Przewagi wojenne kniazia Mścisława ku potomności spisane.
Moderator: RedScorpion
Przewagi wojenne kniazia Mścisława ku potomności spisane.
Krasnoludzkim zwyczajem na znak szacunku dla przodków, o których to słuchac będziecie, kufel piwa wypijcie, na chwale Grimnira ulewając kapkę.
Zatem razu jednego rzecz się zdarzyła, iż miłościwie panujący nam kniaź Mścisław usłyszal oto o bestyjach straszliwych nieopodal w bagnie się kryjących. Pono łuskami okryte toto łazi, ogniem zieje, a pod wodę chyżo ucieka z owcą uczciwemu krasnoludowi porwaną, dzie ją żreć ani chybi poczyna.
Na wieść ową kniaź w róg zadął, drużyne chwackich wojów zebrał, po czym chwały głodnym będac, wyruszyl na wyprawę, tam, dzie smokowie oni straszliwi żyli bogom na pochybel.
Po przybyciu na wspomniane owo bagnisko smrodliwe ujrzeli wojowie dzielni, jak poczwary w rogi dmąc a bębny waląc, do bitwy ustawiac się poczęli. Zatem najpierwej wylazlo coś ogromnego a grubaśnego, na kamieniu jakowymś fruwając (tu nasz mistrz run nie wiedziec czemu ino wąsa zagryzał), a za nim ogromna horda paskudztw straszliwych, łuskami okrytych, ostrza dziwaczne wznoszac a nam wygrażając w szeregi się ustawiało. Ponadto za krzakami po lewej dobiegalo pochrumkiwanie tajemnicze, ale glośne jakoweś, jakby stado świń się z uciechą w bagnie taplało. Oprócz tego kijanków zali żabek dziwacznych masa pod wodą się czaila, rurki jakieś dzierżąc a ślepiami błyskając.
Na widok owy Mścisław wojsko uszykowal, jako przodkowie nauczali: najprzód strzelcy na flankach, aby ogniem kryć dwa zastępy wojów topory wielkie dzierżących a tarcze, następnie hufce owe pośrodku, aby godnie na nieprzyjaciela uderzyć. Kniaź osobiscie zają miejsce, jakie wódz prawy zajmowac powinien, to jest na czele drużyny, aby przykład dawać i chwałą się okrywac.
Potęzne maszyny wojenne ustawione zostały na prawej flance, to jest działo ogniowe do lenia smoły rozpalonej, organki straszliwe, co to w proch rozbijają cale hufce wroga, oraz armatę i katapulte, coby wroga na odległość razić, zanim zasmakuje on szlachetnej krasnoludzkiej stali. Górnicy nasi mieli tymczasem drogę okrężną znaleźć i w nieprzyjaciela żywot godzić na tyłach jego armii wychodząc.
Gdy wojsko uszykowane gotowe było, Mścislaw ujrzał jak wraża poczwara znaki mu jakoweś obelżywe ukazywała, jęzorem wywijając. Zatrzasł się gniewem wódz nasz, na twarzy poczerwieniał, wąsa przygryzł, i kazał się nieść na tarczy w strone wroga, pragnąc jak najszybciej zniewagę doznaną pomścić. Na ten znak Krzesimir, nasz szlachetny kowal, w kowadło uderzył pragnąc nieść wrogowi śmierć i zagładę, niestety młot mu się omskną a w paluch uderzyl i dzielny mistrz run dwie tury podksakiwal wokól kowadła, wrogom złorzecząc i kciuka ssając.
Puszkarze nasi ujrzeli jak zza wspomnianych krzaków, dzie pochrumkiwanie slychac podejrzane było, bydlę wybiegło jakowes straszliwe, jak prosiak wyglądające, ino wielgahne, rogate a łuską całe okryte. Mierzyc zaczeli zatem z armaty i katapulty, pociski jednak niewiele krzywdy poczwarze czyniły, od łusek owych się odbijając.
Na domiar złego z bagniska pobliskiego wylazło coś male, obslizgłe, łuskowate i z wyłupiastymi oczami, i dalejże opluwać nas z rurek ichnich dziwacznych. Jadowite toto musiało byc, gdyż cała załoga działa ogniowego na ziemi zaległa, za żywoty się trzymając. Paskudy owe na nastepne maszyny czychac poczeły, jednakze dzielni kuszcznicy wraz z puszkarzami wybili toto do ostatniego, mszcząc się za poległych. Słabowite toto było, starczyło dobrze nadepnąć a obcasem przydeptać..
Tymczasem kniaź Mscislaw następował, dzielnie po drodze pogoniwszy stado jakowyś ptaszysków do netoperków podobnych, a żabki małe rozdeptywawszy. Zapamiętawszy się w pościgu, znalazł się za blisko prosiaka owego, który z radosnym pochrumkiwaniem rzucil sie deptac dzielnych wojów naszych. Ci jednak dali mu odpór, mimo że wielu z nich padło, i po kilku turach zaciętej walki bydlę pogonili, raniąc ciężko i za stól wyplaszając, dzie z ran nieopodal zdechło.
Nasz dzielny kowal run zagrzewał skutecznie uderzeniami w kowadlo wojów do walki, aż serce rosło, jednocześnie chroniąc nasze zastępy przed podstępną a niehonorową sztuką magiczną wroga. Tymczasem górnicy chytrze na tyły wyszli, i wraz z hufcem uzbrojonym w potęzne topory rzucili się na oddzial wielki ze trzydziesci głów mających poczwar paskudnych. Smokowie owi na dwoch nogach chodzili, zębiska szczerząc okrutne, zbroje mieli i tarcze, a łuskami jeszcze okryci byli. Po chwili zacietej walki poczwary straszliwe na ziemi pokotem leżeli, a uciekali chyżo na kraj świata moderunek porzucając w nieładzie.
