
Arena Śmierci (28) - Baraki Czarnej Straży, Naggarond
Re: Arena Śmierci (28) - Baraki Czarnej Straży, Naggarond
Ta, moim zdanie też będzie fajnie jeśli wszystko wybiera [prowadzący 

... And then God said 'Let metal bands have the most insanely awesome, twisted, kickass music videos known to man'.
And Satan said 'That's what I was thinking'.
And Satan said 'That's what I was thinking'.
- The WariaX
- Falubaz
- Posty: 1005
- Lokalizacja: Rybnik i okolice
+1Chomikozo pisze:Niech zadecyduje prowadzący.
Poza tym sądzę, że lepiej będzie ograniczyć się do potek. Dodatkowe skille i ekwipunek zaburzyłyby delikatną równowagę pomiędzy postaciami
Bo z tego wyjdzie, że szanse mają tylko Ci co są pg-writerami

Jak to sobie wyobrażasz? Ogr na gnoblarze ??przy okazji, czy dałoby rade żeby zaistniał kiedyś gnoblar wierzchowy ^^ ?


Zapraszam do mojej galerii

http://forum.wfb-pol.org/viewtopic.php?f=10&t=35475
Maluję na zamówienie:
http://forum.wfb-pol.org/viewtopic.php? ... 13#p990613
Dobra to rozdam potki.

W przyszłej edycji uwzględnie. Ale ogry mają już half tankaCresus pisze:też się zgadzam- żeby nie było PG
przy okazji, czy dałoby rade żeby zaistniał kiedyś gnoblar wierzchowy ^^ ?

"Spam jest sztuką, której nikt nie potrafi zrozumieć" - Anyix
"Pan Bóg nie gra w kości" - Albert Einstein
"Bo gra w Warhammera!" - Sa!nt
"Pan Bóg nie gra w kości" - Albert Einstein
"Bo gra w Warhammera!" - Sa!nt
Jakoś tak... pusto? Nikt nie chce się jeszcze zapisać? 

Natomiast wszystkim prawicowym purystom ideologicznym, co to rehabilitują nacjonalizm, moge powiedziec że odróżanianie nacjonalizmu od faszyzmu, przypomina poznawanie rodzajów gówna po zapachu;-)).
Ale ze mnie idiota. xD Nie zauważyłem nindza ,że zrobiłeś prawie takiego samego orka jak ja. Sory ;] Cholera mogłem zrobić Minotaura. No nic Przynajmniej jest większa szansa ,że zieloni wygrają.
- Klnę się na Sigmara - nigdy nie weźmiecie mnie żywcem, upadli słudzy ciemności!
- Nigdy nie zamierzaliśmy. Zastrzelcie go.
Takaris Fellblade, kapitan Czarnej Arki "Udręka"
- Nigdy nie zamierzaliśmy. Zastrzelcie go.
Takaris Fellblade, kapitan Czarnej Arki "Udręka"
Oj tam, oj tam! Im bardzyj zielony arena tym lypij! 

