Bitwa była na 2000 p.
Uciekający ze wschodu chłopi przynieśli wieści o zbliżającej się nienasyconej bandzie ogrów zjadającej wszystko, co stanie im na drodze. Zbierający właśnie dziesięcinę w okolicy Ubersotz arcy elektor Sigmara, kardynał Josef zawrzał gniewem – „Żreć im się zachciało? To ja w imię naszego Pana nakarmię ich miłosiernie. Ołowiem”. Pospiesznie zebrał armię i ruszył na spotkanie ogrów. Miasteczko Ubersotz posiadało nienajgorszy park maszynowy: parowy czołg, piekłomiot, armata i moździeż, wspomagane przez dwóch dyplomowanych inżynierów. Jeden z tych inżynierów był też zamiłowanym eksperymentatorem i próbował sztuczek z bombami przenoszonymi przez gołębie. Ponadto garnizon miejski w postaci 12 strzelców ze sztandarem i sierżantem z długim, hochlandzkim muszkietem, oraz 17 kuszników, również ze sztandarem, wspieranych przez 5 milicjantów, na co dzień ochroniarzy w miejscowych barach. Uciekający z okolic przerażeni chłopi, którym strata majątku odebrała rozum, uformowali zgrabny (niestety tylko 21 osobowy) oddział biczowników. Armię dopełniali: miejscowy szlachciur Otto von Rode dumnie dzierżący sztandar miasta, burmistrz Ubersotz Nikodemus Phalemusm mag-lord Bursztynowego Kolegium (niestety tylko 3 poziomu, z braku punktów) wspierający się na magicznym kosturze mocy (Rod of Power) i jego wieloletni uczeń (choć wciąż na 2 roku) Rudolf, trzymający w sakwie drogi, lecz warty swej ceny, groźny zwój Feedback. Kardynał Josef ruszył do boju na samobieżnym ołtarzu Sigmara (taki ołtarz jest wręcz nieoceniony w czasie zbierania dziesięciny – wywiera wrażenie wzmagające hojność, a potem ułatwia transport zebranych datków. A w czasie bitwy, jako naprawdę duży ułatwia dowodzenie armią. No i zapewnia liczne błogosławieństwa). Odziany był w niesamowitą zbroję z meteorytowej stali, w rękach dzierżył pokaźny, solidny, dwuręczny pastorał. Na zbroi zawiesił karmazynowy amulet.
Na polu bitwy, na lewej flance stanęli kusznicy wraz ze wspierającymi ją milicjantami. Obok nich, w ruinach starej karczmy ulokowali się strzelcy. Karczma w przeszłości miała zapewne jakieś powiązania z nieczystymi siłami, bo okazało się, że znajdujący się w jej pobliżu magowie mogą łatwiej czerpać moc. (arcane ruins). Magowie stanęli więc w pobliżu. Kardynał postanowił po bitwie nakazać inkwizytorom zbadanie sprawy tej karczmy i ukaranie winnych zaniedbań. Kolejni, już w centrum pola bitwy stanęli święci wariaci, a obok nich stanął kardynał ze swoim ołtarzem. Dalej, na górce znajdował się punkt artyleryjski: armata, moździerz i inżynierowie, a u podnóża tejże górki piekłomiot. Na końcu na prawej flance stanął czołg. To był błąd. Kardynał skierował go tam i ustawił przy tylnej krawędzi pola bitwy chcąc ochronić artylerię przed zasadzką – wieści głosiły, że w okolicy grasują dwa ogrowe pożeracze. Cóż, skierowanie czołgu do tak przyziemnego zadania jak ochrona artylerii było błędem, błędem którego kardynał Josef nie zamierza powtórzyć nigdy więcej.
Na przeciw, na drugim końcu pola bitwy zjawiła się armia Ogrów. Na przeciw lewej flanki Imperium ukryta za wzgórzem stanęła nieprzeliczona horda ogrów (6x3 czyli 18 ogrów, no dobra, było ich 16 ale lukę uzupełnili generał i chorąży armii). Obok stanął ogr ludożerca i ogr rzeźnik, ichni mag. Połączeni razem tworzyli coś na kształt jednostki. Obok znajdowała się banda 20 gnoblarów, zapewne zapas prowiantu na czarną godzinę. Na końcu linii ogrów, na ich lewej flance, czyli naprzeciw prawej flanki Imperium stanęły 3 ogry z wielkimi pałami.
