Arena of Death 12 (16 os)

Wszystko to, co nie pasuje nigdzie indziej.

Moderatorzy: Fluffy, JarekK

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Bojo
Mudżahedin
Posty: 254
Lokalizacja: Łęczna->Przeklęta Kompania

Post autor: Bojo »

no cóż krótka była przygoda na arenie, padłem jako pierwszy :cry:

Awatar użytkownika
Murmandamus
Niszczyciel Światów
Posty: 4837
Lokalizacja: Radom

Post autor: Murmandamus »

Czym jest zycie banity? Wieczną ucieczką. Tym było od pewnego czasu życie dla Rudolfa von Grotzche. Kombatant wielu bitew , wielce zasłużony wojak dla imperium a jak skończył? Błąkając się i sprzedając swój młot. Rudolf nie był zadowolony. Mógł siedzieć teraz w Altdorfie z kuflem piwa w knajpie pod Ciemnym Księzycem i rozkoszowac się swoją odprawą. Ale nie musiał ustrzelic tego głupiego maga co wszedł mu w drogę. Teraz przygotowywując się do walki Rudolf reflektował czy to wszystko ma jakiś sens.
W innej cześci areny Mardragg szalał. Rozbijał sprzęty w swojej komnacie wrzeszcząc i rycząc nie mogac doczekać się walki i rozlewu krwi. Jak mawiają wyznawcy khorna że dzień bez rozlewu krwi był dniem straconym a Mardragg nie lubil marnować dni. Gdy w końcu dał się słyszeĆ sygnał wzywający go na arenę ruszył bez ze zwłoki w kierunku wyjścia na nią.

Drugi sygnał gongu był znakiem do rozpoczęcia walk. Stali naprzeciw siebie czekając na niego. Rudolf z młotem opartym o swój bok z pistoletami w dłoniach a Mardragg z kolei ze swoim młotem na ramieniu. Mardragg zareagował natychmiast. Wydawszy z siebie głośne RAARRRRGH! Pochwycił w dłoń swą broń i ruszył by dopaść swojego przeciwnika. Rudolf zareagował uniesieniem pistoletów.
Pistolety wystrzeliły lecz kule tylko minęły Mardragga pędzącego na Rudolfa. Rudolf odrzucił bezużyteczne pistolety i chwycił natychmiast swój ciężki młot oburącz czekając na odpowiedni moment do uderzenia. Wyczuł właściwy moment i uderzył. Młot banity wgniótł kawałek zbroi na piersi khornisty lecz nie zatrzymało go to. Mardragg oddał cios z prawego ramienia. Rudolf nie zdołał się dostatecznie szybko usunąć z linii ciosu. Banita poczuł uderzenie i został powalony na piach. Czuł że chyba mu pęklo żebro lub dwa. Obolały z trudem wstał mając swiadomość że jego zbroja pękła wgnieciona na boku. Zdeterminowany próbował kontratakować lecz nieudolnie. Mardragg już był przy nim i kolejny cios rozbił głowę człowieka na kawałki rozpryskując dookoła mózg.
Czempion khorna był w ekstazie. Właśnie żył dla takich chwil. Rozlewu krwi i rozpryskanych szczątków jego wrogów. Khorne był zadowolony! “ KREW DLA BOGA KRWI” ryknął triumfalnie.
W swej trybunie czarodziej z Areny kiwnął głową z uznaniem. Spodziewał się takiego wyniku, niemniej jednak sposób na zadanie ostatecznego ciosu był widowiskowy. Trybuny klaskały z entuzjazmen. A czarodziej lubił gdy jego publika była zadowolona.
zapraszam na Polskie Forum Kings of War

https://kow.fora.pl/

Awatar użytkownika
warkseer
Wodzirej
Posty: 741
Lokalizacja: żyrardowskie kanały

Post autor: warkseer »

Jak na razie wygrywają szaleńcy, czyżby zmiana w zasadach dawała fory takim właśnie psychopatom? Zobaczymy dalej, czy skaveńska finezja będzie w stanie coś zdziałać. :wink:

Awatar użytkownika
Murmandamus
Niszczyciel Światów
Posty: 4837
Lokalizacja: Radom

Post autor: Murmandamus »

