Gra o Tron - serial
Moderatorzy: Heretic, Grolshek, Albo_Albo
Re: Gra o Tron - serial
Kolejny dowód na to, że o gustach się nie dyskutuje. Bo dla mnie Erikson << Martin. Nie będę się skupiał na porównywaniu, bo to nie temat na to. Dodam tylko, że nazwanie Sagi przewidywalną to jedna ze śmieszniejszych rzeczy, jakie tu widziałem ;]
Sam serial na razie tak średnio mi podszedł, ale mam nadzieję, że pierwszy odcinek był niejako na rozgrzewkę, a w następnych całość będzie szła ku lepszemu, bo potencjał jest ogromny. Scenografia nie przypomina mi żadnego larpa za 10 dolców, myślę więc, że na to również nie będzie co narzekać. Fakt, że mogłaby być lepsza, ot, choćby jak we Władcy Pierścieni, ale to jednak nie ta bajka.
Aktorstwo w pierwszym odcinku wydawało mi się jeszcze odrobinę drętwe, przynajmniej u niektórych aktorów, ale mają jeszcze czas to nadgonić. Ogólnie rzecz biorąc, serial nadal budzi moje nadzieje
Sam serial na razie tak średnio mi podszedł, ale mam nadzieję, że pierwszy odcinek był niejako na rozgrzewkę, a w następnych całość będzie szła ku lepszemu, bo potencjał jest ogromny. Scenografia nie przypomina mi żadnego larpa za 10 dolców, myślę więc, że na to również nie będzie co narzekać. Fakt, że mogłaby być lepsza, ot, choćby jak we Władcy Pierścieni, ale to jednak nie ta bajka.
Aktorstwo w pierwszym odcinku wydawało mi się jeszcze odrobinę drętwe, przynajmniej u niektórych aktorów, ale mają jeszcze czas to nadgonić. Ogólnie rzecz biorąc, serial nadal budzi moje nadzieje
Tak tylko się wtrącę, a'propos Martin vs Erikson - podczas spotkania autorskiego na Triconie, Erikson opowiadał że bardzo bawią, zarówno jego, jak i Martina, te porównania, gdyż ich zdaniem, jedyne co ich łączy, to skłonność do zabijania własnych postaci Trudno się z tym nie zgodzić, ponieważ to bardzo różna proza jest - nawet jak na fantasy.
@Cibi
Ja zwykle czytam w biegu - dorwe nowa ksiazke to juz czytam w tramwaju, w pociagu, metrze czy kiedy tylko mam czas. A jak czasu nie mam, to mi mysli bladza w strone "ciekawe co bedzie dalej". U Martina sprawdzaja sie sztampowe odpowiedzi. Serio
Zas co do "serial budzi nadzieje" - gdyby nie nazywal sie "GoT" tylko "Bla bla" to by takich nadziei nie budzil ;d
@Ksch
Porownuje jako czytacz i to konkretna sytuacje - martin polecial w kat dopoki nie skonczylem wszystkiego zwiazanego z malazanka i wtedy wydanego Potem owszem, dokonczylem Martina, bo czytadlo jest solidne, a ja jestem nalogowym polykaczem ksiazek
Ale i tak maja znacznie wiecej wspolnego ze soba niz z takimi np Jordanem czy Feistem.
Ja zwykle czytam w biegu - dorwe nowa ksiazke to juz czytam w tramwaju, w pociagu, metrze czy kiedy tylko mam czas. A jak czasu nie mam, to mi mysli bladza w strone "ciekawe co bedzie dalej". U Martina sprawdzaja sie sztampowe odpowiedzi. Serio
Zas co do "serial budzi nadzieje" - gdyby nie nazywal sie "GoT" tylko "Bla bla" to by takich nadziei nie budzil ;d
@Ksch
Porownuje jako czytacz i to konkretna sytuacje - martin polecial w kat dopoki nie skonczylem wszystkiego zwiazanego z malazanka i wtedy wydanego Potem owszem, dokonczylem Martina, bo czytadlo jest solidne, a ja jestem nalogowym polykaczem ksiazek
Ale i tak maja znacznie wiecej wspolnego ze soba niz z takimi np Jordanem czy Feistem.
