Jest to raport bitewny z gry, którą rozegraliśmy przedwczorajszego wieczoru. Umówiliśmy się, że wystawiamy każdą dostępną jednostkę z booka. Co do zasad to korzystaliśmy z niemodyfikowanych zasad z Rulebooka, z wyjątkiem Virtual Line of sight.
Moja rozpiska:
Lords:
Dwarf Lord: Shieldbearers, GW, M.R.of Steel, R.of Resistance, M.R. of Kragg The Grimm, R.of Fury = 301
Runelord: Anvil, Shield, R.of Stone, M.R of Ballance, R.of Spellbreaking = 398
Heroes:
BSB: M.R. of Gromril, R.of resistance, R.of Preservation =130
Runesmith: Shield, Mr of Spellbinding, R.of Spellbreaking =147
Engineer: R.of Stone, GW, Handgun =89
Dragonslayer: Mr.of Swiftness, R. of Might, R.of Burning =105
Thane: GW, R.of Brotherhood, R.of Stone =94
Core:
40 Warriors: GW, FCG =425
20 Warriors: Shields, FCG =205
30 Longbeards: Shields, GW, FCG, R.of Grungni =495
10 Crossbow-Rangers: GW =140
10 Crossbowmen: GW =130
10 Thunderers: Shields =150
Special:
25 Hammerers: Shields, FCG =355
25 Ironbreakers: FCG =355
30 Miners: FCG =355
25 Slayers =275
Cannon: R.of Forging, R.of Burning =130
Cannon: R.of Forging =125
Stone Thrower: R.of Accuracy, R.of Penetrating, Burning =150
Bolt Thrower: Engineer, Burning =65
Rare:
Organ Gun =120
Organ Gun =120
Flamecannon =140
RAZEM 4999
Okolice lasu Loren były zaiste wyjątkowym miejscem. Tamtejsze tereny były bogate w rzadkie odmiany drzew, z którego nasi rzemieślnicy produkują najpiękniejsze meble, machiny wojenne oraz drzewce dla mistrzowskich broni. Co więcej liczne szlaki targowe otaczały las... Gdyby tylko udało się wybudować kilka dróg przecinających tę puszczę, życie Krasnoludów z Karak-Norn byłoby o wiele łatwiejsze. Karawany z towarem docierały by do Bretonnii o połowę szybciej i bezpieczniej, bo z dala od licznych plemion zielonoskórych.
Wspaniałe marzenia o bogactwie i ekspansji rozwiewały jednak Elfy zamieszkujące Loren od czasów, gdy poniosły porażkę w Wojnie o Pomstę i ignorujące nasze prawa do tych ziem. Ciężko pracujący drwale padali bez życia ze strzałami w plecach, nigdy nie dostrzegłszy swoich oprawców. Karawany często spotykał podobny los, co zmuszało Króla Karak Norn do przydzielania im licznej ochrony, która ledwo sobie radziła, bo jak walczyć z wrogiem który ukrywa się w cieniach i atakuje tak podstępnie?
Pomimo potencjalnego niebezpieczeństwa ze strony zdziczałych plemion Elfów, Król Nain nie dał się zniechęcić do polowań, które regularnie organizował. Wszak jak słusznie twierdził, ziemie wokół Karak-Norn należały do jego rodu na długo przed przybyciem długouchych.
Tradycyjnie więc, pierwszego dnia lata Król Nain, syn Durina wyruszył wraz ze świtą upolować zwierza, którym mógłby uraczyć swych szlachetnych gości na dzisiejszej uczcie. Mijały godziny a Nain nie ustrzelił niczego większego od zająca, zapuszczał się więc dalej niż zwykle.