Wojownicy nasi po walce owej poczwarę wielka a obslizglą, na kamieniu siedząca, dopadli. Paskuda owa magią się przeklęta broniła, wielu wojów kładąc, jednakże górnicy z wojami dopadli ją, a ubili, na ziemię kładąc.
Reszta smoczego plemienia widzac klęskę ich wodza za góry lasy czmychneła, i nikt o nich więcej nie słyszał.
Wkrótce do zgrzanych wojów dołączył Mścisław, na cielsko owej grubaśnej poczwary popatrując ciekawie a łakomie. Próbowano padlinę ową przyrządzic na wieczerzę, zgodnie z zasadami szlachetnej sztuki gotowania trolli, jednakże mało smakowite się zdało. Spożyto zatem prosiaka ogromniastego, co nasz kniaź ubić raczył, a truchło poczwary owej, co smoczemu plemieniu wodzem była, wypatroszyc kazal a sianem wypchac i w komnacie tronowej zawiesić, na uciechę.
"Będzie wiec jakowy, a Rada raczy sobie popić, przewagi dawne wspominać, z pistoletów strzelać a toporami ciskać zacznie, to akurat na cel ćwiczebny się nada jako znalazł", prawił. Słusznym to było i stało się zadość słów jego.
I tak wojowie nasi dzielni obładowani łupem znamienitym, co go smokowie po bagnach kryli, a truchło słomą wypchane na wozie taszcząc, do twierdzy wrócili chwałą okryci, przewagi swoje sławiąc .
[wynik: 16:4, bitwa vs lizardmeni Skavena, 2500 pkt, turniej w sklepie Imperium]
Kilka dni później, Mśćisław pałając gniewem straszliwym a słusznym, znowu w róg dmie a zastępy zbiera, topory ostrzy, wrogom pomstuje. Na niedalekim uroczysku złe rzeczy dziać się poczęły, ponoć ktoś dziady odprawiając za dużo miodu syconego na ziemię polał, ot i złe wypełzło. Tako baby gadają, ale kto by ich słuchał, wiadomo że syconego miodu na ziemie sie nie leje.. Jako miłościwie nam panujący, kniaź wziął na siebie obowiazek ładu zaprowadzenia a srogości okazania, hufiec zbiera, na bitwę wyrusza.
Woje, pamietając niedawne sławetne zwycięstwo ochoczo na wezwanie się stawili, na uroczysko pociągnęli. Wroga wypatrując, ustawili się do bitwy sposobem wypraktykowanym, a sluchaczom znanym, szkoda tu piwa i czernidła do zapisywania tego ponownie. Mądrej glowie dość dwie słowie, jako starożytne krasnoludzkie porzekadło rzecze.
Z kurchanow na uroczysku złe wypełzło, straszyc a wyć poczęło. Niektórzy woje zebami szczękali, jednakże dzielnie trwali na posterunku, popatrując na hufce wraże. Zatem wylazło spod ziemi plemię jakoweś zdziwaczałe, małe, paskudne a pokręcone, co padliną czuć było aże na naszej stronie. Obok zastep zbrojnych, w żelazo ubranych, jeno zdechlych jakichs a kosćmi blyskających. Obok były jeszcze dwa stada ghuli, jak je mędrzec jeden nazwał, a dalej straszydła jakieś z kosami, szatami powiewające, a do mgly podobne.
Ruszyło to wszystko w naszą strone, wyjąc a kośmi klekocząc, ręce a nogi gubiąc. Pośród tego zaśmierdłego towarzystwa człek jakiś blady szedł, ino slepia mu na czerwono świeciły. Gusła swoje odprawując, przyspieszył zdechlaki, co prawie pod nasze szeregi doszły. I tu puszkarze nasi dalej uzywac! W stronę wroga wystrzelono wszystko, co się dało, poprawiając tym czym się nie dało. Wrażych ciężkozbrojnych została mniej niż polowa, więc nasi już srogo cieszyli się na rabanie czerepów, tarcze gryząc.
Jednocześnie Mścisław próbował dopaść padliną śmierdzące stwory, jednakże po gruzie źle się biegnie, więc poczwary tez mialy czas na nabranie rozpędu.
Obie grupy zderzyły się z hukiem i loskotem, padlo wielu krasnoludów, jednakże odpór wrogowi był dany, więc po paru pacierzach wycięto paskudztwa owe do nogi.
Gorzej było pośrodku - wódz nieumarłych gusła jakoweś bluźniercze czynić zaczął, czemu nawet Krzesimir nie poradził, więc zdechlaki znowu na nogi postawil i dalejże na nas ich poganiać!
Tu hufiec nasz, w topory wielkie uzbrojon, ze sztandarem klanu dzierzonym przez Gniewomiła, walczył dzielnie, kladąc pokotem wielu nieprzyjaciół. Gniewomił mieczem ognistym wywijając, popłoch budził, i łatwiej truchła one rabać było. Jednakże w koncu zastępowi dzielnych krasnoludów, którym po porabaniu po wielokroć każdego truchła, ręce od zmęczenia mdlały, wycofać na z góry upatrzone pozycje przyszlo. Na niedobitki zbrojnych drużyna pod kniaziem uderzyła, walkę poczynając.
Tymczasem na tyłach górnicy wyszli chytrze, a wrażego wodza ujrzeli, chronionego ino przez małe stado ghuli. Ruszyli zatem z wiara w zwycięstwo. Tuż przed szarżą jeszcze nasi puszkarze zamiary górników ujrzeli, popłoch a śmierć i zniszczenie w szeregach wroga ponieśli, wiele ghuli hmm... trupem nieruchawym kładąc. Na zdziesiątkowane ostrząłem ghule z wampirem górnicy uderzyli, mordując ich srodze, nawet wampirowi rany czyniąc. Niestety wąpierz paskudny widzac co się święci kosiarzy owych z mgły utkanych przywolał, na górników naszych poszczuł. Ci widząc, że z wąpierzem rady nie dadzą, a z kilofem na mgłe tez nieroztropnie ruszać, pole oddali, niszcząc wszystkie padlinożerce do ostatka, zostawiając wąpierza samotnym w polu sterczącego.