Jasne, jasne - ja nie krytykuję, opowiadam po prostu anegdotkę. Bo rzeczywiście tym, co łączy obu tych pisarzy jest nie cackanie się ze swoimi głównymi bohaterami. Tu mały spojler na temat różnicy: z tymże u Eriksona większość wraca, a u Martina wprost przeciwnie
w malazanskiej musialem sie przyzwyczaic do totalnego braku opisow. ok.
ale tez denerwuje maniera wprowadzania coraz wiekszych rozpierdalatorow wszechswiata przy ktorych wczesniejsi "Bad Boys" to przedszkolaki.
co nie zmienia ze jak na wielotomiszczowa sage calkiem przywoite.
BTW, w rodzimej fantastyce rownie brutalny dla gl.bohaterow jest tylko Kress.
ale tez denerwuje maniera wprowadzania coraz wiekszych rozpierdalatorow wszechswiata przy ktorych wczesniejsi "Bad Boys" to przedszkolaki.
co nie zmienia ze jak na wielotomiszczowa sage calkiem przywoite.
BTW, w rodzimej fantastyce rownie brutalny dla gl.bohaterow jest tylko Kress.
Cos w tym jest ;d Tyle, ze smierc w MKP to tylko druga strona obesranej bramy Kaptura, a nie koniec Nie wspominajac o ascendencji przez smierc wlasnie
SPOILER Ale jak n-ty raz wroci Toc, ktorego nawet lubilem, to juz bedzie ostre przegiecie /SPOILER
W ogole wiadomo, ze haters gonna hate, ale staram sie patrzec obiektywnie i szalu ni ma, a ogolne wrazenie psuje jeszcze fakt, ze przeciez doskonale wiem jak sie serial rozwinie, moge tylko sie gapic i moja "ólóbiona" zabawa w odgadywanie nie ma racji bytu ;<
SPOILER Ale jak n-ty raz wroci Toc, ktorego nawet lubilem, to juz bedzie ostre przegiecie /SPOILER
W ogole wiadomo, ze haters gonna hate, ale staram sie patrzec obiektywnie i szalu ni ma, a ogolne wrazenie psuje jeszcze fakt, ze przeciez doskonale wiem jak sie serial rozwinie, moge tylko sie gapic i moja "ólóbiona" zabawa w odgadywanie nie ma racji bytu ;<
To masz bardzo osobliwe przewidywania odnośnie fabuły, bo dla mnie Saga jest jedną z najmniej przewidywalnych powieści, jakie czytałem. A czytam naprawdę dużo ;]Vallarr pisze:@Cibi
Ja zwykle czytam w biegu - dorwe nowa ksiazke to juz czytam w tramwaju, w pociagu, metrze czy kiedy tylko mam czas. A jak czasu nie mam, to mi mysli bladza w strone "ciekawe co bedzie dalej". U Martina sprawdzaja sie sztampowe odpowiedzi. Serio
W MKP mi nie pasują dwie rzeczy - nadmierne robienie tajemnicy ze zbyt wielu rzeczy - fakt, fajnie jest, kiedy czytelnik nie wie od razu wszystkiego, a dowiaduje się o tym stopniowo. Zagranie typu "Jedna postać tłumaczy drugiej co i dlaczego, ale autor oszczędza tej wiedzy czytelnikowi" jest owszem, fajne, ale w rozsądnej ilości. Erikson poszedł w tej materii o wiele za daleko jak dla mnie.
Druga rzecz to nadmiar czegoś co ja nazywam filozofowaniem. Fakt, że każdy, łącznie nawet z żołnierzami piechoty morskiej itp. prowadzi metafizyczne rozważania o naturze wszechrzeczy jest nieco irytujący. Z żalem muszę przyznać, że pod koniec serii zacząłem takie fragmenty przeskakiwać.