Tichi-Ichy był lekko niepewny widząc potęznego czempiona chaosu. Jego instynkt mówił mu że ta istota musi umrzec ale zdrowy rozsądek podpowiadał mu że lepiej by się tu sprawił jego większy i głupszy kuzyn którego tu widział na arenie już. Przełknąwszy ślinę Tichi-Ichi usppokoił się. W końcu nie miał większego wyboru.
Rafael z kolei patrzył z pogardą na nędzną jaszczurkę z którą przyszło mu się zmierzyc. Potraktuje to jako trening przed ważniejszą walką. Wiedział że poprzedni pojedynek wygrał wybraniec Khorna. A więc jak zabije tego małego gada to niejaki Mardragg będzie jego. Rafael uśmiechnął się zza zasłony hełmu. Jego mściciel łaknął życia tego czempiona chaosu.
Gong dał sygnał do walki. Tichi Ichi nie marnował czasu . Zwinnie okrążył Rafaela wypatrując okazji do uderzenia we wrażliwe miejsce. Rafael okręcił się dookoła nie pozwalając by jaszczurka go okrązyła. Mały gad był bezczelny. Ale i mądry to trzeba było mu przyznać. Nie chciał za bardzo się z nim zewrzeć. Tichi – Ichi przypadł do rafaela i zanim ten zdążył cokolwiek zrobic wyskoczył wysoki rąbiąc z całej siły w rogaty hełm. Uderzenie sprawiło że Rafael mimo ochrony ujrzał błyskające przed nim światełka i stanął zdezorientowany. Tichi-ichi nie tracił czasu. Następnyi cios tym razem w noge wgiął nakolannik i nabił potęznego krwiaka Rafaelowi. Ten otrząsnął się z oszołomienia i zirytowany uderzył mścicielem. Broń potęznego wojownika dosięgła skinka rozcinając mu cienką skórę głęboką raną. Rozpaczliwy ni to pisk ni to gulgotanie wydobyło się z jego gardzieli. Skink jednak nei upadł . Starał dosięgnąc jeszcze swoją maczugą nogi wojownika chaosu lecz na próżno. Rafael po prostu kopnął Tichiego-Ichiego posyłając go na plecy. Następnie szybkim ciosem mściciela zadał ostateczny cios.
Gdzieś na trybunie hans szpetnie zaklął na widok utraty swego zawodnika. W swej loży czarodziej areny ziewnął przeciągle.
zapraszam na Polskie Forum Kings of War

https://kow.fora.pl/

Awatar użytkownika
Tullaris
Masakrator
Posty: 2177
Lokalizacja: Solec nad Wisłą

Post autor: Tullaris »

Uuu łaaa, walki rozstrzygają sią dość szybko.
Tullaris Dredbringer was dying. He knew this, and he cared not.... At last, he knew the truth that Khain had tried to share with him all theas years, and it was glorius.
"Kings of Ulthuan!" the Pheniks King spat the words sa a curse. "You are usurpres and thieves. You owne me a debt. In my name, and thad of my fadher, I call upon you to repey it now."

Awatar użytkownika
Czopek
Masakrator
Posty: 2695

Post autor: Czopek »

dobra śmierć (bo widowiskowa) tez dobra :D tylko czego nie trafił z pukawek łom jeden. Pokój jego szubrawej duszy :cry:







"Khorn się cieszy hihihi - to chaośnicy mają wygrywać na arenie"

Awatar użytkownika
Possessed
Mudżahedin
Posty: 292
Lokalizacja: WaWa

Post autor: Possessed »

Tichi-Ichi, będziesz pomszczony, nie pozwolę by plugawy wyznawca chaosu mógł bezkarnie bić moich braci! Wszyscy zapłacą krwią za to! - ryknął saurus ze swojej klatki.

MarsnTwix
"Nie jestem powergamerem"
Posty: 148

Post autor: MarsnTwix »

Gdyby kapitan trafił z pukawki, Khornita pewnie by zginął... To ma S6 przeciw T4, AP-1... Wound na 2+, zero pancerza... Khorn musiałby kilka podań złożyć, żeby jego czempion mógł zostać między żywymi... :)
Tichi-Ichi, będziesz pomszczony, nie pozwolę by plugawy wyznawca chaosu mógł bezkarnie bić moich braci! Wszyscy zapłacą krwią za to!
- Zmknij się! - warknął Weenye. Ci wszyscy pozerscy "strafniści bofateroffie" zaczynali już działać mu na nerwy... Szkoda tego kapitana. Strzelał oboma pistoletami na raz - to pierwszy błąd. Poza tym źle wymierzył z pistoletów - zbyt szeroko je trzymał, daleko od linii wzroku. Stanął frontem do przeciwnika, by łatwiej dobyć młota i przyjąć szarżę, gdyby stanął z boku i wymierzył oba strzały z jednej linii kto inny mógłby gryźć glebę...