Na zielony stół pola bitwy upadły pierwsze kostki: szczęście było po stronie Synów Sigmara, to oni mieli zacząć bitwę. Niestety na tym ich szczęście chyba się skończyło.
tura1
Kardynał i biczownicy ruszyli lekko do przodu. Już pierwsza tura magii pokazała, że nadszedł kres szczęścia dla Imperium, wiatry magii zaowocowały 3 kostkami, magowie nie zaczerpnęli też dodatkowej mocy. Nikodemus spróbował rzucić w ogrzą hordę Większą Bursztynową Włócznię, niestety nie tylko nie zdołał rzucić czaru, co gorsza noszony bodaj przez ogrzego chorążego przedmiot sprawił, że dwie 3 zmieniły się w miscast, a ten zakończył się utratą przez Nikodemusa 3 poziomów magii, w związku z czym przestał on w ogóle być magiem. Niepewni co w tej sytuacji robi noszony przez niego Rod of Power uznaliśmy że przedmiot działa. Kusznicy nie mogli strzelać, bo ogry kryła górka, sierżant strzelców strzelił do rzeźnika i o dziwo trafił i zranił. Strzał z armaty dość precyzyjnie trafił w podstawkę ogra w pierwszym szeregu, nie był jednak łaskawy potoczyć się dalej, nie miało to jednak znaczenia, bo jak się okazało zadał całą jedną ranę.
I tak zamiast planowanego przeorania dwóch ogrowych kolumn, jednej magiczną włócznią, drugiej armatnią kulą – zadałem jedną ranę. O Sigmarze, czemuś mnie opuścił?
Wycelowany w sam środek hordy pocisk z moździerza zniosło zupełnie poza hordę i to pomimo interwencji magistra inżyniera, który próbował wytłumaczyć tym niedouczonym namiastkom artylerzystów, że w ten sposób nie trafią, że cosinus kąta uniesienia lufy nie powinien być większy od kwadratu odczytu z dalmierza. Nieuki nie zrozumieli i pierdolnęli dobre 8 cali od celu. Tak to jest, gdy zamiast uważać w szkole artylerii ciągle się wódę chla i dziewki karczemne obłapia. Drugi inżynier wypuścił gołębia, niestety wybuchł on w powietrzu zanim doleciał do celu.
Widząc, że tak naprawdę zupełnie nic im się nie stało uradowane orgy wrzasnęły donośnie „Uraaa!!! Wpieriod!!!” i pogoniły ile sił w nogach w kierunku pozycji Imperium. Ogrzy rzeźnik obdarzył hordę regeneracją, próbował też wielu innych sztuczek ale Rudolf mu przeszkadzał skutecznie. Błogosławieństwo Sigmara, dwie kostki dispela co turę to cenna rzecz. A ogrza magia z każdym czarem wychodzącym na 3”+ jest po prostu chora, jeden taki rzeźnik rzuca co turę cały lor i jeszcze mu parę kostek zostaje.
tura2
Biczownicy wrzeszcząc „Owcojebcy! Matkożercy!” skręcili lekko w lewo i pobiegli w kierunku ogrzej hordy. Kardynał zaszarżował gnoblary. Nie był to najlepszy pomysł, mógł zrobić coś bardziej pożytecznego, ale nie przyzwyczajony jeszcze do „steadfast” zrobił co zrobił. Wiatry Magii ponownie nie były zbyt łaskawe dla sług Sigmara, ale kardynał Płomieniem Duszy zabił dwa gnoblary. No, przynajmniej coś, lepiej niż w poprzedniej turze. Stzrzelcy i kusznicy oddali salwę w hordę, pomimo regeneracji zabili jednego ogra. Snajper tym razem nie trafił. Piekłomiot skierował swoje lufy w kierunku trzech ogrów z wielkimi pałami. I strzelił.