Tego, muszę przyznać, nie rozumiem ;]Vallarr pisze:Zas co do "serial budzi nadzieje" - gdyby nie nazywal sie "GoT" tylko "Bla bla" to by takich nadziei nie budzil ;d
Najwieksza przeszkoda w delektowaniu sie malazanka to ogarniecie swiata - grot, ascendencji, wspolzaleznosci miedzy "mocami", ogarniecie paruset tysiecy lat historii i spiecie tego wszystkiego struktura narzucajaca lad - twierdze/talia smokow.W MKP mi nie pasują dwie rzeczy - nadmierne robienie tajemnicy ze zbyt wielu rzeczy - fakt, fajnie jest, kiedy czytelnik nie wie od razu wszystkiego, a dowiaduje się o tym stopniowo. Zagranie typu "Jedna postać tłumaczy drugiej co i dlaczego, ale autor oszczędza tej wiedzy czytelnikowi" jest owszem, fajne, ale w rozsądnej ilości. Erikson poszedł w tej materii o wiele za daleko jak dla mnie.
Owszem, zdarzalo sie, ze czytajac jakis fragment mialem ochote powiedziec soczyste "WTF?!", ale rzadko i rozwiazywalo sie to dalej samo. To jest dla mnie do przezycia, w przeciwienstwie do nielogicznosci innych ksiazek. Na dodatek mam wrazenie, ze problem zniknal w okolicy 3-4 tomu, gdzie juz o swiecie wiadomo wystarczajaco, zeby reszty sie domyslic bez trudu
Jak to ujela Korlat w 3 czesci:Druga rzecz to nadmiar czegoś co ja nazywam filozofowaniem. Fakt, że każdy, łącznie nawet z żołnierzami piechoty morskiej itp. prowadzi metafizyczne rozważania o naturze wszechrzeczy jest nieco irytujący. Z żalem muszę przyznać, że pod koniec serii zacząłem takie fragmenty przeskakiwać.
"Do not dare underestimate them! (...) I have come to know many of your soldiers, Whiskeyjack. They are not fools. Perhaps many of them - if not most - are unable to articulate their fullest understanding, but they understand none the less."
To jest kwintesencja malazanki dla mnie. Zolnierze w tych druzynach to nie armia klonow i kukielek, tylko ludzi. Czasem niezbyt inteligentnych, czasem nudnych, ale zywych i myslacych. Do tego niemal wszystkie rozmowy i przemyslenia ciezkich to perelki - wymiana zdan po Y'ghatanie to absolutne mistrzostwo w paru zdaniach.
Jesli przeskakujesz takie teksty, to moim zdaniem sporo tracisz
Heh. Gdyby to nie byla ekranizacja "piesni..." tylko normalny serial fantasy (vide nieszczesny "Camelot" wlasnie) to nastroje bylyby znacznie bardziej stonowane imho, bo nie ma czym sie podniecac jak na razie Ale to "GoT", wiec obiektywizm w bok i wychwalamy pod niebiosaTego, muszę przyznać, nie rozumiem ;]
Kolejne starcie Erikson - Martin? Ja rzuciłem w kąt Eirksona po połowie "Ogrodów księżyca" ;P Potem wróciłem, jakoś przebrnąłem pierwszy tom (który uważam za słaby, no powiedzmy: średni) i Erikson wynagrodził mi wysiłek Sznurem Psów, ale fakt pozostaje faktem
A serial zapowiada się bardzo dobrze imho. Fabułę filmową/serialową trzeba prowadzić trochę inaczej niż w książce, inna materia. Blade Runner świadkiem Na razie jest bardzo ok, zdziwił mnie nie kolor włosów u Sansy, tylko u lannisterskich bliźniaków. A on akurat w książce odgrywa ważną fabularną rolę Tym bardziej, że samiwieciekto kolor ma odpowiedni
