Historia WFB w Polsce
Re: Historia WFB w Polsce
Jeśli można, to ja też mam prośbę do moderatora o usunięcie lub wydzielenie tej "dyskusji", bo z fajnego i bardzo ciekawego tematu zrobił się zwykły śmietnik.
P.S. ten post też proszę usunąć razem z resztą.
P.S. ten post też proszę usunąć razem z resztą.
Nic tak nie przekona w dyspucie, jak dwie stopy krasnoludzkiej stali między łopatkami. Trudno zignorować tak celny argument.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam w sobie taki potencjał, że gdybym tylko chciał, rzuciłbym do swych stóp cały świat. Na szczęście dla świata jestem na to zbyt leniwy...
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam w sobie taki potencjał, że gdybym tylko chciał, rzuciłbym do swych stóp cały świat. Na szczęście dla świata jestem na to zbyt leniwy...
Witam, ja zaczynałem w Gdańsku w 1995 roku. Razem z braćmi Buzalskimi, Łukaszem i Jackiem tworzyliśmy najbardziej przegięte rozpiski w V edycji przez które zmieniał Pawełek legendarny zasady turniejowe. Np. Grałem armia chaosu na 2 lordach khorna na hippogryfach:). Jeden miał 12 ataków z siła 7 flail of skuls, drugi wyciągał 14 ataków. Potem demony z 3 demonprincami.
Ale się wtedy przeginalo rozpiski:)
Pozdrawiam graczy z tamtych lat, od czasu skończenia studiów juznie gram ,ale śledzę na bieżąco rozwój warhammera i czytam forum.
Wielu imion i ksywek juzniepamietam ale rozgrywane bitwy na turniejach pamietam do dziś ...
Jak są na forum gracze z Gdańska z tamtych Wspaniałych lat to odezwijcie się w tym temacie
Ale się wtedy przeginalo rozpiski:)
Pozdrawiam graczy z tamtych lat, od czasu skończenia studiów juznie gram ,ale śledzę na bieżąco rozwój warhammera i czytam forum.
Wielu imion i ksywek juzniepamietam ale rozgrywane bitwy na turniejach pamietam do dziś ...
Jak są na forum gracze z Gdańska z tamtych Wspaniałych lat to odezwijcie się w tym temacie
Ostatnio zmieniony 22 cze 2011, o 23:48 przez Sebastian, łącznie zmieniany 2 razy.
Grałem kiedyś bloodthirsterem i smokiem na turnieju na Zaspie w Gdańsku w klubie o ile dobrze pamieatam Maciuś:)qwer pisze:3 demon princow, coś kojarzę, jakby przez sen - tak samo jak bloodzia i great dragona w jednej armii
Pamietam jak robiliśmy cyrk potworòw, staliśmy w 3, a na stole 9 monsteròw gotowych do gry. Hippogryfy, chimery, smoki, mantikory...
Armia imperium z 60 halfingami po 5 w oddziale, armia dark elfòw z 80 shadami, 4 bolt throwerami, gobliny z 10 shamanami na grzybkach, którzy w pierwszej turze sciagali wszystkie karty magii.
Najlepsza była jednak armia demonów na demonprincach, 15 harpiach, i 3 oddziałach flash houndow z 10 ruchu, i oddział bloodleterow, w pierwszej turze fly high, w drugiej turze game over:)
Z sentymentem wspominam te czasy...
Ja zacząłem w 1997(?) w Bielskim Bardzie(jeszcze przed jego zakupem przez obecną właścicielkę), akurat wyszła podstawka z Lizakami i Bretonnią. Jako że rycerzy specjalnie nie lubiłem to wybrałem Lizaki(nie było jeszcze booka, natomiast w WD były statystyki skinków i saurusów, co ciekawe te pierwsze miały mieć 4 cale MV:)
Jako uczeń podstawówki nie miałem zbyt pokaźnego portfela, a rynek wtórny albo nie istniał albo nie miałem do niego dostępu, więc kupowałem armię bardzo powoli:). W ciągu 2 lat udało mi się kupić oprócz saurusów i skinków slanna, temple guardów, stegadona i 1 salamandrę.