- Idioto, gdzie sypiesz ten proch! Ty durniu! – wrzasnął inżynier widząc co robi ten niedoszkolony idiota z obsługi. Interwencja inżyniera szczęśliwie zmieniła niewypał w 6 strzałów.
- Pojebało Cię? To trzeba dokręcić, nie może być takiego luzu! Kto wam dał licencję? – ryknął drugi inżynier, jego interwencja również szczęśliwie zapobiegła niewypałowi i zmieniła drugi niewypał również w 6 strzałów.
Czując taki pewnego rodzaju lęk wziąłem po raz piąty kostkę do ręki, trzecia lufa. Co zrobi? Rzuciłem. 10 strzałów. No, odetchnąłem z ulgą, niestety nie na długo, chwilę potem armata wycelowana w hordę rzuciła niewypał. Inżynierowie zajęci debilami obsługującymi piekłomiot nie mogli zając się durniami obsługującymi armatę i ta zacięła się, nie strzeli ani w tej ani w następnej turze. Tyle przynajmniej że nie wybychła. Salwa z piekłomiotu zabiła dwa ogry i raniła trzeciego, nerwy mu nie wytrzymały i rzucił się do ucieczki wrzeszcząc żałośnie. Strzał z moździerza tym razem zniosło tylko o 2 cale i drugi ogr z hordy rozstał się z tym światem. Kardynał rozjechał kilka gnoblarów i zaczął okładać pozostałe swoim potężnym pastorałem.
Uciekający ogr wziął się w garść. Horda ogrów podążająca wprost na kuszników skręciła lekko i zaszarżowała na biczowników. Ci szepnęli cicho „koniec jest bliski” i patrząc tępo przed siebie przyjęli szarżę. Powinni byli uciec, ale byli na to za głupi. Plan był taki, że kusznicy ucieknął razem ze sztandarem armii, a wtedy biczownicy wpadną na flankę hordy. Niestety, bestie te (choć tępe) nie dały się na to nabrać. Jeden z pożeraczy wyszedł właśnie z zasadzki i ustawił się cal za kusznikami. Ogrza magia nie spowodowała nic wartego uwagi, ot rzeźnik najpierw uleczył sobie straconą wcześniej ranę, a potem dostał ją ponownie z Feedback skrola. Impet szarży zabił 5 biczowników, potem oddali oni swoje 21 ataków cepami, zabijając dwa ogry i raniąc trzeciego. A potem (mniej więcej) pierwszy i drugi szereg ogrów zabiły wszystkich biczowników. Mając w zapasie ataki trzeciego (nieco już uszczuplonego) szeregu i stompy, zadowolone z siebie ogry pobiegły przed siebie (tzn. na skos pola bitwy), na szczęście (dla mnie na szczęście, a ku wielkiej złości mojego przeciwnika) nie pobiegły szybko, zatrzymały się jakieś 3 cale przed piekłomiotem. Widząc rozwałkę biczowników strzelcy i dołączony do nich były mag popuścili w gacie i zarządzili „Spierdalać!!” Nie pomógł szlachciur ze sztandarem krzyczący „Gdzie! Świnie jedne! Stać!” Odwrócili się i uciekli od razu za stół. Uciekli aż do Uberstolc, zamknęli za sobą bramy miasta, tak że wracający w nocy pozostali żołnierze Imperium mieli kłopoty z dostaniem się do własnego miasta i musieli prochem wysadzić własną bramę. Następnego dnia, po pokazowym (acz krótkim) procesie burmistrz Nikodemus został uznany winnym dezercji, zdrady i ogólnie winnym całej sytuacji i powieszony. A tymczasem kardynał Josef systematycznie, powoli rozbijał gnoblarom łby i tratował je podkowami swych koni. I tak aż do ostatniej tury, kiedy to kilka ostatnich wreszcie uciekło.