Na widok ten puszkarze zakrzyknęli gromko, wapierza trafili celnie, że truchło przeklete nogami się nakryło, i nie wstało.
Umarlaki zaczęli się sypac na proszek szary i wracac dzie ich miejsce. Widząc to, kniaź Mścisław wycofał roztropnie swój hufiec, coby wojów na szwank nie narażac, i spokojnie na klęskę nieprzyjaciela patrzył.
Żreć truchła było głupio, poprzestano zatem na złupieniu pobliskiego kurchanu, którego wrota następnie Krzesimir runą straszliwą opieczętował, coby nic stamtad już nie wyłaziło, prawych krasnoludów dręcząc.
Po czym cała kompanija wśród radośći wielkiej w dom wrócila, miód a piwo pić, wodza chwalić, a podpiwszy truchło żabola nękać i niewiasty podszczypywać.
[wynik: 12:8, bitwa vs VC, 2500 pkt, turniej w sklepie Imperium tego samego dnia]
I znów niepokój w dworze kniazia Mścisława, do wrożdy krwawej przygotowania, pokrzykiwania zbrojnych, toporów ostrzenie a zebami zgrzytanie. Ale po kolei..
Otoż niedaleko jest twierdza tchórzliwego kniazia Hołomiła, którego ziemie graniczą z naszymi. Hołomił, zamiast zyć po sąsiedzku, piwo pić a braterską pomoc nieść, kiedy trzeba, po własność nasza bezwstydnie sięga. Na granicy ziem naszych oto jest mały lasek, a na skarju tego lasku rośnie wieeeelka grusza. No i grusza oczywiscie rośnie po naszej stronie, jednak częśc gruszek opada na stronę Hołomiła. Oczywiscie wszystkie te gruszki są nasze, jednakże Hołomil co i rusz ludzi wysyła i zbierać każe, bo ulęgałki to przepyszne.
I tak od słowa do slowa, od zwady do zwady, ktoś kogoś widlami pogonił, ktoś komuś kuflem przez łeb dał, to ktoś kogoś z kuszy postrzelił.
W tej sytuacji kniaź Mścisław roztropnie wieżę warowną wzniosł, mistrzów najlepsiejszych kamieniarskich wzywając, a stanicę ową strzelcami niechybnymi obsadzil, z przykazaniem, aby każdego kto po gruszki sięgnie okrzyknąć, a jak nie pomoże to odstrzelić.
Na wiesć o tym, kniaź Hołomił gniewem okrutnym zapałał, hufiec wojów uszykował i na wrożdę ruszył. Miłującemu pokój kniaziowi Mścisławowi nie pozostalo nic inszego jak swoich wojów zawezwać, a praw swych, wolności i gruszek bronić.
Zastepy Mścisława dotarły w ostatniej chwili - kniaź Hołomil uszykowawszy artylerię na wzgórzu ognia w wieżę dac kazał, ino belki w powietrze leciały. Strzelcy nasi zacżeli się odstrzeliwywac, kladąc kilku nieprzyjaciół. Wówczas Hołomil na czele swej gwardii, powiewając swym znakiem, do stanicy naszej się wdarł, strzelców trupem kładąc i obelgi przez strzelnice wykrzykując.
Zatrząsł się ze złości Mścisław, zazgrzytali zębami jego wojowie. Teraz o żadnej litości nie mogło być mowy, jeno zemsta sroga nastapić mogla. Mądrze kierując ogniem swojej artylerii, Mścisław zniszczył wraże maszyny, strzelców wielu trupem kładąc. Jednocześnie sam rzucił się do walki na długobrodych krasnoludów, szczególną zawziętością pałających do naszego knezia.
W tym czasie również górnicy wraz z wojownikami i Gniewomiłem uderzyli na ogromny zastęp nieprzyjaciól czterdziesci przeszło głów liczącym, wielu trupem kładąc, aż wreszcie goniąc uciekających tchórzliwie.
Kniaż Hołomił nadal drwil przez okna, przewagi swej pewien będąc. Na widok jego bezzebnej a chytrej mordy, puszkarze nasi wzięli wieżę na cel, strzelając z czego popadnie. Podciągnięto nawet działo ogniowe, żeby w zasięgu nieprzyjaciół mieć. A ponieważ wszystkie maszyny nosily runy ognia, a działo ogniowe też woda nie strzela, podpalono lasek, w którym stała wieża, razem z budynkiem. No i Hołomił z zastępem gwardii na skwarek usmażon do ostatniego został..
Kniaź Mścisław tymczasem wraz ze swoim zastepem wyciąl w pień długobrodych nieprzyjaciela, niedobitki goniąc.
Złupiono obóz przeciwnika wraz z ogromnym zapasem piwa na ucztę zwycięstwa (piwo wypito zagryzając pieczonymi gruszkami, przez co dniem nastepnym wielu wojów marsz opóźniało, co chwilę w krzaki chyzo biegając a pasa popuszczając).
W wyniku bitwy owej spłonął lasek, wieża, Holomił i sporna grusza, dzięki czemu zarzewie przyszlych niesnasek roztropnie przez kniazia Mścisława zażegnane zostało.
W ten oto chwalebny sposób, sprawiedliwość została wymierzona, co na przykład dla potomnych, a chwałę Mścisława jako tego, co nie zasypał gruszek w popiele, zapisane zostało, .