A serial zapowiada się bardzo dobrze imho. Fabułę filmową/serialową trzeba prowadzić trochę inaczej niż w książce, inna materia. Blade Runner świadkiem Na razie jest bardzo ok, zdziwił mnie nie kolor włosów u Sansy, tylko u lannisterskich bliźniaków. A on akurat w książce odgrywa ważną fabularną rolę Tym bardziej, że samiwieciekto kolor ma odpowiedni
Oj tam starcie od razu Lubie Martina, serio. Trzecie miejsce (mam cholerny sentyment do "Drussa" ) w sagach fantasy to zaden wstyd. Po prostu korzystam z okazji i spamuje ;d
Wlasnie ta fabula mnie troche intryguje, bo skoro widza zaskoczyc nie moga trescia (fani by ich na taczkach wywiezli), gra aktorska i scenografia nie powala, to... czym? Poza metka, ofc
Wlasnie ta fabula mnie troche intryguje, bo skoro widza zaskoczyc nie moga trescia (fani by ich na taczkach wywiezli), gra aktorska i scenografia nie powala, to... czym? Poza metka, ofc
- Don_Silvarro
- Chuck Norris
- Posty: 508
- Lokalizacja: W-wa
Scenami seksu co 15 minut i bryzgającymi flakami w do tej pory bardzo grzecznym i pruderyjnym gatunku, jakim jest fantastyka w telewizji.Vallarr pisze: Wlasnie ta fabula mnie troche intryguje, bo skoro widza zaskoczyc nie moga trescia (fani by ich na taczkach wywiezli), gra aktorska i scenografia nie powala, to... czym? Poza metka, ofc
Powieści na jadą na tej sztuczce z całkiem dobrym skutkiem, logicznym jest, że serial zrobi to samo
Książki są fajne. Nie jest to Holy Grail literatury, jak przekonują zastępy fanbojów, ale dają radę.
Natomiast myślę, że tych powieści nie da się w sensowny i w miarę wierny sposób przenieść na ekran. Obiektywnie patrząc - w pierwszych dwóch odcinkach serialu w zasadzie nic się nie dzieje. Zastępy gadających głów, parę losowych scen z golizną, kilka widoczków, napisy końcowe. Serial telewizyjny to nie jest dobre medium dla takiej historii. A to i tak tylko jeden z wielu problemów...
Serial ma oddawac książkę zasadniczo - nie czytałeś nie podchodx ; ) Gdyby nie mój zapał do sagi to czułbym sie nieswojo gdyz masa jest tu niedomowień... Ale skoro czytałem, to tym lepiej, bo po co maja mi mówic cos co i tak wiem ^^
- krystian1wielki
- Niszczyciel Światów
- Posty: 4143
- Lokalizacja: FENIX Włocławek/Gdańsk
Da radę znaleźć serial w necie
Nie mam HBO
Nie mam HBO
Bez najmniejszego problemukrystian1wielki pisze:Da radę znaleźć serial w necie
Nie mam HBO
http://www.serialeonline.pl/category/706/sezon-1
kurde drugi odcinek był a ja zapomniałem oglądać FAIIIIIIIIIIIIIIIIIIIL
Hm, chodziło mi raczej o teksty pokroju tego:Vallarr pisze: To jest kwintesencja malazanki dla mnie. Zolnierze w tych druzynach to nie armia klonow i kukielek, tylko ludzi. Czasem niezbyt inteligentnych, czasem nudnych, ale zywych i myslacych. Do tego niemal wszystkie rozmowy i przemyslenia ciezkich to perelki - wymiana zdan po Y'ghatanie to absolutne mistrzostwo w paru zdaniach.