Natomiast wszystkim prawicowym purystom ideologicznym, co to rehabilitują nacjonalizm, moge powiedziec że odróżanianie nacjonalizmu od faszyzmu, przypomina poznawanie rodzajów gówna po zapachu;-)).
-
- Plewa
- Posty: 9
Gargan Jedno oko
-Ogr Ołowiomiotacz
-Podręczna armata
-Half tank.
-Ciężka zbroja, ciężki hełm, puklerz.
Gargan już dawno udomowił się w imperium, gdzie służył jako najemnik. Był jednym z jedynego w garnizonie Nuln, oddziału ołowiomiotaczy, co przynosiło mu ogromną dumę i jeszcze bardziej ogromne ilości jedzenia i złota. Zasługiwał na nia najlepiej, jak tylko potrafił. Z czasem, gdy dostrzeżono iż jego celność i odpowiedni dobór "naboi", przewyższa znacząco umiejętności kompanów z oddziału, stał się on jego dowódcą. Wybór był dobry, oddział wyczyniał na polu bitwy cuda, a gdy zdarzyło się jedną salwą powalić olbrzymiego, dwugłowego smoka chaosu, stało się coś, co przerosło wszelkie oczekiwania. Inżynierowie imperium, na rozkaz kapitana, wspólnymi siłami, skonstruowali dla niego coś na wzór czołgu. Nieco mniejszy, acz z nie mniejszą od jego armaty lufą. Teraz Gargan mógl siać prawdziwy pogrom na polu bitwy.
Do czasu. Podczas jednej z bitew na dalekim wybrzeżu, jego oddział wpadł w zasadzkę urządzoną przez korsarzy mrocznych elfów. Zginęli wszyscy, a jego pojmano na statek, a potem na ogromną, czarną arkę. Szczęście w nieszcześciu. Szkoda było go zabijać, bądź wykorzystać w celach pomniejszych, które mogły zostać wykonane przez innych. Jego wysłano na wielką arenę w Naggarond, gdzie walczyć miał ku uciesze tłumów. Znów miał walczyć. Na śmierć i życie. Na śmierć był gotów, lecz czy na życie także? Okaże się.
EDIT: Zapomniałam o ciężkiej zbroi i hełmie i puklerzu (w wersji roboczej były
) Uwzględnić, jeśli mogę zmienić jeszcze. 
-Ogr Ołowiomiotacz
-Podręczna armata
-Half tank.
-Ciężka zbroja, ciężki hełm, puklerz.
Gargan już dawno udomowił się w imperium, gdzie służył jako najemnik. Był jednym z jedynego w garnizonie Nuln, oddziału ołowiomiotaczy, co przynosiło mu ogromną dumę i jeszcze bardziej ogromne ilości jedzenia i złota. Zasługiwał na nia najlepiej, jak tylko potrafił. Z czasem, gdy dostrzeżono iż jego celność i odpowiedni dobór "naboi", przewyższa znacząco umiejętności kompanów z oddziału, stał się on jego dowódcą. Wybór był dobry, oddział wyczyniał na polu bitwy cuda, a gdy zdarzyło się jedną salwą powalić olbrzymiego, dwugłowego smoka chaosu, stało się coś, co przerosło wszelkie oczekiwania. Inżynierowie imperium, na rozkaz kapitana, wspólnymi siłami, skonstruowali dla niego coś na wzór czołgu. Nieco mniejszy, acz z nie mniejszą od jego armaty lufą. Teraz Gargan mógl siać prawdziwy pogrom na polu bitwy.
Do czasu. Podczas jednej z bitew na dalekim wybrzeżu, jego oddział wpadł w zasadzkę urządzoną przez korsarzy mrocznych elfów. Zginęli wszyscy, a jego pojmano na statek, a potem na ogromną, czarną arkę. Szczęście w nieszcześciu. Szkoda było go zabijać, bądź wykorzystać w celach pomniejszych, które mogły zostać wykonane przez innych. Jego wysłano na wielką arenę w Naggarond, gdzie walczyć miał ku uciesze tłumów. Znów miał walczyć. Na śmierć i życie. Na śmierć był gotów, lecz czy na życie także? Okaże się.
EDIT: Zapomniałam o ciężkiej zbroi i hełmie i puklerzu (w wersji roboczej były


