Arena VI Norsca
Zważając na to ,że Jasiu się znudził naszą areną proponuje aby dopisać takie zakończenie:
Za 1h na arenie miała odbyć się kolejna walka. Wszyscy zebrali się na arenie i czekali na walkę.
[...] A głęboko pod ziemią szalony skaven Szurnięty Szczygieł z zapałem uczył się czaru skradniętego z księgi w Lustrii. Po długich ćwiczeniach wypowiedział formułę...
Na powierzchni emocje sięgały zenitu. W pewnym momencie coś zaświeciło się na niebie i po chwili w arenę pierdyknął wielki meteor niszcząc wszystko w promieniu 5km...
Szczygieł nie widząc żadnego efektu uznał ,że czar który wypowiedział jest zepsuty i nie działa po czym pobiegł wzdłuż tunelu...
Jasiu będziesz kończył arenę czy już ci się nie chce ??
Za 1h na arenie miała odbyć się kolejna walka. Wszyscy zebrali się na arenie i czekali na walkę.
[...] A głęboko pod ziemią szalony skaven Szurnięty Szczygieł z zapałem uczył się czaru skradniętego z księgi w Lustrii. Po długich ćwiczeniach wypowiedział formułę...
Na powierzchni emocje sięgały zenitu. W pewnym momencie coś zaświeciło się na niebie i po chwili w arenę pierdyknął wielki meteor niszcząc wszystko w promieniu 5km...
Szczygieł nie widząc żadnego efektu uznał ,że czar który wypowiedział jest zepsuty i nie działa po czym pobiegł wzdłuż tunelu...
Jasiu będziesz kończył arenę czy już ci się nie chce ??
Smargorf stary Norse zamiatal kurz z areny . W koncu po wielu ksiezycach przerwy ponownie poleje sie krew.
Wojownicy przygotowywali sie do walki , Abdul starannie nakladal kolejne warstwy trucizny na swoja bron. Ghortharion dawal wycisk paru goblinom bijac je i kopiac dla relaksu .
Staneli naprzeciw siebie. Arab sklonil sie nisko , Ork beknal drwiaco i ruszyli na siebie.
Abdul zaatakowal pierwszy tnac orka plytko w lydke. Ork wsciekly oddal kopiac brutalnie Abdula , arab odlecial na pare metrow krwawiac obficie z polamanego nosa.
Ghortharrrrr ZMIAZDZYC czleczyne !!
Zielonoskory nie docenil Araba ktory wykonal sprezynke i przetoczyl sie miedzy nogami orka tnac jak zaostrzona kula po nogach i kroczu orka . Krzyk byl nie do opisania , tak samo jak swist topora i chrzest lamanych kosci . Tym razem krzyczal czlowiek a krwawiacy kikut dloni pokrywal bialy snieg czerwonymi plawami . Ork raz jeszcze zaatakowal jednak Abdul zdolal uskoczyc poza zasieg topora. Ghortharion coraz bardziej blado zielony raz jeszcze ryknal i osunal sie na ziemie . Blady Arab padl na kolana i za pomoca jednej reki zaczal odmawiac modly do swoich bogow. medycy- szamani wbiegali na arene.
Wojownicy przygotowywali sie do walki , Abdul starannie nakladal kolejne warstwy trucizny na swoja bron. Ghortharion dawal wycisk paru goblinom bijac je i kopiac dla relaksu .
Staneli naprzeciw siebie. Arab sklonil sie nisko , Ork beknal drwiaco i ruszyli na siebie.
Abdul zaatakowal pierwszy tnac orka plytko w lydke. Ork wsciekly oddal kopiac brutalnie Abdula , arab odlecial na pare metrow krwawiac obficie z polamanego nosa.
Ghortharrrrr ZMIAZDZYC czleczyne !!
Zielonoskory nie docenil Araba ktory wykonal sprezynke i przetoczyl sie miedzy nogami orka tnac jak zaostrzona kula po nogach i kroczu orka . Krzyk byl nie do opisania , tak samo jak swist topora i chrzest lamanych kosci . Tym razem krzyczal czlowiek a krwawiacy kikut dloni pokrywal bialy snieg czerwonymi plawami . Ork raz jeszcze zaatakowal jednak Abdul zdolal uskoczyc poza zasieg topora. Ghortharion coraz bardziej blado zielony raz jeszcze ryknal i osunal sie na ziemie . Blady Arab padl na kolana i za pomoca jednej reki zaczal odmawiac modly do swoich bogow. medycy- szamani wbiegali na arene.
- Murmandamus
- Niszczyciel Światów
- Posty: 4837
- Lokalizacja: Radom
No czekamy bo choc poległem skrobnę dokończenie nr V i potem wznowie nr już VII areny;)
A tak w ogóle stawiam na Rastamana.
"...Miałem myśl nad ranem aby zostać rastamanem..."