Jesli przeskakujesz takie teksty, to moim zdaniem sporo tracisz
Może ja jestem troglodytą, niezdolnym do docenienia prawdziwie głębokiej refleksji, ale to, co wyżej zacytowałem i wiele innych fragmentów MKP uważam po prostu za zbędny bełkot. Jest to dla mnie tragicznie nieudana próba nadania książce refleksyjnej głębi i wartości, bo ja wiem, filozoficznej? Zupełnie niepotrzebnie. Rozkłada to imo bardzo dobrą książkę.Każde miejsce przechowywało wszystkie wspomnienia tego, czym ongiś było. Równina pamiętała dno jeziora, płytkiego morza i mroczną otchłań ogromnego oceanu. Wzgórze było ongiś szczytem młodej góry, jedną z wysp archipelagu, wyszczerbionym kłem ziemi pochowanym w lądolodzie. Pył roślinami, piasek kamieniem, plamy żyjącymi ciałami. Kalyth uświadomiła sobie, że większość wspomnień pozostaje w ukryciu, niedostrzegalna dla migotliwego życia. Gdy jednak oczy się przebudzą, wszelkie zasłony spadają, ujawniając tu fragment, ówdzie wskazówkę, zastęp prawd szepczących o wieczności.
Tego typu wiedza mogła zmiażdżyć duszę swym ogromem albo zatopić ją potopem niemożliwej do zniesienia daremności. Gdy tylko dusza oddzielała się od całej reszty, od otaczającego ją świata z jego nieustannym upływem czasu i kapryśną grą zmian, ciągle wahającą się między powolnym oblężeniem a nagłą katastrofą, stawała się sierotą, odartą z wszelkiego poczucia bezpieczeństwa, spoglądała w oczy rzeczywistości, która stawała się nagle dla niej w najlepszym razie obcym, w najgorszym zaś nieubłaganym, pozbawionym serca wrogiem.
W swej arogancji czynimy się sierotami, a potem pomstujemy na straszliwą samotność towarzyszącą nam na drodze do śmierci.
Jak jednak można by wrócić do świata? Jak się nauczyć pływać w takich prądach? Ogłaszając swą odrębność, dusza decydowała, że pozostaje w opozycji do wszystkiego, co leży poza nią. Wnętrze i zewnętrze; znajome i obce; to, co się posiada, i to, czego się pożąda; to, co jest w zasięgu ręki, i to, co zawsze pozostanie poza nim. Podobne rozróżnienia były głębokim, okrutnym cięciem noża, rozdzielającym ścięgna i mięśnie, tętnice i nerwy.
Niektóre dialogi i całe sytuacje są naprawdę świetne - choćby Bauchelain i Broach vs Podpalacze Mostów, Tiste Liosan, którzy oberwali wstrząsaczem czy dialogi Tehola i Bugga, które są wg mnie najlepszymi fragmentami tych książek. Ale nie takie rzeczy, jak cytat wyżej.
Wydaje mi się, że tak nie jest - bardzo dobre trailery, równie dobry prolog i naprawdę wielka jak na serial kampania, którą HBO poprzedziło premierę dałyby bardzo dobry efekt nawet bez znanego tytułu. Co więcej, spodziewam się, że ludzi, którzy zachęceni serialem sięgną po książki może być równie wiele co tych, którzy ze względu na książkę będą oglądać serial. Tak to przynajmniej mniej więcej wygląda wśród moich znajomych ;]Vallarr pisze: Heh. Gdyby to nie byla ekranizacja "piesni..." tylko normalny serial fantasy (vide nieszczesny "Camelot" wlasnie) to nastroje bylyby znacznie bardziej stonowane imho, bo nie ma czym sie podniecac jak na razie Ale to "GoT", wiec obiektywizm w bok i wychwalamy pod niebiosa
Po drugim odcinku.
