Elfia magiczka o słodkich oczach i długich włosach błądziła w mroku. Za wszelką cenę usiłowała odnaleźć brata. Zagubili się przed bitwą, choć mieli walczyć obok siebie. Czuła się niczym małe, bezradne dziecko pomiędzy watahą uzbrojonych po zęby mężczyzn. Potykała się o kolejne oddziały dumnych druchii, wicher roztapiał jej słowa, włosy bezwiednie powiewały niczym chorągiew. Zmysły zamarły, wszechobecna ciemność paraliżowała instynkty.
Za późno! Wojownicy chaosu nadciągają, drżyj kto żyw. Gdzie mój brat, gdzież jest ten, który dmie w róg? Gdzie rycerze na zimnokrwistych? Miałam sen...
Oto raport z bitwy Dark Elves vs Chaos Warriors na 1300 pkt. Jest to jedna z bitew plenerowego „turnieju o skalp goblina” (koleżeński turniej na świeżym powietrzu), w którym brały udział poza w/w armiami The Empire i High Elves.
Zasady – 7 edycja. Jedyne zmiany to obniżenie punktów za ćwiartki/sztandary i truchło generała do 50 punktów.
Mój przeciwnik postawił na bitny oddział wojaków na piechotę (około dwudziestki, może więcej, na pewno mieli sztandar rozkoszy – oni lub konni), dziesiątki pieszych grasantów i 9 konnych pod wodzą generała niesionego przez małe nurglingi na jakimś tam tronie. Całość domykał mag na dysku z domeną tzeentcha oraz popychaczką (akurat trafił...) z kolegium cienia.
Po stronie mrocznych elfów: dwa oddziały po piątce harpii, 5 dark riders (muzyk, kusze), hydra, 5 zimnokrwistych (muzyk), piątka cieni (additional weapon), dwa oddziały po dyszkę kuszników (tarcze), hydra, 8 black guard (full command group). Z bohaterów magiczka 2 poziomu konno i 1 poziomu pieszo, obie z mroczną magią elfów, młodsza z tomem furiona. Do kompletu po scrollu na czarodzieja.

Wraz z północnym wiatrem przez elfi szereg przetoczył się swąd zgnilizny. Wyznawcy nurgla nadciągali...
Wichry magii krążyły wokół adeptki. Jej kuzynka Arlinda była starszą magiczką, lecz dziś ledwie czuła pod palcami delikatny prąd wirującej energii. Dlaczegóż to właśnie ona, młoda elfka posiadła dziś tak wielką moc? Czyżby to khaine ją wybrał? Lilea zamarła, w jej stronę pędził już oddział wojowników na koniach, wyłaniali się z nienaturalnych oparów. Cóż ona, młoda adeptka mogła zrobić? Czarna straż zasłoniła ją zwartym szeregiem, lecz ona nadal nie czuła się bezpiecznie. Brata nie było w pobliżu, straciła mentalną więź...
-Zrób coś, rzuć czar! Sami nie podołamy! - krzyk Al-Ilekara, mistrza straży, przepłynął przez jej umysł.
Obie czarodziejki wybrały domenę elfiej magii. Starsza wylosowała 2 i 3, młodsza... 5 i 6 (drugi czar z pomocą tomu furiona).
Harpie wzbiły się wysoko w niebo. Jedne okrążyły lewą flankę, drugie podążały krok w krok za jeźdźcami mroku. Tam też krążyli grasanci, do których nieustannie strzelali kusznicy z pagórka. Czarnopióre bełty ze świstem wbijały się w nagie torsy barbarzyńców, Ci brnęli jednak dalej i ryczeli w kałuży własnej krwi. W środkowej części armii stała ósemka czarnych strażników i hydra. Daleko na lewo stała piątka rycerzy na zimnokrwistych, która upodobała sobie maleńkie wzgórze. Ael-Lintal stał z rogiem i mocno trzymał za lejce swojego zimnokrwistego. Był to gad szczególnie nieznośny i tylko twarda ręka mogła go przymusić do wypełniania rozkazów. Obok nich kolejni kusznicy. Magiczka już dawno wyruszyła w stronę wroga. Pierścień powoli się domykał, na tyłach chaosu wyłoniła się grupa elfich zwiadowców.
Wojownicy chaosu wybrali najgorszą z możliwych dróg. Ich pochód umilały raz po raz spadające z nieba harpie oraz piątka cieni, które wychynęły z lasu, o ile można tak nazwać zbitkę połamanych, dawno wyschniętych drzew. Na drodze stały zdezelowane płoty, przez które wojownicy w ciężkich pancerzach szybko przejść nie mogli. Bełty dzwoniły, odnajdywały luki w pancerzach.
-Jesteście w Naggaroth! Z tego miejsca nie wyjdziecie żywi!