Ostatnio zmieniony 30 sty 2011, o 17:39 przez leadbelcherr, łącznie zmieniany 1 raz.
No, w końcu się zebrałem na napisanie postaci. Dobrze wampira stworzyłem? Nie jakoś za dużo/mało umiejętności czy ekwipunku?
Imię postaci: Karus von Aronn
Rasa: Wampir
Broń: Miecz dwuręczny
Zbroja: Ciężka zbroja, hełm
Ekwipunek: Mistrzowska zbroja
Umiejętności: Wampirza Linia Krwi: Krwawy Smok
Historia:
Wampir wygodnie rozłożył się w fotelu w salonie swojego pałacu. Na miejsce na swój dwór wybrał Posępną Knieję. Tak w krótkim czasie powstał olbrzymi pałac zbudowany rękoma tysięcy nieumarłych sług. W samym jego centrum piętrzyła się smukła wieża, którą to Karus wybrał za swoje komnaty. Forteca obudowana była wysokim murem. Nieustannie na owych murach stali jego słudzy pilnując jego dworu. Krajobraz wokół był ponury i przygnębiający. Wokół roztaczały się bagna, a w oddali było widać nienaturalnie powyginane, pozbawione jakiegokolwiek życia drzewa, które były początkami gęstych borów. Wampir często wychodził na taras przy swojej komnacie, aby posłuchać potwornego wycia, które nieustannie nękało tą krainę i poczuć kwaśny odór bagien.
Tego wieczoru szlachcic rozkoszował się winem siedząc przy blasku świec w swojej komnacie. Do jednej ze ścian przykuta była kobieta. Cała brudna i nieludzko blada. Jej wzrok był niewyraźny, a oczy sine. Mimo tego wciąż wydawała się był ładna. Była zgrabna, choć wychudzona, o krągłych piersiach. Na sobie nie miała ubrania. Jej długie, tłuste kruczoczarne włosy, lekko pofalowane, opadały na ramiona. Na policzkach, w brudzie, widoczne były strużki łez. Kobieta siedziała w bezruchu na kamiennej posadzce. Karus w ciszy degustował się trunekiem. Dzięki telepatycznej więzi ze swoimi sługami już wiedział, iż po krętych schodach prowadzony jest nieznajomy wprost do jego komnaty.
Po chwili drzwi się otwarły a do środka wszedł wysoki elf, ubrany w strój podróżny w odcieniach czerni i fioletu. Na głowie miał kaptur. Przy pasie spoczywało ostrze. Tuż za nim szło czterech uzbrojonych gwardzistów wraz z jego sługą nekromantą - Daronnem. Elf zwinnym ruchem podszedł do wampira, zatrzymując się niespełna dwa metry od niego, zwinnie zsunął kaptur z głowy po czym się ukłonił. Jego czarne włosy były spięte w kucyk z tyłu głowy. Swoimi szarymi oczyma spojrzał wampirowi prosto w oczy. Zza pleców wyciągnął jakieś pismo.
- Witam władcę tych ziem... Jestem Druchii z Naggaroth. Przybyłem tutaj... - mówił swoim spokojnym głosem, gdy nagle szlachcic swoją dłonią złapał gościa za głowę. Szepcąc coś ścisnął jego głowę mocniej. Elf nawet się nie szamotał, gdy nagle wzdrygnął się, po czym jego ciało stało się bezwładne. Oczy patrzyły pustym wzrokiem przed siebie, a siny jęzor wyszedł na wierzch.
- Nie musisz nic mówić elfiku... - odrzekł troskliwym głosem wampir. Jego sługa "odprawił" gwardzistów po czym zamknął za nimi drzwi. Karus wypuścił elfa na ziemię. Kobieta do tej pory siedząca cicho pisnęła w przerażeniu, a jej oczy wyszły na wierzch. Cała się trzęsła. Nekromanta z pogardą spojrzał na nią.
- Em... Panie, czy można wiedzieć z jaką to intencją przybył do nas ten parszywy elf? Mówił coś o Druchii i Naggaroth, co mnie zaciekawiło... bo nic o tym jeszcze nie słyszałem Panie...
- Tak... Wyczytałem, że Naggaroth to kraina zamieszkiwana przez elfy, które zwą się Druchii. To trochę inne elfy niż te zamorskie. Organizują arenę na swojej zlodowaciałem krainie. Ta chudzizna była posłańcem.
- A więc panie... co zamierzasz z tym zrobić? Chyba nie zamierzasz...
- Tak właśnie. Mam zamiar wziąć udział w arenie. Znam już drogę do tych parszywców.
- Ale po co? Co z planami ataku na Nuln? Wampir Eberner nie będzie z tego zadowolony...
- A co mnie interesuje ta tłusta świnia!? - wampir zacisnął swoje sine pięści. - Wyruszam, tylko tyle miałem do powiedzenia. Teraz Ty będziesz pilnował mojego dworu. Żadnych walk, szturmów na Nuln, czy tego typu działań, rozumiesz...?
- Oczywiście, oczywiście pnie...
Karus poprawił swój bogaty strój w kolorach czerwieni. Wyrównał herb na klatce piersiowej i zaczął iść w kierunku swojej zbrojowni. Spokojnie przywdział swoją zbroję Krwawego smoka, która jarzyła się nienaturalnie dziwnym połyskiem czerwieni. Przypomniały mu się dobre czasy walki jako jeden z podwładnych Vlada von Carsteina. Jaszcze raz spojrzał na pancerz. Następnie przymocował pas wraz z pochwą na długie i falowane ostrze miecza, po czym podnosząc je umieścił w pochwie. Następnie rozgarniając dłonią swoje siwe i długie włosy na głowie. Poszedł schodami na górę, na szczyt swojej wieży. Gdy dotarł tam stanął na krawędzi małego balkonu. Uniósł prawą dłoń i zaczął szeptać inkantację. Wtem całą krainą przeszył przeraźliwy skowyt: upiorny, jak jęk tysiąca demonów. Niewolnicy zamknięci w rozwieszonych po całym dworze klatkach zaczęli wić się z przerażenia. Na niebie w kierunku wampira zaczął formować się cień, który zbliżał się. Owy cień stawał się coraz większy, aż wyraźnie można było ujrzeć olbrzymią bestię, skrzydlatą, o rogatym łbie i kopytach. Stwór w końcu wylądował obok szlachcica wydając z siebie lekkie pomruki, bardziej przypominające jęk zarzynanych kobiet. Karus dosiadł bestię po czym wzbił się w powietrze, lecąc w kierunku Naggarond...