Tak, tak młodzi, tak drzewiej bywało..
[wynik: 20:0, bitwa vs Dwarfy, Romandakill 2500 pkt, turniej w sklepie Imperium tego samego dnia]
Pozdrawiam
Zatem razu jednego rzecz się zdarzyła, iż miłościwie panujący nam kniaź Mścisław usłyszal oto o bestyjach straszliwych nieopodal w bagnie się kryjących. Pono łuskami okryte toto łazi, ogniem zieje, a pod wodę chyżo ucieka z owcą uczciwemu krasnoludowi porwaną, dzie ją żreć ani chybi poczyna.
Na wieść ową kniaź w róg zadął, drużyne chwackich wojów zebrał, po czym chwały głodnym będac, wyruszyl na wyprawę, tam, dzie smokowie oni straszliwi żyli bogom na pochybel.
Po przybyciu na wspomniane owo bagnisko smrodliwe ujrzeli wojowie dzielni, jak poczwary w rogi dmąc a bębny waląc, do bitwy ustawiac się poczęli. Zatem najpierwej wylazlo coś ogromnego a grubaśnego, na kamieniu jakowymś fruwając (tu nasz mistrz run nie wiedziec czemu ino wąsa zagryzał), a za nim ogromna horda paskudztw straszliwych, łuskami okrytych, ostrza dziwaczne wznoszac a nam wygrażając w szeregi się ustawiało. Ponadto za krzakami po lewej dobiegalo pochrumkiwanie tajemnicze, ale glośne jakoweś, jakby stado świń się z uciechą w bagnie taplało. Oprócz tego kijanków zali żabek dziwacznych masa pod wodą się czaila, rurki jakieś dzierżąc a ślepiami błyskając.
Na widok owy Mścisław wojsko uszykowal, jako przodkowie nauczali: najprzód strzelcy na flankach, aby ogniem kryć dwa zastępy wojów topory wielkie dzierżących a tarcze, następnie hufce owe pośrodku, aby godnie na nieprzyjaciela uderzyć. Kniaź osobiscie zają miejsce, jakie wódz prawy zajmowac powinien, to jest na czele drużyny, aby przykład dawać i chwałą się okrywac.
Potęzne maszyny wojenne ustawione zostały na prawej flance, to jest działo ogniowe do lenia smoły rozpalonej, organki straszliwe, co to w proch rozbijają cale hufce wroga, oraz armatę i katapulte, coby wroga na odległość razić, zanim zasmakuje on szlachetnej krasnoludzkiej stali. Górnicy nasi mieli tymczasem drogę okrężną znaleźć i w nieprzyjaciela żywot godzić na tyłach jego armii wychodząc.
Gdy wojsko uszykowane gotowe było, Mścislaw ujrzał jak wraża poczwara znaki mu jakoweś obelżywe ukazywała, jęzorem wywijając. Zatrzasł się gniewem wódz nasz, na twarzy poczerwieniał, wąsa przygryzł, i kazał się nieść na tarczy w strone wroga, pragnąc jak najszybciej zniewagę doznaną pomścić. Na ten znak Krzesimir, nasz szlachetny kowal, w kowadło uderzył pragnąc nieść wrogowi śmierć i zagładę, niestety młot mu się omskną a w paluch uderzyl i dzielny mistrz run dwie tury podksakiwal wokól kowadła, wrogom złorzecząc i kciuka ssając.
Puszkarze nasi ujrzeli jak zza wspomnianych krzaków, dzie pochrumkiwanie slychac podejrzane było, bydlę wybiegło jakowes straszliwe, jak prosiak wyglądające, ino wielgahne, rogate a łuską całe okryte. Mierzyc zaczeli zatem z armaty i katapulty, pociski jednak niewiele krzywdy poczwarze czyniły, od łusek owych się odbijając.
Na domiar złego z bagniska pobliskiego wylazło coś male, obslizgłe, łuskowate i z wyłupiastymi oczami, i dalejże opluwać nas z rurek ichnich dziwacznych. Jadowite toto musiało byc, gdyż cała załoga działa ogniowego na ziemi zaległa, za żywoty się trzymając. Paskudy owe na nastepne maszyny czychac poczeły, jednakze dzielni kuszcznicy wraz z puszkarzami wybili toto do ostatniego, mszcząc się za poległych. Słabowite toto było, starczyło dobrze nadepnąć a obcasem przydeptać..
Tymczasem kniaź Mscislaw następował, dzielnie po drodze pogoniwszy stado jakowyś ptaszysków do netoperków podobnych, a żabki małe rozdeptywawszy. Zapamiętawszy się w pościgu, znalazł się za blisko prosiaka owego, który z radosnym pochrumkiwaniem rzucil sie deptac dzielnych wojów naszych. Ci jednak dali mu odpór, mimo że wielu z nich padło, i po kilku turach zaciętej walki bydlę pogonili, raniąc ciężko i za stól wyplaszając, dzie z ran nieopodal zdechło.
Nasz dzielny kowal run zagrzewał skutecznie uderzeniami w kowadlo wojów do walki, aż serce rosło, jednocześnie chroniąc nasze zastępy przed podstępną a niehonorową sztuką magiczną wroga. Tymczasem górnicy chytrze na tyły wyszli, i wraz z hufcem uzbrojonym w potęzne topory rzucili się na oddzial wielki ze trzydziesci głów mających poczwar paskudnych. Smokowie owi na dwoch nogach chodzili, zębiska szczerząc okrutne, zbroje mieli i tarcze, a łuskami jeszcze okryci byli. Po chwili zacietej walki poczwary straszliwe na ziemi pokotem leżeli, a uciekali chyżo na kraj świata moderunek porzucając w nieładzie.