-To się jeszcze okaże elfi szczeniaku! - odburknął zakuty po zęby herszt bandy wojowników w stronę zakapturzonego elfa, mierzącego z kuszy powtarzalnej
Na każdych trzech śmiałków wspinających się przez rozpadające deski, przynajmniej jeden spadał ze strzałą wbitą w potylicę. Cienie były morderczo skuteczne, strzelały z tyłu, z zaskoczenia. Lata życia w puszczy uczą takiej walki. Zero litości dla wrogów, to słabość. My albo oni. Wtórowała im Arlinda, śląc co chwila magiczne pociski zagłady. Siły wojowników topniały, lecz najgorsze dopiero miało nadejść.
Lilea odrzuciła w tył włosy, wyciągnęła ręce do przodu. Szkolono ją w magii, lecz była zwykłą adeptką. Czuła jednak, iż gromadzące się prądy magii musi uwolnić właśnie teraz, albo też złowroga energia rozerwie ją na strzępy. Przez jej świadomość przepływała myśl, który czar upleść... Wtem czarna groza szczelnie otuliła oddział wroga. Wirujący pocisk wystrzelił z wielką mocą, a mag tzeentcha stał przerażony. Nie było siły, która mogła powstrzymać to szaleństwo. Czterech konnych w jednej sekundzie przepadło rozerwanych na strzępy... Lilea nadal nie rozumiała, iż rzuciła najpotężniejszy z czarów elfiego kolegium.
Czarodziejka pomnożyła swoje kości i rzuciła na pięciu z nich czarną grozę z nieodpartą mocą. Przeciwnik był poważnie zaskoczony, prawie połowa kawalerii zginęła, a on jeszcze nawet nie zaszarżował.
Arlinda nie mogła przeboleć, dlaczego ona po tylu latach nauki nie zna tak potężnych czarów. Trzeba było pozbyć się utalentowanej kuzynki wcześniej, teraz może zachwiać jej pozycją. Po cichu modliła się do khaina, by Lilea padła łupem przerośniętych grabieżców z północy. Oni nie będą się z nią patyczkować...
Jej brat widział to dzieło. Czuł jednak, iż dziś dopełni się prastara, rodowa przepowiednia i wraz z siostrą podzielą jeden los. Nie wiedział, czy chodziło o śmierć, czy też o wielką moc i dary bóstwa. Nieśmiertelność i zaszczyty, jakich nie powstydziliby się jego zwierzchnicy? Nie, teraz to on wydawałby rozkazy. Sam jeden, bez nich! Wyniesiony na piedestał wraz z siostrą. Znaki były korzystne, Lilea urosła w siłę, właśnie zgładziła ciężko opancerzonych konnych. Uśmiechnął się, pycha górowała nad zdrowym rozsądkiem.
Przeciwnik podjechał pod moje linie, lecz nie szarżował. Wojownicy nadal tkwili na płotach, harpie dbały o to, by niezbyt szybko je opuścili i trzymały się blisko wroga. Kusznicy nadal strzelali.
40 bełtów pomknęło w stronę konnych. Wyłącznie na wiwat. Czempion ryczał z radości, gdy wjeżdżał na teren wroga. Rozsiadł się na swym zgniłym tronie i szukał już pierwszego przeciwnika którego przetrąci. Szykowało się dużo dobrej walki - pomyślał. Pierwszym smaczkiem będą rycerze na zimnokrwistych...
Mogłem spróbować szarży hydrą i coldami na pozostałą szóstkę konnych, lecz nie wiedzieć czemu liczyłem na to, iż runda więcej strzelania i magii pomoże mi zmiękczyć konnicę, a potem łatwiej ją dobiję. Plan był niezły, lecz tym razem zawiodły kości. Magia w ogóle nie weszła, strzelanie zawiodło.
Do broni! Bracia, przyjmiemy ten atak godnie, z uniesionymi wysoko głowami. Za Malekitha, wiedźmiego króla Naggaroth! - wojenny okrzyk rozpalił do czerwoności morale rycestwa. Ael-Lintal przyłożył do swych wąskich ust róg. Krótki sygnał rozbrzmiał.
Lilea usłyszała krzyk brata, a potem róg... -Jest tu gdzieś, ale gdzie?! Przeklęta czarna straż mnie nie puści, to zbyt ryzykowne, ale chcę do niego. Posiadłam wielką moc, może uda się zbiec...
-Panienko, zostajesz tutaj, to dla Twojego dobra. Sam Malekith kazał Cię pilnować, a jego słowo jest najwyższe. Spełnimy każdą Twoją prośbę poza tą jedyną.
-Głupcy.
Brat właśnie walczył. Opasły czempion walił na odlew wielkim mieczem, wojownicy towarzyszyli w tym dziele zniszczenia. Małe pomioty nurgla usiłowały urwać coś dla siebie i wpijały swe małe szpony w odnóża zimnokrwistych. Zginął tylko jeden rycerz! Ael-Lintal stanął przy zjeździe ze wzgórza i sam przebił na wylot dwóch ciężkozbrojnych. Wydawało się to niesamowite. W głowie rozważał, czy nie był do tej pory świadom możliwości swojego miecza. To wszystko przychodziło zbyt łatwo. A może to sam khaine obdarzył go swą łaską?
