-Dybra rubota chłopacy, mile spojrzyć na te krzywe gymbska lylfów, ale czego one tak śmierdzieć? Niy tkna tygo, ruszyć po sarenkę, jeno mygiem! - słychać było rechot jakiegoś zielonoskórego, którego krzywe, przeżółkłe zęby ledwie widać było spod głębokiego kaptura.
Parę dni wcześniej herszt goblińskiej wyprawy, niejaki Gnurlag Złamany Ząb dostał pewną informację, że w północnej części lasu można znaleźć wiele grzybów halucynogennych, które porastają pewną polanę. Nikt nie wiedział, skąd tak duże skupisko wzięło się akurat właśnie tam, niemniej jednak jedno było pewne – miejsce to było strzeżone przez watahę leśnych elfów, które same nie wiedziały, od której strony wziąć się za problem.
Błyskotliwy i chytry Gnurlag w mig pojął, że zdobycie polany umocni jego pozycję w „stadzie”. Skrzyknął więc grono najwierniejszych kompanów, część zachęcił do wyprawy za pomocą sękatego kija, reszta została przy swoich zajęciach, czyli waśniach, tłuczeniu sobie łbów i płaszczeniu się przed orkami, które akurat szukały czegoś na obiad.
Grupa wypadowa pajęczaków natknęła się parę mil przed polaną na elfich zwiadowców, z których ani jeden nie uszedł żywy. To wersja oficjalna jeźdźców – w rzeczywistości połowa elfów uciekła do swojego obozu i ostrzegła przed niebezpieczeństwem swego dowódcę – Iluriona, który ustawił migiem swoje oddziały. Nie minęło paręnaście minut, gdy wojska starły się na polanie.
Bitwa na około 720 pkt rozegrana bardzo spontanicznie. Jako że pozostało mi sporo figurek po zakupie Skull Pass'a, postanowiłem zrobić z nich użytek i spróbować zagrać armią-hordą

Po stronie goblińskiej: (każdy oddział to pełna grupa dowodzenia):
2x20 Nocnych Goblinów z włóczniami i tarczami
2x1 Fanatyk - po jeden na oddział
1x20 Nocnych Goblinów z łukami
1x10 Pajęczych Jeźdźców z włóczniami i tarczami
Troll
Gobliński Szaman 2 poziomu z mieczem dającym dodatkowy atak (+30 pkt)
Gobliński Wielki Boss z Martog's Best Basha (+1 ws, s oraz i) oraz Tricsy Trinket – niemożność korzystania z ward save w przypadku każdego modelu stykającego się z podstawką Bossa, a nadto w lekkim pancerzu, z tarczą i bronią ręczną.
Po stronie elfickiej:
1x12 Strażników Polany z łukami (w tym grajek)
1x12 Driad
1x6 Jeźdźców Polany (w tym grajek)
Wielki Orzeł
Wieszczek 2 poziomu
Szlachcic z Bow of Loren oraz w lekkim pancerzu, z tarczą i bronią ręczną

[pokój z widokiem na wojnę]
Relacja jest pisana z punktu widzenia goblina

Pierwszy do ataku ruszył Gnurlag. Ponagla on pajęczaków, by ruszyli zgrabnie lewym skrzydłem. Odnóża pająków doskonale radzą sobie z trudnym terenem, toteż mogą sobie pozwolić na hulankę i swawolę w lesie. Krótkie łuki są o kant dupy rozbić, więc goblińscy 'specjaliści' od ostrzału muszą ruszyć zad i toczą się do przodu. Szaman wykrzykuje różne zabobonne inkantacje w nadziei, że Gork wysłucha jego bluźnierczych słów, jednak w tej samej sekundzie dostaje pięścią w twarz od jakiegoś chłystka, któremu krzyki przeszkadzają w posilaniu się znalezionym grzybkiem. Robi się zamieszanie w oddziale już na samym początku bitwy – wzajemnym przepychankom i kuksańcom nie ma końca. Dopiero szef łapie paru żwawych gnojków za mordy i potulnie każe im ruszać do przodu. Tymczasem Jeźdźcy Polany widząc brak jedności w oddziale okrążają go i z bezpiecznej odległości strzelają z łuku, kładąc aż jednego trupa.

[ready & steady to comedy]
Gnurlag pędzi co sił w nogach do przodu, co chwilę grad strzał dziesiątkuje jego oddział. Może i by się rozpłakał, gdyby tylko potrafił. Troll w całym tym zamieszaniu drapie się to po dupie, to po plecach dla odmiany, a świeżo urwanym drzewkiem dłubie sobie w nosie, wygrzebując coraz to nowe atrakcje.
Pajęczaki próbują szarży na driady, co kończy się dla nich żałośnie, czyli zupełnie tak, jak wyglądał ich żywot do tej pory. Na włócznię nabija się jedna, natomiast w rewanżu na szpony aż czterech goblinów. Można było stracić zapał, co tam grzybki – pal licho pięć do tyłu, może zgubimy te drewniaki!

