ostrze katany i tak go dosięgło na szczęście ześlizgnęło się po płycie pancerza. Takeda jednak nie rezygnował katany zakręciły się w powietrzu i morderczo spadły an Lysanisa, tan jednak już się przygotował i w odpowiednim momencie sparował cięcia, a następnie sam ruszył do ataku. Teraz to ostrza mieczy pomknęły w stronę nieumarłego samuraja, Takeda wyczuł jednak tempo ataku zszedł z jego linii niemal w tym samym momencie w którym miał zostać przeszyty przez miecze, następnie wykonał obrót jednocześnie podbijając jedną z katan w górę ostrza przeciwnika, a sam ciął go w bok drugą kataną. Lysanis odskoczył na bezpieczną odległość, ale Samuraj dopadł zaraz do niego ostrza znów się skrzyżowały. Takeda próbował wybić swego przeciwnika z równowagi lecz ten skutecznie trzymał obron. Krwawy Smok zbił jedno z ostrzy Lysanisa, zblokował drugie, w tym samym momencie skracając dystans po to aby z bliska zadać finalny cios. Lysanis skręcił się jednak w ostatniej chwili i katana minęła go o milimetry, wtedy to on zablokował ją swoim mieczem, a jednocześnie pchnął drugim, przebijając zbroje przeciwnika i zagłębiając ostrze pod żebrami. Teraz to Takeda musiał przejść do defensywy, a Lysanis ruszył do przodu. Nastąpiła nagła wymiana ciosów Lysanis zszedł z linii kontry Takedy i robiąc obrót odtrącił ostrza katan jednym mieczem, a drugim ciął w bok krwawego smoka. Takeda poczuł, że coś wyrywa go z rzeczywistości lecz opanował się i natychmiast przystąpił do odpowiedzi. Wyprowadzając ciosy z nad głowy zmusił Lysanisa do postawienia wysokiej zastawy, a następnie zszedł na dół i ciął w nogę swego przeciwnika zanim ten zdążył zablokować jego cios, po czym odskoczył przed kontrą. Obaj przeciwnicy przez chwilę spoglądali na siebie po czym znów ruszyli do walki. Zaatakowali niemal jednocześnie tym razem żaden z nich nie myślał o obronie liczyła się tylko szybkość i trafienie przeciwnika. Ciecie katany i cios miecza spadły prawie w tej samej chwili raniąc obu przeciwników. Niemal natychmiast także do zadania śmiertelnego ciosu pomknęły lewy miecz i lewa katana. Niestety wschodnie ostrze ześlizgnęło się po płycie zbroi Lysanisa, w przeciwieństwie do miecza który przebił zbroje Takedy. Dla Krwawego Smoka to było już za dużo, tym razem nie potrafił utrzymać koncentracji i poczuł jak jego duch opuszcza ciało które rozsypało się w proch. Lysanis patrzył na pokonanego przeciwnika. Wiedział jak niewiele brakowało jednak to on wygrał i to się liczyło. –Idę po ciebie demonie- pomyślał.
Kolejny dzień się kończył, a kolejna walka miała się rozpocząć, po jej zakończeniu miało być wiadome kto zmierzy się z potężnym demonem w finałowym starciu. Teraz naprzeciw siebie mieli stanąć dwaj słudzy nocy.
Lysanis von Heima pojawił się na arenie kompletnie nie zwracając uwagi na publiczność. Był całkowicie skoncentrowany na swoim przeciwniku, a zwłaszcza na jego broni która wydała mu się dość nietypowa i rzadko spotykana. Widząc dwie klingi uśmiechnął się gdyż lubił walczyć z przeciwnikami wyposażonymi tak jak on w dwa ostrza. Wyczuł też, że jego przeciwnik jest z rodu Krwawych Smoków co jeszcze bardziej zaintrygowało Lysanisa wiedział, że dostanie dobrą walkę i że ją wygra w końcu był starożytnym wampirem kto mógł mu się oprzeć.
Takeda także pojawił się już na arenie, jak na perfekcyjnego wojownika przystało również dokładnie ocenił swego przeciwnika. Wyczuł, że jest on niewątpliwie wiekowy i, że ma silną moc, lecz nie przejął się tym bowiem sam wywodził się z potężnego rodu wampirów i musiał odnieść zwycięstwo.