-Tak, jestem wybrańcem mego boga. Dziś okryję się chwałą!
Oddziały zazębiły się i mimo rannych po obu stronach nie kwapiły się by odpuścić. Rycerze na zimnokrwistych przewagę liczebną wroga nadrabiali nieoczekiwanym zapałem, jaki w nich wstąpił. Elf czuł, że siostra gdzieś tu jest. Bryza mroziła krew w żyłach, nie pomagał nadmiar adrenaliny pompowany przez młode, zdrowe serce. Mrok spowijał tę krainę, nawet słońce nie było w stanie dokonać wyłomu w tej nieziemskiej poświacie.
Ale co to?! Czempion chaosu uderza raz, potem drugi, dwójka elfów zostaje zrzucona z zimnokrwistych. Trzeci cios przelatuje nad głową muzyka i trafia ostatniego rycerza. Czwarty, nie wiadomo skąd, trafia prosto w serce. Ael-Lintal spluwa krwią prosto na zbroję czempiona, ten w ekstazie ściska go za gardło, przyciąga do siebie i dusi. Świat wiruje, kątem oka dostrzega siostrę, przed nią czarną straż i Al-Ilekara wykrzykującego rozkazy. Widzi też oddział kuszników, który chwalebnie szarżuje na konnych od flanki. Czy zdążą z odsieczą?
Serce tłoczy coraz mniej krwi, w krwiobiegu krąży nurglowa trucizna. Powieki robią się coraz cięższe, mięśnie odmawiają posłuszeństwa, miecz bezwolnie wysuwa się z dłoni. Elfi szlachcic zostaje nabity na sztandar chaosu ku uciesze wojowników. Elf był tylko zwykłą kukłą w rękach swego bóstwa. Iluzja ziemskiej chwały... Ile jesteś w stanie zapłacić śmiertelniku za mroczną siłę?
Kusznicy po wymianie ciosów poddają tyły i zostają roztratowani, czarna straż przyjmuje atak solidnie przetrzebionych wojowników chaosu. Lilea staje ZA oddziałem. Poganiacze kierują bestię na odsiecz, ciągną też konni wojacy chaosu i uderzają na tyły straży. Pozwala im na to domena cienia. Potem przejeżdżają się po pieszej czarodziejce.
...Szybki pojedynek, mistrz wieży pada przebity na wylot, jego kompani biją się, choć ich los jest już przypieczętowany. Czempion wojowników zostaje obdarzony obrzydliwą mutacją, z hełmu wyrastają bycze rogi, rozrywając gruby metal. Ciosy na elfy spadają zewsząd, lecz sztandarowy z muzykiem trzymają się twardo mimo podziurawionych pancerzy. Kolejny odbity cios, miecz przesuwa się po halabardzie, kontra. Czas uderzyć po raz ostatni. Tuż koło nich przebiega przeklęty czarownik chaosu. Ach jak niewiele brakło, by zadać śmiertelny cios!
Ostatni, finalny cios grajka to zamach halabardą prosto na głowę czarodzieja chaosu. Traci on punkt żywotności.
Wojownicy przebiegają się po truchłach straży. Czarodziejka płacze za brata, za siebie. Nie powstaje z kolan, gdy nadciągają kawalerzyści nurgla. Ginie. Wie, że przepowiednia dopełniła się.
Żadnemu z grasantów nie udało się dobiec do wzgórza. Gdy ostatni śmiałkowie nabierali prędkości jeźdźcy mroku błyskawicznie ustrzelili ostatnią trójkę. Kusznicy mogli odetchnąć.
Hydra zionie ogniem na wszystkie strony i goni przeklętych wojowników. Za każdym razem brakuje raptem paru kroków, by sięgnąć wroga. Poganiacze przeklinają, mają bowiem ogromnego pecha i nie doprowadzają dziś bestii do walki.
Wielu wojowników chaosu nie dożyło powrotu na swe ziemie. Czarnopióre bełty są symbolem niezłomnej obrony Naggaroth. Bełty wbite w plecy i piersi wroga.
---
Punkty: 198 na korzyść mrocznych elfów, tak więc 11:9 po naprawdę ciężkiej i dobrej bitwie. Zdjęcia...przepadły

Pary turniejowe wyglądały następująco:
Wysokie Elfy – Imperium [remis z minimalnym wskazaniem na ludzi]
Mroczne Elfy – Wojownicy Chaosu [11:9 dla elfów]
o trzecie miejsce: Wysokie Elfy – Wojownicy Chaosu [zwycięstwo elfów, niestety nie pamiętam punktów - po stronie chaosu zostało bodaj pięciu pieszych wojowników, po stronie elfów balista lub dwie, czarodziej i paru białych lwów]
finał: Mroczne Elfy – Imperium [do tej pory nierozegrany z braku czasu]
Dodatkowe starcie pomiędzy Mrocznymi i Wysokimi Elfami (na turniejowe rozpiski): 20-0, w mojej piątej rundzie po Ulthuańczykach ani śladu. Kto wie, może i z tego powstanie raport jeśli znajdę chwilę?