Imię postaci: Karus von Aronn
Rasa: Wampir
Broń: Miecz dwuręczny
Zbroja: Ciężka zbroja, hełm
Ekwipunek: Mistrzowska zbroja
Umiejętności: Wampirza Linia Krwi: Krwawy Smok
Historia:
Wampir wygodnie rozłożył się w fotelu w salonie swojego pałacu. Na miejsce na swój dwór wybrał Posępną Knieję. Tak w krótkim czasie powstał olbrzymi pałac zbudowany rękoma tysięcy nieumarłych sług. W samym jego centrum piętrzyła się smukła wieża, którą to Karus wybrał za swoje komnaty. Forteca obudowana była wysokim murem. Nieustannie na owych murach stali jego słudzy pilnując jego dworu. Krajobraz wokół był ponury i przygnębiający. Wokół roztaczały się bagna, a w oddali było widać nienaturalnie powyginane, pozbawione jakiegokolwiek życia drzewa, które były początkami gęstych borów. Wampir często wychodził na taras przy swojej komnacie, aby posłuchać potwornego wycia, które nieustannie nękało tą krainę i poczuć kwaśny odór bagien.
Tego wieczoru szlachcic rozkoszował się winem siedząc przy blasku świec w swojej komnacie. Do jednej ze ścian przykuta była kobieta. Cała brudna i nieludzko blada. Jej wzrok był niewyraźny, a oczy sine. Mimo tego wciąż wydawała się był ładna. Była zgrabna, choć wychudzona, o krągłych piersiach. Na sobie nie miała ubrania. Jej długie, tłuste kruczoczarne włosy, lekko pofalowane, opadały na ramiona. Na policzkach, w brudzie, widoczne były strużki łez. Kobieta siedziała w bezruchu na kamiennej posadzce. Karus w ciszy degustował się trunekiem. Dzięki telepatycznej więzi ze swoimi sługami już wiedział, iż po krętych schodach prowadzony jest nieznajomy wprost do jego komnaty.
Po chwili drzwi się otwarły a do środka wszedł wysoki elf, ubrany w strój podróżny w odcieniach czerni i fioletu. Na głowie miał kaptur. Przy pasie spoczywało ostrze. Tuż za nim szło czterech uzbrojonych gwardzistów wraz z jego sługą nekromantą - Daronnem. Elf zwinnym ruchem podszedł do wampira, zatrzymując się niespełna dwa metry od niego, zwinnie zsunął kaptur z głowy po czym się ukłonił. Jego czarne włosy były spięte w kucyk z tyłu głowy. Swoimi szarymi oczyma spojrzał wampirowi prosto w oczy. Zza pleców wyciągnął jakieś pismo.
- Witam władcę tych ziem... Jestem Druchii z Naggaroth. Przybyłem tutaj... - mówił swoim spokojnym głosem, gdy nagle szlachcic swoją dłonią złapał gościa za głowę. Szepcąc coś ścisnął jego głowę mocniej. Elf nawet się nie szamotał, gdy nagle wzdrygnął się, po czym jego ciało stało się bezwładne. Oczy patrzyły pustym wzrokiem przed siebie, a siny jęzor wyszedł na wierzch.
- Nie musisz nic mówić elfiku... - odrzekł troskliwym głosem wampir. Jego sługa "odprawił" gwardzistów po czym zamknął za nimi drzwi. Karus wypuścił elfa na ziemię. Kobieta do tej pory siedząca cicho pisnęła w przerażeniu, a jej oczy wyszły na wierzch. Cała się trzęsła. Nekromanta z pogardą spojrzał na nią.
- Em... Panie, czy można wiedzieć z jaką to intencją przybył do nas ten parszywy elf? Mówił coś o Druchii i Naggaroth, co mnie zaciekawiło... bo nic o tym jeszcze nie słyszałem Panie...
- Tak... Wyczytałem, że Naggaroth to kraina zamieszkiwana przez elfy, które zwą się Druchii. To trochę inne elfy niż te zamorskie. Organizują arenę na swojej zlodowaciałem krainie. Ta chudzizna była posłańcem.
- A więc panie... co zamierzasz z tym zrobić? Chyba nie zamierzasz...
- Tak właśnie. Mam zamiar wziąć udział w arenie. Znam już drogę do tych parszywców.
- Ale po co? Co z planami ataku na Nuln? Wampir Eberner nie będzie z tego zadowolony...
- A co mnie interesuje ta tłusta świnia!? - wampir zacisnął swoje sine pięści. - Wyruszam, tylko tyle miałem do powiedzenia. Teraz Ty będziesz pilnował mojego dworu. Żadnych walk, szturmów na Nuln, czy tego typu działań, rozumiesz...?
- Oczywiście, oczywiście pnie...
Karus poprawił swój bogaty strój w kolorach czerwieni. Wyrównał herb na klatce piersiowej i zaczął iść w kierunku swojej zbrojowni. Spokojnie przywdział swoją zbroję Krwawego smoka, która jarzyła się nienaturalnie dziwnym połyskiem czerwieni. Przypomniały mu się dobre czasy walki jako jeden z podwładnych Vlada von Carsteina. Jaszcze raz spojrzał na pancerz. Następnie przymocował pas wraz z pochwą na długie i falowane ostrze miecza, po czym podnosząc je umieścił w pochwie. Następnie rozgarniając dłonią swoje siwe i długie włosy na głowie. Poszedł schodami na górę, na szczyt swojej wieży. Gdy dotarł tam stanął na krawędzi małego balkonu. Uniósł prawą dłoń i zaczął szeptać inkantację. Wtem całą krainą przeszył przeraźliwy skowyt: upiorny, jak jęk tysiąca demonów. Niewolnicy zamknięci w rozwieszonych po całym dworze klatkach zaczęli wić się z przerażenia. Na niebie w kierunku wampira zaczął formować się cień, który zbliżał się. Owy cień stawał się coraz większy, aż wyraźnie można było ujrzeć olbrzymią bestię, skrzydlatą, o rogatym łbie i kopytach. Stwór w końcu wylądował obok szlachcica wydając z siebie lekkie pomruki, bardziej przypominające jęk zarzynanych kobiet. Karus dosiadł bestię po czym wzbił się w powietrze, lecąc w kierunku Naggarond...
Ostatnio zmieniony 31 sty 2011, o 13:15 przez Rasti, łącznie zmieniany 3 razy.
-
- Plewa
- Posty: 9
Mała edytka się pojawiła, o ile jest dozwolona po dojściu jednego nowego gracza? 