A tak w ogóle stawiam na Rastamana.
"...Miałem myśl nad ranem aby zostać rastamanem..."
Barman Garvagh z tawerny "Pod Zamarznietym Niedzwiedziem" widzial juz niejedno . Byl starym doswiadczonym Norsem i przez lata tulaczki naogladal sie gwaltow , napadow , grabiezy i szeroko znanego barbarzynstwa. Byl nawet swiadkiem szalonych dzialan chaosu gdy jego towarzysz broni wyszedl na burze spaczenia . Widok jego ciala nad ranem byl ciezki do opisania w jego prostym jezyku. Tak . Garvagh myslal ze nic go juz na tym swiecie nie zdziwi , ale ten Krasnolud - kroplisty pot wystapil na czole Barmana - ... TEN CHOLERNY KRASNOLUD , wlasnie pil 26 kufel Czarnego Sniegu i pokazywal zniecierpliwiony ze chce 4 kolejne a za pare minut mial stoczyc walke na smierc i zycie z dzika mordercza bestia . Storii przeklnal szpetnie po krasnoludzku i wlal szybko piwa do gardla jedno po drugim.
Goscie w tawernie w milczeniu patrzyli na krasnoluda wzrokiem w ktorym mieszal sie szacunek z przerazeniem.
-Obrzydliwy te wasze szczyny! >BUERG< beknal glosno aby podkreslic swoje oburzenie - No pora zabrac sie za zabijanie.
Zabojca pomaszerowal w strone Areny
Ghrnu byl pewien zwyciestwa. Byl dobrze najedzony i wypoczety a te jedrne mlodziutkie kozy dostarczane mu przez wiesniakow zaspakajaly na dlugie godziny jego potrzeby . Gdy zblizal sie do areny wyczul zapach piwa. Zdziwilo go to bo wiatr nie wial od strony gorzelni lecz od strony areny. Nic to pewnie jakas beczka musiala sie wywalic . Zaryczal sobie dla animiuszu straszac pobliskie dzieci( i doroslych ) i skoczyl na dno areny aby zniszczyc cokolwiek stanie mu na drodze a potem zjesc jeszcze cieple narzady wewnetrzne. Dzis mial ochote na watrobke .
Zawodnicy nie spieszyli sie z atakiem. Kazdy z nich wiedzial ze
przeciwnik jest doswiadczony i najmniejszy blad moze zakonczyc sie bolesna smiercia.
Wszedzie lezal bialy snieg slychac bylo chrzest stop/kopyt w sniegu a w powietrzu a nad glowami walczacych krakaly wrony i kruki . Jesli sie dokladnie wsluchac mozna bylo wychwycic delikatny cichutki swist jakie wydawaly 3 flaile wojownikow. Dwie krasnoluda pieknie zdobione i pokryte runami , naoliwione i wyczyszczone wydawaly jednostajny wysoki gwizd niczym jedna bron . Bron bestioczleka podrapana z krzywymi kolcami pokryta brudem i rdza wydawala zgrzytniecia co pewien czas. Calosc z krakaniem ptakow komponowala sie w jakas szalona melodie ku czci wojowniczych bogow.
Pierwsza zaatakowala Bestia. Prychajac nozdrzami od nieprzyjemnego zapachu chmielu ktory niczym ochronna aura otaczal krasnala Gor uderzyl z cala sila ramienia w glowe przecinika liczac na szybkie zakoncznie walki . Reakcja byla natychmiastowa, jeden flail spadl blyskawicznie na dol i zwiazal sie z atakujacym ciagnac go dalej na ziemie a drugi w tym samym czasie wystrzelil do Gora zostal jednak zablokowany przez jego tarcze. Storii zaatakowal z 'dynki' w ferworze walki zapomnial jednak o ostrych rogach beastmena na ktore to nadzial sie bolesnie i stracil oko.
Ryczac z bolu Storii wyrwal wrogowi zwiazanego flaila i odrzucil splatane bronie na snieg, teraz Ghrnu zostal -poza pazurami klami i rogami- rozbrojony. Swiadoma tego faktu bestia cofnela sie szybko , Storii zaczal zblizac sie krecac mlynce swoja bronia i przeklinajac obficie swego przeciwnika. Oko krwawilo mu paskudnie. Bestia nagle ruszla na wroga zaslaniajac sie -niemal wyciagajac przed same oczy przeciwnika tarcze - wpadl przewrocajac krasnoluda na ziemie. Storii uderzyl rozstrzakujac ja na drobne drzazgi i przy okazji gruchoczac troche ramie besti. Jednak Ghrnu nie zamierzal walczyc skoczyl po splatane flaile i juz po chwili byl przy krasnalu ktory wlasnie mial zamiar podniesc sie z kolan . mial zamiar bo udaremnil mu beastmen kopiac go kopytem w twarz
Zwierzece instykty wziely gore nad nim. odrzucil bronie i rzucil sie na swego przeciwnika gryzac drapiac rozrywajac miesa . W koncu Krasnolud zrzucil go z siebie, jednak nie byl juz taki jak kiedys a dokladnie nie mial juz polowy szyi znacznej czesci klati piersiowej i jednej reki . Niemal caly bialy snieg areny skompany byl w jego krwii. Zlecialy sie ptaki. Ghrnu przegonil je i tak jak sobie obiecal zabral sie za zajadnie watroby. Nie lubil watrob krasnolodow. Strasznie smierdzialy chmielem.