-Panie, czy nie pora zawrócić do twierdzy? Uczta już zapewne przygotowana a jadła nam wszak nie zabraknie. Zasugerował jeden z długobrodych towarzyszy, oglądając się co chwila za siebie. Pierwszy raz w życiu zatęsknił za słońcem, którego promyki przestały się przedzierać przez korony drzew już dawno temu.
-Milcz! Czy chcesz abym się ośmieszył przynosząc na ucztę cholernego zająca? Gdybyś nie wyprowadzał mnie z równowagi swoimi zbędnymi komentarzami, trafiłbym tamtego jelenia i już dawno wrócili byśmy do domu!
Zanim jeszcze głos rozgniewanego Króla zdążył przebrzmieć, zza pobliskiego wzniesienia dało się usłyszeć trzeszczące drzewo. Musiało to być coś naprawdę wielkiego, być może upragniony jeleń lub dzik! Król wbiegł na wzniesienie i czym prędzej przyłożył kuszę do policzka. Jednak zwierze, które ujrzał przerosło jego oczekiwania. Około stu metrów przed nimi, na wielkiej polanie wygrzewał się ogromny, zielony smok. Długobrody, który teraz jeszcze bardziej żałował że nie jest w swojej podziemnej komnacie obrócił się na pięcie i zerwał do ,,taktycznego odwrotu" jednak potknął się o korzeń i z hukiem i trzaskiem żelastwa stoczył się ze wzniesienia. Smok musiał by być głuchy żeby nie usłyszeć tego dzwonka na kolację, uniósł swe ociężałe cielsko i ruszył w stronę krasnoludów z zaskakującą prędkością.
Hammerersi z królewskiej ochrony natychmiast stanęli murem przed swym władcą, pozostali nie tracili głowy, chwycili osłupiałego króla i ruszyli w kierunku z którego przybyli. Odgłosy walki szybko stłumiły znikające za nimi drzewa, odgłos mlaskającego mięsa i krzyków niósł się jednak daleko. Na szczęście bestia nie podjęła pościgu, zapewne ociężała po skonsumowaniu takiej ilości kolczug i napierśników...
Dzięki opatrzności Valayii Król Nain powrócił do Karak-Norn.
-Dość tego! Nie zniosę więcej tego lasu, czy nie wystarczy że jest pełen długouchych i leśnych zjaw!!?? Teraz jeszcze ten Przeklęty gad!! Zwołać naradę wojenną!
Jak rozkazał, tak też się stało, następnego tygodnia przed lasem Loren zebrały się wszystkie klany Karak-Norn. Setki wojowników uzbrojonych po zęby i odzianych w wyśmienitą zbroję swoich przodków. Zjawili się nawet Bracia Grimnira, zapewne zwabieni pogłoskami o smoku.
Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź Ludu Lasu. Z pomiędzy drzew wyłoniła się prawdziwa armia budząca strach i jednocześnie zdziwienie. Naprzeciw Krasnoludów stanęły nie tylko Elfy, u ich boku stąpały ogromne, ożywione drzewa, w oczach miały śmierć. Na prawej flance Król Nain ujrzał plugawą bestię, która niemal odebrała mu życie. Dosiadał jej długouchy... Co za potężna magia mogła kontrolować takie bestie?
Nie czekając na pierwszy ruch przeciwnika, Król Nain, syn Durina wydał rozkaz, a z luf jego dział buchnął ogień.
Rozstawienie:

TURA 1 Krasnoludy:

Piechota utrzymywała pozycje, Nain był pewny że przewagą ognia zmusi Elfy aby same zaatakowały.
Ostrzał rozpoczął się tragedią. Obsługa Organ Guna próbujac zniszczyć oddział Waywatcherów wysadził swoje działo w powietrze... Na szczęście obsługa drugich organek była bardziej kompetentna i starła ich z powierzchni ziemi. Działa w połączeniu z katapultą poważnie zraniły oba Treemany. Kusznicy wraz z Rangersami przerzedzili Wild Ridersów. Runelord starał się uziemić Smoka za pomocą Kowadła Zagłady, lecz za sprawą Elfiego podstępu ta próba zakończyła się eksplozją starożytnego reliktu... (2x1).
Generalnie nie zdziałałem wiele.
TURA 1 Elfy:

Cała armia ruszyła naprzód, niczym rój pszczół rozwścieczony obecnością niedźwiedzia. Pomimo wyeliminowania Runelorda, elfia magia niewiele zdziałała, za to ostrzał zabił obsługę armaty ustawionej na wzgórzu. Pomiędzy ciałami obsługantów, z których oczu wystawały strzały, poniewierały się spalone szczątki drugiej obsługi, widok nie napawał obtymizmem.
Tura 2 Krasnoludy:
Zdjęć brak

Mimo smutku po utracie Runelorda otaczanego niemal czcią, oraz artefaktu który miał zapewnić zwycięstwo w bitwie, mur krasnoludzkich tarcz stał niewzruszony. Jednak prawa flanka wydawała się zagrożona, ewidentnie Elfy planowały dostać się na tyły poprzez to pozornie słabe ogniwo. Plany te utrudnił jednak oddział Górników, który zaskoczył przeciwnika swoim nagłym pojawieniem się na polu. Dzięki Valayii za to, ze starodawne plany dawno zamkniętych kopalni przetrwały tyle lat w gildii. Kamień to niezaprzeczalnie najlepszy materiał do utrwalania danych.
Druga salwa maszyn rozpoczęła się żenująco, gdy esperymentalny Flame Cannon rozerwał się na strzępy... Kusznicy musieli mieć wrażenie, że sami są pod ostrzałem. Król Nain rzucił surowe spojrzenie na Mistrza Inżyniera, który unikał jego wzroku modląc się aby po tej bitwie nie musiał przefarbować włosów...
Za to stare, wypróbowane kurze rangersów sprawiły się znacznie lepiej, raniąc potężnego elfa dosiadającego Gada, medalion na szyi lorda przestał świecić nienaturalnym światłem. Organ Gun również wypalił w smoczysko, raniąc je dotkliwie (2w). Może jednak Nain nie każe przetopić tych wszystkich eksperymentalnych dziwactw na gwoździe.
TURA 2 Elfy:


Pomimo odniesionych ran, rozwścieczony Smok rzucił się na oddział Wojowników, nieadekwatnie uzbrojeni krótkobrodzi pozbawieni wsparcia rozpierzchli się na widok potężnej istoty (niezdany Terror, dogonieni). Jeźdźcy Jastrzębi również zaatakowali Bolt Throwera, natychmiast zabijając obsługę i nie dając czasu Rangersom na reakcję. Driady oraz Jeździec na Jeleniu starają się oflankować Minersów. Na lewej Flance Wardancerzy wykonują daleką szarżę na nieprzygotowanych Thunderersów, którzy nie zastrzelili ani jednego. Zostali złamani po krótkiej lecz krwawej walce, w pogoni Wardancerzy zapędzili się poza pole bitwy.
Bezlitosny ostrzał Elfów wybił załogę Organ Guna, nie znalazł się żaden odważny do jego dalszej obsługi.


Widok na koniec II tury.
TURA 3 Krasnoludy:

Jeśli tak dalej pójdzie Nain zostanie bez wsparcia ogniowego! Postanawia, że czas skończyć pokaz siły i rozpocząć prawdziwą bitwę. Wszystkie oddziały ruszają w kierunku stworów z piekła rodem oraz ich sojuszników.
Nad ich głowami przeleciała kula armatnia, która trafiła prosto w większego z Treemenów. Ten stanał w ogniu i po krótkiej chwili zamienił się w kupę popiołu. Mistrz Inżynier, w nadziei że uda mu się podreperować swoją nadszarpniętą reputację rozkazał obsłudzę Katapulty wystrzelić w kierunku, z którego dochodziły odgłosy smoka pożerającego klanowych wojowników. Gdy głaz zniknął za górą odgłosy ucichły.

Na prawej flance sprawy wreszcie zaczęły wyglądać pozytywnie. Górnicy przebiegli po orle który wylądował w celu pielęgnacji upierzenia i wpadli prosto w krzakowate stwory (Driady), po chwili walki sama masa i impet oddziału zmusił monstra do ucieczki. Widok tak potężnych istot uciekających przed potęgą krasnoludzkiej stali przeraził na tyle oddział łuczników, że nie zważywszy na okrzyki swego dowódcy sami uciekli.