Natomiast gdyby Skink wygrał stałby się pewnie gwiazdą tego turnieju... Cóż, nie zawsze los sprzyja sprytnym i odważnym.
- Prawda, krówko? - rzucił w stronę Rogacza.

Awatar użytkownika
warkseer
Wodzirej
Posty: 741
Lokalizacja: żyrardowskie kanały

Post autor: warkseer »

MarsnTwix pisze:Gdyby kapitan trafił z pukawki, Khornita pewnie by zginął... To ma S6 przeciw T4, AP-1... Wound na 2+, zero pancerza... Khorn musiałby kilka podań złożyć, żeby jego czempion mógł zostać między żywymi... :)
Skaveński pistolet ma S5, krasiowe spluwy mają S4. Nie wiem skąd wziąłeś te dane.
Jazzaile - wielkie, potrzebujące 2 obsługantów rusznice mają S6.

Awatar użytkownika
Possessed
Mudżahedin
Posty: 292
Lokalizacja: WaWa

Post autor: Possessed »

Milcz szczurze, dla ciebie też przyjdzie pora, jeszcze będziesz głośno piszczał! Twoja rasa zapłaci za Chaque i za Quetza! Z twoimi zwłokami będę się bawić najdłużej! No chyba że mnie ktoś będzie szybszy... - odwarknął jaszczur w stronę skavena..

Awatar użytkownika
Murmandamus
Niszczyciel Światów
Posty: 4837
Lokalizacja: Radom

Post autor: Murmandamus »

Gdy Sarmattan IV trafił na arenę tutaj został. Zabijał innych wojowników póki sam nie padnie kiedyś. Klątwa przebudziła go ze snu gdy dwóch rabusiów grobów nieopatrznie uaktywniła magię kapłanów. Sarmattanzył, ale co to za życie. Mógł polegac już jedynie na przemocy czynionej za pomocą swego miecza. Na szczeście znalazł się tutaj. Zaraz miał tutaj rozpocząć walkę i ona miała mu przynieść ukojenie. Z naprzeciwka wychodził jego przeciwnik.
Eluril klął w duchu. Zgłosił się do walk i teraz nie mógł się wycofać. Nałożone na niego geas nakazywało mu walczyć do wygranej lub śmierci. Co z tego że zrobił to dobrowolnie jak poszukiwanego zdrajcy nie znalazł wśród zawodników. Co gorsza na dalsze poszukiwania mógł ruszyć dopiero jak pokona wszystkich wojowników. W to nie wątpił tylko martwiła go zwłoka. Jego pierwszym przeciwnikiem była mumia. Nieumarły. Gdy tylko wyszedł na arenę od razu dostrzegł że dzierzył on dwuręczny miecz. Usmiechnął się nawet na myśl o takim przeciwniku. W tej broni nie miał sobie równych.
Gdy rozległ się sygnał do walki Sarmattan IV ruszył niemal mechanicznie w kierunku elfa. Elurlil przyjął pozycję do ataku. Sarmattan kroczył gotując broń ale elf był dużo szybszy wąska elegancka kliga pomknęła na spotkanie mumii. Sarmattan zareagował na czas i jego czarne ostrze zetknęło się z bronią elfa. Ruchy nieumarłrgo były płynne i zwinne. Eluril nie spodziewał się że wym truchle jest tyle wigoru. Miecz uderzał o miecz i choć elf spychał mumię w tył a raz czy dwa nawet drasnął to nie wywierało to na Sarmattanie większego wrażenia. Chwila nieuwagi kosztowała elfa to że przepuścił ostrze przeciwnika przez swa obronę i dał się zranić w ramię. Płytko. Jednak broń mumii zaczęła dymić a Elurill poczuł się słabszy a jego broń stała się nagle cięższa. Co gorsza otrzymał kolejną ranę gdy klinga mumii rozcięła mu zbroję na torsie. Elf jednak był mistrzem w swoim fachu szermierczym. Wykorzystując siłę z kolejnego ciosu przeciwnika obrócił się zwinnie i wbił głęboko się w obandażowane ciało. Mumia syknęła cicho i oddala cios od uda. Elurill sparował mimo że miecz mu ciązył. Nie był jednak już w pelnej sprawnosci i teraz Sarmattan spychał go do tyłu zadając cios raz po raz. W końcu stało się i Elurill po raz kolejny przepuscił czarny miecz pozwalając się zranić. Elf poczuł się jeszcze słabszy. Sarmattan nie zwolnił tempa ataku. Wciąż tym samym jednostajnym rytmen nacierał . Następny cios wbił się pod obojczyk Elurila zabijając go. Sarmattan stanął. Odebrał życie odnajdując nieco ukojenia. Przynajmniej do następnej walki. Aplauz tłumu nie miał dla niego znaczenia.
zapraszam na Polskie Forum Kings of War