Wojownicy nasi po walce owej poczwarę wielka a obslizglą, na kamieniu siedząca, dopadli. Paskuda owa magią się przeklęta broniła, wielu wojów kładąc, jednakże górnicy z wojami dopadli ją, a ubili, na ziemię kładąc.
Reszta smoczego plemienia widzac klęskę ich wodza za góry lasy czmychneła, i nikt o nich więcej nie słyszał.
Wkrótce do zgrzanych wojów dołączył Mścisław, na cielsko owej grubaśnej poczwary popatrując ciekawie a łakomie. Próbowano padlinę ową przyrządzic na wieczerzę, zgodnie z zasadami szlachetnej sztuki gotowania trolli, jednakże mało smakowite się zdało. Spożyto zatem prosiaka ogromniastego, co nasz kniaź ubić raczył, a truchło poczwary owej, co smoczemu plemieniu wodzem była, wypatroszyc kazal a sianem wypchac i w komnacie tronowej zawiesić, na uciechę.
"Będzie wiec jakowy, a Rada raczy sobie popić, przewagi dawne wspominać, z pistoletów strzelać a toporami ciskać zacznie, to akurat na cel ćwiczebny się nada jako znalazł", prawił. Słusznym to było i stało się zadość słów jego.
I tak wojowie nasi dzielni obładowani łupem znamienitym, co go smokowie po bagnach kryli, a truchło słomą wypchane na wozie taszcząc, do twierdzy wrócili chwałą okryci, przewagi swoje sławiąc .
[wynik: 16:4, bitwa vs lizardmeni Skavena, 2500 pkt, turniej w sklepie Imperium]
Kilka dni później, Mśćisław pałając gniewem straszliwym a słusznym, znowu w róg dmie a zastępy zbiera, topory ostrzy, wrogom pomstuje. Na niedalekim uroczysku złe rzeczy dziać się poczęły, ponoć ktoś dziady odprawiając za dużo miodu syconego na ziemię polał, ot i złe wypełzło. Tako baby gadają, ale kto by ich słuchał, wiadomo że syconego miodu na ziemie sie nie leje.. Jako miłościwie nam panujący, kniaź wziął na siebie obowiazek ładu zaprowadzenia a srogości okazania, hufiec zbiera, na bitwę wyrusza.
Woje, pamietając niedawne sławetne zwycięstwo ochoczo na wezwanie się stawili, na uroczysko pociągnęli. Wroga wypatrując, ustawili się do bitwy sposobem wypraktykowanym, a sluchaczom znanym, szkoda tu piwa i czernidła do zapisywania tego ponownie. Mądrej glowie dość dwie słowie, jako starożytne krasnoludzkie porzekadło rzecze.
Z kurchanow na uroczysku złe wypełzło, straszyc a wyć poczęło. Niektórzy woje zebami szczękali, jednakże dzielnie trwali na posterunku, popatrując na hufce wraże. Zatem wylazło spod ziemi plemię jakoweś zdziwaczałe, małe, paskudne a pokręcone, co padliną czuć było aże na naszej stronie. Obok zastep zbrojnych, w żelazo ubranych, jeno zdechlych jakichs a kosćmi blyskających. Obok były jeszcze dwa stada ghuli, jak je mędrzec jeden nazwał, a dalej straszydła jakieś z kosami, szatami powiewające, a do mgly podobne.
Ruszyło to wszystko w naszą strone, wyjąc a kośmi klekocząc, ręce a nogi gubiąc. Pośród tego zaśmierdłego towarzystwa człek jakiś blady szedł, ino slepia mu na czerwono świeciły. Gusła swoje odprawując, przyspieszył zdechlaki, co prawie pod nasze szeregi doszły. I tu puszkarze nasi dalej uzywac! W stronę wroga wystrzelono wszystko, co się dało, poprawiając tym czym się nie dało. Wrażych ciężkozbrojnych została mniej niż polowa, więc nasi już srogo cieszyli się na rabanie czerepów, tarcze gryząc.
Jednocześnie Mścisław próbował dopaść padliną śmierdzące stwory, jednakże po gruzie źle się biegnie, więc poczwary tez mialy czas na nabranie rozpędu.
Obie grupy zderzyły się z hukiem i loskotem, padlo wielu krasnoludów, jednakże odpór wrogowi był dany, więc po paru pacierzach wycięto paskudztwa owe do nogi.
Gorzej było pośrodku - wódz nieumarłych gusła jakoweś bluźniercze czynić zaczął, czemu nawet Krzesimir nie poradził, więc zdechlaki znowu na nogi postawil i dalejże na nas ich poganiać!
Tu hufiec nasz, w topory wielkie uzbrojon, ze sztandarem klanu dzierzonym przez Gniewomiła, walczył dzielnie, kladąc pokotem wielu nieprzyjaciół. Gniewomił mieczem ognistym wywijając, popłoch budził, i łatwiej truchła one rabać było. Jednakże w koncu zastępowi dzielnych krasnoludów, którym po porabaniu po wielokroć każdego truchła, ręce od zmęczenia mdlały, wycofać na z góry upatrzone pozycje przyszlo. Na niedobitki zbrojnych drużyna pod kniaziem uderzyła, walkę poczynając.
Tymczasem na tyłach górnicy wyszli chytrze, a wrażego wodza ujrzeli, chronionego ino przez małe stado ghuli. Ruszyli zatem z wiara w zwycięstwo. Tuż przed szarżą jeszcze nasi puszkarze zamiary górników ujrzeli, popłoch a śmierć i zniszczenie w szeregach wroga ponieśli, wiele ghuli hmm... trupem nieruchawym kładąc. Na zdziesiątkowane ostrząłem ghule z wampirem górnicy uderzyli, mordując ich srodze, nawet wampirowi rany czyniąc. Niestety wąpierz paskudny widzac co się święci kosiarzy owych z mgły utkanych przywolał, na górników naszych poszczuł. Ci widząc, że z wąpierzem rady nie dadzą, a z kilofem na mgłe tez nieroztropnie ruszać, pole oddali, niszcząc wszystkie padlinożerce do ostatka, zostawiając wąpierza samotnym w polu sterczącego.