Graliśmy wtedy epickie bitwy po 12 tysięcy na stronę, 3 na 3. Pamiętam jak Slann z temple guardami w jednej z takich bitew trzymali całą flankę, a sam Slann ubił największego wampira, lorda khorna(z 10 atakami), oddział jazdy khorna, a na końcu trzymał największego smoka(miałem ten item dzięki któremu latacze trafiali na 6, oprócz tego broń która wyłączała wszystkie magiczne przedmioty przeciwnikom – na gołe statsy to taki slann mógł się bić – 8 ataków i ran, 6 siły, 5 T, ward na 4+ a na deser healing potion leczący z wszystkich zadanych ran. W razie czego miałem jeszcze heart of woe(gdyby slann zginął to w 8 calach każdy model dostałby trafienie z siłą 6+D6 zadające D6 ran), na szczęście nigdy się nie przydało). Żeby to wszystko było nie do ruszenia Slann miał jeszcze crown of command – który na sztywno dawał stubborn na 10 LD(choć wtedy stubborn nie nazywał się stubborn:), co w połączeniu z cold blooded i przerzutowi breaka czyniło jego jednostkę nie do ruszenia. A sami temple gardzi od 3 tury byli otoczeni z każdej strony wszelkiej maści oddziałami.
Jako uczeń podstawówki nie miałem zbyt pokaźnego portfela, a rynek wtórny albo nie istniał albo nie miałem do niego dostępu, więc kupowałem armię bardzo powoli:). W ciągu 2 lat udało mi się kupić oprócz saurusów i skinków slanna, temple guardów, stegadona i 1 salamandrę.
Graliśmy wtedy epickie bitwy po 12 tysięcy na stronę, 3 na 3. Pamiętam jak Slann z temple guardami w jednej z takich bitew trzymali całą flankę, a sam Slann ubił największego wampira, lorda khorna(z 10 atakami), oddział jazdy khorna, a na końcu trzymał największego smoka(miałem ten item dzięki któremu latacze trafiali na 6, oprócz tego broń która wyłączała wszystkie magiczne przedmioty przeciwnikom – na gołe statsy to taki slann mógł się bić – 8 ataków i ran, 6 siły, 5 T, ward na 4+ a na deser healing potion leczący z wszystkich zadanych ran. W razie czego miałem jeszcze heart of woe(gdyby slann zginął to w 8 calach każdy model dostałby trafienie z siłą 6+D6 zadające D6 ran), na szczęście nigdy się nie przydało). Żeby to wszystko było nie do ruszenia Slann miał jeszcze crown of command – który na sztywno dawał stubborn na 10 LD(choć wtedy stubborn nie nazywał się stubborn:), co w połączeniu z cold blooded i przerzutowi breaka czyniło jego jednostkę nie do ruszenia. A sami temple gardzi od 3 tury byli otoczeni z każdej strony wszelkiej maści oddziałami.
swieta_barbara pisze:Jesteś maszyna debelial, bez Ciebie to hobby dawno by umarło.
Ano taki slaan był straszny, szanse w walce z nim miał tylko największy smok lub wielkie demony (które miały gifty a nie przedmioty, więc Blade of Cocacila ich nie wyłączała)
Złomowisko: https://goo.gl/photos/xRMRQZGkEgCpcHcx5
Na szczęście z reguły jedno i drugie latało i po to jakiś bohater saurusów miał ten item dzięki któremu latacze trafiają w oddział na 6+.
Choć i tak w efekcie oba oddziały się blokowały, bo żaden nie mógł drugiemu nic zrobić.
Choć i tak w efekcie oba oddziały się blokowały, bo żaden nie mógł drugiemu nic zrobić.
swieta_barbara pisze:Jesteś maszyna debelial, bez Ciebie to hobby dawno by umarło.
Sebastian pisze:Grałem kiedyś bloodthirsterem i smokiem na turnieju na Zaspie w Gdańsku w klubie o ile dobrze pamieatam Maciuś:)qwer pisze:3 demon princow, coś kojarzę, jakby przez sen - tak samo jak bloodzia i great dragona w jednej armii
Pamietam jak robiliśmy cyrk potworòw, staliśmy w 3, a na stole 9 monsteròw gotowych do gry. Hippogryfy, chimery, smoki, mantikory...
Armia imperium z 60 halfingami po 5 w oddziale, armia dark elfòw z 80 shadami, 4 bolt throwerami, gobliny z 10 shamanami na grzybkach, którzy w pierwszej turze sciagali wszystkie karty magii.
Najlepsza była jednak armia demonów na demonprincach, 15 harpiach, i 3 oddziałach flash houndow z 10 ruchu, i oddział bloodleterow, w pierwszej turze fly high, w drugiej turze game over:)
Z sentymentem wspominam te czasy...
na tym turnieju grałem z Tobą pierwszą bitwę - pojechałem moją fluffową armią slaanesha i trafiłem na takie "cuś" :-/
blodzio, sredni smok, pieski i spawny :-/
smieszny turniej był - te ww. demki, leśniaki z 2 smokami i 2 drzewami, lizaki ze slanem w już wyrzej wymienionej konfiguracji (tzw. nieśmiertelna atomówka), krasie z 9 organkami.... nostalgiczne czasy 5edzi się kłaniają z łezką w oku