https://kow.fora.pl/

MarsnTwix
"Nie jestem powergamerem"
Posty: 148

Post autor: MarsnTwix »

warkseer pisze:
MarsnTwix pisze:Gdyby kapitan trafił z pukawki, Khornita pewnie by zginął... To ma S6 przeciw T4, AP-1... Wound na 2+, zero pancerza... Khorn musiałby kilka podań złożyć, żeby jego czempion mógł zostać między żywymi... :)
Skaveński pistolet ma S5, krasiowe spluwy mają S4. Nie wiem skąd wziąłeś te dane.
Jazzaile - wielkie, potrzebujące 2 obsługantów rusznice mają S6.
Pisałem z pamięci, bo nie mam AB pod ręką. W każdym razie dla skavenów albo ludzi z imperium trafienie nabojem z broni palnej to chyba najlepszy i najprostszy (czytaj: "najtańszy") sposób na pancerz 4+, wyłączając magię.
Milcz szczurze, dla ciebie też przyjdzie pora, jeszcze będziesz głośno piszczał! Twoja rasa zapłaci za Chaque i za Quetza! Z twoimi zwłokami będę się bawić najdłużej! No chyba że mnie ktoś będzie szybszy...
- "Milcz"? Ha! Słyszeliście? Dlaczego nie "stul pysk"? - demonstracyjnie zwraca się w stronę publiki i mówi głośno tak, by wszyscy słyszeli - Zostawiłeś jaja w narodzisku (spawning pool)? Jesteś politycznie poprawnym, krwiożerczym Saurusem o powściągliwym języku? Mama pozwoliła Ci iść walczyć na arenę ale zabroniła używać brzydkich słów? - wśród widzów rozległy się rzadkie śmiechy. Wreszcie zaczęli wiwatować - Dziękuję, dziękuję, jestem tu tylko dla was... Eee aha, to walka się zaczęła. Ekhm - powiedział Weenye po cichutku, po czym zaczął rysować stopą rogate głowy szczura na piasku...

Awatar użytkownika
warkseer
Wodzirej
Posty: 741
Lokalizacja: żyrardowskie kanały

Post autor: warkseer »

Hę? Ta kumkająca żabka chciała coś powiedzieć, jak mi się zdaje. Tak-tak, on coś na prawdę chce gadać. Tylko czemu dostaje piany na pysku? Chyba jest chory, lepiej nie podchodzić do takich stworzeń, nie wiadomo co to za zaraza. Dostaje jakichś dziwnych kolorów, jakby nażarł się spaczenia. Oj, boję się, że niektórzy zawodnicy na arenie będą mieli ułatwione zadanie, z na wpół zdechłym przeciwnikiem. To jest ewidentna zdrada, znając życie mój zdradziecki pomagier Lurk dorzucił mu coś do karmy.

5 minut później przy klatce zdychającej żaby...

Hmmm... Widać postępy choroby tak szybko, to wręcz niemożliwe. Narządy rozrodcze zmniejszyły się dwukrotnie (a już i tak były mniejsze niż paznokcie, niziołków) przez dosłownie kilka uderzeń serca, za to agresja wzrosła niepomiernie. No i zapluł już całą klatkę.
Tak-tak, bardzo-niezmiernie interesujący przypadek, z chęcią popróbowałbym na nim kilku moich miksturek ze spaczenia.