tura 3
Kusznicy i pomagający im milicjanci zreformowali swoje szyki szykując się na przyjęcie szarży pożeracza. Zmierzyłem odległość i świadom ryzyka (zwłaszcza w obliczu moich rzutów) zadeklarowałem „5 punktów pary, na 6 się zepsuje”. Rzut się udał i czołg pojechał w stronę hordy, o pół (a może o 3/4) cala wyprzedzając armatę, ale niestety nie wyprzedzając piekłomiotu. Piekłomiot świadom nieuchronności swojej śmierci w następnej turze wypalił z bliska w ogrzą hordę, sam, bez pomocy inżynierów zabijając 3 ogry. Moździeż wziął na cel samotnego ogra, lecz oczywiście nie trafił, interwencja inżyniera zmieniła jedynie kierunek nietrafienia, tak że brzegiem placka trafił w Ołtarz Sigmara. Błogosławieństwo obroniło jednak zarówno kapłana jak i sam ołtarz. Drugi inżynier puścił gołębia na hordę, ale ten ponownie wybuchł w powietrzu. Mag Rudolf miał dość rozumu by ruszać się szybko pomimo bliskości rzeźnika i ludożercy i ustawił się na ich flance, skąd czarował co mógł, niestety bezskutecznie. Obsługanci czyścili armatę.
W swojej turze rzeźnik i ludożerca zwrócili się w stronę maga, rzeźnik czarował co mógł (a mógł dużo), jednak nie odniósł skutku. Horda zaszarżowała piekłomiot, nawet nie traciliśmy czasu na rzutu. Po zniszczeniu maszyny ogry pobiegły dalej wbijając się (a raczej nadziewając się na czołg). Impet ich szarży nie zrobił na czołgu żadnego wrażenia, za to jeden ogr zginął od zaszarżowania na czołg. [D6 impaktów S6 przełożyło się akurat na 3 rany na ograch]. I tym sposobem trzeci szereg hordy przestał istnieć. Drugi pożeracz wyszedł właśnie w pobliżu artyleryjskiej górki. W czasie walki ogry nie zdołały zranić czołgu, jedynie ich generał dał radę zadać jedną ranę. Reszta hordy równo, warhammerowo stała cal o armaty (trochę ją cofnęliśmy) i przyglądała się swojemu szefowi wielką pałą okładającemu czołg. Pożerasz zaszarżował kuszników, daleko biec nie musiał. Milicja zaszarżowała pożeracza. Szlachciur ze sztandarem zadał mu dwie rany, ten w odwecie skupił wszystkie swoje ataki na nim i go zabił. A zabił go przez głupią Imperialną dyrektywę IH-78 że BSB nie może używać ani tarczy ani dwuraka, bo to nie przystoi Kapitanowi Imperium. A żeby tego urzędasa co to wymyślił poskręcało. Gdyby miał lepszy sejwik z tarczy i dodatkowo malutki wardzik z parowania – to by przeżył. Milicjanci i kusznicy zdołali zdać pożeraczowi jeszcze jedną ranę.
tura 4
Mag ponownie miał dość rozumu by maszerować i ponownie poszedł na flankę rzeźnika i ludożercy (tak sobie fajnie chodzili w koło, ogrom nie przyszło do głowy rozdzielić się i wziąć maga z dwóch stron). Załoga armaty mając 12 ogrów o cal od siebie wypięła się do nich dupą i obróciła armatę. Gdyby obracać armatę tak jak obróciłaby się realnie, że koła pozostają w miejscu to koniec lawety przejechałby najbliższemu ogrowi po butach. „Ej ty! duży! nastąp się!” wrzasnął jeden artylerzysta do ogra „tam masz czołg, z nim się bawisz, nie z nami! posuń się trochę, jak mam obsługiwać armatę jak nie mogę przejść sobie w koło? skaranie boskie z tymi typami. Stoi taki i przeszkadza człowiekowi w pracy” – gderał artylerzysta. Chcąc zrobić ogrom jakieś kuku zadeklarowałem „4 punkty pary, na 6 się psuje” nie lubię tak ryzykować, ale chciałem ich trochę porozjeżdżać. Rzuciłem 6, ech. Para gwizdnęła, czołg sapnął i stęknął i dostał drugą ranę. Z mielenia ogrów w tej turze nici. Mag nie wyczarował nic. Armata strzeliła kartaczem w pożeracza zadając mu 2 rany, inżynier próbował poprawić gołąbkiem, nic jednak nie zrobił. Na moździerz było za blisko, strzelił więc gdzieś tam w kierunku samotnego orga. Kusznicy i milicjanci nie zdołali zadać pożeraczowi ostatniej rany, w związku z tym zginęło kilku z nich. Ogry bezskutecznie okładały czołg.