podpis skasowany-> patrz regulamin -> REGULAMIN ŚMIERDZI
I jak to się działo, że człowiek z wypiekami jeździł na każdy następny turniej? Każdy miał maximum wygięć i się grało! I wszystkim się turnieje podobały. Nie pamiętam żeby ktoś z naszej ekipy (a dużą ekipą jeździliśmy dekadę temu) wrócił niezadowolony że smok czy zły Żab go zjadł bo sam miał swoje Asy w rękawie (to znaczy w rosterze)...qwer pisze: smieszny turniej był - te ww. demki, leśniaki z 2 smokami i 2 drzewami, lizaki ze slanem w już wyrzej wymienionej konfiguracji (tzw. nieśmiertelna atomówka), krasie z 9 organkami.... nostalgiczne czasy 5edzi się kłaniają z łezką w oku

A teraz? Dzieci płaczą bo czar zjadł im genrała a ktoś inny trzy armaty wystawił - Matko Święta!


no właśnie, wtedy to się chciało grać a na turniej czekało się z miesięcznym wyprzedzeniem,Remo pisze:I jak to się działo, że człowiek z wypiekami jeździł na każdy następny turniej? Każdy miał maximum wygięć i się grało! I wszystkim się turnieje podobały. Nie pamiętam żeby ktoś z naszej ekipy (a dużą ekipą jeździliśmy dekadę temu) wrócił niezadowolony że smok czy zły Żab go zjadł bo sam miał swoje Asy w rękawie (to znaczy w rosterze)...qwer pisze: smieszny turniej był - te ww. demki, leśniaki z 2 smokami i 2 drzewami, lizaki ze slanem w już wyrzej wymienionej konfiguracji (tzw. nieśmiertelna atomówka), krasie z 9 organkami.... nostalgiczne czasy 5edzi się kłaniają z łezką w oku![]()
A teraz? Dzieci płaczą bo czar zjadł im genrała a ktoś inny trzy armaty wystawił - Matko Święta!Tnijcie! Tnijcie!
pamiętam i mam jescze gdzieś w domu brodę , którą dostałem na jakimś turnieju jako największy przeginacz, zrobiona z papieru toaletowego:), mam zdjęcie z nią gdzieś
Dobrze że jednak jest jeszcze troche ludzi, którzy wolą grać na pure 8 ed bez żadnych cięć i też nikomu nie przeszkadza że dostaje baty tylko dlatego że wystawił armię na funnowo
Ja gram praktycznie wszystkimi jednostkami dostępnymi w armii WoCh i bardziej mi się to podoba niż granie tylko na Chosenach, Shrinach i Warriorach. Kiedyś każdy się cieszył że w ogóle może sobie pograć w WFB.

Welcome to the Tower of Rising Sun.
Moja galeria: http://forum.wfb-pol.org/viewtopic.php?f=10&t=28122
Kupię RÓŻNE RÓŻNOŚCI: http://forum.wfb-pol.org/viewtopic.php?f=55&t=42454
Moja galeria: http://forum.wfb-pol.org/viewtopic.php?f=10&t=28122
Kupię RÓŻNE RÓŻNOŚCI: http://forum.wfb-pol.org/viewtopic.php?f=55&t=42454
Ja zaczynałem pod koniec 4 edycji.. bylem wtedy w technikum....
Nie mam zdjęć z tamtych lat, ale ma odnalezione ostatnio oryginalne regulaminy turniejów jakie odbyły się w Toruniu i w Chełmży w okolicach 98 roku na zasadach 5ed. Taka ciekawostka...