Zapadał gond rozpoczynający walkę i obaj z nieumarci z niesamowitą szybkością dobyli swej broni i ruszyli na siebie. Takeda ciął jednocześnie dwoma katanami celując w gardło i serce, jednak Lysanis uchylił się przed pierwszym cieciem i umiejętnie sparował drugie, a wolnym ostrzem wyprowadził pchnięcie w serce przeciwnika. Krwawy Smok cofnął się unikając trafienia, Lysanis ruszył natychmiast kontynuując atak, zszedł na prawą stronę i jedną klingą zblokował ostrze katany, a drugą wymierzył idealne cięcie w gardło. Takeda cofnął się po raz kolejny, unikając odrąbania Glowy lecz tym razem podbił klingę przeciwnika, do góry jednocześnie odepchnął na bok prawa kataną drugie ostrze przeciwnika, a następnie pchnął nią w jego serce. Lysanis przez chwile nie mógł się zastawić i cofnął się desperacko, ale ostrze katany i tak go dosięgło na szczęście ześlizgnęło się po płycie pancerza. Takeda jednak nie rezygnował katany zakręciły się w powietrzu i morderczo spadły an Lysanisa, tan jednak już się przygotował i w odpowiednim momencie sparował cięcia, a następnie sam ruszył do ataku. Teraz to ostrza mieczy pomknęły w stronę nieumarłego samuraja, Takeda wyczuł jednak tempo ataku zszedł z jego linii niemal w tym samym momencie w którym miał zostać przeszyty przez miecze, następnie wykonał obrót jednocześnie podbijając jedną z katan w górę ostrza przeciwnika, a sam ciął go w bok drugą kataną. Lysanis odskoczył na bezpieczną odległość, ale Samuraj dopadł zaraz do niego ostrza znów się skrzyżowały. Takeda próbował wybić swego przeciwnika z równowagi lecz ten skutecznie trzymał obron. Krwawy Smok zbił jedno z ostrzy Lysanisa, zblokował drugie, w tym samym momencie skracając dystans po to aby z bliska zadać finalny cios. Lysanis skręcił się jednak w ostatniej chwili i katana minęła go o milimetry, wtedy to on zablokował ją swoim mieczem, a jednocześnie pchnął drugim, przebijając zbroje przeciwnika i zagłębiając ostrze pod żebrami. Teraz to Takeda musiał przejść do defensywy, a Lysanis ruszył do przodu. Nastąpiła nagła wymiana ciosów Lysanis zszedł z linii kontry Takedy i robiąc obrót odtrącił ostrza katan jednym mieczem, a drugim ciął w bok krwawego smoka. Takeda poczuł, że coś wyrywa go z rzeczywistości lecz opanował się i natychmiast przystąpił do odpowiedzi. Wyprowadzając ciosy z nad głowy zmusił Lysanisa do postawienia wysokiej zastawy, a następnie zszedł na dół i ciął w nogę swego przeciwnika zanim ten zdążył zablokować jego cios, po czym odskoczył przed kontrą. Obaj przeciwnicy przez chwilę spoglądali na siebie po czym znów ruszyli do walki. Zaatakowali niemal jednocześnie tym razem żaden z nich nie myślał o obronie liczyła się tylko szybkość i trafienie przeciwnika. Ciecie katany i cios miecza spadły prawie w tej samej chwili raniąc obu przeciwników. Niemal natychmiast także do zadania śmiertelnego ciosu pomknęły lewy miecz i lewa katana. Niestety wschodnie ostrze ześlizgnęło się po płycie zbroi Lysanisa, w przeciwieństwie do miecza który przebił zbroje Takedy. Dla Krwawego Smoka to było już za dużo, tym razem nie potrafił utrzymać koncentracji i poczuł jak jego duch opuszcza ciało które rozsypało się w proch. Lysanis patrzył na pokonanego przeciwnika. Wiedział jak niewiele brakowało jednak to on wygrał i to się liczyło. –Idę po ciebie demonie- pomyślał.
Tullaris Dredbringer was dying. He knew this, and he cared not.... At last, he knew the truth that Khain had tried to share with him all theas years, and it was glorius.
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
Rothash padając na ziemie czuł ,ze mimo przegranej wnika w niego moc i potęga której nigdy nie czuł. Poprzez krwawą mgiełkę zobaczył oślepiające światło i... tak to musi być ONA!
Pani wyciągnęła do niego dłoń, po chwili wszystko zniknęło i dzielny paladyn pogrążył się w otchłań ciemności, zanim stracił przytomność zdążył jeszcze pomyśleć ze zmył z siebie hańbę i nie jest wstydem umrzeć walcząc z demonem.