Na widok ten puszkarze zakrzyknęli gromko, wapierza trafili celnie, że truchło przeklete nogami się nakryło, i nie wstało.
Umarlaki zaczęli się sypac na proszek szary i wracac dzie ich miejsce. Widząc to, kniaź Mścisław wycofał roztropnie swój hufiec, coby wojów na szwank nie narażac, i spokojnie na klęskę nieprzyjaciela patrzył.
Żreć truchła było głupio, poprzestano zatem na złupieniu pobliskiego kurchanu, którego wrota następnie Krzesimir runą straszliwą opieczętował, coby nic stamtad już nie wyłaziło, prawych krasnoludów dręcząc.
Po czym cała kompanija wśród radośći wielkiej w dom wrócila, miód a piwo pić, wodza chwalić, a podpiwszy truchło żabola nękać i niewiasty podszczypywać.
[wynik: 12:8, bitwa vs VC, 2500 pkt, turniej w sklepie Imperium tego samego dnia]
I znów niepokój w dworze kniazia Mścisława, do wrożdy krwawej przygotowania, pokrzykiwania zbrojnych, toporów ostrzenie a zebami zgrzytanie. Ale po kolei..
Otoż niedaleko jest twierdza tchórzliwego kniazia Hołomiła, którego ziemie graniczą z naszymi. Hołomił, zamiast zyć po sąsiedzku, piwo pić a braterską pomoc nieść, kiedy trzeba, po własność nasza bezwstydnie sięga. Na granicy ziem naszych oto jest mały lasek, a na skarju tego lasku rośnie wieeeelka grusza. No i grusza oczywiscie rośnie po naszej stronie, jednak częśc gruszek opada na stronę Hołomiła. Oczywiscie wszystkie te gruszki są nasze, jednakże Hołomil co i rusz ludzi wysyła i zbierać każe, bo ulęgałki to przepyszne.
I tak od słowa do slowa, od zwady do zwady, ktoś kogoś widlami pogonił, ktoś komuś kuflem przez łeb dał, to ktoś kogoś z kuszy postrzelił.
W tej sytuacji kniaź Mścisław roztropnie wieżę warowną wzniosł, mistrzów najlepsiejszych kamieniarskich wzywając, a stanicę ową strzelcami niechybnymi obsadzil, z przykazaniem, aby każdego kto po gruszki sięgnie okrzyknąć, a jak nie pomoże to odstrzelić.
Na wiesć o tym, kniaź Hołomił gniewem okrutnym zapałał, hufiec wojów uszykował i na wrożdę ruszył. Miłującemu pokój kniaziowi Mścisławowi nie pozostalo nic inszego jak swoich wojów zawezwać, a praw swych, wolności i gruszek bronić.
Zastepy Mścisława dotarły w ostatniej chwili - kniaź Hołomil uszykowawszy artylerię na wzgórzu ognia w wieżę dac kazał, ino belki w powietrze leciały. Strzelcy nasi zacżeli się odstrzeliwywac, kladąc kilku nieprzyjaciół. Wówczas Hołomil na czele swej gwardii, powiewając swym znakiem, do stanicy naszej się wdarł, strzelców trupem kładąc i obelgi przez strzelnice wykrzykując.
Zatrząsł się ze złości Mścisław, zazgrzytali zębami jego wojowie. Teraz o żadnej litości nie mogło być mowy, jeno zemsta sroga nastapić mogla. Mądrze kierując ogniem swojej artylerii, Mścisław zniszczył wraże maszyny, strzelców wielu trupem kładąc. Jednocześnie sam rzucił się do walki na długobrodych krasnoludów, szczególną zawziętością pałających do naszego knezia.
W tym czasie również górnicy wraz z wojownikami i Gniewomiłem uderzyli na ogromny zastęp nieprzyjaciól czterdziesci przeszło głów liczącym, wielu trupem kładąc, aż wreszcie goniąc uciekających tchórzliwie.
Kniaż Hołomił nadal drwil przez okna, przewagi swej pewien będąc. Na widok jego bezzebnej a chytrej mordy, puszkarze nasi wzięli wieżę na cel, strzelając z czego popadnie. Podciągnięto nawet działo ogniowe, żeby w zasięgu nieprzyjaciół mieć. A ponieważ wszystkie maszyny nosily runy ognia, a działo ogniowe też woda nie strzela, podpalono lasek, w którym stała wieża, razem z budynkiem. No i Hołomił z zastępem gwardii na skwarek usmażon do ostatniego został..
Kniaź Mścisław tymczasem wraz ze swoim zastepem wyciąl w pień długobrodych nieprzyjaciela, niedobitki goniąc.
Złupiono obóz przeciwnika wraz z ogromnym zapasem piwa na ucztę zwycięstwa (piwo wypito zagryzając pieczonymi gruszkami, przez co dniem nastepnym wielu wojów marsz opóźniało, co chwilę w krzaki chyzo biegając a pasa popuszczając).
W wyniku bitwy owej spłonął lasek, wieża, Holomił i sporna grusza, dzięki czemu zarzewie przyszlych niesnasek roztropnie przez kniazia Mścisława zażegnane zostało.
W ten oto chwalebny sposób, sprawiedliwość została wymierzona, co na przykład dla potomnych, a chwałę Mścisława jako tego, co nie zasypał gruszek w popiele, zapisane zostało, .
Tak, tak młodzi, tak drzewiej bywało..