Dwóch ogrów obróciło się w stronę maga, magia ponownie nic nie zrobiła. Chłopakom ponownie nie udało sie dobić pożeracza, zginęła reszta milicjantów. Drugi pożeracz zjadł armatę. Ogrom udało się zadać kolejną, trzecią już ranę czołgowi.
tura 5
Ostatnia, bo czas się skończył. Zagraliśmy ją sposobem przyśpieszonym.
1. imperialny mag po raz kolejny wykazał się Ld i znowu przeszedł na flankę ogrów, po czym zmienił się w chimerę bodaj (albo w smoka) i zionął, ale nie zranił ani ludożercy ani rzeźnika. Ogr rzeźnik nie wyczarował nic wartego uwagi.
2. kusznicy zabili w końcu pożeracza
3. kilka ostatnich gnoblarów rzuciło się do ucieczki i zostali rozjechani przez ołtarz
4. polowanie moździerzem i gołąbkiem na samotnego, rannego ogra skończyło się na niczym
5. ogry wbiły jeszcze jedną ranę czołgowi, ale nie społowiły go, co zrobił czołg nie rzucałem, bo dojść do społowienia hordy nie było szans.
Wynik: Ogry zdobyło coś ok 900 p, Imperium ok 250 p.
Bitwa pod Ubersotz. Albo pech artylerzysty.
Moderator: RedScorpion
Jak na zwykłe miasteczko tutejsi mieszkańcy dysponowali chyba zbyt dużym arsenałem...
Wg mnie średnio wypadła też motywacja chłopów do stania się biczownikami. Bardziej przypominało mi to protest kułaków przeciwko kolektywizacji
Niestety to też odpada, bo potem stanęli ramię w ramię z naczelnym czekistą
Na pewno też brak zdjęć powoduje pewien niedosyt 
Okej, ale żeby nie marudzić aż nadto... do niczego innego przyczepić się nie można. Opisy z przysłowiowym jajem, chwilami może za dużo suchej mechaniki, ale tak czy siak zgrabnie połączyłeś oba style (mechaniczny i, ekhm, opisowy).
Niestety kolego - ta okrutna dyrektywa tłamsi też sztandarowego armii Khazadów. Nie potrafię zrozumieć, co takiego mają w sobie wysokie elfy, że ich sztandarowy może dzierżyć dwuraka i sztandar jednocześnie




Okej, ale żeby nie marudzić aż nadto... do niczego innego przyczepić się nie można. Opisy z przysłowiowym jajem, chwilami może za dużo suchej mechaniki, ale tak czy siak zgrabnie połączyłeś oba style (mechaniczny i, ekhm, opisowy).
Niestety kolego - ta okrutna dyrektywa tłamsi też sztandarowego armii Khazadów. Nie potrafię zrozumieć, co takiego mają w sobie wysokie elfy, że ich sztandarowy może dzierżyć dwuraka i sztandar jednocześnie

Czołg w byle miasteczku.
Nieklimatyczny raport niestety. Szkoda, bo bitwa pewnie wyglądała zacnie

Nieklimatyczny raport niestety. Szkoda, bo bitwa pewnie wyglądała zacnie

Natomiast wszystkim prawicowym purystom ideologicznym, co to rehabilitują nacjonalizm, moge powiedziec że odróżanianie nacjonalizmu od faszyzmu, przypomina poznawanie rodzajów gówna po zapachu;-)).
Czołgi znajdują się w największych miastach takich jak Nuln, Altdorf itp... (nie wiem czy dobrze napisałem nazwę drugiego miasta)
M&M Factory - Up. 14.01.2017 Ostatnia trójka pegazów