Dzieki za poprowadzenie areny i jedna rzecz która rzuciła mi się w oczy. BUL!
Pani wyciągnęła do niego dłoń, po chwili wszystko zniknęło i dzielny paladyn pogrążył się w otchłań ciemności, zanim stracił przytomność zdążył jeszcze pomyśleć ze zmył z siebie hańbę i nie jest wstydem umrzeć walcząc z demonem.
Dzieki za poprowadzenie areny i jedna rzecz która rzuciła mi się w oczy. BUL!

-Cóż wschodni czy nie wschodni i tak łeb mu odrąbie! - i udał się na arenę, by dopiąć swego. To była ostatnia walka. Ostatnia, przed wywyższeniem do rangi Krwiopijca... Wiedział, iż nie może zawieść...
"Spam jest sztuką, której nikt nie potrafi zrozumieć" - Anyix
"Pan Bóg nie gra w kości" - Albert Einstein
"Bo gra w Warhammera!" - Sa!nt
"Pan Bóg nie gra w kości" - Albert Einstein
"Bo gra w Warhammera!" - Sa!nt
FINAŁ FINAŁ FINAŁ!!!
Wyrterion Okrwawiony vs Lysanis von Heima
Nastał więc czas aby rozstrzygnąć kto będzie najpotężniejszym wojownikiem tej areny, demon czy wampir dwie potężne istoty które miał zetrzeć się w morderczej walce. Wieść że miało dojść do takiego starcie rozniosła się daleko po za Karak Osiem Szczytów i przyciągnęła wielu ciekawskich którzy chcieli zobaczyć walkę dwóch nadnaturalnie potężnych istot.
Wyrterion czuł, że od zwycięstwa dzieli go już niewiele był pewien, że jego pan mu sprzyja i, że nie przegra. Wampir był istotą potężniejszą od paladyna istotą, lecz nie tak potężną jak on sługa samego Khoran, tak więc czas dołożyć kolejną tym razem wampiryczną czaszkę do tronu jego władcy.
Lysanis także wszedł na arenę, zlustrował wzrokiem swego oponenta –Faktycznie robi wrażenie- pomyślał. Om miał jednak już w swym długim życiu do czynienia z takimi bytami i wiedział, że je można pokonać, wysunął więc kły, chwycił rękojeści swych mieczy i spokojnie czekał, na rozpoczęcie walki.
A rozpoczęła się ona chwile później i wtedy obie potężne istoty ruszyły na siebie jak burza. Wyrterion zakręcił swym demonicznym ostrzem nad głową wyprowadzając niesamowicie potężne uderzenie. Ale Lysanis odpowiednio wyczuł jego tępo i umiejętnie zszedł z linii ciosu, a następnie sam wyprowadził dwa szybkie padające pod różnymi kontami cięcia. Demoniczny refleks dał jednak o sobie znać i sługa Khorna uniknął pierwszego ciosu o milimetry, zwinnie odbił drugi i znów z nad głowy wyprowadził swój własny atak. Lysanis zareagował szybko skracając dystans i zbijając ostrze pierwszą kilngą, uniemożliwiając demonowi zadanie celnego ciosu sam natomiast pchnął drugim ostrzem trafiając dotkliwie Wyrteriona. Demon odskoczył, a wampir nie odpuszczał wyprowadzając serię skomplikowanych ataków. Sługa Khorna był teraz jednak bardziej uważny i uniknał lub sparował je wszystkie samemu jednocześnie kontrując. Lysanis nie dał się jednak trafić, a ostatnią kontrę przyjął na blok krzyżowy. Demon i wampir siłowali się przez chwilę obie istoty dysponowały siłą znacznie większą od zwykłych śmiertelników i można było wyczuć, że były to zapasy tytanów. W końcu jednak demon pokazał, że na tym polu ma przewagę, odepchnął Lysanisa i ruszył do ataku. Nieumarły przygotował się do obrony, lecz Wyrterion zszedł nagle sam z linii swojego ataku zmieniając kąt uderzenia. Lysanis zaczął odpowiednio ustawiać obronę lecz w tym momencie demon udeżł swym ostrzem