Goscie w tawernie w milczeniu patrzyli na krasnoluda wzrokiem w ktorym mieszal sie szacunek z przerazeniem.
-Obrzydliwy te wasze szczyny! >BUERG< beknal glosno aby podkreslic swoje oburzenie - No pora zabrac sie za zabijanie.
Zabojca pomaszerowal w strone Areny
Ghrnu byl pewien zwyciestwa. Byl dobrze najedzony i wypoczety a te jedrne mlodziutkie kozy dostarczane mu przez wiesniakow zaspakajaly na dlugie godziny jego potrzeby . Gdy zblizal sie do areny wyczul zapach piwa. Zdziwilo go to bo wiatr nie wial od strony gorzelni lecz od strony areny. Nic to pewnie jakas beczka musiala sie wywalic . Zaryczal sobie dla animiuszu straszac pobliskie dzieci( i doroslych ) i skoczyl na dno areny aby zniszczyc cokolwiek stanie mu na drodze a potem zjesc jeszcze cieple narzady wewnetrzne. Dzis mial ochote na watrobke .
Zawodnicy nie spieszyli sie z atakiem. Kazdy z nich wiedzial ze
przeciwnik jest doswiadczony i najmniejszy blad moze zakonczyc sie bolesna smiercia.
Wszedzie lezal bialy snieg slychac bylo chrzest stop/kopyt w sniegu a w powietrzu a nad glowami walczacych krakaly wrony i kruki . Jesli sie dokladnie wsluchac mozna bylo wychwycic delikatny cichutki swist jakie wydawaly 3 flaile wojownikow. Dwie krasnoluda pieknie zdobione i pokryte runami , naoliwione i wyczyszczone wydawaly jednostajny wysoki gwizd niczym jedna bron . Bron bestioczleka podrapana z krzywymi kolcami pokryta brudem i rdza wydawala zgrzytniecia co pewien czas. Calosc z krakaniem ptakow komponowala sie w jakas szalona melodie ku czci wojowniczych bogow.
Pierwsza zaatakowala Bestia. Prychajac nozdrzami od nieprzyjemnego zapachu chmielu ktory niczym ochronna aura otaczal krasnala Gor uderzyl z cala sila ramienia w glowe przecinika liczac na szybkie zakoncznie walki . Reakcja byla natychmiastowa, jeden flail spadl blyskawicznie na dol i zwiazal sie z atakujacym ciagnac go dalej na ziemie a drugi w tym samym czasie wystrzelil do Gora zostal jednak zablokowany przez jego tarcze. Storii zaatakowal z 'dynki' w ferworze walki zapomnial jednak o ostrych rogach beastmena na ktore to nadzial sie bolesnie i stracil oko.
Ryczac z bolu Storii wyrwal wrogowi zwiazanego flaila i odrzucil splatane bronie na snieg, teraz Ghrnu zostal -poza pazurami klami i rogami- rozbrojony. Swiadoma tego faktu bestia cofnela sie szybko , Storii zaczal zblizac sie krecac mlynce swoja bronia i przeklinajac obficie swego przeciwnika. Oko krwawilo mu paskudnie. Bestia nagle ruszla na wroga zaslaniajac sie -niemal wyciagajac przed same oczy przeciwnika tarcze - wpadl przewrocajac krasnoluda na ziemie. Storii uderzyl rozstrzakujac ja na drobne drzazgi i przy okazji gruchoczac troche ramie besti. Jednak Ghrnu nie zamierzal walczyc skoczyl po splatane flaile i juz po chwili byl przy krasnalu ktory wlasnie mial zamiar podniesc sie z kolan . mial zamiar bo udaremnil mu beastmen kopiac go kopytem w twarz
Zwierzece instykty wziely gore nad nim. odrzucil bronie i rzucil sie na swego przeciwnika gryzac drapiac rozrywajac miesa . W koncu Krasnolud zrzucil go z siebie, jednak nie byl juz taki jak kiedys a dokladnie nie mial juz polowy szyi znacznej czesci klati piersiowej i jednej reki . Niemal caly bialy snieg areny skompany byl w jego krwii. Zlecialy sie ptaki. Ghrnu przegonil je i tak jak sobie obiecal zabral sie za zajadnie watroby. Nie lubil watrob krasnolodow. Strasznie smierdzialy chmielem.