Najbardziej lubie ten tekst "w miare możliwości prosimy o przyniesienie własnego terenu..."
To były czasy grania dla przyjemnosci i robienia turniejów żeby pograć z innymi graczami dla przyjemnosci... nie dla wyniku
Nie mam zdjęć z tamtych lat, ale ma odnalezione ostatnio oryginalne regulaminy turniejów jakie odbyły się w Toruniu i w Chełmży w okolicach 98 roku na zasadach 5ed. Taka ciekawostka...




Najbardziej lubie ten tekst "w miare możliwości prosimy o przyniesienie własnego terenu..."

To były czasy grania dla przyjemnosci i robienia turniejów żeby pograć z innymi graczami dla przyjemnosci... nie dla wyniku
Uwielbiam takie tekstyARBAL pisze: To były czasy grania dla przyjemnosci i robienia turniejów żeby pograć z innymi graczami dla przyjemnosci... nie dla wyniku

Grałem na turniejach na 5 edycję i tak naprawdę nie różniło się to niczym od dzisiejszych, poza faktem że było dużo mniej osób i słabsza organizacja (brak netu). Od zawsze grało się i gra nadal z dwóch powodów - dla przyjemności i dobrego wyniku. W sumie jak w każdą grę, bo taki jest sens gier, prawda?
Zainteresowanie batlem w mojej okolicy spadło do 0 pod koniec 5 edycji (zaczynaliśmy w 4), właśnie dzięki temu, że tak wyglądało składanie rozpisek. Każdemu średnio rozgarniętemu człowiekowi nudziło się ściganie na to, kto kogo wysadzi z Heart of Woe albo klepnie jedną ranę z Executioner's AxeRemo pisze:I jak to się działo, że człowiek z wypiekami jeździł na każdy następny turniej? Każdy miał maximum wygięć i się grało! I wszystkim się turnieje podobały. Nie pamiętam żeby ktoś z naszej ekipy (a dużą ekipą jeździliśmy dekadę temu) wrócił niezadowolony że smok czy zły Żab go zjadł bo sam miał swoje Asy w rękawie (to znaczy w rosterze)...qwer pisze: smieszny turniej był - te ww. demki, leśniaki z 2 smokami i 2 drzewami, lizaki ze slanem w już wyrzej wymienionej konfiguracji (tzw. nieśmiertelna atomówka), krasie z 9 organkami.... nostalgiczne czasy 5edzi się kłaniają z łezką w oku![]()
A teraz? Dzieci płaczą bo czar zjadł im genrała a ktoś inny trzy armaty wystawił - Matko Święta!Tnijcie! Tnijcie!

Do tego dochodziły jeszcze brzydkie armie w 4-5ed - nie było sensu wystawiać większości oddziałów bo w zasadzie nie uczestniczyły w bitwie bohaterów i przegięć - bardziej to przypominało Mordheim niż batla.
Do starych edycji nie tęsknię - było miło bo zaczynałem zabawę z tym fajnym hobby i tylko dlatego.
Maciek
To były po prostu inne czasy
Mega partyzantka, wściekły tłok u Faberów na pierwszych turniejach (głównie widzów, bo mało kto miał własną armię), za proksa uważało się bilet tramwajowy lub pięciogroszówkę, a to że skink robił czasem za slaana, mało kogo raziło (klasyczny ruch Żaby, u którego pół armii składało się z samych podstawek). Sam pamiętam, kiedy po raz pierwszy (już na którymś z kolei turnieju) postawiono wymóg malowania armii w minimum 3 kolorach, to koleś ustawił swoich imperialnych strzelców w szeregu, wziął gruby pędzel i jednym pociągnięciem maznął nogi na niebiesko, kubraki na czerwono, a buźki na flesha (oczywiście tylko z przodu). I nikt się już nie czepiał, bo było zgodnie z regulaminem
I jeśli nawet w czasie bitwy miało się ochotę dać przeciwnikowi w mordę za przegięcia, to wieczorem szło się wspólnie na piwo