Od paru dni przyglądał się potencjalnym przeciwnikom. Wolał nie stawać przeciwko człowiekowi czy krasnoludowi. Nie na początku.
Wolał zetrzeć w pył plugawe stworzenia stanowiące orbrazę dla planuu Padawnych! Zaintrygowało go zgłoszenie elfiej kobiety.
Wygląda tak delikatnie, że możnaby ją pogruchotać ot tak-pomyślał Chok'Ra
Nie ma co narzekać. Prawie wszyscy zawodnicy już przybyli. Dla większości nie ma miejsca w planie Pradawnych. W pierwszej rundzie zmiażdże jednego z nich! A potem następnego! I tak wszystkich tu obecnych. Dowiodę, że nadal jestem godny noszenia tytułu strażnika świątynnego!
Wolał zetrzeć w pył plugawe stworzenia stanowiące orbrazę dla planuu Padawnych! Zaintrygowało go zgłoszenie elfiej kobiety.
Wygląda tak delikatnie, że możnaby ją pogruchotać ot tak-pomyślał Chok'Ra
Nie ma co narzekać. Prawie wszyscy zawodnicy już przybyli. Dla większości nie ma miejsca w planie Pradawnych. W pierwszej rundzie zmiażdże jednego z nich! A potem następnego! I tak wszystkich tu obecnych. Dowiodę, że nadal jestem godny noszenia tytułu strażnika świątynnego!
WELCOME TO ESTALIA GENTLEMEN