tylko w jego broń ale nie tak aby zranić, a następnie walnął go barkiem w bark wybijając na chwilę z równowagi, poczym wykorzystał zaistniałą przewagę i zadał morderczy cios który miał roznieść nieumarłego na strzępy. Lysanis zdążył się tylko trochę przestawić dzięki czemu nie został rozcięty na pół ale otrzymał cios w bark. Zwykłemu człowiekowi takie uderzenie odrąbało by pewnie ramie ale nie przebudzonemu poza tym zbroja przejęła część impetu. Wyrterion ruszył dalej do ataku i doszło do kolejne morderczej wymiany ciosów. Lysanis nie dał się jednak zepchnąć do defensywy uniknął bądź odbił wściekłe demoniczne atak po czym sam przystąpił do przeprowadzenia swojego. Wampir ruszył przed siebie a jego miecze pomknęły w stronę demona, ten próbował odbić ciosy lecz Lysanis umiejętnie zmienił ich kierunek myląc swego przeciwnika. Wyrterionowi pozostał jednak refleks dzięki któremu uniknął pierwszego ciosu drugi go jednak dosięgł ale ostrze nieumarłego zostało odrzucone przez dziwną siłę to Khorn chronił swojego sługę. Wyrterion natychmiast kontr atakował niemal rozcinając wampira, lecz ten ponownie uniknął ciosu który znów minął go o milimetry. Lysanis odskoczył od Wyrteriona lecz zaraz znów na niego ruszył. Demon również zaatakował i klingi znów pomknęły przeciwko sobie. Obaj trafili się niemal jednocześnie ostrze miecza wampira uderzyło w ramię, a dwuręczna klinga demona trafiła w tułów. Lysanis uderzył także drugim mieczem lecz ten cios został odepchnięty przez siły ochraniające Wyretiona.
Przeciwnicy wpatrywali się w siebie przez chwilę, obydwaj odnieśli poważne rany i musieli się opanować, aby utrzymać się w świecie materialnym. Wyterion poradził sobie z tym dobrze, ale Lysanis trochę gorzej. Wampir nagle poczuł, że jego świadomość opuszcza ciało, a ono samo rozpada się w proch. Zdążył tylko wysyczeć w stronę demona – Jeszcze się policzymy plugawcze -. Wyterion stał nad tym co pozostało z jego przeciwnika. A więc on zwyciężył teraz wszyscy poznają czym jest moc Khorna, zaryczał na znak tryumfu na całą arenę, a publiczność opanował strach. Wtem stało się coś niezwykłego, arena została wypełniona złowrogą światłością, po czym demon zniknął. To jego pan wezwał go do siebie aby stanął po jego stronie i przewodził jego legionom.
Wyrterion Okrwawiony vs Lysanis von Heima
Nastał więc czas aby rozstrzygnąć kto będzie najpotężniejszym wojownikiem tej areny, demon czy wampir dwie potężne istoty które miał zetrzeć się w morderczej walce. Wieść że miało dojść do takiego starcie rozniosła się daleko po za Karak Osiem Szczytów i przyciągnęła wielu ciekawskich którzy chcieli zobaczyć walkę dwóch nadnaturalnie potężnych istot.
Wyrterion czuł, że od zwycięstwa dzieli go już niewiele był pewien, że jego pan mu sprzyja i, że nie przegra. Wampir był istotą potężniejszą od paladyna istotą, lecz nie tak potężną jak on sługa samego Khoran, tak więc czas dołożyć kolejną tym razem wampiryczną czaszkę do tronu jego władcy.
Lysanis także wszedł na arenę, zlustrował wzrokiem swego oponenta –Faktycznie robi wrażenie- pomyślał. Om miał jednak już w swym długim życiu do czynienia z takimi bytami i wiedział, że je można pokonać, wysunął więc kły, chwycił rękojeści swych mieczy i spokojnie czekał, na rozpoczęcie walki.