to bilet z pierwszego Wojennego Młota. Gościem specjalnym był Tuomas Pirinen

Mega partyzantka, wściekły tłok u Faberów na pierwszych turniejach (głównie widzów, bo mało kto miał własną armię), za proksa uważało się bilet tramwajowy lub pięciogroszówkę, a to że skink robił czasem za slaana, mało kogo raziło (klasyczny ruch Żaby, u którego pół armii składało się z samych podstawek). Sam pamiętam, kiedy po raz pierwszy (już na którymś z kolei turnieju) postawiono wymóg malowania armii w minimum 3 kolorach, to koleś ustawił swoich imperialnych strzelców w szeregu, wziął gruby pędzel i jednym pociągnięciem maznął nogi na niebiesko, kubraki na czerwono, a buźki na flesha (oczywiście tylko z przodu). I nikt się już nie czepiał, bo było zgodnie z regulaminem

I jeśli nawet w czasie bitwy miało się ochotę dać przeciwnikowi w mordę za przegięcia, to wieczorem szło się wspólnie na piwo


to bilet z pierwszego Wojennego Młota. Gościem specjalnym był Tuomas Pirinen
Ostatnio zmieniony 28 cze 2011, o 15:24 przez Cormagh, łącznie zmieniany 1 raz.
Nic tak nie przekona w dyspucie, jak dwie stopy krasnoludzkiej stali między łopatkami. Trudno zignorować tak celny argument.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam w sobie taki potencjał, że gdybym tylko chciał, rzuciłbym do swych stóp cały świat. Na szczęście dla świata jestem na to zbyt leniwy...
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam w sobie taki potencjał, że gdybym tylko chciał, rzuciłbym do swych stóp cały świat. Na szczęście dla świata jestem na to zbyt leniwy...
To nie ta edycja Wojennego Młota na ktorej był Andy Chambers? Gdzieś mam dokumentacje fotograficzną z tej imprezy. Figurki, jacyś gracze, itd.
Mam całą masę zdjęć z Młotkowych turniejów odbywających się na Krakonach, Nordconach i innych konwentach/turniejach odbywających się w latach... jakoś 1997-2001. Tylko niestety w wersji negatywowej - nie wywoływane. Założę się że wielu z Was by się odnalazło na tych zdjęciach.
Musiałbym ostro poszukać.
K.
Mam całą masę zdjęć z Młotkowych turniejów odbywających się na Krakonach, Nordconach i innych konwentach/turniejach odbywających się w latach... jakoś 1997-2001. Tylko niestety w wersji negatywowej - nie wywoływane. Założę się że wielu z Was by się odnalazło na tych zdjęciach.
Musiałbym ostro poszukać.
K.
O boże czy mi się przywidziało czy w tych regulaminach były przycięcia?
Nie, na pewno coś mi się przywidziało, przecież to były czasy prawdziwego battla, bez przycięć, płaczu, sama radocha z gry.
Fajny był punkt o wystawianiu przeciwnikowi oceny za grę, przydało by się to znowu na turniejach.
Nie, na pewno coś mi się przywidziało, przecież to były czasy prawdziwego battla, bez przycięć, płaczu, sama radocha z gry.

Fajny był punkt o wystawianiu przeciwnikowi oceny za grę, przydało by się to znowu na turniejach.

-
- Oszukista
- Posty: 825
To był Młot na którym był Chambers, nie Pirinen. Jedyny na którym byłem. Walczyłem z jakimś kolesiem, który mimo jasnego zapisu w regulaminie, o nie używaniu proksow, i zasadzie WYSIWYG wystawil trzy czy cztery oddzialy jakis smieciarzy, pod ktorymi krylo sie cos zupelnie, zupelnie innego i znacznie grozniejszego. Poinformowal mnie o tym w momencie, w ktorym doszlo do walki.
Beznadziejne.
Beznadziejne.
http://www.miniwojna.blogspot.com - gry bitewne i malowanie figurek
http://polskiefigurki.blogspot.com/ - wiadomości o polskich grach bitewnych, figurkach i akcesoriach do nich
http://polskiefigurki.blogspot.com/ - wiadomości o polskich grach bitewnych, figurkach i akcesoriach do nich