Tura 3 Elfy:

Dyscyplina szybko powróciła w szeregi elfów, wszystkie ich oddziały poprzestały ucieczki zdeterminowane przegonić intruzów ze swego domu.
Ostatni Drzewiec zbiegł do lasu, w którym najwyraźniej czuł się bezpieczniej, krasnoludy nie domyślały się jak dobre ma ku temu podstawy... Wardancerzy powrócili na pole bitwy, radzi z widoku porzuconych na pastwę losu machin.
Na prawej flance Jeździec na wielkim jeleniu (czy to nie ten, który uciekł Nainowi?? Damn...) brawurowo zaszarżował Górników. Potężny byk niemal nie przełamał szyku wojowników. Szybkie niczym wiatr latające oddziały Elfów, wraz z konnicą planują wspólnie zmiażdżyć ostatni Krasnoludzki oddział broniący flanki- Rangersów.

Widok na koniec III tury:

4 Tura Krasnoludy:

Niespodziewana szarża Kuszników na Jeżdźców Jastrzębi pokrzyżowała plany na portójną szarżę na oddział Rangersów, sami rangersi również nie czekali biernie i ustrzelili paru Wild Ridersów. Oddział Górników w końcu zatrzymał impet Jelenia, ten zrozumiał że nie da rady takiej ilości przeciwników i rzucił się do ucieczki, jednak dosięgnęły go ich kilofy.
Krasnoludzka ściana powoli zbliżała się do przeciwnika, jednak Nain nie wydał rozkazu do szarży, gdyż walka w z tymi potworami w lesie za pewne przechyliła by szalę zwycięstwa na ich stronę. Aby uniemożliwić wszelkie podstępne zagrania, Runesmith wyruszył samotnie na spotkanie magowi czającemu się na skraju lasu i ściskający mocno jakieś świecidełko spoglądając nerwowo na linię tarcz...

Kolejna kula świsnęła niebezpiecznie blisko Iron Breakersów, lądując głęboko w lesie i podpalając parę drzew z pomocą runy Ognia (padł 1 Treekin).
4 TURA Elfy:


Nieunikniona szarża na machiny doszła w końcu do skutku, Wardancerzy zarżnęli bezlitośnie ich obsługę, pomimo waleczności Mistrza inżyniera. Zginął jak przystało, mężnie broniąc swych ukochanych dzieł.
Na przeciwległym końcu bitwy oddział Rangersów w końcu został zaszarżowany przez Jeźdźców sokołów, były to jednak tylko trzy ptaki, mieli szanse!

Resztki sił Elfów i duchów leśnych próbują powstrzymać zawalenie się swojej flanki.
Pozostałe siły Elfów robią co mogą by zadać Krasnoludom jak największe straty, lecz gruba stall i potężne ochronne runy to dla nich zbyt duże wyzwanie.
Tura 5 Krasnoludy:


Nadszedł czas chwały! Roznieść w pył tą hołotę która nie dają mi polować! Emm... to znaczy, Zabijają naszych braci!
Z takim oto okrzykiem najbitniejsze oddziały Króla Naina rzuciły się w wir walki. Zadziwiające jest z jaką odwagą Elfy przyjęły szarże, z doświadczenia Nain spodziewał się masowej ucieczki, jednak te dzikusy postanowiły oddać swe życie w imię tych drzew...
Runesmith bez większego problemu utłukł maga dosiadającego jednorożca, samemu zwierzęciu jednak pozwolił uciec, oby kiedyś jego władca miał szczęście upolować tą piękność. Odebrał martwemu magowi magiczną błyskotkę aby przestudiować ją gdy wróci do Twierdzy (jak okazało się po latach medalion miał moc ożywienia drzew, o mały włos a cały oddział Iron Breakersów został by otoczony i rozerwany na strzępy). Nieświadomi tego faktu Iron Breakerzy wraz ze Slayerami położyli wielkiego Drzewca. Ten wielki czyn przypisuje się Zabójcy dowodzącemu bandą Slayerów, jego topór ustępował mocą jedynie samemu Królowi. następnie przyszła pora na grupę mniejszych drzewców. (las przestawiony dla potrzeb gry