A rozpoczęła się ona chwile później i wtedy obie potężne istoty ruszyły na siebie jak burza. Wyrterion zakręcił swym demonicznym ostrzem nad głową wyprowadzając niesamowicie potężne uderzenie. Ale Lysanis odpowiednio wyczuł jego tępo i umiejętnie zszedł z linii ciosu, a następnie sam wyprowadził dwa szybkie padające pod różnymi kontami cięcia. Demoniczny refleks dał jednak o sobie znać i sługa Khorna uniknął pierwszego ciosu o milimetry, zwinnie odbił drugi i znów z nad głowy wyprowadził swój własny atak. Lysanis zareagował szybko skracając dystans i zbijając ostrze pierwszą kilngą, uniemożliwiając demonowi zadanie celnego ciosu sam natomiast pchnął drugim ostrzem trafiając dotkliwie Wyrteriona. Demon odskoczył, a wampir nie odpuszczał wyprowadzając serię skomplikowanych ataków. Sługa Khorna był teraz jednak bardziej uważny i uniknał lub sparował je wszystkie samemu jednocześnie kontrując. Lysanis nie dał się jednak trafić, a ostatnią kontrę przyjął na blok krzyżowy. Demon i wampir siłowali się przez chwilę obie istoty dysponowały siłą znacznie większą od zwykłych śmiertelników i można było wyczuć, że były to zapasy tytanów. W końcu jednak demon pokazał, że na tym polu ma przewagę, odepchnął Lysanisa i ruszył do ataku. Nieumarły przygotował się do obrony, lecz Wyrterion zszedł nagle sam z linii swojego ataku zmieniając kąt uderzenia. Lysanis zaczął odpowiednio ustawiać obronę lecz w tym momencie demon udeżł swym ostrzem tylko w jego broń ale nie tak aby zranić, a następnie walnął go barkiem w bark wybijając na chwilę z równowagi, poczym wykorzystał zaistniałą przewagę i zadał morderczy cios który miał roznieść nieumarłego na strzępy. Lysanis zdążył się tylko trochę przestawić dzięki czemu nie został rozcięty na pół ale otrzymał cios w bark. Zwykłemu człowiekowi takie uderzenie odrąbało by pewnie ramie ale nie przebudzonemu poza tym zbroja przejęła część impetu. Wyrterion ruszył dalej do ataku i doszło do kolejne morderczej wymiany ciosów. Lysanis nie dał się jednak zepchnąć do defensywy uniknął bądź odbił wściekłe demoniczne atak po czym sam przystąpił do przeprowadzenia swojego. Wampir ruszył przed siebie a jego miecze pomknęły w stronę demona, ten próbował odbić ciosy lecz Lysanis umiejętnie zmienił ich kierunek myląc swego przeciwnika. Wyrterionowi pozostał jednak refleks dzięki któremu uniknął pierwszego ciosu drugi go jednak dosięgł ale ostrze nieumarłego zostało odrzucone przez dziwną siłę to Khorn chronił swojego sługę. Wyrterion natychmiast kontr atakował niemal rozcinając wampira, lecz ten ponownie uniknął ciosu który znów minął go o milimetry. Lysanis odskoczył od Wyrteriona lecz zaraz znów na niego ruszył. Demon również zaatakował i klingi znów pomknęły przeciwko sobie. Obaj trafili się niemal jednocześnie ostrze miecza wampira uderzyło w ramię, a dwuręczna klinga demona trafiła w tułów. Lysanis uderzył także drugim mieczem lecz ten cios został odepchnięty przez siły ochraniające Wyretiona.
Przeciwnicy wpatrywali się w siebie przez chwilę, obydwaj odnieśli poważne rany i musieli się opanować, aby utrzymać się w świecie materialnym. Wyterion poradził sobie z tym dobrze, ale Lysanis trochę gorzej. Wampir nagle poczuł, że jego świadomość opuszcza ciało, a ono samo rozpada się w proch. Zdążył tylko wysyczeć w stronę demona – Jeszcze się policzymy plugawcze -. Wyterion stał nad tym co pozostało z jego przeciwnika. A więc on zwyciężył teraz wszyscy poznają czym jest moc Khorna, zaryczał na znak tryumfu na całą arenę, a publiczność opanował strach. Wtem stało się coś niezwykłego, arena została wypełniona złowrogą światłością, po czym demon zniknął. To jego pan wezwał go do siebie aby stanął po jego stronie i przewodził jego legionom.
Tullaris Dredbringer was dying. He knew this, and he cared not.... At last, he knew the truth that Khain had tried to share with him all theas years, and it was glorius.
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
Taaaak! Dokonałem tego! - powiedział sobie w duszy Wyrterion - Witaj o Krwawy Panie...
- Dobrze się sprawiłeś mój sługo... Tak jak od Ciebie tego oczekiwałem. A oto obiecywana nagroda...
Wyrterion poczuł, iż się unosi wysoko, wysoko ponad posadzkę. Następnie z ogromnym impetem runął na nią, by w olbrzymiej fontannie krwi odrodzić się na nowo... Jako Krwiopijec...