[cip cip cip, taś taś taś]
Na horyzoncie pojawia się orzeł, który wbija swe szpony w ospałego trolla. Ten drugi instynktownie tłucze drzewem po czerepie ptaszyska, a na sam koniec bezpardonowo wymiotuje dookoła, pozostawiając wypaloną ziemię i nieco futra. Po ptokach generalnie, a i zaśmierdziało wczorajszym posiłkiem z padłej kozy.

[czas coś wybełtakotać]
W końcu tajnej broni czas – fanatici da goblina! Wybiegają niemalże równocześniej – jeden z oddziału szamana, drugi z oddziału Gnurlaga, który skłócony postanawia skopać tyłki napotkanym elfom, rycząc nieustannie i wymachując włóczniami. Ten pierwszy nieomal rozstrzaskuje sobie czaszkę (one mają czaszki?!) o nisko wiszące gałęzie lasu, ten drugi wpada w Strażników Polany, młócąc ich na kwaśne jabłko, czyli zabijając trzech. Gnurlag zarządza czasowy odwrót tuż przed samą szarżą – poza nim został już tylko szef, sztandarowiec i grajek, więc coś tu jednak u licha się nie udało. Gnurlag krzyczy:
-Pieprzę ja Cięm waść długoelfouchy! Pupoprańce, pyprowadzać ja zbygowissko szymana, wy sąbi radźta same, trzych wos, to akuratnie na tamteje dryjody! - po czym pobiegł do szamańskiej hołoty, do której dołączyć nie zdążył.
Pech chciał jak cholera, że gobliny wbijały właśnie swe dzidy w chude niczym patyczki ciała elfów, a i trafić przecie w takie wąskie truchło to jest nie lada sztuka! Dwóch nabito na pale, reszta plątając się o własne kalesony zaczyna uciekać, a szaman... tak, ten szaman...

[wrr i jeszcze raz głośne wrr!]
...zarządza pościg za paroma elfami zapominając, że tuż za ich plecami hula fanatyk z jego oddziału, który wkręcił się bez żartów i hasa z wielką kulą. Sprawia wrażenie takiego, co może komuś krzywdę wyrządzić i kark szturchnięciem przetrącić w dwóch miejscach. Owo randewu z nim okupione zostało ciężkimi stratami, ale szaman ustąpić honorowo nie ustąpił (co tam paru wygłodniałych darmozjadów?) i ruszył w pogoń... poza pole bitwy, by już na nie nie wrócić.
Drewniaki wyłażą zza chaty. Po pająkach ani śladu, pewnie rychło wrócą z koszami pełnymi grzybków, tymczasem sytuacja pogarsza się z minuty na minutę. Z pierwszego oddziału zostało tylko trzech, drugi właśnie opuścił polanę, zostali... kto? Łucznicy! Biorą sobie za cel czterech jeźdźców – trzech kładą strzałami, jednego szef dożyna taką nieco większą wykałaczką, ale jak gdyby zapomnieli, że na skrzydle czeka na nich niemiła i wkurzona niespodzianka. Troll z odsieczą nie zdążył, podobnie jak Gnurlag, który klnąc pod same gorkowe niebiosa wraca do straceńców licząc, że driady uderzą właśnie na nich. Niestety pomylił się, choć ataku się doczekał, tylko z innej strony – błąkający się po lesie Wieszczek myślał, że zajdzie go od tyłu i wsadzi nóż w bebechy, ale nie z cwaniakami takie numery! Gnurlag zwietrzył zasadzkę i rzucił wyzwanie płochemu elfomi z różdżką, po czym rozczłonkował go tak, że nie było nawet czego pozbierać na resztki dla obozowych wilków. Bidulek nie zdążył nawet jęknąć.
Czy ktokolwiek uwierzy, że te małe kurduple z kijami przeplatanymi nićmi wytrzymali szarżę od flanki? Zginął tylko jeden, reszcie Gnurlag zwiać nie pozwolił, jeno kijem pomachał i zwłokami Wieszczka w powietrze podrzucił.

[głupi ma czasem szczęście, głodny grzybka zawsze]
Generał elfów zginął przez Gorka. To znaczy się gdzieś jakimś cudownym zrządzeniem losu szamanisko zrobiło z niego ognisko.
Gnurlag zakrzyknął więc na całe gardło - grzyyyyyby! Byndzie zupa i bryndza!
-------
Po podliczeniu punktów okazało się, że gobliny zdobyły całe 197 więcej, więc dokonały one nie lada wyczynu i wygrały w „wielkim” stylu

Spisał (na szybkości) - Kraggo
Sfotografował - Sevi
PS - to była moja pierwsza, "poważniejsza" bitwa goblinami. Kłótliwe to plemię