Awatar użytkownika
Possessed
Mudżahedin
Posty: 292
Lokalizacja: WaWa

Post autor: Possessed »

MarsnTwix, może i lizardmeni rozumieją staroświatowy (nie wiem w jakim do mnie gadasz) ale za chiny ludowe nie zrozumiesz porykiwania saurusów :lol2: a akurat to jest kulturalne forum więc wole ograniczać się do słabych słów :wink: zobaczymy jak będziesz piszczał w spotkaniu z krówką :P

ps. genetycznie to nie mam jaj ani mamy :cry: :wink: :lol2:

Awatar użytkownika
Krasnal
Plewa
Posty: 6

Post autor: Krasnal »

-RHAAAAAAAAAAAAA!!!!!!- rykną wybraniec Khorna.
- WIĘCEJ!!!! JA CHCE WIĘCEEEJ!!!!! KTO NASTĘPNY- wrzeszczał rozochocony masakrą wojownik

Awatar użytkownika
Master of reality
Oszukista
Posty: 833
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Master of reality »

I tak zginał Elurlil Dashlaff
gdyby poległ w jakimś cywilizowanym miejscu na jego nagrobku prawdopodobnie napisane byłoby

"Schyl głowę przed dzielnym bohaterem
z nieskazitelnym charakterem
którego ciało leży w tym grobie
to może uświadomisz sobie
że to nagrobek elf mężnego
Ulthuanowi oddanego.

Niech teraz każda pozaziemska chwila
będzie przyjemna dla Elurlila
niech spłynie nań łaska naszego pana
wszechmogącego Asuryana!
"

Jednak Elurlil polegl na arenie gdzie kruki rozdziobują jego zakrwawione truchło, zapomniany przez wszystkich....

Pokój jego duszy

Awatar użytkownika
Kołek
Falubaz
Posty: 1147
Lokalizacja: Gdańsk-SNOT

Post autor: Kołek »

Co za głupi khornita, pobąkiwał pod nosem champion malala, oby zdechł jak najszybciej. W następnej walce spotkam się z jaszczurem, to będzie dopiero przeciwnik a nie to coś co przykleiło mi się do buta w pierwszej.
nagle usłyszał głos dochodzacy zza niego Vladimirze, tak to do ciebie mówie, tak właśnie brzmi twoje imię.Champion odwrócił się by ujrzeć zgarbionego człowieka w czarnej szacie z kapturem i zakrytą twarzą, było widac tylko obłęd w oczach, zimnych jak stal miecza championa.Starzec wyciągnął ręke pokazując medalion w kształcie srebrnej tarczy z wykropkowanym w centrum mieczem, tak to był jeden z niewielu znaków używanych przez kultystów malala. Vladimir zaczął słuchać starca zachowując powagę, lecz starzec się jąkał i nie szło zrozumieć o co mu chodzi, jedyne co zrozumiał to to że malal ma w swojej opiece Vladimira i chce by pokonał on następnego przeciwnika bo to umożliwi mu walkę z innym championem chaosu, potem jakies pierdoły o chwale itp. Dla Vladimira liczyło się tylko to, że może napierdalać w imię malala :P

Awatar użytkownika
Vincent
Kradziej
Posty: 978
Lokalizacja: Rzeszów

Post autor: Vincent »

- Szybki był ten mały suk***yn muszę następnym razem brać poważniej takich przeciwników, siła to nie wszystko... - pomyślał Rafael. Schodząc z areny zatrzymał na chwilę wzrok na jaszczurze w klatce, który zaczął się bardzo agresywnie miotać, był dużo większy od jego przeciwnika jednak malalita tylko parskną śmiechem - Ciekawe czy potrafi coś poza ryczeniem... - Kiedy miał juz wejść do swojej komnaty ktoś chwycił go za ramię, Rafael odruchowo chwycił za Mściciela i gwałtownie się odwrócił, ale ujrzał tylko zakapturzonego starca. - Ruber przyjacielu...- rzekł z radoscią wybraniec Malala. - Witaj Ręko Nienawiści - Ruber był czarnoksiężnikiem Malala, który zajął się Rafaelem po jego pierwszym przybyciu do Srebrnej Kosy i wprowadził go w tajniki kultu, można powiedzieć, że Rafael traktował go swojego mistrza. - Wejdź i mów co cię sprowadziło aż tutaj? - Rozmawiali bardzo długo. Ruber powiedzał, że Malal sam sprowadził Rafaela do areny i nie jest to tylko zwykłe zadanie, ale także próba. - Wśród zawodników jest jeszcze jeden malalita do którego rónież zostałem posłany i jestem pewien że dojdzie do konfrontacji między wami - mówił starzec - Ten kto z was zwycięży na arenie dostanie wielkie zadanie od Pana Nienawiści - Gdy się pożegnali Rafael udał się na codzienny trening, w końcu kolejną bitwę stoczy z wyznawcą Khorna co niezmiernie go cieszyło, jednak mimo tego, że wiedział, że musi skupić się na najbliższej walce jego myśli po części uciekały w stronę tego co mówił Ruber. - Jakie to zadanie? Który z zawodników również jest malalitą? -