[wynik: 20:0, bitwa vs Dwarfy, Romandakill 2500 pkt, turniej w sklepie Imperium tego samego dnia]
Pozdrawiam
- Bestialski_Brokuł
- Oszukista
- Posty: 800
Bardzo przyjemnie się czytało, także za sprawą słowiańskiego klimatu i imion- miła odmiana od Svenów Svensonów itp jak to zazwyczaj w fabularnych raportach krasnali bywa. Spór o gruszę jak w "Ogniem i mieczem"
Tak swoją drogą teraz już wiadomo czemu krasnoludy słabną skoro przez gruszę zostaje wyrżnięta cała armia 


Dzięki za komenty
Cieszę się że się spodobało 
Najsamprzód kniaź Mścisław, dzierzac topór ogromny, bez ksztyny magii kuty, zdobion jednak wielce. Kniaź zbroję swą przez samego Krzesisława, sławnego pradziada Krzesimira, na kowadle wykutą a runami: oporu oraz kamienia obdarzoną, zakłada. Miłościwie nam panujący, jak na wodza wielkiego przystalo, do bitwy jest noszon na tarczy ogromnej, przez swych wiernych wojów.
Drugie miejsce za Rady stołem zajmuje Krzesimir, mędrzec wielki, kowal zręczny, który również run domeną się para. Do bitwy chętnie toczyć na kolach starożytne Kowadło Zagłady każe, dziedzictwo przodków, na wrogów zgubę a utrapienie. Aby gusła wraże do armii naszej dostępu nie miały, Krzesimir z runami: czcigodną równowagi oraz rozproszenia na łańcuchu wyrytą chodzi. Zbroję jego wspaniałą zdobi runa ochrony, aby wraże pociski Mistrzowi w pracy nie przeszkadzały. Kowadła również chronią dwaj wojowie wspaniali, przysięgi poskładawszy, że kowadła ni Mistrza na pastwę nie porzucą, a bronić będą do ostatka.
Oprócz nich w radzie zasiada również Gniewomił, młokos jeszcze, lecz już rozumem dojrzały i odwagi wielkiej. Znaku klanowego dzierżenia zaszczytu od dostąpił, broniąc go chwalebnie przed hordami nieprzyjaciół, a wojów własnych do boju zagrzewając. Topór jego ogniem płonie, zaś zbroja ozdobiona jest runami gromrilu, ochrony przed podstepnymi ciosami a truciznami, oraz oporu, by wraże żelazo dostepu doń nie miało. Nie za wielka to ochrona, gdyż Gniewomil zawsze tam gdzie bój najzaciętszy staje.
Poza najpierwszymi, wielu pomniejszych znaczeniem, lecz nie odwagą, wojów wyliczyć można hufiec tarczowników nadworny, któremu sam Mścisław najchętniej przewodzi. Dwadzieścia ósiem głów liczący, z własnym proporcem, kotłem do boju zagrzewającym oraz drużynnikiem Wojsławem, na każde zawołanie kniazia staje.
Drugiej drużynie, trzydzieści głów liczącym topornikom, również z własnym znakiem i surmą bojową, Gniewomił przewodzi. Był on kiedyś drużynnikiem jeno, jednakże wsławił się przewagami okrutnymi i teraz dzierży znak wojenny rodu.
Oprócz tego z myśliwych, w górach polujących, oddział kuszników dziesięciu złożono, aby wrogów pociskami razili. Znaku ni trąby nie mają, lecz do bitki oni rownież skorzy, po karczmach fechtunek pięściami wyćwiczonym mając.
Opłacil kniaź czystym złotem dziesięciu rownież strzelców niechybnych z piszczelami i samopałami, by huk a dym czynili, wrogów ubijając.
Na wezwanie kniazia górnicy z kopalni niedalekiej, zwierzchność Mścisława uznającej, w boju stają, pod swoim znakiem, ze sztygarem i kilofami ogromnymi, w liczbie dwudziestu. Za zadanie mają nieprzyjaciól okrażać, zamieszanie a harmider czynić, wreszcie w bój się rzucać wraz z resztą wojów zawzięcie.
Reszty dopełnia artyleryja cięzka, oczko w głowie kowala Krzesimira, który na bieżąco dokonuje niezbędnych napraw a czasem runę jaką wyryje.
I tak duma Mścisława, działo ogniowe po praprzodkach odziedziczone, z beczki drewnianej zręcznie uczynione, uśmiech na twarzach przeciwników przywołujące. Jednakże uśmiech często jest im z twarzy zdarty celnym trafieniem strugą ognia..
Poza tym w zbrojowni organki stalowe drzemią straszliwe, w najwiekszych potrzebach w bój zabierane, balista potęzna runą ognia obdarzona a własnego inżyniera przydzielonego mająca, który dogląda maszyne prastarą, i za nią działo ogromne do plucia wrogom kulami ołowianymi w twarz, z runą kucia i ognia na lawecie rytymi. No i na koniec katapulta, również klanowi od wieków służąca, z runami celności, ognia i sily przez pokolenia kowali uczynionymi.
Na koniec podsumowanie przez Pióromiła w złocie, i dobrach inszych wyliczone:
Moderunek Mścisława: 206
Moderunek Krzesimira: 415
Moderunek Gniewomiła: 160
Huf tarczowników: 277
Huf toporników: 315
Kusznicy: 110
Strzelcy: 140
Górnicy: 270
Katapulta: 150
Działo: 130
Balista: 65
Dzialo ogniowe: 140
Organki: 120
Łącznie: 2498 miar w złocie a klejnotach i skarbach wszelakich.
Taki to oto wybór maszyn i wojów na Mścisława wezwanie się stawił, w bitwach dzielnie odpór przeciwnikom dając a zgubę mu niosąc.