- Dopełniłeś danego słowa Wyrterionia. Oto Twoja nowa broń. Topór wielkości człowieka oraz bicz. Zrobiłem go sam z tego człowieka którego do mnie wysłałeś.
- Dziękuje Panie za wszystko! Pozwól teraz abym poprowadził na świat zagładę, w postaci Twych legionów...
I tak Wyrterion stał się najpotężniejszym sługą Khorna. Swoimi krwawymi wyczynami wpisał się na stałe w historie wszystkich ras świata. Ale to już są zupełnie inne historie...
Dziękuję wszystkim za chwile zabawy.
Dziękuję mistrzowi areny (obu w zasadzie
) za wyczerpujące i interesujące zapisy walk
Dziękuję także przeciwnikom, bez których ta arena nie mogła by się odbyć. Liczę, że się spotkamy w kolejnych odsłonach
I słowo: Nigdy więcej demona. Gnie system i psuje zabawę.
P.S. Tull masz zamiar prowadzić kolejną?
- Dobrze się sprawiłeś mój sługo... Tak jak od Ciebie tego oczekiwałem. A oto obiecywana nagroda...
Wyrterion poczuł, iż się unosi wysoko, wysoko ponad posadzkę. Następnie z ogromnym impetem runął na nią, by w olbrzymiej fontannie krwi odrodzić się na nowo... Jako Krwiopijec...
- Dopełniłeś danego słowa Wyrterionia. Oto Twoja nowa broń. Topór wielkości człowieka oraz bicz. Zrobiłem go sam z tego człowieka którego do mnie wysłałeś.
- Dziękuje Panie za wszystko! Pozwól teraz abym poprowadził na świat zagładę, w postaci Twych legionów...
I tak Wyrterion stał się najpotężniejszym sługą Khorna. Swoimi krwawymi wyczynami wpisał się na stałe w historie wszystkich ras świata. Ale to już są zupełnie inne historie...
Dziękuję wszystkim za chwile zabawy.
Dziękuję mistrzowi areny (obu w zasadzie


Dziękuję także przeciwnikom, bez których ta arena nie mogła by się odbyć. Liczę, że się spotkamy w kolejnych odsłonach

I słowo: Nigdy więcej demona. Gnie system i psuje zabawę.

P.S. Tull masz zamiar prowadzić kolejną?
"Spam jest sztuką, której nikt nie potrafi zrozumieć" - Anyix
"Pan Bóg nie gra w kości" - Albert Einstein
"Bo gra w Warhammera!" - Sa!nt
"Pan Bóg nie gra w kości" - Albert Einstein
"Bo gra w Warhammera!" - Sa!nt
Pomimo że wampir zamienił sie w pył to nie był koniec. Żył wieki i nie tak łatwo go było zabić. Gdzieś w jego szczątkach drzemało jeszcze życie i czy to siłą woli czy za pomocy magii zebrał pył w który sie zamienil i przeniósł bezpieczne miejsce aby tam sie zregenrować. Doskonale wiedział że potrwa to długo ,ale poprzysiągł zemstę demonowi i chciał się z przysiegi wywiązać. Wiedział że gdy się w pełni odrodzi jego moc będzie znacznie większa. Odlatując z miejsca swojej "śmierci" śmiał się ,a śmiech ten słyszeli ludzie na trybunach i wielu z nich ze strachu chowało się lub uciekało z krzykiem. A gdy był już daleko i ujrzał błysk czerwonego światła wykrzyknął. "Jeszcze sie spotkamy".
Skorki ale nieWarlock pisze:P.S. Tull masz zamiar prowadzić kolejną?





Może Murm zrobi następną? nie wiem a może znajdzie się nowy prowadzący.
Tullaris Dredbringer was dying. He knew this, and he cared not.... At last, he knew the truth that Khain had tried to share with him all theas years, and it was glorius.
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."
Jeśli więc do jutra nie zgłosi się inny chętny to mogę poprowadzić następną arenę z kolegą Krzyżem.
Piszcie, jeśli macie coś przeciwko.
Piszcie, jeśli macie coś przeciwko.

"Spam jest sztuką, której nikt nie potrafi zrozumieć" - Anyix
"Pan Bóg nie gra w kości" - Albert Einstein
"Bo gra w Warhammera!" - Sa!nt
"Pan Bóg nie gra w kości" - Albert Einstein
"Bo gra w Warhammera!" - Sa!nt