Niestety nie wszędzie sytuacja wyglądała równie kolorowo, Chorąży armii dowodzący oddziałem Hammerersów poległ w walce z Jednym z dowódców przeciwnika, jego wielkie ostrze zdołało rozciąć najmocniejszą zbroję jaką Krasnoludzcy rzemieślnicy zdołali wykuć. Sama gwardia tego osobnika również okazała się godnym przeciwnikiem i stawiała zacięty opór, trupy ścieliły się gęsto po obu stronach.

Wielki oddział wojowników mścił się krwawo za wszystkich ich towarzyszy, którzy polegli od Elfich strzał.
W tym czasie Górnicy ostatecznie rozprawili się z Driadami, a resztka kuszników pozbawiła życia ostatniego z Jeżdźców Jastrzębi. Jedynie Rangersi ponosili straszne straty nie mogąc opędzić się od ptaszysk atakujących ciągle z innej strony.
TURA 5 Elfy:

Nareszcie, Treekiny walczyły na swoich zasadach! Nierozważne metalowe puszki, które ich zaszarżowały nie były wstanie utrzymać szyku w gęstym lesie i walczyli w rozproszeniu, pozostało ich tylko zarżnąć jeden po drugim!
Pomimo ogromnych strat i kiepskich perspektyw, Krasnoludzcy wojownicy jednak nie ustępowali pola, zabijało się ich ciężko, gdyż ich zbroja była wyjątkowo wytrzymała.
Ostatni oddział łuczników nie załamał się pod naporem Wojowników, ci przeprowadzili szarżę niechlujnie, pod wpływem emocji, co nie pozwalało wszystkim wziąć udziału w walce. Ten fakt wykorzystali obrońcy Chorążego którzy wycofali się na bezpieczniejszą pozycję.
Z flanki zbliżał się oddział wojowników ze świeczkami na hełmach, co oznaczało, że z flanki nie pozostał już żaden obrońca. Porażkę można było już tylko odwlekać.

Eternal Guardzi walczyli jednak dzielnie, a ich odwaga się spłaciła, Chorąży krasnoludów padł od ostrza ich przywódcy i ich oddział kruszył się, choć pomału i nie bez zajadłej walki. W końcu sam Noble zostaje zabity.
TURA 6 Krasnoludy:
W końcu, z pomocą ruszyli Slayerzy, płonący topór ich przywódcy zalśnił ponownie nadnaturalnym światłem powalając dwa z pięciu potworów. Sami Slayerzy również uporali się z kolejnym. Nie wytrzymawszy naporu pozostałe kreatury uciekają w popłochu i znikają tam skąd przylazły.


Król Nain rozejrzał się po polu bitwy stojąc na swej tarczy. Wszędzie wokół Elfy ulegały naporowi jego wojowników. Czas na ostatnią szarżę tej bitwy, dał znak ręką i zabrzmiała trąba jego oddziału. Długobrodzi ze swoim lordem na czele rzucili się na ostatnich stawiających opór Elfów i nie okazując litości cięli na lewo i prawo. Z życiem uszło niewielu.


Tak oto zakończyła się bitwa o przedpola Loren. Ostatni pozostali na polu pierzchli lub zostali pojmani. Krasnoludzka dyscyplina i odwaga przezwyciężyła dzikość i magię. Niestety do twierdzy powrócono bez śpiewu na ustach, cena jaką przyszło zapłacić za zwycięstwo okazała się wysoka, Kowadło zagłady przepadło na zawsze a z nim największy mędrzec po tej stronie starego świata.
Mam nadzieję że się podobało i że opis jest dośc wyraźny.
Pozdrawiam