Pozdrawiam


Proszę uprzejmie, oto zatęp kniazia Mścisława głowa po głowie spisany:Bardzo fajnie napisana relacja, mozesz jeszcze rospiske dorzucic dla wyklarowania co miales w armii.
Najsamprzód kniaź Mścisław, dzierzac topór ogromny, bez ksztyny magii kuty, zdobion jednak wielce. Kniaź zbroję swą przez samego Krzesisława, sławnego pradziada Krzesimira, na kowadle wykutą a runami: oporu oraz kamienia obdarzoną, zakłada. Miłościwie nam panujący, jak na wodza wielkiego przystalo, do bitwy jest noszon na tarczy ogromnej, przez swych wiernych wojów.
Drugie miejsce za Rady stołem zajmuje Krzesimir, mędrzec wielki, kowal zręczny, który również run domeną się para. Do bitwy chętnie toczyć na kolach starożytne Kowadło Zagłady każe, dziedzictwo przodków, na wrogów zgubę a utrapienie. Aby gusła wraże do armii naszej dostępu nie miały, Krzesimir z runami: czcigodną równowagi oraz rozproszenia na łańcuchu wyrytą chodzi. Zbroję jego wspaniałą zdobi runa ochrony, aby wraże pociski Mistrzowi w pracy nie przeszkadzały. Kowadła również chronią dwaj wojowie wspaniali, przysięgi poskładawszy, że kowadła ni Mistrza na pastwę nie porzucą, a bronić będą do ostatka.
Oprócz nich w radzie zasiada również Gniewomił, młokos jeszcze, lecz już rozumem dojrzały i odwagi wielkiej. Znaku klanowego dzierżenia zaszczytu od dostąpił, broniąc go chwalebnie przed hordami nieprzyjaciół, a wojów własnych do boju zagrzewając. Topór jego ogniem płonie, zaś zbroja ozdobiona jest runami gromrilu, ochrony przed podstepnymi ciosami a truciznami, oraz oporu, by wraże żelazo dostepu doń nie miało. Nie za wielka to ochrona, gdyż Gniewomil zawsze tam gdzie bój najzaciętszy staje.
Poza najpierwszymi, wielu pomniejszych znaczeniem, lecz nie odwagą, wojów wyliczyć można hufiec tarczowników nadworny, któremu sam Mścisław najchętniej przewodzi. Dwadzieścia ósiem głów liczący, z własnym proporcem, kotłem do boju zagrzewającym oraz drużynnikiem Wojsławem, na każde zawołanie kniazia staje.
Drugiej drużynie, trzydzieści głów liczącym topornikom, również z własnym znakiem i surmą bojową, Gniewomił przewodzi. Był on kiedyś drużynnikiem jeno, jednakże wsławił się przewagami okrutnymi i teraz dzierży znak wojenny rodu.
Oprócz tego z myśliwych, w górach polujących, oddział kuszników dziesięciu złożono, aby wrogów pociskami razili. Znaku ni trąby nie mają, lecz do bitki oni rownież skorzy, po karczmach fechtunek pięściami wyćwiczonym mając.
Opłacil kniaź czystym złotem dziesięciu rownież strzelców niechybnych z piszczelami i samopałami, by huk a dym czynili, wrogów ubijając.
Na wezwanie kniazia górnicy z kopalni niedalekiej, zwierzchność Mścisława uznającej, w boju stają, pod swoim znakiem, ze sztygarem i kilofami ogromnymi, w liczbie dwudziestu. Za zadanie mają nieprzyjaciól okrażać, zamieszanie a harmider czynić, wreszcie w bój się rzucać wraz z resztą wojów zawzięcie.
Reszty dopełnia artyleryja cięzka, oczko w głowie kowala Krzesimira, który na bieżąco dokonuje niezbędnych napraw a czasem runę jaką wyryje.
I tak duma Mścisława, działo ogniowe po praprzodkach odziedziczone, z beczki drewnianej zręcznie uczynione, uśmiech na twarzach przeciwników przywołujące. Jednakże uśmiech często jest im z twarzy zdarty celnym trafieniem strugą ognia..
Poza tym w zbrojowni organki stalowe drzemią straszliwe, w najwiekszych potrzebach w bój zabierane, balista potęzna runą ognia obdarzona a własnego inżyniera przydzielonego mająca, który dogląda maszyne prastarą, i za nią działo ogromne do plucia wrogom kulami ołowianymi w twarz, z runą kucia i ognia na lawecie rytymi. No i na koniec katapulta, również klanowi od wieków służąca, z runami celności, ognia i sily przez pokolenia kowali uczynionymi.
Na koniec podsumowanie przez Pióromiła w złocie, i dobrach inszych wyliczone:
Moderunek Mścisława: 206
Moderunek Krzesimira: 415
Moderunek Gniewomiła: 160
Huf tarczowników: 277
Huf toporników: 315
Kusznicy: 110
Strzelcy: 140
Górnicy: 270
Katapulta: 150
Działo: 130
Balista: 65
Dzialo ogniowe: 140
Organki: 120
Łącznie: 2498 miar w złocie a klejnotach i skarbach wszelakich.
Taki to oto wybór maszyn i wojów na Mścisława wezwanie się stawił, w bitwach dzielnie odpór przeciwnikom dając a zgubę mu niosąc.
Pozdrawiam
Bardzo przyjemne do czytania
Szacuneczek.

Kupię bretońskie modele z 5tej edycji:
Metalowi quesci,
French Games Day Knight 'L'Hermite De Malemont' !! ,
4ed rycerze na piechotę.
Snot Fanpage <<--- , klikać!
Metalowi quesci,
French Games Day Knight 'L'Hermite De Malemont' !! ,
4ed rycerze na piechotę.
Snot Fanpage <<--- , klikać!