Awatar użytkownika
Murmandamus
Niszczyciel Światów
Posty: 4837
Lokalizacja: Radom

Post autor: Murmandamus »

Statment: Niestety muszę powiedziec że jadę na delegację i nie będzie mnie do soboty lub piątku wieczór jak sądzę.
zapraszam na Polskie Forum Kings of War

https://kow.fora.pl/

Awatar użytkownika
Murmandamus
Niszczyciel Światów
Posty: 4837
Lokalizacja: Radom

Post autor: Murmandamus »

Smiały jest rycerz który ruszył w poszukiwaniu graala na szlak. Takiemu niestraszne są rzeczy które sprawiłyby by zwykli ludzie dawno uciekali w popłochu. Rycerz zmierzy się z kazdym przeciwnikiem i zdobędzie się na największe szaleństwa by osiągnąć swój cel. Złoty kielich i wypić z niego stając się jednym z wybrańców Pani. Sir Luke był takim rycerzem. Młody zakuty w zbroję wojownik z Bretoni oczekiwał swojego przeciwnika juz na środku pola zmagań w którym przyjdzie mu stoczyć bój. Uśmiechnął się gdy ujrzał swego przeciwnika. Oto los pozwalał mu walczyć ze stworzeniem chaosu. Szczurolud który wytaczał się z bramy był ewidentnie złą istotą. Takie istoty poprzysiągł niszczyć.
Veskith ciężko dzierżył swoją kadzielnicę plagi. Mamrotał oszołomiony do granic możliwości eliksirem który podał mu lurk. Veskith właściwie myślał tylko o tym że jest panem świata i może wszystko nie mówiąc o takiej drobnostce jak pokonanie swego przeciwnika. Nie słyszał gongu rozpoczynającego do walki i nie obchodził go on. Po prostu rzucił w przeciwnika małą metalową kulką. Przedmiot trafił w nadstawioną tarczę i rozbłysł oślepiającym blaskiem ale Sir Luke nią zasłonięty uniknął oslepienia. Widząc to Veskith zaczął kręcic swoją kadzielnicą plagi zbliżając się do rycerza zaśmiewając się przy tym obąkańczo. Sir Luke postapił ku niemy by stawić czoła szczuroludowi. Wszedł w która ograrnęła Veskitha i zatrząsł nim bolesny kaszel gdy gryzący i palący dym wdarł się do płuc. Oszołomiony skaven zadał cios lecz nie wymierzył dokładnie i zabójcza broń ominęła rycerza. Sir Luke wciąż kaszlał targany bólem w piersi lecz siłą woli nie pozwolił by to go pokonało. Ostrzem miecza dosięgnął sierściastego przeciwnika raniąc go w pierś. Na Veskicie nie zrobiło to wrażenia i kręcił dalej swoją kadzielnicą z tym że z jego ciałem coś dziwnego się działo a mięśnie go boleśnie mrowiły. Sir Luke niespodziewanie padł na kolana dusząc się nie mogąc złapać oddechu. Kaszlał krwią. Chwilę potem kadzielnica go dosięgła i dzielny rycerz padł na ziemię martwy. Veskith sam lekko się zakrztusił a ból w jego wnętrzu narastał. Stal jednak na placu zwycięski i euforia tego zwycięstwa jaką publika mu okazywała zaczęła się i mu udzielać.
zapraszam na Polskie Forum Kings of War

https://kow.fora.pl/

ODPOWIEDZ