Sceptycycm słabnie . Dwie kobiety aktorsko mnie przekonały: Arya i Daenerys
Cały czas jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, ze w całości ciut brakuje logiki. No bo: jeśli zakładamy, ze serial to nie zekranizowana książka, to musimy założyć, ze widz książki nie czytał. Czyli, wkładamy sceny które nas jakoś w klimat wprowadzają (nieszczęsna scena Tyriona w burdelu) i dopowiadają to co zazwyczaj mówi narrator. Ale jeśli tak robimy - róbmy to konsekwentnie. No kurcze zobaczcie. Daenerys siedzi sobie na koniu i obserwuje Khalasar - super. Następna scena: służące zdejmują ją z konia z bolącym tyłkiem. Brak konsekwencji IMO. A wystarczy 3-4 sekundowa scena z przebitkami sugerująca długość podróży. Druga rzecz: Benjen, Tyrion i jon docierają na mur z odmrożeniami na twarzach a ostatnia scena z nimi to sympatyczny biwak nad jeziorkiem. Prosty zabieg jak powyżej i konsekwencja zachowana. Ale to tylko IMO
PS nawet po obejrzeniu serialu żal mi Lady i Nymerii
PPS - idzie ku lepszemu
Sceptycycm słabnie . Dwie kobiety aktorsko mnie przekonały: Arya i Daenerys
Cały czas jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, ze w całości ciut brakuje logiki. No bo: jeśli zakładamy, ze serial to nie zekranizowana książka, to musimy założyć, ze widz książki nie czytał. Czyli, wkładamy sceny które nas jakoś w klimat wprowadzają (nieszczęsna scena Tyriona w burdelu) i dopowiadają to co zazwyczaj mówi narrator. Ale jeśli tak robimy - róbmy to konsekwentnie. No kurcze zobaczcie. Daenerys siedzi sobie na koniu i obserwuje Khalasar - super. Następna scena: służące zdejmują ją z konia z bolącym tyłkiem. Brak konsekwencji IMO. A wystarczy 3-4 sekundowa scena z przebitkami sugerująca długość podróży. Druga rzecz: Benjen, Tyrion i jon docierają na mur z odmrożeniami na twarzach a ostatnia scena z nimi to sympatyczny biwak nad jeziorkiem. Prosty zabieg jak powyżej i konsekwencja zachowana. Ale to tylko IMO
PS nawet po obejrzeniu serialu żal mi Lady i Nymerii
PPS - idzie ku lepszemu
- krystian1wielki
- Niszczyciel Światów
- Posty: 4143
- Lokalizacja: FENIX Włocławek/Gdańsk
Miejmy nadzieję że poziom będzie stale wzrastał
Uwielbiam jak mistrzowie ciętej riposty szukają drugiego dna i głębi psychologicznej w serialu HBO ^^
To samo rozbawienie czuję, jak znawcy książki próbują wyszukać nieścisłości.
Do cholery ciężkiej, przecież książkę wykorzystują tylko po to, żeby nie musieć tworzyć od nowa scenariusza, co kosztuje czas i pieniądze. Do tego mają od razu zapewnioną jakieś tam zainteresowanie ze strony tych, co książke czytali. Cięcie wydatków, oglądalność gwarantowana. Czysta komercyjna papka.
Mi się podoba
To samo rozbawienie czuję, jak znawcy książki próbują wyszukać nieścisłości.
Do cholery ciężkiej, przecież książkę wykorzystują tylko po to, żeby nie musieć tworzyć od nowa scenariusza, co kosztuje czas i pieniądze. Do tego mają od razu zapewnioną jakieś tam zainteresowanie ze strony tych, co książke czytali. Cięcie wydatków, oglądalność gwarantowana. Czysta komercyjna papka.
Mi się podoba
Mi też się podoba, ale dlatego, że na tą chwilę nie widzę dla niego konkurencji wśród seriali kostiumowych i fantasy. Camelot, Miecz Prawdy, Filary Ziemi, Merlin? Tu widzę podobną konwencję, ale też i większy rozmach - więcej dobrych charakteryzacji, kostiumów, dobrych zdjęć, scenografii i dialogi nie walą młotem po czaszce.
Nie czytałem książki i nie zamierzam, ale fabuła klei mi się bardzo dobrze. Po dwóch odcinkach z niecierpliwością czekam na kolejny.
Nie czytałem książki i nie zamierzam, ale fabuła klei mi się bardzo dobrze. Po dwóch odcinkach z niecierpliwością czekam na kolejny.
- Silverbolt
- Chuck Norris
- Posty: 428
- Lokalizacja: Włocławek
Szczerze mówiąc to wole już miecz prawdy i Merlina, choć wiem jak wiele wspólnego ma miecz prawdy z książką